70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Anatomia ideologii

Postać Alaina Besançona jest w Polsce znana, a jego poglądy niejednokrotnie stanowią punkt odniesienia w dyskusjach dotyczących dwudziestowiecznej polityki. Jednak do tej pory w naszym kraju ukazały się zaledwie dwie niewielkie książki tego filozofa, i to raczej marginalne w jego bogatej twórczości.

Nadal nie ma polskiego tłumaczenia słynnej pracy Les origines intellectuelles du léninisme czy innych równie interesujących studiów z dziedziny historii idei, takich jak L’image interdite. Une histoire intellectuelle de l’iconoclasme,czy Trois tentations dans l’Eglise, książki poświęconej wyzwaniom stojącym przed współczesnym Kościołem. W tej sytuacji z zadowoleniem można powitać dwutomowe wydawnictwo Frondy, w którym znajdujemy zebrane studia, polemiki i wywiady Besançona ukazujące się w polskiej prasie w ciągu ostatniego ćwierćwiecza i będące doskonałą próbką jego wielowątkowej twórczości.

Mimo wspomnianej wielowątkowości nietrudno dostrzec, że głównym przedmiotem zainteresowań Besançona jest komunizm rozumiany na różne sposoby: jako ideologia, nieudolna próba filozofii, świecka religia intelektualistów, system polityczny i wciąż powracający projekt polepszenia losu człowieka za pomocą radykalnej kuracji. Z tej perspektywy można wskazać na trzy podstawowe wymiary analiz komunizmu, które proponuje Besançon: filozoficzny (czy też, szerzej, ideowy), historyczny (źródłowy bądź genetyczny) oraz polityczny (a więc dotyczący rzeczywistych skutków wynikających z realizacji komunistycznego projektu). Z punktu widzenia ideowej rekonstrukcji komunizmu rozważania Besançona są istotne z tego względu, że oprócz tradycyjnie badanych marksistowskich korzeni tej doktryny, zwracają uwagę na niezmiernie istotną rolę Lenina. To on bowiem bardzo sprawnie dopasował do potrzeb „szerokiej publiczności” Marksowskie koncepcje wyrażane w ciężkim heglowskim żargonie i zwykle niezrozumiałe dla przeciętnego proletariusza (który, zgodnie z „żelaznymi” mechanizmami dziejowymi, miał przecież wywołać rewolucję). Posługując się gazetowym stylem i wiecową argumentacją, Lenin nie tylko przełożył filozoficzne dywagacje Marksa na prosty, miejscami toporny język propagandy, ale również jasno postawił sprawę udziału samego proletariatu w burzeniu kapitalizmu i budowaniu społeczeństwa bezklasowego. O ile bowiem u Marksa wątki paternalistyczne i przekonanie o głupocie mas skrywane były za rozwlekłym i mętnym stylem oraz dialektycznymi konstrukcjami, o tyle Lenin wprost stwierdził, że proletariat jako taki ma fałszywą świadomość i nie wie, co naprawdę dlań dobre. W ten sposób jednoznacznie rozstrzygnął rozpoczętą już przez Marksa dyskusję z robotniczymi związkami zawodowymi i socjaldemokratyczną lewicą. Do tego czasu siły te mogły się jeszcze uważać za właściwych depozytariuszy żądań robotników i kwestionować polityczne pomysły marksistowskich komunistów, dążących wprost do dyktatury i uznających każde dogadywanie się z kapitalistami za objaw zdrady interesów klasowych. Jednak leninowska interpretacja marksizmu sprawiła, że odtąd ich głos – z punktu widzenia doktryny – nie miał właściwie znaczenia. Liczyła się tylko partia, a więc zawodowi rewolucjoniści i wywodzący się z mieszczaństwa komuniści, którzy jako jedyni posiedli niezakłóconą fałszywą świadomością wiedzę o rzeczywistości. Ten sprytny manewr pozwolił Leninowi (a potem Stalinowi i jego następcom) stać się jedyną wyrocznią w sprawie tego, co służy rewolucji, a co jej szkodzi, co należy do istoty komunizmu, co zaś jest rewizjonizmem. Ów dogmat o nieomylności partii, skonstruowany i wprowadzony w życie przez Lenina, był bardzo często przeoczany, jednak nietrudno pokazać, że stanowi jeden z podstawowych elementów sowieckiego komunizmu, dzięki któremu państwo robotników i chłopów można było budować wbrew faktycznym interesom jednych i drugich.

Postać Lenina zresztą wyraźnie Besançona fascynuje, choć oczywiście nie jest to fascynacja tego rodzaju, jaką spotykamy u zaangażowanych młodzieńców, kupujących koszulki i emblematy z podobizną ojca rewolucji, aby zademonstrować swój poprawnie polityczny nonkonformizm. Besançon bada Lenina w ten sam sposób, w jaki badano na przykład postać Hitlera, zastanawiając się nad tym, jak przeciętny, niczym się niewyróżniający, intelektualnie ograniczony człowiek mógł stać się twórcą i głównym operatorem totalitarnej machiny. Besançon traktuje Lenina w nieco heglowski sposób – jako kogoś, kto doskonale wyczuł historyczną koniunkturę i idealnie wpasował się w tłum, którym pokierował tak, aby ten wypchnął go na swego wodza. Lenin portretowany przez Besançona jest człowiekiem skrajnie nijakim, doskonałym typem osobnika bez właściwości, kopią Gogolowskiego urzędnika odbębniającego zadaną mu papierkową pańszczyznę i całkowicie zadowolonego ze swojego wąskiego oglądu świata. To intelektualne ograniczenie oraz wzorcowe wręcz filisterstwo widać zwłaszcza w tych pismach Lenina, w których stara się on być nie tylko dziennikarzem i politrukiem, ale również filozofem. Dokonana przez Besançona wybiórcza analiza metafizyki, teorii poznania i metod argumentacji Lenina odsłania przed czytelnikiem komiczny obraz ignoranta, który równocześnie przekonany jest o własnej intelektualnej wyższości nad tymi, z którymi się nie zgadza. A nie zgadza się dlatego, że najzwyczajniej w świecie ich nie rozumie. Klasyką Leninowskiej ignorancji jest jego główne „filozoficzne” dzieło Materializm a empiriokrytycyzm, przy którym blednie nawet naiwna głupota Engelsowskiej filozofii przyrody. Leninowskie filozofowanie przypomina tu czasem wywody pacjentów Lombrosa, którzy po pobieżnej i pozbawionej zrozumienia lekturze kilku filozoficznych dzieł konstruują od razu ogólną teorię wszystkiego, mającą być lekarstwem na dotychczasową ludzką głupotę i nieszczęścia. Lenin jako metafizyk jest równie nieporadny jak Fourier, a na dodatek ma dużo mniej wyobraźni, przez co nie jest w stanie zainteresować nawet badaczy źródeł surrealizmu. Tworzy system niewiele odbiegający od tego, co proponowali renesansowi materialiści entuzjazmujący się powierzchownym oglądem filozofii greckiej. Jego poglądy na ludzkie poznanie sprowadzają się do archaicznej teorii odbicia, z tą jedynie różnicą, że podczas gdy w jej klasycznej wersji obraz świata dostarczany przez zmysły zostaje odciśnięty w umyśle niczym w „glinianej tabliczce”, Lenin, zgodnie z duchem swojej epoki, porównuje umysł do kliszy fotograficznej. Równie beznadziejnie wygląda cała dyskusja Lenina z ideowymi przeciwnikami, których poglądów po prostu nie rozumie. W tej sytuacji zamiast argumentów pozostają inwektywy w rodzaju „renegat”, „sługus” czy „klerykał”, którymi Lenin obrzuca tych, którzy, mając do zaproponowania coś bardziej wyrafinowanego niż prostoduszny i swojski materializm, stają się w jego oczach „idealistami”.

Oczywiście filozoficzna ignorancja Lenina nie przeczy jego politycznemu geniuszowi, trzeba jednak pamiętać, aby przyznając mu ten ostatni, nie doszukiwać się w jego politycznych tekstach ponadczasowych recept na rozwiązanie problemów społecznych. Niemal wszystkie jego pomysły mają tak samo doraźny charakter jak uwagi zawarte w Mein Kampf i pod tym względem są co najwyżej niezłą ilustracją sposobu uprawiania przez Lenina polityki. Zresztą Lenin i Hitler jako ideolodzy i politycy, a nawet jako ludzie, dużo bardziej są do siebie podobni niż zazwyczaj pojawiająca się w literaturze para Hitler-Stalin. Obaj mieli wielkie ambicje intelektualne i równocześnie małe możliwości, obaj byli na wskroś mieszczańscy i mieszczaństwa nienawidzili, obaj wreszcie doszli do prostego wniosku, że receptą na polityczny sukces jest podsycanie antagonizmów między grupami społecznymi oraz fizyczna eliminacja najbardziej zamożnych klas. Co prawda Hitler uzasadniał to względami rasowymi, Lenin zaś klasowymi, efekt jednak był podobny. Tak więc pseudofilozoficzne wywody Lenina niczemu więcej nie służą i trudno w nich znaleźć jakąś odpowiedź na współczesne problemy, jak twierdzi np. Żiżek, próbujący wprowadzać dziś na rynek idee Lenina jako towar pierwszej świeżości. Nawet jeśli znajdziemy u ojca rewolucji rozmaite teoretyczne figury służące do diagnozy sytuacji politycznej i uzasadniania praktycznych posunięć, wszystko ostatecznie sprowadza się do formuły: wyrżnąć tych, z którymi się nie zgadzamy!

Komunizm w wersji Lenina to tylko jeden z wątków badań nad ideologią społeczeństwa bezklasowego, jakie prowadzi Besançon. Inny dotyczy komunizmu jako formy świeckiej religii, a dokładnie gnozy politycznej wyznawanej przez intelektualistów. Nawiązując do koncepcji sformułowanej po raz pierwszy przez Erica Voegelina i rozwijanej potem w różnych postaciach m.in. przez Hannah Arendt czy Raymonda Arona, autor Anatomii widma wskazuje na tkwiące w komunistycznej wizji świata typowe schematy gnostyckiej mitologii: z jednej strony radykalny dualizm sił światła i ciemności, całkowite zdeterminowanie działań człowieka przez te ostatnie, nieuświadomione zniewolenie objawiające się np. w przekonaniu o własnej autonomii, z drugiej zaś strony materialistyczna eschatologia, obietnica zbawienia poprzez radykalny przełom, gwarancja budowy raju na Ziemi i absolutnej wolności połączonej z absolutną równością. Ten schemat, na co zwraca uwagę Besançon, pojawia się nie tylko w klasycznym komunizmie, lecz wykorzystują go niemal wszystkie ruchy odrzucające dotychczasowy świat i tradycyjne rozwiązania na rzecz powszechnej rewolucji, której efektem miałaby być emancypacja rozmaitych wykluczonych grup. Stosował go kiedyś z powodzeniem nazizm, interpretując dzieje świata jako walkę ras, dziś zaś stosują go takie ideologie jak np. feminizm, proponujący wizję rzeczywistości jako areny walki płci, czy rozmaite postmarksistowskie ruchy o antyglobalistycznym czy ekologicznym nastawieniu. Wszystkie je łączy, zazwyczaj nieświadome, odwołanie do gnostyckiej eschatologii oraz przekonanie o możliwości samozbawienia się człowieka, będące świecką wersją klasycznych chrześcijańskich herezji.

Innym wymiarem prowadzonych przez Besançona analiz komunizmu jest historia. Pod tym względem najbardziej interesujące są jego uwagi dotyczące związków między sowiecką, leninowską wersją komunizmu a dziejami i tradycją Rosji. Interesujące przede wszystkim dlatego, że stanowią próbę odpowiedzi na pytanie, czy i w jakiej mierze totalitarny charakter komunizmu wiąże się z historyczno-kulturowymi warunkami, w których doszło do jego realizacji. Wiąże się to z dwoma bardzo istotnymi kwestiami. Po pierwsze, chodzi o to, czy tzw. błędy i wypaczenia ustroju komunistycznego są jedynie skutkiem typowo rosyjskiego stylu rządzenia, po drugie zaś, czy w takim razie istnieje duże prawdopodobieństwo, że niezależnie od ideologii polityka rosyjska zawsze będzie miała imperialny charakter. W pierwszym wypadku sprawa jest nieco dwuznaczna, jeśli bowiem uznamy zło realnego komunizmu za skutek realizowania idei w niewłaściwych, a więc rosyjskich warunkach, wówczas może pojawić się wniosek, że w innych warunkach ta sama idea nie przyniesie równie dramatycznych skutków. W ten sposób niejednokrotnie starano się usprawiedliwiać komunizm, podpierając się choćby opinią twórców materializmu dialektycznego, którzy sami twierdzili, że Rosja ze swoim zacofaniem cywilizacyjnym, brakiem proletariatu i nieistnieniem klasy średniej, jest ostatnim krajem, w którym należałoby się spodziewać proletariackiej rewolucji. Również po wybuchu rewolucji wielokrotnie dowodzono, że została zupełnie wypaczona, że nie dokonano jej rękami robotników, lecz chłopstwa, a poza tym nabrała charakteru narodowego, nie zaś, zgodnie z teorią, internacjonalistycznego. Wniosek był więc taki: idea komunizmu jako możliwego społeczeństwa bezklasowego była i jest dobra, jedynie jej rosyjska realizacja okazała się zła.

Odpowiedź Besançona na takie postawienie sprawy jest złożona: z jednej strony pokazuje on możliwość wpisania ideologii komunistycznej w tradycję myśli rosyjskiej, w tkwiący w niej mit inteligencji jako siły przewodniej narodu, w swoistą chłopomanię oraz ideologię słowianofilstwa, z drugiej jednak zwraca uwagę na pojemność samej idei komunistycznej czy socjalistycznej, która pozostawiała miejsce na szerokie interpretacje wynikające z historycznego i kulturowego kontekstu. Socjalizm mógł zostać zinterpretowany w sposób narodowy – tak jak zrobił to Hitler – bądź w sposób pozornie ponadnarodowy, jako obietnica zbawienia całej ludzkości – jak zrobili to za Marksem Lenin i Stalin. Jednak dodawana przez historyczne i kulturowe okoliczności konkretna i zmienna treść była jedynie uzupełnieniem stałej formy, w której zniewolenie jednostki za pomocą wszelkich możliwych środków było podstawowym celem. Jeśli natomiast chodzi o drugą kwestię, a więc z gruntu imperialny charakter polityki rosyjskiej, Besançon wskazuje na historyczne umacnianie tego zjawiska poprzez pozbawianie narodu innych płaszczyzn budowania tożsamości i wspólnoty. Odrzucając religię i tradycję, bądź traktując ich dziedzictwo instrumentalnie i wybiórczo, kolejni władcy Rosji doprowadzili do tego, że jedynym spoiwem narodu rosyjskiego stało się przekonanie o przynależności do imperium. To ostatni element łączący ten dotknięty przez los i powoli degenerujący się naród, nic więc dziwnego, że tak mocno podtrzymywany. O ile więc będą w przyszłości jeszcze jacyś Rosjanie – co z uwagi na tragiczną sytuację demograficzną może stać się problematyczne w perspektywie dwustu lat – o tyle będą się oni starali wzmacniać imperium, choćby miało ono stać się własną parodią, skurczoną do rozmiarów dawnego Księstwa Moskiewskiego.

Oprócz wymiaru filozoficznego i historycznego Besançon przygląda się politycznym skutkom komunizmu, zwracając szczególną uwagę na podejmowane próby wychodzenia z niego. Wśród wielu pojawiających się wątków warto tu przyjrzeć się stosunkowi francuskiego myśliciela do przemian politycznych, jakie zaszły w Polsce po roku 1989. Można powiedzieć, że jego stosunek do tych zdarzeń najlepiej oddaje krótka odpowiedź na ostry pamflet Adama Michnika z 1990 r. Przegrałeś, Alain, w którym redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” bronił rodzimych postkomunistów przed odpowiedzialnością i próbą rozliczenia, jakiej domagają się tacy antykomuniści jak właśnie Besançon. Można zresztą powiedzieć, że oba te liczące już ponad 15 lat teksty – atak Michnika i odpowiedź Besançona – doskonale obrazują dwie radykalnie odmienne wizje i oceny polskiej transformacji ustrojowej, z których jedna, ta Michnika, przedstawiana była przez długi czas jako jedyna właściwa, moralnie wyższa, „europejska” i oparta na „chrześcijańskim” miłosierdziu, druga zaś jako wyraz polskiej ksenofobii, nietolerancji i zaściankowości. Spojrzenie na obie te wizje z perspektywy dzisiejszego dnia, kiedy ta druga wreszcie została dopuszczona do publicznego dyskursu nie jako objaw „oszołomstwa”, lecz konkurencyjny i równoprawny sposób myślenia o polskiej historii i teraźniejszości, winie i odpowiedzialności, pokazuje, jak wiele zła – politycznego i kulturowego – wyrządzono, na siłę starając się likwidować spory i ujednolicać myślenie Polaków. Przez lata kreowano i prezentowano jako wzorzec obywatelski postawę swoistego „kołtuństwa”, objawiającą się bezmyślnym powtarzaniem opinii tzw. autorytetów moralnych, kreowanych przez głęboko zakorzeniony w strukturze PRL-u „salon”. Ten zaś, między innymi we własnym interesie, promował indyferencję i rozmywanie odpowiedzialności, starając się cały czas dowodzić, że największym zagrożeniem nie są amoralni postkomunistyczni aparatczycy umocowani w polityce i biznesie, lecz polski „ciemnogród” domagający się sprawiedliwości. Wszystko to doprowadziło nie tylko do „zapaści semantycznej”, o której pisał Herbert, a więc do sytuacji, w której tradycyjne pojęcia winy, kary i odpowiedzialności zatraciły swój sens, ale także do promowania ideologii, w myśl której jasne i trwałe postawy moralne i ideowe są czymś złym, konformizm zaś i oportunizm zaletą i cnotą.

Do dziś zresztą polityczny spór jako taki często uważany jest za coś gorszącego, niecywilizowanego, czego pozytywnym przeciwieństwem byłby kompromis i indyferentna postawa „centrowa”. Besançon, odwołując się do podstaw zachodniego sposobu myślenia o sprawach publicznych, pokazuje, że to właśnie spór jest tym, co w polityce zasadnicze, tym, co umożliwia istnienie i trwanie wspólnoty. Nie narzucona ideologia, w której hasła, takie jak demokracja, tolerancja czy liberalizm pełnią rolę zaklęć i prawd wiary objętych zakazem dyskusji, ale właśnie spór o nie, a nawet kłótnia są fundamentem politycznego ładu. I pod tym względem – biorąc pod uwagę diagnozy, oceny i propozycje rozwiązań – wizja proponowana przez autora Anatomii widma zwyciężyła w konfrontacji z czasem i faktami. Z dzisiejszej perspektywy można więc powiedzieć, wbrew temu, co zasugerował w tytule swojego pamfletu Adam Michnik, że to właśnie Alain Besançon wygrał.


Alain Besançon, Świadek wieku, tłum. zbior., red. Filip Meches, Fronda, Warszawa 2006, t. I i II, ss. 504 i 448

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata