70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Sierp i młot w Dolinie Bogów. O albumie Nepal. Od królestwa do rebubliki Anny Siewierskiej-Chmaj i Piotra Kłodkowskiego

Miasta Doliny Bogów zbliżają się m.in. z tego powodu do krawędzi katastrofy ekologicznej: spaliny i nieustający smog, gnijące i rzadko wywożone śmieci, notoryczne braki pitnej wody (długie kolejki z kanistrami na wodę widoczne są na kilku zdjęciach) i codzienne, nieraz wielogodzinne przerwy w dostawie energii elektrycznej powodują, że życie z Katmandu i wielu innych miastach staje się coraz trudniejsze.

Album fotograficzny Nepal. Od królestwa do republiki, autorstwa Anny Siewierskiej-Chmaj i Piotra Kłodkowskiego, to książka ze wszech miar godna polecenia zarówno dla osób znających ten kraj, jak i tych, którzy chcieliby do Nepalu kiedyś pojechać lub tylko interesują się kulturami Wschodu. Nepal bowiem – jak trafnie zauważają autorzy – to z jednej strony kwintesencja kolorowego, baśniowego Orientu pełnego kontrastów, z drugiej dobitny przykład problemów, z jakimi borykają się kraje Trzeciego Świata.

Ponieważ omawiany album rozpoczyna serię „Metamorfozy Orientu”, autorzy skupili się na dramatycznych przemianach ostatnich kilkunastu lat, które doprowadziły do całkowitego pozbawienia króla władzy i tronu oraz powstania republiki. Jak sami piszą:

Rozmawialiśmy z politykami z pierwszych stron gazet, z profesorami miejscowych uczelni, z dziennikarzami, studentami, przedstawicielami ONZ, kupcami, kierowcami, rolnikami, biznesmenami i gospodyniami domowymi. Rozmawialiśmy z tymi, którzy są „za”, i z tymi, którzy są „przeciw”. Byliśmy w kampusach akademickich, obozach maoistów, na partyjnych wiecach, ale też w podhimalajskich wioskach, miasteczkach leżących na szlakach turystycznych i w zupełnie prywatnych domach bogatych i biednych Nepalczyków. Skrzętnie zbieraliśmy słowa, gesty, obrazy, modlitwy i codzienne rytuały. Studiowaliśmy zarówno poważne akademickie teksty o polityce, historii czy geografii państwa, jak wsłuchiwaliśmy się w miejscowe opowieści, legendy i nieśmiertelne teorie spiskowe. Chcieliśmy najpierw zrozumieć, a dopiero później oceniać i wartościować.

Muszę z wielkim uznaniem przyznać, że im się to w pełni udało. Powstała piękna książka napisana z pasją i rzetelną wiedzą. Nieprzeładowana tekstem, zachwyca jakością reportażowych, żywych zdjęć, autentyzmem scenek ulicznych oraz wspaniałością zabytków i krajobrazów.

Autorzy trafnie podkreślili rolę nepalskich maoistów, którzy – niezależnie od pleniącej się korupcji, bezrobocia i biedy oraz powszechnej niechęci do ostatniego króla uważanego za mordercę uzurpatora – odegrali ogromną rolę w doprowadzeniu monarchii absolutnej do upadku. Wydaje mi się, że warto tu dodać (czego autorzy nie uczynili zapewne z powodu braku miejsca i przyjętego układu albumu), że komunistyczna partia maoistowska jest prawdopodobnie dla Nepalu większą tragedią niż autorytarna i skorumpowana monarchia.

W przypadku Nepalu maoiści to problem nie tylko lokalny, ponieważ stanowią zagrożenie również dla sąsiednich Indii i królestwa Bhutanu. Trudna do oszacowania jest tu rola Chin, które oficjalnie odcinają się od wspierania tego – skądinąd terrorystyczno-gangsterskiego ruchu. Maoiści nie są bowiem jedynie zwycięską partią polityczną, za jaką usiłują się ostatnio podawać. To również regularna i dobrze uzbrojona armia partyzancka, która w ostatnich kilkunastu latach terroryzowała coraz większe obszary Nepalu, tocząc regularne, krwawe walki z lokalnymi oddziałami policji i wojska. Nieraz siłą wcielali do swoich oddziałów młodzież i przemocą zmuszali do współpracy mieszkańców górskich wiosek. Starło się to przyczyną powstania kilkusettysięcznej fali wiejskich uciekinierów głównie do miast Doliny Katmandu – powodując podwojenie liczby mieszkańców stolicy. Wpłynęło to na drastyczny wzrost bezrobocia, spowodowało napięcia społeczne, blokady dróg i strajki (a co za tym idzie – braki paliwa i zaopatrzenia w towary).

Miasta Doliny Bogów zbliżają się m.in. z tego powodu do krawędzi katastrofy ekologicznej: spaliny i nieustający smog, gnijące i rzadko wywożone śmieci, notoryczne braki pitnej wody (długie kolejki z kanistrami na wodę widoczne są na kilku zdjęciach) i codzienne, nieraz wielogodzinne przerwy w dostawie energii elektrycznej powodują, że życie z Katmandu i wielu innych miastach staje się coraz trudniejsze.

To wszystko jest przyczyną drastycznego spadku liczby turystów odwiedzających Nepal. Tak więc maoiści, rzekomo walcząc o dobro prostych ludzi, doprowadzili ogromną ich rzeszę do całkowitej nędzy – z przemysłu turystycznego (hotele, restauracje, agencje turystyczne, transport, przewodnicy i tragarze) i pamiątkarskiego żyły setki tysięcy rodzin.

Nepalska Komunistyczna Partia Maoistowska, nawet gdy doszła do władzy, stając się w 2006 roku obok Nepalskiej Partii Kongresowej największą siłą w ponownie otwartym parlamencie, nie zaprzestała typowo gangsterskiego procederu pobierania haraczy od licznych przedsiębiorców w Dolinie Bogów. Gdy hotelarz, restaurator, sklepikarz czy właściciel agencji odmawiali, ich lokale nieraz płonęły, oni sami i ich rodziny byli zastraszani, dochodziło nawet do morderstw. Z haraczy, pobieranych regularnie również od turystów na wielu trasach trekkingowych (o czym autorzy też piszą), maoiści rokrocznie zbierają kilka milionów dolarów! Teraz na czele rządu stanął przestępca z wyrokiem za zabójstwo. Przywódcy partii maoistowskiej, mając usta pełne komunistyczno-populistycznych frazesów o równości, troski o biednych itp. wysłali swoje dzieci na drogie studia do USA. Partia w rzeczywistości nie rozwiązała też swoich uzbrojonych bojówek. To źle wróży i może w przyszłości doprowadzić do regularnej wojny domowej w Nepalu.

Jak silnie polityka, szczególnie ta spod znaku czerwieni oraz sierpa i młota, zdominowała w ostatnich latach krajobraz miejski Nepalu, widać na zdjęciach. Piękni ludzie, barwne stroje, wspaniałe starodawne zabytki, tysiące świątyń, pagód, posągów – a w tle lub na pierwszym planie prawie wszędzie komunistyczne symbole maoistowskie.

Autorzy nie poprzestali jednak na polityce i współczesnych problemach kraju. W krótkich rozdziałach esejach znakomicie przedstawili swoisty lekko dekadencki nastrój turystycznego Katmandu i oczekiwania turystów względem egzotyki – zaletą omawianego albumu są wnikliwe uwagi dotyczące stosunku ludzi Zachodu do miejscowej ludności, lokalnych obyczajów oraz zachodzących przemian. Piszą: „Dlaczego oczekujemy, że świat zwolni właśnie tam, gdzie jedziemy na wakacje?”.

Zwięźle, lecz ciekawie omówili dawne dzieje Doliny Bogów, powstanie zjednoczonego Nepalu pod władzą dynastii Szahów, rolę rodu Ranów i losy ostatnich królów zakończone krwawym zamachem stanu dokonanym przez następcę tronu. Po tym już zaczęła się historia najnowsza: rządy znienawidzonego królewskiego brata i ogólnonarodowy bunt, który doprowadził go do utraty władzy i powstania republiki.

Równie ważne są opisy najważniejszych świąt np. Indra Dżatra oraz ukazanie roli dziewiczej bogini Kumari i jej wpływu na losy królestwa – nie tylko w aspekcie historycznym, ale również sięgając do mitów, legend i licznych rytuałów, odgrywających ważną codzienną rolę. Pisząc o religii: hinduizmie i buddyzmie, które w Nepalu splatają się i wzajemnie przenikają, tworząc ów szczególny klimat wzajemnej tolerancji, pogody ducha i wszechprzenikającego sacrum dnia codziennego, autorzy nie zapomnieli o filozofii Wschodu. Poetyckie hymny, pieśni i modlitwy (niektóre mające ponad dwa tysiące lat) stanowią piękny kontrapunkt i zarazem uzupełnienie dla tekstu oraz ciekawej narracji zdjęciowej.

Warte polecenia są opisy tradycji hinduskich sadhu – wędrownych joginów stanowiących również jedną z atrakcji turystycznych, buddyjskich stup „spoglądających” na cztery strony świata charakterystycznymi zmrużonym oczyma – fotograficznymi ikonami nepalskiego buddyzmu. Jedynie w wypadku przedstawienia tybetańskich mantr: „om ma ni pad me hung” mam jeden z nielicznych zarzutów: tłumaczenie tej najpopularniejszej mantry Czenreziga, Bodhisattwy Nieograniczonego Współczucia, jako: „O zaprawdę klejnot jest w lotosie”, nie ma nic wspólnego z buddyjską tradycją – to od lat pokutujący w literaturze popularnej wymysł ludzi Zachodu oparty na niczym nieuprawnionej nadinterpretacji sześciu sanskryckich rozdzielnych (!) sylab mantrycznych – które z definicji nic właśnie nie mają oznaczać na poziomie języka. Tu również widoczna jest jedyna wpadka grafika – tekst tybetański przedstawiony jest do góry nogami.

Bardzo cenne są opisy nepalskiej biedy, często niezauważanej przez nas zza pogodnych uśmiechów kobiet i dzieci. Dzieci zresztą, wszechobecne w Nepalu, w większości od wczesnych lat życia ciężko pracują – co również nie zostało potraktowane pobieżnie, lecz naświetlone ze znajomością tematu. Ciekawe przedstawienie różnorodności etnicznej, klasowej (kastowej i zawodowej) oraz religijnej poszerza wiedzę osób nawet dobrze Nepal znających. Nie mogę się jedynie w pełni zgodzić z przypisaniem etnicznej grupy Thakali do Mustangu – wprawdzie zamieszkują oni ten dystrykt, ale jedynie na jego południowych granicach. Rdzennymi mieszkańcami królestwa Mustangu są Lobowie, plemię tybetańskie[1].

Piękno przyrody Himalajów, centralnych dolin i niziny Teraju ukazane jest w zaskakującym, ale jakże prawdziwym porównaniu do ekspansywności roślinności, niszczycielsko atakującej wszystko (szczególnie w czasie letniego monsunu), co stworzone ludzkimi rękoma. Drugim biegunem w stosunku do bujnej przyrody są nepalskie ulice, place a nawet dziedzińce świątyń – pełne gwarnego pozostającego w nieustającym ruchu tłumu i wylewającego się na nie codziennego życia domowego. Jedynie wysokie ceglane lub kamienne mury bogatych posesji stanowią barierę dla pełnej życia ulicy.

Czy i jak długo ten fascynujący egzotyką świat przetrwa, nie wie nikt. Autorzy umożliwili jednak czytelnikowi znacznie głębsze zrozumienie tego pięknego kraju. Zmuszają do chwili namysłu nad swoistym połączeniem biedy z pięknem i zastanowienia się nad nie zawsze najlepszym wpływem turystyki, oraz zaślepieniem nepalskiej młodzieży i prostych ludzi populistyczną ideologią maoistyczną.

Na koniec podkreślić muszę niezwykle wysoką wartość edytorską albumu. Całość opracowania graficznego, jakość papieru, druk i oprawa dają znakomite świadectwo wszystkim, którzy zaangażowani byli w wydanie tej wartościowej książki. Mimo że dobrze znam Nepal od trzydziestu lat, z wielką przyjemnością zawsze będę sięgał po ten album, by ponownie w myślach powrócić do pulsującego życiem i w dalszym ciągu fascynującego miejsca.

Anna Siewierska-Chmaj, Piotr Kłodkowski, Nepal. Od królestwa do republiki, WSiZ, RZESZÓW 2008.


[1] Niewielkie lokalne królestwo Mustangu do połowy XVIII w. stanowiło część Tybetu Południowego. Potem zostało podbite przez Gurkhów i weszło w skład Nepalu, ciesząc się przez długi czas znaczną autonomią ze względu na peryferyjne i trudno dostępne położenie.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata