70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

„Bóg zapłać tym, którzy mają ogień w sercu”

O Radiu Maryja mówi się znacznie więcej niż o innych niszowych rozgłośniach radiowych o podobnej słuchalności. Radio, którego słucha 600 tysięcy odbiorców w 38-milonowym społeczeństwie nie jest gigantem na rynku mediów.

Ze względu na profil słuchaczy, wśród których dominują osoby starsze, ubogie, zamieszkałe we wsiach i małych miejscowościach (choć zdarzają się, oczywiście, również wykształceni mieszkańcy wielkich miast), nie jest ono konkurencją dla rozgłośni mainstreamowych, zainteresowanych młodym, dynamicznym odbiorcą, któremu reklamodawca chętnie opowie o nowym rodzaju chipsów. Żadna inna medium nie podejmuje walki o „słuchacza Radia Maryja” – skąd więc takie znaczenie kwestii rozgłośni założonej przez o. Rydzyka?

Rzecz w tym, że słuchaczy Radia Maryja łączy znacznie więcej niż to, że słuchają tych samych audycji. Łączy ich także podzielany obraz świata i wspólnie podejmowane akcje. Dlatego tylko na podstawie audycji, nie odwołując się wiedzy posiadanej skądinąd, można pisać nie tylko o Radiu Maryja – religijnej rozgłośni – lecz także o wyraźnie wyodrębnionej grupie społecznej lub współczesnym ruchu społecznym, tworzonym wspólnie przez prowadzących i zaangażowanych w działanie słuchaczy, duchownych i świeckich, profesorów i emerytki, kobiety i mężczyzn, młodych i starych.

Tym samym jasne się staje, że nie niewinne radio jest istotną kwestią, ale ruch, który to radio buduje. Rozgłośnia jest podstawowym (choć nie jedynym) kanałem komunikacji członków ruchu, a proponowane schematy działania rozpadają się na setki czy tysiące pojedynczych akcji, o których trudno cokolwiek powiedzieć nie wychodząc – jak to czynimy, przesłuchując audycje – poza tekst komunikatu. Nawet mimo tego zastrzeżenia, warto zacząć od rzeczy najprostszej i łatwo dostępnej –  posłuchać. Właśnie na falach eteru powstaje pewien obraz świata i wypowiadane są zachęty do podjęcia działania, adekwatnego do tak zrozumianej i opisanej sytuacji.

Przesłuchując wieczorne audycje Radia Maryja[1], dostępne na oficjalnej stronie internetowej Radia (www.radiomaryja.pl), nie szukaliśmy niczego szczególnego – ani antysemityzmu, ani dowodów wspierania którejś siły politycznej, odsuwaliśmy od siebie (na tyle, na ile to możliwe) znane skądinąd zarzuty i zachwyty nad toruńskim radiem i szukaliśmy klucza do zrozumienia zjawiska w samej treści przekazu. Postanowiliśmy po prostu posłuchać, a po przesłuchaniu kilkunastu godzin – opowiedzieć o tym, co usłyszeliśmy. Postanowiliśmy zdać sprawę raczej z ogólnych prawidłowości niż z pojedynczych osobliwości, które nietrudno znaleźć, ale którym często poświęca się zbyt wiele uwagi. Wybraliśmy wieczorne audycje„Rozmowy niedokończone”, jako sztandarowe „produkty” toruńskiej rozgłośni. Trzeba jednak wspomnieć w tym miejscu – nie będziemy do tego wracać – że o ile w tej audycji dominuje tematyka społeczna czy polityczna, zdecydowaną większość programu Radia Maryja zajmują audycje modlitewne: nowenny, liturgia godzin, różaniec, transmitowane Msze Św. czy modlitwy dzieci.

***

Słuchacze Radia Maryja są grupą społeczną nie dlatego, że słuchają tego samego medium, ale dlatego, że podzielają wspólny obraz świata, a dokładniej rzecz ujmując – za pośrednictwem toruńskiej rozgłośni w procesie komunikacji tworzą społeczne reprezentacje rzeczywistości. Takie reprezentacje są ramami interpretacyjnymi, „właściwe dając rzeczy słowo”. Działają też jak swoisty filtr percepcyjny – pozwalają pewne fakty zauważyć, a pewnych nie dopuszczają do dalszej analizy. Dość dobrze ilustruje to komentarz o. Tadeusza Rydzyka do bardzo często wykorzystywanego na antenie cytatu z homilii Jana Pawła II z Placu Zwycięstwa w Warszawie. „Niech zstąpi Duch Twój…” – grzmi z głośnika głos papieża, a tuż po nim słyszymy głos ze studia, w którym da się odczytać zatroskanie: „Tak… Tak, proszę Państwa… Rozumiemy całą sprawę… Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, naszej polskiej ziemi”. Nie ma wątpliwości, że ci, którzy „rozumieją całą sprawę” nie tylko znają powody zatroskania o. Rydzyka, ale również dzielą tę troskę razem z nim. Na antenie pojawiają się często frazy typu „wiemy przecież, jak jest”, „wszyscy to widzimy” itp.

Społeczne reprezentacje rzeczywistości są budowane dzięki interaktywności toruńskiego radia. I nie chodzi tu bynajmniej o telefoniczną interaktywność, jaką można by przypisać równie dobrze niektórym ogłupiającym telewizyjnym konkursom. Audycje, których słuchaliśmy, zawierały nie tylko telefony od słuchaczy, ale również świadectwa odczytywane przez prowadzących – w mainstreamowych magazynach z pewnością byłyby one nazwane „listami do redakcji”, a nie „świadectwami”. Istotna wydaje się ich treść – prawie zawsze dotykają spraw fundamentalnych. Robert z Nowego Targu opowiada o tym, jak uległ alkoholowi i narkotykom, i o tym, jak po latach życia w nałogu na nowo odnalazł się w Kościele i w rodzinie. Siedemnastoletnia Agata z Płocka pisze w swoim liście o tym, jak bardzo zmieniła się atmosfera w jej rodzinie od kiedy jej tata – pod wpływem wizyty w Częstochowie – zaczął słuchać Radia Maryja. 31-letnia Magdalena z Düsseldorfu w odczytywanym na antenie liście pisze o dwóch aborcjach, których dokonała, o niespodziewanej śmierci męża, ciężarze winy, jaki czuła, i o nawróceniu, które przeżyła niedługo potem.

Interaktywny jest również sposób komunikowania się prowadzących ze słuchaczami. W eterze pojawia się wiele komunikatów, istotnie jednak różniących się formą od coniedzielnych ogłoszeń parafialnych. W Radiu Maryja dużo częściej niż statystyczne informacje, że „coś się odbędzie”, że „coś w danym dniu przypada”, pojawiają się wezwania do aktywności – współorganizowania wydarzeń, a przynajmniej do rozpowszechniania informacji o nich. Przykładem niech będą ogłoszenia o letniej pielgrzymce Radia Maryja na Jasną Górę:

„To jest próba (…). Niech nikt nie mówi „nie”, „potem”! (…) Prosimy was – ogłaszajcie to w waszych miejscowościach, mówcie w waszych miejscowościach, róbcie wszystko”.

„Zapraszamy, ba, wzywamy wszystkich, którym zależy na dobrym bycie biednych, rodzin, całej Ojczyzny, istnieniu Radia Maryja”.

Staje się jasne, że  w przeciwieństwie do innych rozgłośni, w audycjach nie chodzi o to, żeby dostarczyć informacji i rozrywki, wysłuchać zabawnej sondy ulicznej czy pięciominutowego raportu (jak wiadomo z badań, których redaktorzy Radia Maryja z pewnością nie biorą sobie zbyt mocno do serca, radiosłuchacz nie potrafi i nie chce skupiać się dłużej). Nie chodzi o informacje, które są ciekawostką, ale z których nic dla nas nie wynika, o informacje, które nie potrafią nas zmienić. Radio Maryja kształtuje, formuje, mobilizuje do działania, zgodnie ze schematem działania proponowanym przez samego o. Rydzyka: informacja – formacja – organizacja – akcja. Informacje, wypowiedzi gości, odczytywane listy – świadectwa słuchaczy nie służą zaspokojeniu pustej ciekawości czy zapełnieniu wolnej chwili, mają spełnić zadanie znacznie poważniejsze – poprzez radę lub przykład wskazać drogę, którą należy postępować (formacja), dać wzór, jak konkretnie należy się organizować czy dzielić informacjami, w jaki sposób brać udział w akcjach całego Radia Maryja.

Ta mobilizacja jest motywowana przede wszystkim religijnie, w myśl powtarzanego hasła, że nie sposób być uczniem Chrystusa, nie będąc apostołem. Tym samym wiara słuchaczy Radia Maryja różni się od wiary znakomitej większości katolików, bo nie mają oni kłopotu z odpowiedzią na pytanie, co to dziś znaczy „być uczniem Chrystusa”. Trudność odpowiedzi na to pytanie nie jest to sytuacją nową – choć być może obecnie jest trudniej, niż było kiedyś. Z drugiej strony, równie prawdopodobne jest, że zawsze udzielenie tej odpowiedzi jest równie trudne: na tym właśnie polega odwieczne wyzwanie, jakie stawia wiara.  Sama struktura przypowieści Chrystusa, będących czymś zupełnie innym niż ścisłe przepisy, czyni wyzwaniem zastosowanie tych wskazówek w zmieniającej się rzeczywistości.

Co to konkretnie dziś (nie w jakimś ogólnym „dziś”, ale w konkretnym „dziś”, w którym siedzę przy biurku i piszę) znaczy, że mam naśladować Chrystusa? Że mam wziąć swój krzyż i podążać za Nim? Co to znaczy, że mam nie troszczyć się jutro, bo o to troszczy się Ojciec w Niebie? Co to znaczy, że mam być apostołem? Umiejętność odpowiedzi na te pytania (i tylko ona) czyni wiarę żywą w tym właśnie momencie, w którym dzieje się życie wierzącego. Oczywiście, odpowiedzi jest wiele, możemy szukać ich sami, ale mają one większą moc wtedy, kiedy są z kimś podzielane. Z jasnych odpowiedzi moc czerpią wspólnoty chrześcijańskiego życia.

I na te właśnie pytania odpowiadają audycje Radia Maryja, sprawnie wskazując powiązanie pomiędzy najwyższymi ideałami chrześcijańskiego życia a prostymi czynnościami, które co prawda wymagają pewnego trudu, ale są w zasięgu możliwości słuchacza Radia Maryja. Są rzeczy, które słuchacz Radia Maryja z Jasła powinien zrobić, jeśli jest uczniem Chrystusa. W sposób jasny i zrozumiały, za pomocą rady i przykładu, zostanie do tego na antenie Radia zachęcony.

Jednym z podstawowych wskazań jest „apostolat”, rozumiany bardzo często jako zadanie przekonywania znajomych i rodziny do słuchania Radia Maryja. Nazwanie tego zadania „misją apostolską” i „odważnym głoszeniem Ewangelii” niezwykle podnosi jego rangę, skłaniając do podjęcia tego trudu. W wieczornej audycji „Odnowić oblicze ziemi”, która w większości składa się z odczytywanych i komentowanych przez prowadzącego listów radiosłuchaczy, dominują takie właśnie świadectwa: opowieści o„nawróceniu się” na Radio Maryja lub o tym, że do Radia udało się przekonać krewnych czy znajomych. Ten moment ukazywany jest jako przełom, chwila otwarcia się na prawdę (nierzadko „na przekór wrogiej propagandzie”). Tym samym osoby, które wciąż jeszcze nie słuchają Radia, a nawet głoszą na jego temat nieprawdziwe i oszczercze poglądy, ukazywane są raczej jako zbłąkane owce, które można przeciągnąć na stronę prawdziwie chrześcijańskiego życia, niż jako wrogowie.

Także wtedy, gdy misja apostolska przybiera postać zachęcania do modlitwy, w świadectwach powraca motyw tego, że zbliżenie do Boga przez modlitwę doprowadza prędzej czy później do zbliżenia się do Radia Maryja. Słuchając świadectw i apeli trudno nie zauważyć, że powinno się tak dziać, ponieważ „bycie dobrym katolikiem” i „bycie słuchaczem / sympatykiem Radia Maryja” jest ze sobą niemal utożsamiane. Czy ktoś, kto jest katolikiem, ale mimo pełnej informacji i gorącej namowy odmawia przyłączenia się do Radia Maryja, może być uznany za wierne dziecko Kościoła? Raczej nie, utożsamienie katolika ze słuchaczem Radia Maryja jest bardzo silne, tak jak utożsamienie apostolskiego zadania z zadaniem przekonywania do Radia. Prawdziwemu katolikowi Radio wadzić nie może.

Tak więc nawrócenie, którego motyw dominuje w świadectwach słuchaczy, jest traktowane jako owoc ewangelizacyjnej misji rozgłośni. Nawrócenie prawie w każdym przypadku jest rechrystianizacją – powtórnym odnalezieniem Chrystusa. Poza spektakularnymi nawróceniami – powrotami z bezdroży nałogu, grzechu, niewiary – są też nawrócenia „mniejsze”, opisywane jako zwrócenie się „ledwie ciepłych” katolików ku katolicyzmowi zgodnemu z modelem proponowanym przez Radio Maryja. Słuchacze czynią przecież przedmiotem swoich apostolskich działań właśnie katolików, którzy przez brak informacji nie słuchają jeszcze radia. Działalnością misyjną jest przekonanie kogoś do słuchania Radia Maryja, oglądania Telewizji Trwam, a przyznawanie się do korzystania z tych mediów – dawaniem świadectwa wiary.

Obraz religijnej obojętności – nawet gdyby była to życzliwa Kościołowi obojętność – jest wyraźnie negatywny. Obojętność jest w zasadzie niewiarą i, zgodnie z przekazem Radia Maryja, wymaga rechrystianizacji. Słowa o. Rydzyka:

„Najgorsza rzecz to obojętność (…). Tacy też są ludzie… Ale to inni… I porwać, nie łamać się!
I następny! (…) Zło rośnie dzięki temu że niby-dobrzy śpią (…). Zło jest brakiem dobra”.

Jedną z form apostolstwa, mających być lekarstwem i na to zło, jest promowane przez przykłady ze świadectw i namowy ojców prowadzących audycje, rozdawanie i pożyczanie książek, czasopism i płyt o treści religijnej, „budującej”. Szczególnie dzieciom i młodzieży, która ma być zabiegiem najwytrwalszej działalności misyjnej, należy podsuwać odpowiednie materiały, które właściwie nimi pokierują. Zadanie to ma niezwykłą wagę, bo jak wyraził się jeden z redemptorystów: Trzeba odzyskać młodzież, dzieci, bo będzie bardzo źle. Bo będzie po prostu po nas. To widać bardzo jasnym okiem. Warto dodać, że wśród odczytywanych świadectw wcale nie dominują listy ludzi starszych – sporo jest też listów od dzieci i młodzieży, wiernych słuchaczy Radia i widzów Telewizji Trwam, członków Podwórkowych Kółek Różańcowych, wyrażających radość z istnienia Radia i z powodu dostępu do wartościowych publikacji, które kształtują ich życie i uczą wzrastać w miłości. Język świadectw, szczególnie tych pisanych przez dzieci, zasługuje na uwagę: jest wierną kopią języka, którym posługują się prowadzący programy na antenie Radia, a jego dydaktyczny ton przywołuje na myśl wychowawcze, przekazujące dobre wzory teksty z podręczników z połowy ubiegłego wieku.

Podkreśla się wielokrotnie, że koronną odpowiedzialnością słuchaczy Radia Maryja jest wychowywanie. Dotyczyć ma ono zarówno małych dzieci, jak i młodzieży, którą powinno się – na przykład – informować i namawiać do brania udziału w spotkaniach z podróżującym po Polsce profesorem Jerzym Robertem Nowakiem. Apel ojca prowadzącego audycję: przekazujcie jedni drugim, bardzo proszę, to jest apostolat też. Mówcie ludziom młodym zwłaszcza, niech będą tam, niech młodzież usłyszy to czego nie usłyszy w telewizjach, które są w Polsce. Apel ten skierowany jest oczywiście do wszystkich słuchaczy Radia, niezależnie od wieku i sytuacji rodzinnej; nietrudno jednak wyobrazić sobie sytuację, w której babcie będą próbowały przekonać swoje wnuczęta do pójścia na wykład profesora Nowaka. To ciekawy obraz: oto babcie zwierają się w ideologicznej walce o serca wnuków z nimi samymi – z tymi, którzy są zachęcani przez „drugą stronę”, aby „zabrać babci dowód” i wyleczyć z poglądów, o słuszności których jest głęboko przekonana. Zabawne, że obydwie strony są pewne, że ta druga – w gruncie rzeczy poczciwa, a nawet ukochana – nie rozumie świata, w którym żyje, została zmanipulowana, dlatego trzeba uczynić ją obiektem specjalnych działań.

Kolejnym obszarem odpowiedzialności polskich katolików jest Europa Zachodnia,  przedstawiana z jednej strony jako siedlisko cywilizacyjnych zagrożeń, z drugiej strony – jako teren misyjny, czasem nawet jako swoiste memento dla Polski, która zmierza w kierunku wyznaczonym przez współczesną kulturę europejską: Trzeba się bardzo śpieszyć, bo będzie jeszcze gorzej (…) bo jesteśmy na równi pochyłej.

Szczególną rolę w podtrzymywaniu tego obrazu odgrywają zagraniczni słuchacze – Polonia z różnych części świata. Krystyna, studentka z Paryża, opowiadała w liście odczytywanym na antenie radia o tym, jak rozdaje medaliki z wizerunkiem Matki Bożej. Julian z Baranowicz na Białorusi, siedemnastolatek, opisuje w liście do Radia, jak nagrywa na płyty kompaktowe wybrane audycje Radia Maryja i rozdaje krewnym i znajomym. 48-letni Ferdynand ze Szwecji w swoim świadectwie napisał m.in.:

„Jan Paweł II odszedł do domu ojca, ale żyje w Radiu Maryja, zachęca do różańca i zawierzenia Matce Boskiej (…). Przekonałem do Radia Maryja wielu członków rodziny i przyjaciół (…). Trzeba stawać w obronie prawdy i dobra”.

Komentarz do tego ostatniego listu, wygłoszony przez prowadzącego audycję zabrzmiał jak nazwanie czegoś zupełnie oczywistego dla słuchaczy: „Polacy za granicą mają misję”.

W obrazie rzeczywistości konstruowanym na antenie Radia Maryja Kościołowi bardzo często towarzyszy Ojczyzna, religijności – patriotyzm, figurze katolika – figura Polaka. Uczucie miłości dotyczy zaś swoistego konglomeratu:

„Przypominam – wszyscy, którzy kochamy Pana Boga, Matkę Najświętszą, Kościół, Ojczyznę, którzy myślimy o Ojczyźnie, o rodzinie własnej, o przyszłości naszego narodu, Europy i świata, zwróćmy uwagę na młodzież”.

O ile w przypadku części audycji motywacja religijna lub narodowa wyraźnie wysuwana jest na pierwszy plan – nie brakuje świadectw głęboko religijnych osób świeckich, które ze sprawnością kaznodziei, ale i poruszającą szczerością opowiadają po prostu o swojej drodze do Chrystusa, nie wspominając o powinnościach wobec Ojczyzny – częste i bardzo charakterystyczne są przypadki mieszania, czy raczej stapiania w jedno namiętności do Kościoła i Polski.

To stopienie się w jedno wszystkich najbliższych sercu słuchaczy wartości – i odczytywanie w ich świetle bieżących wydarzeń – sprawia, że są oni w stanie bardzo mocno zaangażować się w życie społeczne, postrzegając to zaangażowanie właśnie jako działanie w imię najwyższych wartości. Przykładem może być interpretacja sprawy abp. Wielgusa dokonana na antenie przez dr. Stanisława Krajskiego, jako jednoczesnego ataku na Maryję, Kościół i Ojczyznę:

„Jeżeli mówimy, co jest atakiem na Matkę Bożą, to możemy powiedzieć, że każdy atak na Kościół, na istotę Kościoła, na ważne rzeczy w Kościele jest atakiem oczywiście też na Matkę Bożą, na Jej syna wprost. I takim przerażającym wyrażeniem, takim strasznym atakiem na Kościół, który nie wszyscy katolicy w ten sposób odebrali, był atak na abp. Wielgusa (…)”.

Jednak nie jest tylko tak, że emocje religijne mają funkcje podgrzewania politycznych sporów, a więc że są wykorzystywane wyłącznie instrumentalnie. Splot jest bardziej subtelny: wątki narodowe na antenie toruńskiej rozgłośni nie pojawiają się wyłącznie jako emanacja ideologii narodowej. Wiele wypowiedzi wskazuje na to, że myśl narodowa spełnia funkcję służebną względem misji ewangelizacyjnej radia. Objawem „splątanej tożsamości” Polaka i katolika jest w przypadku Radia Maryja głębokie przekonanie, że katolicyzm i dążenie do świętości są możliwe tylko w określonej formacji kulturowej i że istnieje polskość, która warunki stawiane takiej formacji kulturowej spełnia:

„Zobaczcie, co dzieje się z Polską… Czy jesteście zadowoleni? Czytajcie tą rzeczywistość, zobaczcie, w jakim kierunku zmierza Polska: do Chrystusa czy od Chrystusa? Czy Polacy mogą być w Polsce szczęśliwi? Czy mogą żyć we wspaniałej kulturze?”

Dlatego obok wskazywania, jak dziś być uczniem Chrystusa, działania, do których namawia Radio, motywowane są również przywiązaniem do tradycji narodowej – „zanurzeniem w polskości”. Podobnie jak bycie dobrym katolikiem i wiernym słuchaczem stapia się w jedno, tak utożsamione jest również dobro Polski i dobro Kościoła. A słuchacze Radia są szczerze zatroskani kierunkiem, w jakim zmierza Ojczyzna, i widzą niemało wrogich ośrodków, które chcą Ojczyźnie zaszkodzić.

Słuchając Radia Maryja, bardzo szybko można dostrzec przewijający się nieustannie motyw „oblężonej twierdzy”:

„Trwa bezprzykładna ofensywa sił lewackich i libertyńskich na chrześcijańskie wartości Europy i Polski (…). W dużej mierze opanowały już one kierownicze centra Unii Europejskiej. To samo chcą zrobić w Polsce. Trzeba je powstrzymać. Koniecznie. (…) Najskuteczniejszą drogą oporu jest konsolidowanie sił własnych wokół Kościoła”.

„Sytuacja świata, a zwłaszcza Ojczyzny, jest bardzo poważna, może nawet zatrważająca”.

„Dlatego komu zdrowie i siła dopisze: pod Jasną Górę! Powiedzieć tam rozkiełznanemu lewactwu i bezbożnictwu swoje jasne „nie”!”

Zagrożenia zakorzeniają ruch Radia Maryja w teraźniejszości. W tworzonej na antenie radia reprezentacji rzeczywistości nie ma miejsca na mit złotego wieku. W jednej z audycji takie odwołanie do przeszłości (kiedyś nie było tego szumu medialnego) w wykonaniu słuchaczki zostało wyraźnie przez prowadzącego audycję o. Rydzyka skontrowane (a jak Pani była dzieckiem, to nie było szumu medialnego?). Misja radia nie jest więc przedstawiana w kategoriach konserwowania rzeczywistości czy cofania niekorzystnych przemian, ale raczej w kategoriach aktualizowania odwiecznej religijnego misji „tu i teraz”.

Zagrożeniem bardzo często wymienianym przez toruńskie radio są inne media. Są zagrożeniem, bo „znajdują się w obcych rękach” – tzn. nie mają polskich właścicieli. Słuchając Radia Maryja, można mieć wrażenie, że świat mediów jest dużo ważniejszy niż świat polityki. Na antenie Radia Maryja dominuje specyficzne rozumienie władzy – mają ją ci, którzy tworzą u ludzi (lub razem z ludźmi) obraz rzeczywistości. A w dzisiejszym świecie robią to bardziej media niż politycy. Prof. Bogusław Wolniewicz, częsty gość na antenie radia, przedstawił takie wyjaśnienie konfliktu Platformy Obywatelskiej i Radia Maryja:

„Te ataki Platformy Obywatelskiej na Radio Maryja mają jeszcze swoją dodatkową funkcję (…). Oni uzyskali bezwarunkowe poparcie mediów (…). A te media przecież nie są w polskich rękach, są przecież kierowane przez ośrodki międzynarodowe. Te ośrodki międzynarodowe nie dały przecież swojego poparcia za darmo”.

Partia rządząca jest więc organizacją atakującą jedno medium na polecenie innych, zagranicznych mediów, wobec których jest „zadłużona”. Komentarz prowadzącego audycję po tej wypowiedzi znów odwołuje się do tego, co „wszyscy widzimy”, a co prof. Wolniewicz tylko nazwał:

„Widzicie państwo, jaka jest sytuacja w Polsce. Rzeczywiście pracują nad Radiem Maryja, ja mogę tak powiedzieć ogólnie, bo nie wszystko mogę mówić… dla dobra sprawy. Widzimy też, jaka jest sytuacja polska… W tej sytuacji idziemy wszyscy, cała Rodzina Radia Maryja na Jasną Górę”.

Przekaz z „oblężonej twierdzy” w bardzo prosty sposób indukuje negatywne emocje, również u słuchaczy wypowiadających się na antenie radia. Praktycznie zawsze towarzyszy im jednak wezwanie do działania. Konkretność proponowanych działań nieraz kontrastuje z dużą abstrakcyjnością zagrożeń (jak pielgrzymka na Jasną Górę versus ofensywa sił lewackich i libertariańskich na chrześcijańskie wartości Europy). Konstruowanie obrazu wspólnego wroga, nawet jeśli jest to obraz mglisty, pomaga wytworzyć napięcie niezbędne do działania. Dzięki utrzymywaniu poczucia zagrożenia złem, wezwanie do nawrócenia się i nawracania innych staje się dużo silniejsze, dużo bardziej mobilizujące. Nie jest to tylko „nawrócenie na coś”, ale również „nawrócenie wbrew czemuś”. Podobnie Radio Maryja przedstawia się wyraźnie jako trwające nie tylko „po coś”, ale też „wbrew czemuś”. Podwójna legitymizacja jest zawsze silniejsza.

Mobilizację w obronie wiary i ojczyzny umacnia poczucie, że wspólnota Radia Maryja zgadza się we wszystkim lub prawie we wszystkim. Zarówno głosy zaproszonych gości, jak i słuchaczy z listów i z telefonów wspierają się wzajemnie i umacniają wiarę w słuszność prezentowanej wizji świata. Polemiki czy spory w zasadzie się nie zdarzają. To jasne nazwanie społecznego dobra i społecznego zła łączy się z jasnym wskazaniem „nas” oraz „ich”. Mimo „syndromu oblężonej twierdzy”, można powiedzieć, że słuchacze Radia widzą siebie raczej jako załogę warownego przyczółka, który musi czujnie bronić się przed przeważającą siłą wrogów, ale również dzielnie atakować w nadziei przesunięcia linii frontu na swoją korzyść. Nie czekają na zagładę, ale na odwrócenie się losów tej wojny

Tak więc działalność skierowana wobec osób niebędących częścią wspólnoty to również walka, polegająca na odpieraniu kłamliwych zarzutów i demaskowaniu wrogów. Tym także nie zajmują się przede wszystkim czy jedynie liderzy, jest to obowiązkiem każdego słuchacza Radia w terenie. Jednocześnie aktualności nie traci ani na chwilę postulat obowiązkowego „apostolatu”, którego obiektem są te same osoby, występujące nieraz w podwójnej roli przeciwników i „terenu misyjnego”.

Wydaje się nam, że pytanie, jakie należy stawiać w dyskusji nad tym – bodaj najbardziej kontrowersyjnym – aspektem funkcjonowania Radia Maryja nie powinno kończyć się na zarzutach „siania nienawiści” – jak wolą jedni – czy „budowania Kościoła zamkniętego” – jak wolą inni. Warto pochylić się nad pytaniem z nieco innego poziomu analizy: „Czy godzi się w taki sposób ewangelizować?”.

Ciekawym i nieoczywistym sposobem wykorzystania polskości jest próba szukania w narodowej przeszłości miary do oceny bieżących wydarzeń, a także podejmowanie zadania podtrzymywania i tworzenia „prawdziwie polskiej kultury, zakorzenionej w najlepszych cechach narodowej tradycji”. Jest to próba tworzenia swego rodzaju „kultury alternatywnej”, ze swoją własną, odrębną, za nic mającą sądy establishmentu sztuką, swoimi profesorami, swoim kalendarzem, w którym jako szczególne święto zaznaczona jest doroczna pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę, a świętami regionalnymi – peregrynacje po Polsce uznanych przez ruch mędrców czy poetów. Radio jest głównym, ale nie jedynym kanałem przekazu informacji o tych wydarzeniach: doceniana jest również moc sieci osobistych kontaktów, wiara w potęgę wysiłku szeregowych słuchaczy zakorzenionych w swoich społecznych światach, podkreślane przez nieustanne wezwanie: mówcie jedni drugim, rozpowiadajcie.

Szczególnym przykładem tej tworzonej formacji kulturowej jest poeta „nowej konfederacji barskiej” Kazimierz Józef Węgrzyn. Warto zacytować fragment jego poezji, obicie recytowanej przez Autora na falach Radia:

„Na mury bracia! Matka nas woła

W obronie Boga, wiary i Kościoła.

Ojczyzny naszej Ona Królową,

Niech ją uświęca i czyn, i słowo,

Jak od wieków niech nas prowadzi,

Bo tylko Matka nigdy nie zdradzi.

Znów na Nią kłamcy podnoszą miecz,

A bronić Matki – to święta rzecz.

Ci, którzy Kościół ranią Rozłamem,

To otwierają dla wrogów bramę.

Jedność narodu – to święta rzecz,

A zdrada wbija nam w plecy miecz”.

Twórczość poety sama w sobie może nie zaskakuje, ale użytek z niej czyniony i sposób interpretacji – owszem. Zarówno w percepcji osób towarzyszących mu w studiu, jak i dzwoniących radiosłuchaczy jawi się on jako wielki polski poeta-wieszcz, wymieniany jednym tchem po Adamie Mickiewiczu, sprawiający że to, co najwspanialsze w polskiej kulturze – żyje. On sam także uważa się za spadkobiercę i odnowiciela wielkiej polskiej tradycji, chętnie opowiada o Konfederacji Barskiej (swój nowy tom nazwał „Nowa Konfederacja Barska”), postrzeganej jako swoisty akt założycielski polskiej formacji patriotycznej. Właśnie Konfederaci odkryć mieli to, co możemy nazwać „rdzeniem polskiej tradycji politycznej”, a więc wspomniane wiarę, ojczyznę, tradycję, szlachetność i wolność, które nie tracą aktualności do dziś i wyznaczają najlepiej to, kim jesteśmy i kim być powinniśmy.

Jednak osoby w studiu zdają sobie sprawę, że te wartości – choć najprawdziwiej polskie – nie poradzą sobie bez ich „użytkowników”, bez poetów i filozofów (w tych rolach – osoby zaproszone do studia), którzy będą o nich mówić, i bez ludu, który będzie nimi żył. Dlatego i ten nurt pielęgnowania polskiej kultury znajduje dopełnienie w aktywności słuchaczy. Po pierwsze – to słuchacze są czytelnikami, po drugie – popularyzują oni twórczość poety Nowej Konfederacji Barskiej. Wielkie uznanie u prowadzących program znajdują takie działania, jak recytacja utworów poety w domach kultury podczas patriotycznych uroczystości czy w domach – w kręgu rodziny i przyjaciół – na przykład podczas wieczorów kolęd.

Współtworzenie współczesnej formacji kulturowej, aktualizującej owe najwyższe polskie wartości, jest więc również przedstawiane jako zadanie dla każdego ze słuchaczy. Podobnie jak prawdziwa wiara, prawdziwa polskość powinna przejawiać się w konkretnych, prostych, codziennych działaniach, poprzedzona jednak musi być namysłem i zrozumieniem:

„Żebyśmy intelektualnie, poprzez zbiór rozumień, umieli odróżniać to, co polskie, od tego co niepolskie. Bo jest takie zamydlenie, pomieszanie tego, co polskie, i tego, co antypolskie. Są tacy, co wydaje im się że służą Polsce, a wcale nie służą”.

Obok tych działań ze sfery kultury, słuchacze motywowani troską o dobro Ojczyzny  przystępują również do konkretnych stowarzyszeń, takich jak założony przez Jerzego Roberta Nowaka Ruch Przełomu Narodowego (www.rpn.com.pl). Cele zarejestrowanego już stowarzyszenia są łatwe do odgadnięcia: to m.in. zatrzymanie wyprzedaży majątku narodowego, zapobieżenie podpisaniu Traktatu Lizbońskiego czy szczególna opieka nad rodziną. Intrygujące jest jednak podejście do sposobu organizacji – polegać ma ona na tym, żeby powstała w całej Polsce sieć stowarzyszeń, które będą uczyć się od siebie. Jest to kolejna cecha wskazująca na to, że choć ruch związany z Radiem Maryja potrzebuje samego radia jako medium komunikacji (zarówno znaczeń, jak i informacji), może działać tylko dzięki kreatywności i samodzielności działaczy na lokalnym szczeblu. Być może warto porównać go do działań wyrastających wokół niektórych portali internetowych (np. Naszej Klasy czy – nawet bardziej Wikipedii), które to działania potrzebują portalu, ale nie wyczerpują się w tym, co jest zawarte na stronach, przenosząc swoje działania do „realu”.

***

Byłoby przewrotne mówić o Radiu Maryja, że jest ruchem posoborowym. Jednak niezwykle ważną cechą ruchu skupionego wokół rozgłośni jest ogromny udział laikatu w całym przedsięwzięciu. Trzeba zauważyć, że taki sposób uczestnictwa świeckich w Kościele – świeckich aktywnych, wychodzących naprzeciw księżom, biorących w swoje ręce sprawy parafii, czujących ciężar odpowiedzialności za świadczenie o wierze w świecie – wydaje się ziszczeniem snów a nowoczesnym Kościele. Nikt nie zachęca do tego skuteczniej niż ojcowie z Radia Maryja. Przytoczmy, jak brzmiało zaproszenie na jasnogórską pielgrzymkę Radia Maryja:

„To będzie właściwie sprawdzian (…) biur i kół Radia Maryja, wszystkich biur i kół Radia Maryja. Idźcie do waszych duszpasterzy, współpracujcie z waszymi kochanymi duszpasterzami, idźcie do katechetów, idźcie do nauczycieli, powiedzcie im „młodzież!”, trzeba iść, nie być nudnym, być bardzo atrakcyjnym, pokazać, umotywować, idźcie!”

W jednej z audycji, której wysłuchaliśmy, transmitowany był ewangelizacyjny koncert z Rzeszowa, zorganizowany przez Tomasza Budziaszka, rockowego perkusistę. W dalszej części audycji postawiony on został za wzór aktywności. O. Rydzyk w rozmowie ze słuchaczką mówił:

„I świecki człowiek (…) świecki człowiek to robi. Ksiądz nie wszędzie dojdzie, a świeccy dojdą”.

Mobilizacja świeckich ma więc dopełniać aktywność kapłanów. Radio Maryja nie przejmuje obowiązującego w wielu polskich parafiach schematu, w którym świeccy są podwykonawcami zdań zleconych przez duchownych. Trudno wskazać w naszym kraju jakiś duży ruch religijny, który z taką intensywnością i tak skutecznie promowałby ewangelizacyjne zaangażowanie świeckich. W tym sensie trzeba przyznać, że Radio Maryja jest odpowiedzią na wezwania Jana Pawła II płynące np. z adhortacji Christifideles Laici. Do tego, jeśli weźmiemy pod uwagę propagowane na antenie formy działania, to trzeba zauważyć, że jest to w dużej mierze mobilizacja starszego pokolenia, a więc mobilizacja grupy, którą mało kto w ogóle w Polsce mobilizuje. Wszystkie te „zadania apostolskie”: od zachęcania krewnych do regularnej modlitwy aż po zakładanie klubów i ekspansję w Internecie – mają wykonywać ludzie, po których zwykle nie oczekuje się już wiele, a którzy, jak się okazuje, mają dość energii i zdolności koniecznych do uniesienia ambitnych przedsięwzięć. Dowodem niech będą Koła i Biura Radia Maryja tworzone dzięki wspólnej pracy przede wszystkim ludzi starszych. Radio jest jedyną (lub jedną z nielicznych) instytucji, która kieruje do nich apel i wierzy w tkwiący w nich potencjał – być może nawet ten potencjał tworzy przez nieustanne ponawianie swojego apelu.

Oprócz działań łączących się mniej lub bardziej ściśle z tradycyjnymi praktykami pobożnościowymi: modlitwą czy pielgrzymką, świeccy słuchacze Radia Maryja zachęcani są również do podejmowania bardziej innowacyjnych zadań. Przykładem może być rzucona na antenie zachęta o. Rydzyka do tworzenia sieci klubów dyskusyjnych i ekspansji słuchaczy w Internecie, tym – wydawałoby się – najbardziej wrogim im medium:

„Czytajmy, róbmy jakieś kluby dyskusyjne… Albo na przykład Kluby Naszego Dziennika dyskusyjne – dlaczego nie robić czegoś takiego? Toż to tylko trochę pomyślenia. (…) Gdybyście zaczęli wchodzić jeszcze w Internet, jeszcze bardziej wszyscy, zakładać swoje strony, dobre rzeczy tam dawać, dyskutować z młodzieżą, z ludźmi, na pewno byłoby bardzo, bardzo dużo dobra…I trzeba prostować ludzkie myślenie, bo zaczyna się od tego (…). Trzeba prostować, nie denerwować się, ale samemu siać. Są te możliwości – Internet… Wchodzić w Internet”.

Wreszcie samo eksponowanie „odnowy”, „przemiany” i „rechrystianizacji” jako celów i najistotniejszych owoców działania radia, skłania do zadania pytania: czy ruch Radia Maryja jest ruchem odnowowym – w takim samym sensie, w jakim odnowowe są Odnowa w Duchu Świętym czy wspólnoty neokatechumenalne? Na pewno silna jest podbudowa emocjonalna ruchu, wynikająca z patriotyczno-religijnych namiętności, a także z interaktywności przekazu. Również podkreślana w świadectwach przemiana, jakiej ulega życie słuchaczy po związaniu się z Radiem Maryja, podkreślenie wagi wspólnoty czy misji ewangelizacyjnej przywodzi na myśl „odnowowe” oblicze posoborowego Kościoła.

Trzeba też zauważyć, jak ogromną rolę pełni Jan Paweł II w życiu rozgłośni. Jak wiadomo, na postać Papieża powołują się najrozmaitsze środowiska, często dodając zarzuty, że pozostałe, odległe od nich, czynią to w sposób wybiórczy i nieszczery. Nie chcemy wchodzić w ten spór. Nie da się jednak zaprzeczyć temu, że nagrania nauk, homilii czy choćby piosenek śpiewanych przez Jana Pawła II pojawiają się w Radiu bardzo często. Również typ duchowości, podkreślający rolę Matki Boskiej i modlitwy różańcowej, oraz łączenie żarliwości religijnej z manifestowanym przywiązaniem do Polski pozostają bliskie zmarłemu Papieżowi. Dlatego gdy szukamy miejsc, gdzie żyje „dziedzictwo Jana Pawła II”, nie powinniśmy omijać Radia Maryja.

Obok tego, co zostało napisane o „mobilizacyjnym” przekazie Radia, trzeba pamiętać że znaczna część przekazu religijnego Radia Maryja nie różni się w żaden sposób od tego, co można usłyszeć w polskich kościołach: w religijnych audycjach radio wzywa do modlitwy i pokuty, do poszukiwania swojego powołania i czujnego wsłuchiwania się w natchnienia Ducha Świętego. Te homiletyczne treści, wypowiadane w niespieszny, senny sposób i przeplatane pauzami i westchnieniami na falach eteru przy pierwszym kontakcie budzą zdziwienie. W porównaniu do innych stacji radiowych – czy to „mówionych”, czy „grających”, czy „informacyjnych”, zdumiewają zupełnie inną dynamiką, przeniesionym prosto z parafialnego kościoła sposobem mówienia o wierze (zarówno jeśli chodzi o dobór wyrażeń, jak i nieśpieszne tempo), na pozór niedostosowanym w żaden sposób do odmiennego medium i kontekstu.

Jednak względna popularność radia i jego moc mobilizacji może wskazywać, że to słuchacze z zewnątrz (tacy jak my) ze swoim zdziwieniem nie nadążają za nowoczesnością, że to my nie rozumiemy tego, co pojęli redemptoryści: że nowoczesne media nie muszą determinować ani treści, ani też formy przekazu, którą można kształtować tak, aby dopasować ją do gustów i nawyków niszowych odbiorców. Budzące pewną irytację tempo mówienia w Radiu Maryja albo trwające godzinę lub dwie audycje są dostosowane do sposobów percepcji typowego słuchacza, wychowanego i żyjącego w czasach, kiedy wiadomości w „Dzienniku Telewizyjnym” czytano trzykrotnie wolniej. Żadne z mediów, w pogoni za nowoczesnością, nie bierze ich preferencji pod uwagę, nawet statystyki dotyczące słuchalności mogą być zaniżone, bo nie uwzględniają osób powyżej 75 roku życia, które, jak widać, wbrew popularnym sądom – stać na wiele.

Najwyraźniej nie są dla nich istotnym problemem powtarzające się w niemal każdej audycji usterki przy realizacji. Sądząc po odgłosach dochodzących ze studia, osoba prowadząca audycję sama odpowiada za jej realizację, co w innych stacjach radiowych zdarza się wyjątkowo rzadko – w efekcie słychać w eterze szmery przekładanych kartek, głośne poszukiwania płyt, zakończone nierzadko puszczeniem czegoś zupełnie innego niż zamierzył sobie prowadzący. Można zapytać: co z tego? Jeśli nie zniechęca to słuchaczy, to po co podnosić koszty? Okazuje się, że pewna nieporadność w stosowaniu nowoczesnych rozwiązań wcale nie czyni korzystania z nich mniej efektywnym.

Obserwując własną reakcję na Radio Maryja, warto przyjrzeć się uruchamiającym się nawykom myślowym i sprawdzić, czy nie prowadzą czasem do rozminięcia się z rzeczywistością. Czy na pewno nienowoczesne? Ale skoro powolne i długie audycje o Konfederacji Barskiej elektryzują i mobilizują słuchaczy do działania, to znaczy że pomysł nie jest anachroniczny, ale innowacyjny. Świadczą o tym również sposoby organizacji, obok precyzyjnie skierowanego przekazu medialnego, podkreślające siłę bezpośrednich kontaktów i potęgę sieci społecznych. Projekt tworzenia „sieci wzajemnie uczących się od siebie organizacji” czy prowincjonalnych „Klubów Naszego Dziennika” mógłby powstać w którejkolwiek z nowoczesnych, tworzonych przez młodych ludzi organizacji, ożywionych ambicją współkształtowania polityki jako oddolny ruch społeczny czy instytucja społeczeństwa obywatelskiego.

Zarzut, który często kieruje się przeciwko działaniom podejmowanym przez słuchaczy Radia Maryja, sprowadza się do stwierdzenia, że są oni zmanipulowani i zaślepieni (wsteczną) ideologią. Z drugiej strony, przedstawiciele niektórych najnowocześniejszych nurtów myślenia o społeczeństwie nie wahają się stwierdzić, że nie istnieje sposób myślenia o polityce, społeczeństwie i ekonomii, który nie byłby ideologią; w czym więc problem?

Proponujemy nie uznawać ani używanego języka, ani inicjowanych przez Radio Maryja działań i wzniecanych motywacji za przynależące do odchodzącej, pełniej przesądów i mrocznych namiętności przeszłości, ale przeciwnie – za jedno ze zjawisk tworzących naszą lokalną (po)nowoczesność, nie mniej niż „Kościół otwarty” i parady równości. Po raz kolejny przekonujemy się, że nie tylko nie ma jednej drogi, którą zgodnie z logiką dziejów kroczy nasz świat, ale też o tym, że wiele istniejących dróg nie wiedzie w podobnym kierunku, tylko rozgałęzia się na mnóstwo małych, krzyżujących się w zaskakujących punktach ścieżek.


[1]17.04.2008, 13.05.2008, 22.05.2008, 25.05.2008, 28.05.2008, 07.06.2008, 08.06.2008, 28.06.2008, 29.06.2008

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata