70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nie tak szybko, panie Žižek. O książce Slavoja Žižka W obronie przegranych spraw

Stawką przezwyciężenia postmodernizmu jest wedle Žižka możliwość przyszłości, czyli szansa zupełnie nowego otwarcia w przestrzeni zachodniej (dziś już globalnej) kultury. To nowe otwarcie ma mieć charakter rewolucyjnej zmiany globalnych stosunków społeczno-ekonomicznych.

Slavoj Žižek wystąpił ostatnio W obronie przegranych spraw. Książka ta, najnowszy[1] zbiór esejów słoweńskiego filozofa-psychoanalityka, zaczyna się od bardzo dosadnej deklaracji, która rzuca istotne światło na całość jego rozważań. „Tam, gdzie tak naprawdę mój przeciwnik gówno mnie obchodzi, mówię, że istnieje między nami drobne nieporozumienie” (s. 16). Žižkowi chodzi o „nowe teoretyczno-polityczne pole walki”, którego stawką jest otwarcie zupełnie nowego rozdziału w myśleniu o sprawach społeczno‑ekonomicznych. Zmierza on do  przekroczenia tego, co w przestrzeni idei może się wydawać wciąż najnowsze i obowiązujące, czyli myśli postmodernistycznej. Wedle Žižka postmodernizm jako teoria słabego podmiotu jest społeczną ideologią prowadzoną na smyczy globalnego kapitalizmu. Ogłaszając kres mocnych i totalnych prawd (wielkich „metanarracji”), a tym samym ograniczając jednostkę do jej lokalnych, niepewnych sądów i tworząc przestrzeń nieredukowalnego pluralizmu i radykalnej względności, postmodernizm ma być doskonałym sposobem na stworzenie ludzkiej zbiorowości, w której radykalna, totalna Zmiana będzie zupełnym niepodobieństwem. Będzie bowiem uznawana przez postmodernistyczne, stanowiące większość tej zbiorowości podmioty, za próbę restytucji totalitarnej z gruntu, a więc „niebezpiecznej” i „zakazanej” całościowej perspektywy, odwołującej się do jakiejś nadrzędnej sprawy, do jakiejś „naprawdę prawdziwej” prawdy.

Žižek uznaje dlatego postmodernizm „za idealny przykład >>pieprzenia<<”, a jego szeroko rozpowszechnione reperkusje światopoglądowe nazywa „niewiarygodną ilością bredni” (s. 10). Deklaracja, że to właśnie teoria postmodernistyczna g…obchodzi Žižka, stawia go jednak w bardzo kłopotliwej, by nie rzec „perwersyjnej”, sytuacji. Albowiem rozważań tych (i samego Žižka jako ich autora) nie można sobie wyobrazić bez postmodernizmu. Swoisty, lewicowy „post-postmodernizm”, o który chodzi słoweńskiemu myślicielowi, nie jest prostym powrotem do czasu „sprzed”. Mówiąc wprost to, czego sam Žižek explicite nie przyznaje, co bezwzględnie jednak zakładają jego analizy: postmodernizm trzeba uznać nie tyle za imperialną broń w walce z lewicową, nowoczesną ideologią równościowej emancypacji, ale za (słuszną koniec końców) reakcję na XX-wieczne, totalitarne próby jej realizacji. Jako próbę samoobrony przed kolejnymi, wyzwoleńczymi (rewolucyjnymi) ideologiami, które miały radykalnie ulepszyć świat, tymczasem z reguły przynosiły plon złowrogi. Obsceniczna „perwersja” Žižkowego położenia polega zatem na tym, że próbując zaprojektować i zainicjować nowy lewicowy zryw społeczny, musi cały zanurzyć się w postmodernistyczne „ekskrementy”. Musi posługiwać się wprawnie, a więc z pewną dozą upodobania i przyjemności(!), postmodernistycznym, „przykrym w zapachu i konsystencji” myśleniem i słownikiem, dyskutując z czołowymi przedstawicielami postmodernizmu i jego spadkobiercami.

Książkę Žižka można więc czytać jako próbę przezwyciężenia postmodernizmu od wewnątrz. Co, paradoksalnie, można określić również jako próbę zmierzającą do pomyślenia i stworzenia postmodernizmu na nowo; dokończenia lub poprawienia, a może w ogóle stworzenia go po raz pierwszy. Otwierając go w ten sposób na przyszłość, w której trzeba się będzie zmierzyć raz jeszcze ze sprawami przegranymi w nowoczesnej przeszłości – lub raczej z jedną społeczną Sprawą, przegrywaną na różne sposoby już po wielokroć. Można to samo powiedzieć w jeszcze inny sposób: stawką, o którą walczy Žižek, jest „lewicowy postmodernizm”, a więc de facto być albo nie być radykalnej lewicy w ponowoczesnym świecie.

Powtórzenie 

Jak od wewnątrz podważyć postmodernistyczny „koniec historii”? Žižek nie ma wszak wątpliwości, że paradoksalnie to właśnie teza Fukuyamy najlepiej streszcza sytuację świata słabych podmiotów, które nie wierząc już w żadną nadrzędną prawdę, nie są w stanie podnieść ręki na najwyższą, wszechświatową regułę kapitalizmu z jego liberalno-demokratyczną nadbudową, co czyni je ostatnim akordem dziejów Zachodu. Należałoby się spodziewać, że Žižek posłuży się do realizacji tego celu przede wszystkim myślą Lacana. Dopiero jednak odwołanie do kategorii „powtórzenia”, wziętej tak, jak rozumie ją Heidegger, pozwala stworzyć mu ogólną ramę post-postmodernistycznego przedsięwzięcia.

Stawką przezwyciężenia postmodernizmu jest wedle Žižka możliwość przyszłości, czyli szansa zupełnie nowego otwarcia w przestrzeni zachodniej (dziś już globalnej) kultury. To nowe otwarcie ma mieć charakter rewolucyjnej zmiany globalnych stosunków społeczno-ekonomicznych. Ma być takim wydarzeniem, które zainicjuje nową erę w globalnych stosunkach społecznych, doprowadzając do pozytywnego zwieńczenia proces równościowej emancypacji. Chodzi więc o tego rodzaju społeczny zryw, który doprowadzi do ostatecznego przesilenia, a w efekcie do zniesienia starego, kapitalistycznego porządku, uniemożliwiając raz na zawsze jego przywrócenie. Sęk w tym, że w dzisiejszej świadomości człowieka zachodniego idea takiego rewolucyjnego zrywu jest zbyt obciążona poprzez historyczne asocjacje, aby można ją było traktować poważnie. Žižek doskonale zdaje sobie sprawę, że propagowanie idei lewicowej rewolucji społecznej dzisiaj, jeśli w ogóle ma być możliwe, musi wystrzegać się dwu zasadniczych strategii. Z jednej strony powrotu do dotychczasowych doświadczeń rewolucyjnych, bo oznaczałoby to powtórzenie również ich spektakularnego, strasznego w swoich przejawach, fiaska (wystarczy przywołać tu stalinizm oraz rewolucję kulturalną). Z drugiej strony strategii zapomnienia, która miałaby umożliwić dokonanie rewolucji zupełnie od nowa, bez „zbędnych”, odbierających animusz i polot, historycznych obciążeń. I tu ryzyko popełnienia tych samych błędów byłoby bowiem ogromne.

Žižkowa wizja zglobalizowanego świata ponowoczesności jest skrajnie negatywna. Pierwsza część książki, zatytułowana Stan rzeczy,opisuje położenie większej części ludzkości doby „płynnej nowoczesności” w sposób pozbawiony jakichkolwiek złudzeń. Dlatego tak ważne jest dla Žižka odnalezienie trzeciej strategii, która otworzyłaby na nowo możliwość rewolucyjnej, wydarzeniowej zmiany. Tą strategią ma być właśnie powtórzenie. Sens tego zabiegu można wyjaśnić w następujący sposób: wyciągając wnioski z historycznych doświadczeń, nie można dziś naiwnie wyobrażać sobie rewolucji, która będzie wolna od terroru płynącego z totalności Sprawy. Tym bardziej nie można w imię jej nadrzędności rozgrzeszać terroru w formie zapamiętanej przez historię. Można jednak spróbować inaczej zaprojektować ową rewolucyjną przemoc, próbując odnaleźć jej prawdziwe, emancypacyjne sedno, i wtedy dopiero terror ów powtórzyć. W takiej sytuacji powtórzenie nie będzie odtworzeniem tego, co było, ale zrobieniem tego samego „na nowo”, czyli w inny niż dotąd, nowy sposób, sięgając być może po raz pierwszy niezrealizowanej istoty (ukrytego potencjału) rewolucyjnej zmiany. Wymaga to jednak najpierw możliwie wnikliwego studium znanych z historii odsłon rewolucji i próby odszukania w nich tych prawdziwych, niewyzyskanych dotąd, rewolucyjnych znaczeń i sensów. Temu właśnie podporządkowana jest druga część książki, zatytułowana Lekcje z przeszłości, w której Žižek dokonuje między innymi bardzo śmiałej reinterpretacji pism Stalina i Mao-Tse Tunga. 

Możliwość rewolucji dzisiaj 

W esejach składających się na ostatnią część książki, zatytułowaną Co robić?, Žižek próbuje określić, na czym może (powinno) polegać powtórzenie rewolucji dzisiaj. Žižek podkreśla w dyskusji z Negrim, że celem rewolucji nie może być zniesienie władzy państwowej jako struktury reprezentacji na rzecz „pełnych rządów produktywnej ekspresji” spontanicznych ruchów społecznych. Dlatego podstawowym celem lewicowej myśli, przygotowującej nadejście Nowego, powinno być rozważenie pytania, „jakiego rodzaju reprezentacja powinna zastąpić istniejący liberalno-demokratyczny model państwa przedstawicielskiego” (s. 334). W szczególności nie może więc chodzić również o proponowany przez Badiou „dystans wobec formy państwa (…), gest >>wyłączenia<< siebie z formy państwa, ale bez niszczenia jej” (s. 359). Stanowisko Badiou jest w tej mierze dla Žižka wciąż nazbyt zbliżone do typowo „postmodernistycznego” ekskluzywizmu jednostkowej, względnie wspólnotowej samoobrony (poprzez nomadyzm, transgresję etc.) przed systemem „demokratycznego totalitaryzmu”. Badiou zakłada że „ktoś inny weźmie na siebie sterowanie machiną państwową, byśmy mogli oddawać się krytycznemu dystansowaniu wobec niego” (s. 360). Nie oznacza to jednak, że Žižek odrzuca w całości strategię politycznego „oddzielenia” w ramach liberalnego państwa. Chce je jednak traktować jako zaczyn nowego porządku, w żadnym razie zaś jako wyraz skrytej kapitulacji, której wyrazem jest uznanie dzisiejszego globalnego porządku kapitalistycznego za nieprzekraczalne tło wszelkich możliwych działań emancypacyjnych.

Zmierzaniu do zniesienia państwa na rzecz bezpośredniej ekspresji względnie do oddzielenia od systemu i do budowania w jego obrębie „wyłączonych” nisz, przeciwstawia Žižek powtórzenie „dyktatury proletariatu”. Pojęcie „proletariackiej dyktatury” jest według Žižka kluczowe, albowiem wyraża, skrytą na co dzień, istotę demokracji. Nie chodzi więc o zniesienie tej ostatniej, ale o odkrycie i odnowienie jej źródłowego wymiaru. „>>Dyktatura proletariatu<< to inna nazwa na przemoc samej demokratycznej eksplozji” (s. 372), w której wyłączona, pozbawiona praw i szans większościowa część społeczeństwa dąży do zniesienia wszelkich podziałów, nierówności i (z reguły nieuzasadnionych) przywilejów jakiejkolwiek uznanej grupy społecznej. W pojęciu tym nie chodzi jednak tylko o spontaniczny proletariacki wybuch, ale też o taką jego instytucjonalizację, aby zawarty w niej impuls przeżył sam siebie i przetrwał również po swym rewolucyjno-karnawałowym, momentualnym objawieniu. Każda inna instytucjonalizacja demokracji zaprzecza jej naturze, wymaga więc przezwyciężenia. Dotyczy to dziś przede wszystkim nowoczesnej, socliberalnej wersji „państwa prawa”.

Nie tak szybko

Žižek nie może ograniczyć się tylko do formalnych, pokrótce tu omówionych, rozważań na temat proletariatu i możliwości rewolucyjnej zmiany w ponowoczesnym świecie. Jakąkolwiek bowiem miałyby one moc uwodzenia i przekonywania, by potwierdzić ich prawdziwą wartość, trzeba wskazać również na  materialne (konkretne) znaczenie pojęcia „proletariatu” w dzisiejszym świecie i opisać zjawiska, które mogą sprzyjać przełamaniu globalnego kapitalizmu na rzecz społeczeństwa „proletariackiej dyktatury”. Słoweński myśliciel przechodzi do tego dookreślenia swojego projektu w ostatnim eseju książki. Jego zdaniem nowym, przyszłościowym proletariatem są mieszkańcy slumsów współczesnego świata. W sprawie tak kluczowej oddajmy głos samemu Žižkowi: „Gwałtowny rozwój slumsów (…) w megalopolis Trzeciego Świata (…) jest być może najważniejszym wydarzeniem geopolitycznym naszych czasów” (s. 379-380). „To one są prawdziwym >>symptomem<<  haseł takich jak >>rozwój<<, >>modernizacja<< czy >>rynek światowy<<: nie są niefortunnym przypadkiem, ale koniecznym produktem wewnętrznej logiki globalnego kapitalizmu” (s. 380). Nawiązując do Agambena, stwierdza, że „to właśnie mieszkańcy slumsów w dużo większym stopniu niż uchodźcy są homo sacer, wygenerowanym przez system >>żywym trupem<< globalnego kapitalizmu” (s. 381). Z tego właśnie względu „powinniśmy postrzegać slumsy jako jedno z niewielu autentycznych >>miejsc wydarzeniowych<< w dzisiejszych społeczeństwach” (s. 380). I właśnie dlatego „powinniśmy poszukiwać znaków nowych form świadomości społecznej, które powstaną w slumsowych wspólnotach – to one będą zalążkiem przyszłości” (s. 382). Žižek ma więc nadzieję, że w oparciu o rodzącą się slumsową świadomość klasową możliwe będzie rewolucyjne przełamanie dzisiejszego niesprawiedliwego globalnego systemu. Tym bardziej, że system ten generuje dzisiaj przynajmniej trzy dalsze problemy, niemożliwe do rozwiązania w jego ramach: (1) zbliżanie się globalnej katastrofy ekologicznej, (2) rosnące znaczenie „własności intelektualnej” i związane z tym kłopoty z fundamentalnym dla liberalnego kapitalizmu pojęciem „własności prywatnej” oraz (3) współczesny rozwój biogenetyki i jego daleko idące, niepokojące skutki społeczno-polityczne.

Uważam, że ta część rozważań słoweńskiego myśliciela jest zdecydowanie najsłabsza i chętnie uznałbym ją za nadprogramowy, przypadkowy eksces, bez znaczenia dla całego projektu. Jak bowiem traktować poważnie rozważania, które prowadzą do tak karkołomnych gestów, jak choćby apologia błazeńskiego reżimu Chaveza, zbudowanego na „slumsowym” populizmie? Sęk w tym, że ten pozornie przypadkowy eksces jest symptomem ujawniającym istotną słabość i, jak sądzę, nieuchronne fiasko całej próby. Oczywiście Žižek ma dużo racji, wskazując powiązanie rozprzestrzeniania się zjawiska slumsów z mechanizmami globalnego kapitalizmu. Jednakże doszukiwanie się w zdegradowanej ludności tych miejsc masowego wykluczenia potencjału zdolnego dokonać nowego otwarcia to marzycielstwo bez pokrycia, płytka ideologia, na której poparcie trudno znaleźć inny, obok chavezowskiej groteski, argument. Najpoważniejszy zarzut, który można wytoczyć Žižkowi, polega na tym, że uwrażliwiając zachodniego czytelnika na problem slumsów, jednocześnie zachęca, aby z problemu tego (a więc z dramatu setek milionów ludzi) uczynić przedmiot ideologicznej rozgrywki. Sądzę, że w świetle „rewolucyjnej logiki”, tak bliskiej Žižkowi, szukanie „zalążków nowej świadomości” nie będzie się w praktyce niczym różnić od indoktrynującego „uświadamiania” (a więc sztucznego projektowania) i „organizowania” potencjalnych „proletariuszy” przez „światłych emisariuszy” wielkiej Sprawy. Uważam dlatego, że przesłanie książki Žižka jest implicite agitacją na rzecz jeszcze jednej, bardzo przemyślnej formy wyzysku, żerującego tym razem na ludzkiej biedzie, frustracji i wykluczeniu.

Przemyśleć Heideggera 

Nie twierdzę jednak bynajmniej, że Žižek to szarlatan, który żongluje ideami w celu postawienia spektakularnych i efektownych tez, za które nie bierze intelektualnej odpowiedzialności, zyskuje za to rozgłos, stając się „jednym z głównych rozgrywających współczesnej sceny teoretycznej”[2]. Jestem jednak przekonany, że ten ambitny myśliciel nie posunąłby się do tak karkołomnych i ideologicznie podejrzanych wniosków i propozycji, gdyby mniej pospiesznie wsłuchał się w głos Heideggera, którego uczynił jednym z głównych bohaterów i patronów swoich rozważań. Tę pospieszność i niedokładność w recepcji Heideggera widać w książce niemal na każdym kroku. Nie będę wyliczał mniej lub bardziej istotnych potknięć i uproszczeń, zwrócę uwagę tylko na jedno, kluczowe i bardzo znaczące interpretacyjne nadużycie. Žižek mianowicie utożsamia Heideggerowski „inny początek” z przezwyciężeniem systemu globalnego kapitalizmu. Wielki projekt Przyczynków do filozofii, opisujący warunki możliwości przejścia w myśleniu bycia od „pierwszego początku” do „innego”, sprowadza tym samym do projektu rewolucji, która otworzy nową, sprawiedliwą (równościową) perspektywę społecznego ładu. Oczywiście, można wskazać pewne przesłanki, które uzasadniają takie posunięcie. Przede wszystkim to, że inny początek, jako epokowa zmiana fundamentów ludzkiej racjonalności, musiałby pociągnąć za sobą gruntowną zmianę w dotychczasowych stosunkach społecznych.

Žižek, wykorzystując tego rodzaju analogie z projektem Heideggera, jest w stanie podważyć „postmodernistyczne” zwątpienie w ideę rewolucji i jej odrzucenie. Bowiem perspektywa innego początku bardzo pogłębia i uatrakcyjnia tę ideę. Sęk w tym, że Heidegger, projektując inny początek, jest na antypodach myślenia wedle starej marksistowskiej zasady, że „byt określa świadomość”. W jego ujęciu myślenie jest kształtowane przez sposób ujawniania się bycia (w skrócie: „bycie określa myślenie”). Žižek wydaje się tych fundamentalnych twierdzeń nie odróżniać, rozumiejąc Heideggera na sposób marksistowski. Tok tego rozumowania można streścić w następujący sposób: „Wystarczy zmienić byt (porwać się, rękami nowego proletariatu, na wielki, rewolucyjny czyn, dopomagając w ten sposób w nadejściu wielkiej społecznej Zmiany warunków bytowania), a ukształtuje się nowa świadomość społeczna i nowy światowy ład”. Źródłowa myśl Heideggera jest zaś taka: „Żadna zmiana w przestrzeni bytu, a więc żaden zbiorowy czyn nie ma szans na nowe otwarcie w przestrzeni społecznej. Każdy ustanowiony w ten sposób porządek będzie nowy tylko pozornie, będzie w istocie powieleniem starego, kontynuacją jego zasadniczych rysów. Te rysy bowiem są odbiciem struktur myślenia, warunkujących czyn i pozostających jego niezmiennym horyzontem. Dlatego istotna zmiana społeczna mogłaby się wydarzyć tylko jako inny początek myślenia, zmiana jego dotychczasowych struktur. Tej zmiany nie sposób jednak zaprogramować i przeprowadzić. To nie jest domena żadnego czynu, żadnej rewolucji. To sfera zupełnie innej >>aktywności<<, myślowego gotowienia się, myślowej tranzytywności, myślowego samokwestionowania i samopodważenia”.

Cóż zatem takiego sugeruje Heidegger, czego nie potrafi zrozumieć Žižek, osuwając się w wizje powtórzenia „dyktatury proletariatu”? Mianowicie to, że kwestia społeczna („zmiana systemu”) jest „nierozwiązywalna”, tzn. musi się „sama” rozwiązać, dojrzeć do przesilenia w przestrzeni wytrwałego namysłu. Filozof nie zaprojektuje żadnego czynu i nie zaproponuje żadnej alternatywy, które miałyby jakąkolwiek szansę powodzenia. Jedyna jego wartość leży w myśleniu, ujawniającym struktury i mechanizmy panującego porządku, jego napięcia i nieuniknione dwuznaczności. Tylko niezadomawiając się w żadnym „tu i teraz”, tylko utrzymując myślowy niepokój, tylko powstrzymując się od odpowiedzi i dania recepty, myśliciel ma szansę otwierać na to, co radykalnie przyszłe, dziś więc niewiadome i niemożliwe.


Slavoj Žižek, W obronie przegranych spraw, tłum. Julian Kutyła, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008.


[1] Warto podkreślić niezwykły refleks i stojącą za nim wielką prężność środowiska „Krytyki Politycznej”, gdyż polski przekład ukazał się równolegle z angielskim oryginałem.

[2] Taką osobliwą notę znalazłem na okładce książki Žižka pt. Lacan. Przewodnik Krytyki Politycznej, Warszawa 2008.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata