70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Staroruski diabeł: strach i śmiech

Dzieje staroruskiego diabła można pisać i jako biografię, w której centrum stoi postać przechodząca w czasie różne transformacje, i jako traktat socjologiczny, gdzie głównym bohaterem będzie nie diabeł, a społeczeństwo na różne sposoby konstruujące i wykorzystujące jego wizerunek.

Pewnej nocy w celi pustelnika Izaaka, który siedem lat przeżył w maleńkiej pieczarze w Monastyrze Kijowsko-Pieczerskim, nagle zabłysło oślepiające światło. Mnich ujrzał dwóch młodzieńców o twarzach jaśniejących jak słońce. Oznajmili mu, że idzie do niego Chrystus i kazali pokłonić mu się do ziemi. Izaak, wierząc, że swoim ascetycznym życiem zasłużył na widzenie Zbawiciela, powitał „Chrystusa” niskim pokłonem i w tym momencie dostał się we władanie diabła. Pozorne anioły okazały się biesami i krzyknęły: „Teraz jesteś nasz, Izaaku!”. Pustelnik doznał paraliżu i stracił mowę. Doszedł do siebie dopiero po kilku latach. Porzucił myśli o pustelnictwie, które okazało się nie na jego siły, powrócił do życia we wspólnocie mnichów i oddał się ciężkiej pracy, walcząc z ciągłymi atakami duchów nieczystych, które teraz były wobec niego bezsilne.

W tej historii, odnoszącej się do wydarzeń z XI wieku, zawiera się prawie cała staroruska demonologia. A przynajmniej ta demonologiczna spuścizna, którą biblioteki rosyjskich monastyrów przejęły z Bizancjum: mnisie zwycięstwo na arenie walki z szatanem; diabeł o tysiącu masek zmieniający się w anioła światła, żeby skusić mnicha, złowić go na haczyk próżności – źródła wszystkich innych grzechów; władza demonów nie tylko nad duchem, lecz także nad ciałem. męczący proces zdrowienia i zwycięstwo nad szatanem poprzez modlitwę, pokorę i posłuszeństwo. Diabeł sprawiający wrażenie wszechmocnego w końcu zawsze przegrywa: jego moc jest iluzją. Trzeba jeszcze dodać kilka szczegółów: hierarchia demonów, na której szczycie stoi szatan; demony jako prokuratorzy i kaci duszy po śmierci itd. – i mamy gotowy wyczerpujący portret staroruskiego diabła.

Chociaż jest to raczej szkic niż portret. Nieprzypadkowo chrześcijańska tradycja tak podkreśla zdolność diabła do przybierania różnych wizerunków. Przypomnijmy sobie obrazy demonów z twarzami w miejscu brzucha lub pośladków, tak popularne na Zachodzie w XIII a na Rusi w XVI wieku. Diabeł rzeczywiście ma wiele twarzy i nie sposób sprowadzić jego historii do sumy teologicznych aksjomatów. W zależności od tego, jak spojrzymy na szatana, jest to zarówno postać z całym arsenałem masek i emploi, jak i zbiór funkcji społecznych, które niekiedy łączą się w jednej osobie. Dlatego dzieje staroruskiego diabła można pisać i jako biografię, w której centrum stoi postać przechodząca w czasie różne transformacje, i jako traktat socjologiczny, gdzie głównym bohaterem będzie nie diabeł, a społeczeństwo na różne sposoby konstruujące i wykorzystujące jego wizerunek.

Średniowieczna demonologia ma wiele różnych źródeł, zawsze występuje w niej kilka poziomów. Diabeł książkowej tradycji cerkiewnej nie jest tożsamy z diabłem amuletów i zaklęć. Wstępujące w człowieka demony chorób dalekie są swoim modus operandi od demonów-kusicieli i przypominają bardziej bakterie lub wirusy, niż ortodoksyjnego chrześcijańskiego szatana, dążącego do zawładnięcia nieśmiertelną duszą swej ofiary. Wypędzenie „demona-wirusa”, wywołującego na przykład gorączkę, mało przypomina dramatyczną walkę wewnętrzną świętego z kusicielem lub jego szarpaninę z atakami biesów.

Sam diabeł cerkiewny ma wiele obliczy i jego rola w kulturze zmienia się z biegiem czasu. W pierwszych wiekach po chrzcie Rusi diabeł uosabia przede wszystkim pokonane pogaństwo. Jednak dla chrześcijan nie jest on tak straszny, a Cerkiew głosi pewność zbawienia, nieszczególnie strasząc swoją trzodę piekielnymi katuszami. W miarę upływu czasu sytuacja się zmienia. Staroruskie chrześcijaństwo staje się bardziej mroczne. Okazuje się, że królestwo diabła nie zaczyna się na rubieżach chrześcijańskiego świata, lecz jest ukryte w jego wnętrzu. Każdy człowiek, nawet ochrzczony, może wpaść w łapy szatana. Klasztorny model ciągłego przeciwstawiania się diabłu przenosi się na całe społeczeństwo, stając się dla Cerkwi instrumentem chrystianizacji i dyscyplinowania ludzi. Żeby poczuć kontrast epok, wystarczy porównać rzadkie wizerunki diabła lub demonów w sztuce wieków XII–XIV z wszechobecną wizualną demonologią wieków XVI–XVII. Tam rzadkie figurki demonów, podobnych do czarnych aniołów. Tu – straszliwe potwory, hybrydy człowieka i zwierząt, grożące grzesznikom pożarciem.

W kulturze staroruskiej wizerunek diabła łączy w sobie dwie pozornie przeciwstawne cechy – jawi się jako straszliwie potężny i nieskończenie słaby. Idea będąca centrum chrześcijańskiej demonologii głosiła, że Szatan jest bezsilny. Jego pole manewru jest mocno ograniczone boską i ludzką wolą. Nie może on skusić człowieka, jeśli ten sam mu się nie podda. Dla ludzi utwierdzonych w wierze diabeł wydaje się nie straszny, lecz śmieszny. Szatan jest wszechobecny i zewnętrznie silny, ale realnie okazuje się słaby i sprawia wrażenie, że za chwilę obróci się w proch. Cała jego moc jest iluzoryczna.

Jednakże na kartach żywotów świętych, pateryków i latopisów Szatan prowadzi ludzi do zguby, pali monastery, dowodzi zastępami najeźdźców, tworzy herezje, zsyła choroby… Na ikonach, freskach i miniaturach w księgach (szczególnie XVI i XVII wieku) jego ogromna figura zasiada w asyście armii biesów – jak władca ogromnego mocarstwa. Demony chorób wstępują w człowieka bez żadnej winy z jego strony, nie zwracając uwagi na teologiczne niuanse. Jaki jest zatem diabeł – słaby czy silny? I taki, i taki. Żeby zniechęcić wiernych do grzechu Cerkiew podkreśla siłę i spryt diabła, uczy bać się jego pułapek i przedstawiając heretyków oraz innowierców jako sługi szatana, tworzy obraz diabelskiej anty-cerkwi, opozycyjnej do Cerkwi Chrystusowej. Widmowa moc szatana opisywana jest tak natrętnie, że czasem trudno zorientować się, czy to faktycznie iluzja. Chrześcijańska demonologia zawsze bazowała na odrzuceniu dualizmu, jednak w istocie często balansowała na jego granicy, czyniąc z Szatana niemalże Boskiego rywala.

Na średniowiecznej Rusi nie znajdziemy ani diabła-intelektualisty, ani intelektualisty-demonologa. Diabeł staroruski wcale nie jest podobny do sarkastycznego Wolanda Bułhakowa, którego piekielnego rodowodu należy szukać w historii Fausta i zachodnim Średniowieczu, a nie na Rusi. Staroruski szatan nie prowadzi przewrotnych dyskusji teologicznych, choć czasem przechwala się swoją siłą, wyliczając wszystkie wyczyny w samochwalnych monologach. W odróżnieniu od Zachodu na Rusi nie funkcjonuje społeczna rola demonologa – duchownego lub świeckiego intelektualisty, który mógłby profesjonalnie „zajmować się” diabłem. Brak systematycznych traktatów w stylu słynnego Malleus Maleficarum (Młot na wiedźmy) czy setek podobnych utworów wieków XV–XVII. W katolickiej i protestanckiej Europie demonologia przybrała postać abstrakcyjnych spekulacji o tym, ilu aniołów może tańczyć na czubku igły i nie szturchać się nawzajem – była surową dyscypliną, teologiczną, prawną i naukową sankcją w zakrojonym na szeroką skalę polowaniu na wiedźmy. Na kartach uczonych traktatów i protokołów sądowych słudzy diabła tworzą gigantyczny spisek, prawdziwy anty-kościół, gdzie zamiast Chrystusa głową jest szatan. W Moscovii także wierzono w istnienie paktu z diabłem, prześladowano praktyki magiczne i uważano je za diabelski wynalazek. Jednak nie było tam mitologemu sabatu i anty-cerkwi czarowników, a bez tego trudno sobie wyobrazić masowe polowania na wiedźmy. W przypadkach procesów czarownic większą rolę grało oskarżenie skrzywdzenia bliźniego przy pomocy magii (rosyjska porcza, łacińskie maleficium) niż związek z diabłem – kluczowy moment tradycji zachodniej.

Diabeł staroruski nie zamyka się w murach klasztorów i działa nie tylko na kartach żywotów świętych. Jeśli spojrzymy na ruskie latopisy – odpowiedniki europejskich kronik – przekonamy się, że w wiekach średnich Szatan był pełnoprawnym aktorem na scenie historii.

Włoski historyk Arnaldo Momigliano wspominał, że w chrześcijańskim piśmiennictwie atak demonów poprzedzał najazd barbarzyńców na Imperium Rzymskie. Jednak ich pułki przestrzegały granic między gatunkami, zapełniając żywoty świętych i tylko sporadycznie zapędzając się w kroniki. Na Rusi było niby podobnie, a jednak inaczej. Szatan był ciągle obecny na kartach latopisów, od Powieści lat minionych (XII w.) zaczynając, a kończąc na tekstach historycznych XVII wieku. W różnych okresach jego figurę wykorzystywano z różną intensywnością, jednak zestaw szatańskich ról ukształtował się już we wczesnych latopisach. Diabeł nie jest statystą, lecz aktywnym działaczem, często wychodzącym (nawet jeśli w sposób niewidoczny) na scenę historii. To on doprowadza do wybuchu sporów pomiędzy książętami, prowokuje bunty i odpowiada za niemal wszystkie wewnętrzne konflikty w społeczności chrześcijan. Jeden z redaktorów Powieści lat minionych przeciwstawia nawet najazdy obcych czy klęski naturalne, które jako karę za grzechy zsyła Bóg, waśniom będącym skutkiem diabelskiej pokusy. Z diabłem kojarzony jest cały świat pogańskich wierzeń i praktyk. Pogańskie bóstwa to tak naprawdę biesy. Wszystkie cuda nieochrzczonych czarowników to pułapki szatana. Herezja to jego broń, a heretycy – jego słudzy. Dla staroruskiego kronikarza sprzeciw wobec Cerkwi zawsze równał się służeniu diabłu.

W odróżnieniu od żywotów, świętych w latopisach szatan zazwyczaj nie wychodzi zza kulis i nie pojawia się na scenie in persona. Sporadycznie można tam usłyszeć go mówiącego (choć w żywotach był bardzo gadatliwy), a opis jego intryg sprowadza się do formuł w rodzaju „rozpalił szatan niezgodę…”. Średniowieczni historycy zachodnioeuropejscy używali takich samych chwytów. W ich kronikach także pojawiają się standardowe sformułowania: „z podjudzenia diabła” wasale dopuszczają się zdrady swoich seniorów, grabieżcy uciskają klasztornych chłopów, a innowiercy szydzą z chrześcijańskich świętości. „Diabelska namowa” to uniwersalne objaśnienie identyfikujące źródło złych zamysłów i przyczynę konfliktów społecznych; to także skuteczny retoryczny mechanizm demonizacji wroga. Bez diabła ulega dekonstrukcji obraz społecznego świata, w którym heretycy, innowiercy, wewnętrzni buntownicy i zewnętrzni najeźdźcy okazują się wojownikami tej samej szatańskiej armii, oblegającej kolejne święte miasto. Diabeł to nie tylko wcielenie zła, lecz także zasada strukturalna, nadająca sens wszelkim formom duchownego i socjalnego chaosu. Jeśli centrum akcji utworu hagiograficznego jest kuszenie, czyli duchowa walka, historyczne teksty częściej wspominają o „diabelskiej namowie” czyli transformacji grzesznika (najeźdźcy, buntownika, zdrajcy, samozwańca) w narzędzie diabła. Nie należy myśleć, że historycy mieli innego diabła, niż hagiografowie. Byli to ludzie o podobnych stylach myślenia, a często nawet ci sami autorzy. Jednak żywot i latopis pełnią inne funkcje, a jak wiadomo, rodzaj tekstu determinuje typ bohaterów. Chociaż – klasyczne historie o walce świętych z szatanem niekiedy dostawały się do kronik. Na przykład opowieść o kuszeniu mnicha Izaaka można znaleźć nie tylko w Pateryku Kijowsko-Pieczerskim, lecz również Powieści lat minionych.

Czy można śmiać się z diabła? Jest bezlitosnym mordercą i sprytnym kusicielem prowadzącym do zguby. Jednak jego wizerunek ma w sobie również element śmiechu łagodzącego strach przed nim i wskazującego na jego skromne miejsce w porządku świata. Święci (szczególnie jurodiwi – boży szaleńcy) niejednokrotnie obśmiewają diabła. Pod koniec Średniowiecza pojawia się postać komicznego czarta, z którego mogą się już śmiać nie tylko święci. Śmiech częściowo rozładowuje strach, jednak groteskowe, często z wyglądu niezgrabne czarty z ludowych obrazków to nie tylko błazny i szachraje – to ciągle ci sami kusiciele i kaci. Wesoła (często tylko ze współczesnego punktu widzenia) forma nie zawsze łączy się z równie lekką i wolną od strachu treścią. Chytre biesy – franty noszące modne zagraniczne kaftany lub tańczące wokół beczki z winem nie zawsze są nieszkodliwe.

Na miniaturze jednego z rękopiśmiennych tomów XVIII wieku znajdziemy niesamowite przedstawienie demona, którego nie sposób sobie wyobrazić w sztuce średniowiecznej. Całe tło pokryte jest jednakowymi różnokolorowymi pagórkami. Z każdego sterczą nogi tkwiącego w nim po pas biesa. Miniatura wypełniona jest rytmicznie ułożonymi nogami i zadami biesów, unieruchomionych w tak niewygodnej pozycji. W tym przedstawieniu zaskakuje to, jak swobodnie, poza ramami tradycji, z wyraźnym elementem absurdu potraktowane zostały postacie demonów. Jego wymowa jest tradycyjna – oznacza nieuniknioną porażkę diabła przy końcu czasów. Ale artysta przyobleka tę ideę w zadziwiająco nowatorską formę. Diabła można nie tylko skuć łańcuchami, zamknąć w podziemnej pieczarze lub zrzucić do ognistej jamy (te warianty były często wykorzystywane w staroruskich latopisach), lecz także wetknąć głową w ziemię: zneutralizować strach przed nim pokazując jego poniżenie.

Przewrotny diabeł-kusiciel z cerkiewnej tradycji, od którego można oczekiwać wyłącznie złego, przeciwstawiony zostaje ambiwalentnym i wyraźnie mniej niebezpiecznym biesom ludowego prawosławia. Jeśli nie pomoże Chrystus, Matka Boska i święci, zawsze można pomodlić się jeszcze do diabła (co zazwyczaj nie stanowiło przeszkody, żeby ponownie zwrócić się o pomoc do świętych). Z XVIII wieku zachowało się mnóstwo spraw sądowych o praktyki magiczne i wyznawanie demonów. Czasem biesy żądały od czarowników wyrzeczenia się Chrystusa i Cerkwi, a innym razem przedstawiały skromniejsze wymagania. W 1748 roku żona Iwana Czernogolenina z Kostromy doniosła na niego, że ten nie tylko nie modli się i zbliża się do niej w dni świąt cerkiewnych, ale na dodatek obcuje z biesami, powtarzając „Ojczulkowie moi, diabły!”. Wzywa diabła, nazywając go świętym, a przy jedzeniu pewnego razu podniósł łyżkę i powiedział: „Przyjaciele moi, diabły, jedzcie!”. W tekstach zaklęć zachowanych w osiemnastowiecznych aktach imiona biesów porażają dziwacznością: znajdziemy tu nie tylko takie warianty jak Satanaił z Werzauiłem (czyli Belzebubem), lecz również „wielki książę diabeł Wasilisk”, Baba-Jaga z braćmi, demon Piłatata, którego imię najwyraźniej pochodzi od słynnego namiestnika Judei. Biesy mogły pomóc tam, gdzie święci woleli się nie angażować. Ich specjalnością było rzucanie miłosnych uroków, przyciąganie przychylności wielkich tego świata, powodzenie w sądzie lub wspomniane już maleficium. W XVIII wieku za ich pomocą często próbowano się wzbogacić. Przy tym klientela domorosłych czarownic nie marzyła o wielkim bogactwie czy władzy nad światem. Jej ambicje były zazwyczaj dużo skromniejsze. W latach 50. XVII wieku dwóch czarowników przerobiło stare zaklęcia od gorączki i uroku na zaklęcia pomagające wygrać w karty…

Decydując się na bycie biografem diabła zbyt łatwo jest wpaść w pułapkę, która czyha na każdego biografa: przypisywanie swojemu obiektowi zbyt dużego znaczenia. Staroruskie chrześcijaństwo na wszystkich poziomach – od uczonej teologii po synkretyczne wierzenia ludowe – nie było owładnięte demonomanią. Kultura strachu, która koncentrowała się wokół postaci diabła, była równoważona głoszeniem nadziei. Intrygi szatana były udaremniane przez świętych i aniołów, a zsyłane przez niego choroby dało się wyleczyć poprzez modlitwę, ochronne zaklęcia lub odpowiednie mikstury. Diabeł nie był autonomiczną figurą, lecz zaledwie jednym z elementów systemu religijnego, nierozerwalnie związanym z innymi elementami i przez nie równoważonym. I tylko w ten sposób udaje się pisać jego historię.

Tłumaczyła Katarzyna Syska

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata