70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Czy handel jest nośnikiem rozwoju?

Ekonomiści głównego nurtu zawsze twierdzili, że handel jest ważnym nośnikiem rozwoju (definiowanego jako wzrost gospodarczy), tak długo, jak długo jest to „właściwy rodzaj” handlu. Tak się dziwnie składa, że „właściwy rodzaj” handlu zawsze skutkuje wykluczeniem biedniejszych regionów z handlu dobrami, które konkurują z najbardziej opłacalnymi produktami z regionów bogatszych. Te ostatnie, kończą zawsze produkując lub handlując surowcami, których regiony bogatsze albo potrzebują, albo pożądają w zamian za dobra przez siebie produkowane i kontrolowane.

Teoria ekonomiczna, handel i rozwój

Ricardiańskie modele przewagi komparatywnej  to statyczne modele, które proponowały po prostu, by każdy kraj lub region skupiał się na produkcji towarów, które może wytworzyć najtaniej, a potem wymieniał je z innymi regionami na dobra, których jego obywatele potrzebują lub pożądają. Klasycznym przykładem są dwa regiony (powiedzmy, Wielka Brytania i Portugalia) produkujące dwa dobra (ubrania i wino, reprezentujące przemysł odzieżowy i spożywczy). Obydwa kraje mogą produkować oba dobra. Jednak ponieważ Portugalia może produkować wino taniej, a Wielka Brytania jest szczególnie wydajna w produkcji ubrań, kraje te wyjdą na tym lepiej, jeżeli Portugalia będzie produkowała tylko wino, a Wielka Brytania tylko ubrania, a potem będą wymieniały się na to, czego nie produkują. Co ciekawe, Ricardo argumentował, że specjalizacja jest korzystna nawet wtedy, jeżeli Wielka Brytania może produkować taniej zarówno wino, jak i ubrania, ale różnica jest większa w wypadku ubrań.

Z modelem przewagi komparatywnej są trzy podstawowe problemy. Pierwszy polega na tym, że jest on statyczny. Nie uwzględnia koncepcji, iż w dłuższej perspektywie regiony mogą skorzystać rozwijając alternatywne umiejętności lub moce produkcyjne, nawet jeżeli w punkcie wyjścia wypadają na tym tle gorzej. Koncepcja przewagi komparatywnej jest zatem ahistoryczna. Portugalia może w dłuższej perspektywie wzmocnić swoją gospodarkę unowocześniając produkcję ubrań przeznaczonych na handel, zamiast koncentrować się wyłącznie na bieżącej przewadze komparatywnej w produkcji wina. Bardziej współczesna koncepcja przewagi komparatywnej sugeruje, jak kraj lub region może rozwijać swoje zdolności do konkurowania w pewnych kategoriach produktowych, szczególnie w tych, które są najbardziej pożądane w światowej gospodarce, technologicznie zaawansowane i przez to opłacalne dla regionów, które zdominowały ich produkcję . Z historycznego punktu widzenia wiemy, że to była podstawa do generowania bogactwa i rozwoju przemysłu w krajach Europy Zachodniej.

Drugi problem z przewagą komparatywną jest taki, że podobnie jak większość modeli ekonomicznych nie zawiera on w sobie elementu dystrybucji. Region może wymieniać się na koszyk dóbr, który ma większą wartość rynkową niż to, co byłby w stanie wyprodukować własnymi siłami.

Trzeci i prawdopodobnie najpoważniejszy problem z przewagą komparatywną polega na tym, że nie uwzględnia on możliwości nierównych warunków handlu. Innymi słowy tego, że pewne regiony mogą wykorzystywać inne za pomocą handlu. Konkretne produkty – dla przykładu, surowce tropikalne i produkcja rolna – mogą być wyceniane znacznie niżej i w związku z tym tracić do innych (np. dóbr przetworzonych). Raul Prebisch i Hans Singer opracowali w 1950 r. analizę handlu międzynarodowego, która pokazywała strukturalną tendencję, zgodnie z którą kraje rozwijające się tracą na transakcjach zawieranych z krajami uprzemysłowionymi . Innymi słowy, kraje Południa handlując z Północą otrzymują niepełną wartość swoich podstawowych dóbr w zamian za przeszacowane produkty przetworzone. (…)

Zaakceptowanie tezy o nierównych warunkach handlu prowadzi do konkluzji, że dynamicznymi konsekwencjami polityki wolnego handlu opartej na przewadze komparatywnej są (1) akumulacja majątku w regionach rozwiniętych i (2) większe ubóstwo w regionach rozwijających się. Handel jest więc nośnikiem rozwoju w bogatszych, uprzemysłowionych regionach, ale nośnikiem niedorozwoju w biedniejszych, mniej uprzemysłowionych regionach świata. A zatem, by przywołać wcześniejszy przykład, jeżeli Portugalia będzie dalej produkować i handlować tylko winem, a Wielka Brytania wytwarzać i handlować ubraniami, nierównie warunki handlu zagwarantują, że Portugalia stanie się biedniejsza, a Wielka Brytania bogatsza. Co więcej, jeżeli do naszej analizy handlu włączymy globalny rozkład sił, zobaczymy, że Wielka Brytania, a później Stany Zjednoczone Ameryki (USA), mogą wykorzystać swoją globalną potęgę, by zapewnić sobie, że kraje Południa dalej będą produkować dobra wymagające niższych cen i przynoszące niższe zyski. Mogą również wykorzystać siłę państwa, by wesprzeć korporacje międzynarodowe (Transnational Corporations – TNC) w procesie monopolizacji najbardziej dochodowych produktów, które, generalnie, pochodzą z branż zaawansowanych technologii i (ostatnio) usług.

Prosty model przewagi komparatywnej został ostatnio przekształcony w inny, który replikuje jego wyniki – maksymalnie swobodny przepływ dóbr i pieniędzy oraz regionalna produkcja lokalnych zasobów bez ingerencji państwa – ale ma bardziej dynamiczny charakter. Model Heckschera-Ohlina (H-O) argumentuje, że przewaga każdego regionu bierze się ze względnego czynnika predyspozycji, czyli że każdy kraj powinien produkować i handlować tymi dobrami, do których jest najlepiej predysponowany. Zatem kraje ze względną obfitością siły roboczej (czyli Południe) powinny wytwarzać produkty pracochłonne, zaś te, które posiadają względną przewagę w kapitale i technologii (Północ) powinny wytwarzać produkty wymagające większych nakładów technologicznych.

Model H-O jest lepszy niż ricardiański, ponieważ wyjaśnia przewagę komparatywną w oparciu o różne predyspozycje, ale wciąż ma tę wadę, że nie rozpoznaje historycznego wzorca, według którego dany kraj zostaje „obdarowany” tym lub innym czynnikiem produkcyjnym. Meksyk nie został w „naturalny” sposób obdarowany nadwyżką siły roboczej, a USA nie są z natury „predysponowane” do zaawansowanych technologii. Te warunki tworzyły się w dłuższym okresie poprzez określone strategie polityczne i ekonomiczne. Wystarczy wskazać, że widoczny problem z H-O polega na tym, iż kraje takie jak Meksyk stoją w obliczu dwóch różnych ścieżek rozwoju. Pierwsza, preferowana i polecana przez ortodoksyjnych ekonomistów z Północy, polega na produkowaniu i handlowaniu pracochłonnymi produktami do czasu, aż względny wskaźnik predyspozycji się zmieni, dzięki czemu kraj będzie mógł przestawić się na bardziej kapitałochłonne linie produkcyjne. Jeżeli jednak ktoś akceptuje możliwość nierównych warunków handlu, to ta ścieżka może wpędzić Meksyk w pułapkę niedorozwoju, w której wiecznie będzie on wymieniał niedoszacowane dobra wymagające dużych nakładów pracy na przeszacowane produkty Północy. Alternatywnie, Meksyk może realizować inną ścieżkę rozwoju (tak się składa, że historycznie poszły nią USA i Europa Zachodnia) próbując tworzyć inną przewagę komparatywną w bardziej zaawansowanych technologicznie (a zatem bardziej rentownych) segmentach produkcji.

Podejścia polityczne

Ortodoksyjne podejście polityczne wspiera ideę wolnego handlu. Większość współczesnych formacji politycznych, od prawicy w USA po europejskich socjaldemokratów wyraźnie afirmuje wolny handel jako nośnik postępu i energicznie sprzeciwia się chronieniu lokalnych rynków przed importem. Zwyczajowy argument polityczny głosi w tym przypadku, że wzrost eksportu generuje środki do realizacji celów rozwojowych, podobnie jak wymiana międzynarodowa, dzięki której można uniknąć zadłużenia zewnętrznego. Według tej teorii, nie sam handel, ale eksport jest motorem wzrostu i rozwoju. Ten model jest często opisywany jako industrializacja przez eksport (Export-Led Industrialisation – ELI). Jego zwolennicy głoszą, że decydenci w polityce gospodarczej powinni starać się maksymalizować wzrost eksportu, a najlepszą metodą by to osiągnąć jest wolny handel.

Są jednak ekonomiści i działacze społeczni, którzy dla celów rozwojowych promują politykę handlową inną niż wolnorynkowa. Tradycyjną polityką jest w tym kontekście industrializacja zastępująca import (Import-Substitution Industrialisation – ISI). Argument w tym przypadku brzmi tak, że kraje mogą unowocześnić swoje gospodarki (innymi słowy, rozwinąć nowe przewagi komparatywne) chroniąc określone produkty, takie jak podstawowe surowce, a następnie maszyny, do czasu, aż lokalni producenci będą na tyle konkurencyjni, by przetrwać bez ochrony. Innym sposobem na osiągnięcie tego celu jest ochrona raczkujących branż przed wypchnięciem z rynku przez dojrzałe firmy z innych krajów. Polityka handlowa w postaci barier dla importu jest najskuteczniejszym sposobem na osiągnięcie tego celu. Powszechnym argumentem przeciwko takiemu protekcjonizmowi jest twierdzenie, że nie ma mechanizmu gwarantującego, że chronione raczkujące branże dojrzeją na tyle, by stać się konkurencyjnymi. W istocie jest bardziej prawdopodobne, że będą opierać swoją dochodowość na ochronie, zamiast wprowadzać innowacje i poprawiać wydajność. Dla przykładu, jeżeli w kraju panuje korupcja polityczna, lokalni biznesmeni prawdopodobnie wykorzystają swoje zasoby, by zagwarantować sobie, że politycy utrzymają ochronę handlową dla ich branż. (…)

Od jakiegoś czasu argumenty przeciwko ISI dominują w kręgach politycznych i gospodarczych. Ostatnio jednak szybki wzrost gospodarek Azji Wschodniej spowodował ponowne nasilenie zainteresowania pewnymi formami protekcjonizmu handlowego jako narzędziami rozwoju. Dopracowany argument za protekcjonizmem głosi, że kraje powinny strategicznie lub selektywnie chronić pewne kluczowe produkty w sposób, który zachęca ich wytwórców, by ostatecznie ruszyli z nimi na eksport. Japoński przemysł motoryzacyjny, dla przykładu, zaczął od produkcji samochodów na ściśle chroniony rynek wewnętrzny. Nie był on na tyle duży, by branża motoryzacyjna stała się motorem rozwoju przemysłowego, ale polityka protekcjonistyczna chroniła tę gałąź gospodarki na tyle długo, by japońskie samochody stały się konkurencyjne. Później japońskie koncerny motoryzacyjne weszły na rynek światowy i osiągnęły powszechnie oklaskiwany sukces. Podobne wnioski można wyciągnąć z sukcesu południowokoreańskiej branży elektronicznej. Najważniejszy wniosek jest taki, że sam protekcjonizm nie wystarczy, by ochronić przemysł. Państwo rozwojowe musi mieć na podorędziu ekonomiczny kij i marchewkę, które będą kierować lokalną gospodarkę w kierunku wydajności i orientować ją na eksport. Od lat 70. ubiegłego wieku widzimy zatem ponowny wzrost zainteresowania polityką protekcjonizmu na rzecz eksportu.


Fragment pochodzi z książki Lokalnie – globalnie. Kluczowe zagadnienia studiów nad rozwojem, red. G. McCann, S. McCloskey, tłum. K. Makaruk, T. Krzyżanowski, Polska Akcja Humanitarna, Warszawa 2010.

Książka została wydana w ramach projektu „Wiedza prowadzi do zmian!”. Przy realizacji projektu Polska Akcja Humanitarna korzysta ze wsparcia Unii Europejskiej.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata