70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nauka i teologia wobec problemów najważniejszych

Historia wzajemnych relacji pomiędzy nauką i teologią w znacznej mierze jest historią konfliktów i sporów, a także wzajemnych oskarżeń o to, że jedna ze stron próbuje umniejszyć, a nawet całkowicie przekreślić rolę drugiej.

Co prawda, w ostatnich latach dało się zauważyć wiele symptomów poprawy tej sytuacji, ale nie ulega wątpliwości, że – pomimo niewątpliwego otwarcia zarówno ze strony nauki, jak i teologii – stosunki pomiędzy tymi dziedzinami nadal pozostają nacechowane pewną ostrożnością i nieufnością. Poza tym – podejmowane coraz częściej wspólne inicjatywy przedstawicieli obydwu obozów, mające na celu zażegnanie ciągnących się przez całe wieki sporów, nie są w stanie zmienić pewnych stereotypów funkcjonujących w świadomości zwykłych ludzi. W powszechnym przekonaniu nauka i wiara to dwa obszary, które z konieczności zawsze pozostawały i zawsze będą pozostawać w opozycji przekreślającej możliwość prowadzenia jakiegokolwiek rzeczowego dialogu. Strona naukowa odwołuje się w tym przypadku do argumentu mającego swoje korzenie w filozofii pozytywistycznej, zgodnie z którym teologia nie jest w stanie powiedzieć niczego sensownego na tematy interesujące naukę; strona kościelna z kolei bazuje na teorii dwóch nieprzecinających się płaszczyzn, zwalniającej z obowiązku poszukiwania tego, co łączy naukę i teologię.

Istotną rolę w przełamywaniu tego typu nieprawdziwych stereotypów mają publikacje autorów, którzy zajmują się zarówno nauką, jak i teologią. Ich książki mają rangę świadectwa składanego przez wierzących w Boga ludzi nauki, ewentualnie przez uprawiających naukę duchownych. Stanowią one namacalny dowód na to, że wcale nie jest tak, iż nauka i teologia z konieczności muszą pozostawać w opozycji. Przykładem tego typu publikacji są drukowane przez Wydawnictwo WAM książki laureata Nagrody Templetona z roku 2002, Johna Polkinghorne’a. Autor ten jest profesorem fizyki teoretycznej uniwersytetu w Cambridge i zarazem duchownym anglikańskim. W swoich publikacjach prezentuje on własną, interesującą wizję świata odkrywanego przez dwie „siostrzane dyscypliny”, jakimi są nauka i teologia. Obydwie one dopełniają się wzajemnie i nie przeciwstawiają się sobie, bo każda z nich bada tę samą rzeczywistość z własnego punktu widzenia. Co prawda, istniejące pomiędzy nimi punkty styczne stanowią potencjalne pola konfliktu, ale wzajemne spotkanie tych dziedzin zawsze jest owocne i dla obydwu stron ubogacające.

W książce zatytułowanej Nauka i stworzenie Polkinghorne uzasadnia swoje stanowisko – sformułowane gdzie indziej w sposób ogólny (na przykład w opublikowanym przez WAM Jednym świecie) – odwołując się do konkretnych zagadnień, w których myśl teologiczna łączy się z analizami dokonywanymi w ramach nauk ścisłych. Klasycznym tego typu problemem, zasygnalizowanym w tytule książki, jest kwestia stworzenia świata przez Boga. Autor omawia to teologiczne zagadnienie z punktu widzenia metod i osiągnięć współczesnej nauki, biorąc pod uwagę głównie wyniki kosmologii oraz teorii chaosu.

Szczególne miejsce w swoich rozważaniach autor rezerwuje dla teologii naturalnej, w której poszukiwanie Boga dokonuje się nie na drodze analizy depozytu objawienia, ale poprzez rozumowanie i obserwację stworzonego świata. Zdaniem Polkinghorne’a, teologia naturalna – pomimo oporów wielu współczesnych teologów – przeżywa obecnie swój renesans, a głównym powodem tego stanu rzeczy jest to, iż dziedzina ta nie jest „dodatkową możliwością, zaspokajającą szczególne potrzeby osób skłonnych do postrzegania świata oczyma nauki, lecz stanowi nieodzowną część dociekań teologicznych” (s. 18). Teologia naturalna okazuje się szczególnie pomocna tam, gdzie kończy się metoda współczesnej nauki. Wiele niezależnych racji przemawia za tym, że nauka nigdy nie będzie w stanie znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania; nawet na te, które zostały sformułowane przez nią samą. To właśnie dlatego nauki ścisłe potrzebują metafizyki. Bez niej nie jest możliwe znalezienie rozwiązania pewnych „granicznych” zagadnień, dotyczących na przykład ostatecznych przyczyn uzasadniających racjonalność świata przyrody, jego sensowność, poznawalność i panującą w nim harmonię. Z kolei metafizyka uzyskuje swój pełny wymiar dopiero w perspektywie teologicznej.

Zarówno ludzie nauki, jak i filozofowie od dawna dopatrywali się w funkcjonowaniu świata przyrody obecności Absolutu. Niekiedy był to Bóg Arystotelesa, doskonały i nieszczególnie zainteresowany losem świata, niekiedy – Bóg Spinozy, pojmowany na sposób panteistyczny, to znaczy utożsamiany z przyrodą. Te wyobrażenia nie są jednakże poprawne. Polkinghorne przekonuje, że najbardziej bliski codziennemu doświadczeniu człowieka, na które składa się zarówno porządek, jak i chaos, zarówno stawanie się, jak i niszczenie – jest Bóg Biblii: żywy i bliski każdemu człowiekowi Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba.

Szczególnym miejscem, w którym ten obraz Boga wchodzi w relację z nauką, jest problem początku świata, w teologii rozumiany w kategoriach stworzenia ex nihilo. Analizując to zagadnienie, Polkinghorne opowiada się za kreacjonizmem ewolucyjnym i odwołując się do teorii chaosu i współczesnej kosmologii, prezentuje wizję wszechświata rozwijającego się zgodnie ze stworzonymi przez Boga prawami natury; wszechświata, w którym konieczność i przypadek z jednej strony odpowiadają za jego stabilny rozwój, z drugiej zaś – wykluczają ścisły determinizm przyrody. Dzięki temu zarówno stwarzający Bóg, jak i stworzony człowiek pozostają wolni w swoich decyzjach.

Aby uzasadnić samą możliwość owocnego dialogu nauki i teologii, autor dowodzi, że niesłuszny jest materialistyczny redukcjonizm, sprowadzający całą rzeczywistość jedynie do tego, co materialne. Przekonuje również, że nie są poprawne takie stanowiska filozoficzne, jak idealizm, przypisujący ontologiczne pierwszeństwo mentalnemu aspektowi ludzkiej natury, a także kartezjański dualizm, postulujący podział świata na dwie, niesprowadzalne do siebie, dziedziny – materialną i duchową. W miejsce tych doktryn Polkinghorne proponuje komplementarną metafizykę umysłu i materii. Zgodnie z tą koncepcją umysł i materia to dwa komplementarne elementy, które „łączą się ze sobą jako odmienne aspekty tworzywa świata, uporządkowanego w stany o mniej lub bardziej złożonej organizacji” (s. 132). Człowiek nie jest zatem bytem zbudowanym z ducha i materii, ale subtelnie uorganizowaną strukturą, stanowiącą nośnik informacji, który trwa pomimo wszystkich zmian materialnych składników związanych z przemianą materii, powodujących proces nieustannej wymiany poszczególnych atomów naszego ciała; struktura ta samym swym trwaniem wyraża rzeczywistą ciągłość tego, kim jesteśmy. Struktura ta to nic innego jak dusza (s. 133).

Polkinghorne podaje wiele argumentów – zarówno o charakterze teologicznym, jak i ściśle naukowym – za słusznością swojej koncepcji. Zauważa również, że jest ona zgodna z judaistyczną ideą psychosomatycznej jedności człowieka, a także z chrześcijańską doktryną o zmartwychwstaniu. Interesujące szczegóły tej idei można znaleźć w piątym rozdziale omawianej książki. Pomysł „komplementarnej metafizyki umysłu i materii” jest jednym z bardziej oryginalnych, ale zarazem interesujących – zwłaszcza w kontekście znanych i jak dotąd nierozwiązanych problemów z kartezjańskim dualizmem – koncepcji Polkinghorne’a.

Pomiędzy nauką i teologią istnieją znaczne różnice. Nie ma co do tego żadnej wątpliwości. Ale różnice te nie są na tyle istotne, by nie było możliwe prowadzenie harmonijnego i owocnego dialogu pomiędzy tymi dziedzinami. Tym, co charakteryzuje zarówno naukę, jak i teologię, jest wiara w głęboką racjonalność świata. Wiele wskazuje na to, że właśnie ta wiara może stać się płaszczyzną, na której człowiek poszukujący zrozumienia i sensu tego wszystkiego, co go otacza, może odkrywać, że myśląc kategoriami nauki, zbliża się do teologii, a uprawiając teologię, nie jest daleki od podejścia ściśle naukowego. Książkę Polkinghorne’a można polecić zarówno tym, którzy uważają, że owocny i rzeczowy dialog nauki i teologii jest możliwy, jak i tym, którzy nie są przekonani o takiej możliwości. I pierwsi, i drudzy znajdą w tej publikacji wiele interesujących i sformułowanych w sposób jasny i klarowny argumentów, które pozwolą im pogłębić wiedzę na temat tego zagadnienia. Jeśli rzeczywiście żyjemy w jednym świecie – a nic nie wskazuje na to, by kartezjański dualizm był czymś więcej, jak tylko jednym z epizodów w historii filozofii – to każda taka inicjatywa zmierzająca do poszukiwania tego, co świat jednoczy, a nie tego, co go dzieli, zasługuje na naszą uwagę.


John C. Polkinghorne, Nauka i stworzenie, tłum. Marek Chojnacki, Wydawnictwo WAM, Kraków 2008.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter