70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wy, biali

Jak rozpoznać Cygana? Po ciemnej karnacji, ciemnych włosach i oczach. Po tym, że żebrze albo kradnie. No i jest muzykalny. Na tym zwykle kończy się wiedza przeciętnego Polaka o narodzie, który żyje w Polsce od setek lat.

– Czy biały może być lepszy od Cygana, powiedz mi pani. – pyta pani Antonina Gil, energiczna siedemdziesięciolatka ze złotymi kolczykami w uszach i papierosem w ręku – Oni mówią, że my nie mamy rozumu, że my się nie znamy na niczym. Są Romowie, którzy by chcieli, ale nie mogą niczego zrobić. Nie ma dwóch Cyganów jednakich. Tak samo jest z białymi.

Trudno z Romami o kontakt. Choć najwięcej ich żyje w Małopolsce, jeśli nie mieszka się w sąsiedztwie, prawie niemożliwe jest nawiązanie rozmowy z nieznajomym Romem. Zwłaszcza dotyczy to osób starszych, które bardzo nieufnie podchodzą do Polaków. Nawet prezesi stowarzyszeń romskich wykręcają się od rozmów z obcymi. Jedynym sposobem na pokonanie tej bariery i wejście w środowisko romskie jest znalezienie kogoś, kogo darzą zaufaniem i kto wprowadzi nas w ich świat.

O wiele bardziej otwarte jest młode pokolenie. Wychowani z Polakami, mili, uprzejmi, nierzadko ambitni, chcą się wyrwać z biedy. Jednym z nich jest Krzysztof Gil z Nowego Targu, dziewiętnastoletni uczeń liceum plastycznego w Krakowie. Na pytanie o historię i zwyczaje Romów, odpowiada: – Mnie samego ciekawiło, skąd wzięli się Romowie. Jestem Romem i poza językiem, i kilkoma prawami, nie znałem historii i zwyczajów cygańskich. Dopiero sam zacząłem czytać dużo…

Romowie prawdopodobnie przywędrowali z Półwyspu Indyjskiego. Opuścili go – nikt nie wie dlaczego – między VIII a X wiekiem w kilku etapach. W XI wieku przybyli do Armenii i Azji Mniejszej. Stamtąd część podążyła przez Bałkany i dotarła w XV wieku do Europy Środkowej, a część wędrowała przez Syrię, Afrykę, potem przez Półwysep Iberyjski i aż do Francji.

Początkowo byli przyjmowani przyjaźnie. Dopiero pod koniec XV wieku zaczęto przymuszać ich do osiedlania się i podejmowania pracy lub opuszczenia kraju.

W Polsce Romowie żyją od początku XV wieku. Według spisu powszechnego jest ich około 13 tysięcy, w rzeczywistości może mieszkać ponad dwukrotnie więcej. Romowie Polscy nie są społeczeństwem jednolitym. Żyją tu członkowie czterech szczepów, które mówią odmiennymi dialektami i prowadzą różny tryb życia. Polska Roma używają dialektu z licznymi zapożyczeniami z niemieckiego i prowadzą niedalekie wędrówki. Kełderasze przybyli z Rumunii i z Mołdawii, i nadal mają zwyczaj udawania się w bardzo dalekie wędrówki. Często prowadzą własne interesy i wyróżniają się zamożnością. Lowarowie prawdopodobnie przywędrowali z Węgier i do dzisiaj konkurują z Kełderaszami o wpływy handlowe i towarzyskie. Bergitka Roma przybyli z południa. Ich dialekt ma wiele słów pochodzenia słowackiego i węgierskiego. Mieszkają w pasie podkarpackim i w Tatrach. Ich główne siedziby to Nowy Targ, Zakopane, Rabka, Czarny Dunajec, Krościenko, Czarna Wieś, Czorsztyn, Bukowina Tatrzańska, a od lat 50. także Kraków i Nowa Huta. Są najbiedniejszą grupą Romów i jedyną, która się osiedliła. Przez to, że jej członkowie nie żyją według zwyczajów romskich, nie szanują ich inne romskie grupy.

Krzysztof Gil należy do szczepu Bergitka Roma. Z rodzicami, trójką rodzeństwa, a także z dziadkami, ciotkami, wujkami i kuzynami, mieszka na jednym z nowotarskich osiedli. Choć dopiero za dwa lata będzie zdawał maturę w liceum plastycznym, ma na swoim koncie już kilka wystaw malarskich. Jest stypendystą Premiera RP i nadzieją rodziny i całego romskiego otoczenia. Zainteresowania plastyczne wykazywał już od najmłodszych lat. W dzieciństwie chodził na zajęcia plastyczne do pobliskiego domu kultury. W szkole podstawowej zdecydował, że będzie edukację w tej dziedzinie kontynuował. Teraz marzy o studiach na Akademii Sztuk Pięknych.

30% dzieci romskich w ogóle nie wypełnia obowiązku szkolnego. Od kilku lat samorządy lokalne starają się poprawić poziom edukacji wśród Romów. Uruchomiony został program dofinansowań do podręczników i pomocy szkolnych i opieki tzw. asystentów. Asystenci to są specjalnie przeszkolone osoby ze społeczności romskiej, które opiekują się romskimi uczniami danej szkoły, aby nie opuszczali lekcji i aktywnie uczestniczyli w zajęciach szkolnych. Potrzeba jednak lat, aby wykształciło się pokolenie umiejące pisać i czytać. Opowiada Józefa Gil, ciotka Krzysztofa: – Wie pani, ja byłam zdziwiona, kiedy wyszła za mąż znajoma z Dunajca i zamieszkała w moim bloku. Mieszkała na ostatnim piętrze, bo ja mieszkam na drugim. I wie pani, dostała od listonosza list i przychodzi do mnie, i pyta, czy ja jej przeczytam. Ja byłam pod wrażeniem! I dziewczyna nie ma więcej niż 28 lat.

Bergitka Roma jest szczepem, w którym największy procent rodziców posyła dzieci do szkoły. Rodzice i ciotka Krzysztofa edukację zakończyli na szkole podstawowej. Babcia nie umie pisać ani czytać. Dziadek potrafi. Kiedyś był wójtem Romów w Nowym Targu. Teraz Bergitka Roma żyją na ogół w potwornej biedzie. Najgorzej jest w małych wioskach. – Byłem niedawno w Krośnicy, niedaleko stąd. – opowiada Krzysztof – Tam jest taka mała osada. Żyją w niej Cyganie. Totalnie porozwalane baraki … to ich domy. Dzieci nie chodzą do szkoły. Żyją opuszczeni, jak w jakimś innym świecie.

Członkowie Bergitka Roma bardzo ucierpieli na transformacji ustrojowej. W epoce komunizmu wielu przeniosło się z terenów górskich na nowo budowane osiedla, m. in. do Nowej Huty i każdy miał zapewnioną pracę. Byli najtańszą siłą roboczą, ale opłacenie mieszkania czy kupno chleba nie stanowiły problemu. Za szczęśliwych uważają się dziś ci, którzy zdążyli wypracować sobie w tamtych czasach emeryturę. Teraz – bez wykształcenia, nieprzystosowani do wolnego rynku – często nie są w stanie znaleźć jakiejkolwiek pracy. – Romowie nie są źli. Gdyby tylko mieli możność wykazać się, pracować… A wie pani, jak się teraz odczuwa, jak tej pracy nie ma. – żali się Józefa Gil – Nasi porobili kursy i też nic nie wypaliło. Kursy porobili, a ofert żadnych. Mają papierki w rękach i skończyło się na tym. Na własną rękę, na własną rękę, a to wie pani, jak to jest. Rom idzie do zakładu pracy, szuka jakiejś pracy, to już z góry jest przegrany. Idzie się do zakładu pracy i co? Rom? Trzeba go pozbyć się. Tak to wygląda.

Na pytanie, co państwo albo samorządy terytorialne powinny zrobić, żeby im pomóc, pani Józefa odpowiada: – Mogliby coś pomyśleć w tym kierunku. Myślą, że tylko idziemy do opieki, prosimy, żeby nam dali pomoc. Nieprawda, my chcemy pracować, tylko niech coś organizują, bo sami nie możemy. Ja wiem, że te kursy nic nie dawają. Pieniądze dostawają z Unii, to trzeba coś zrobić. Żeby tylko było w papierach, że coś robią. Ale w rzeczywistości nic nie robią. Bo skoro ma ten kurs, to ktoś powinien się zainteresować, żeby popchnąć, żeby znaleźć pracę.

Młode pokolenie coraz częściej wyjeżdża na Zachód. Syn pani Józefy skończył szkołę zawodową i półtora roku temu wyjechał do Anglii. Tam pracuje przez agencję, na telefon. Raz praca jest, raz pracy nie ma. Ale jest w stanie się utrzymać, a nawet coś odłożyć. Nie myśli o powrocie.

Młodzi Romowie z Nowego Targu przyznają, że nauczyciele starają im się jak najwięcej pomóc. – Nie miałam nigdy problemów w szkole. Jak jesteś Romem, masz same przywileje z tego powodu. – opowiada Ela Miśka, uczennica trzeciej klasy liceum – Nie jestem jakaś niesamowicie inteligentna, mam przeciętne oceny, ale naprawdę nauczyciele zwracają na mnie uwagę.

– Teraz jest moda na Romów. – przyznaje Krzysztof Gil – Jak widzą zdolnego Roma, to mu pomagają. Jakby mi pani w szkole nie podała ręki, też bym sobie nie poradził. Na początku wystawy, stypendia, nie poradziłbym sobie. – A zacofanych, niewykształconych w urzędach traktują z góry. – dodaje Ela Miśka – Jak ktoś nie umie się wysławiać, śmieją się.

Ela i Krzysztof polskiego uczyli się od małego, równocześnie z romskim. Ale to nie zdarza się we wszystkich romskich rodzinach. – W Czarnej Górze jest romskie przedszkole. – mówi Krzysztof – Prowadzi je pani Stasia Mirga. Opowiadała mi, że gdy dzieci idą do przedszkola, ciężko się z nimi porozumieć i nauczyciele myślą, że te dzieci są głupsze, a one po prostu nie rozumieją. Ona ich uczy polskiego i podstaw matematyki.

Bergitka Roma najbardziej zasymilowali się z Polakami ze wszystkich Romów. Dopuszczalne są małżeństwa mieszane. Na integracji ucierpiała ich tożsamość. Czują się Romami, ale nie przestrzegają większości romskich zasad. Za to nie są lubiani przez innych Romów. Wyjaśnia Krzysztof: – Na jednej konferencji rozmawialiśmy o problemie edukacji. U nas w grupie jest najwięcej wykształconych Romów. Zaproponowałem, że nasi romscy nauczyciele mogliby uczyć dzieci z innych grup. Wyniknął problem, że takiej nauczycielki tamci nie będą szanowali.

Ale jednak nawet w Bergitka Roma przetrwały zasady, które czynią ich życie inne od życia Polaków. Przede wszystkim najstarszym członkom rodziny oddaje się głęboki szacunek. – Ja do swojej babci nie mówię ty, tylko wy. – tłumaczy Krzysztof. Inną pozycję ma również kobieta. Choć – w przeciwieństwie do innych grup – nie są praktykowane aranżowane małżeństwa, a dziewczyny mogą nosić spodnie, nie pozostawia im się tyle swobody, co ich polskim rówieśniczkom. Opowiada Ela: – Moje koleżanki Polki chodzą na imprezy, umawiają się z mężczyznami, śpią u nich. Dla mnie nie jest to dziwne, dlatego, że ja wychowałam się w tym społeczeństwie. Ale ja bym tak nie mogła robić. Mam 20 lat i dopiero w tym roku zaczęłam chodzić na imprezy. I to jeszcze nie mogę chodzić sama, tylko z kuzynem albo z bratem. Chodzi o opinię. Jak dziewczyna sama pójdzie na imprezę i wróci nad ranem, to będzie naprawdę zła opinia. Rodzina się wstydzi za nią. To jest hańba dla rodziny, jak dziewczyna się źle prowadzi.

Ela nie narzeka na ograniczenia, jakie narzuca jej rodzina. Przyzwyczaiła się. Na pytanie, czy z tymi zasadami żyje się łatwiej, odpowiada: – Pewnie nie. Ale na pewno lepiej.

A co po ślubie? – Mało rozwodów. I śluby nie ma, tylko tak żyją, o. – odpowiada pani Rozalia Oraczko z osiedla Willowego w Nowej Hucie – Jak się kobieta żeni, to nie wolno jej zostawiać męża. Czy jest zły, czy to pijak, czy to łajdak, nie może się rozejść. Czeka na niego. Może mieć sto, ale do żony musi wrócić. A jak szybko nie wróci, to na stare lata wróci. Nadzieja jest, że wróci.

Głównym źródłem dochodu Romek przez wieki było wróżbiarstwo. Wykorzystywały ciekawość, jaką wzbudzała u miejscowych ich inność. Pani Rozalia nadal trochę wróży z kart, ale przyznaje, że cygańskie wróżki nie wierzą w ich prawdomówność. W rodzinie Krzysztofa nikt nie wróży, nawet babcia. Ale słyszał o jednej sztuczce: – Cyganki prosiły dwa jajka. Obwiązywały je chustką, pod którą chowały dwa ludziki. Jak te jajka rozbijały, widać było te ludziki. Wyglądały jak diabełki. Cyganka mówiła, że ten dom jest skażony złą siłą, bo te dwa diabły znajdowały się w tym jajku. No i tak oszukiwały ludzi… A jak miały zarabiać? To one musiały przynosić pieniądze do domu. Mężczyźni rąbali drewno i dbali o konie.

Gdy polska dziewczyna wychodzi za Roma, musi nauczyć się zasad prowadzenia cygańskiego domu. Nie ma co ukrywać, wymagają one więcej wysiłku niż w polskim domu. Pani Rozalia Oraczko tłumaczy co wolno, a czego nie wolno:
– Wczorajsze jedzenie my nie zjemy. Świeże gotujemy codziennie.
– A jak coś zostanie?
– To do śmieci. Zupę, ziemniaki… do śmieci. Nie jemy wczorajszego. To jest samba. To jest wstyd! – po chwili zastanowienia wskazuje zlew – W zlewie w kuchni nie wolno ręce myć. Albo przepłukać coś. To jest zlew na naczynia. Nie wolno.
– A pranie? Czy wszystko pierzecie razem? – pytam, aby sprawdzić, czy zasada osobnego prania ubrań kryjących dolne części ciała przetrwała w grupie Bergitka Roma.
– Majtki będzie pani prała z pościelą czy z koszulą? – oburza się na samo pytanie pani Rozalia – Bo u nas tego nie ma. – i podsumowuje – Może głupie te zasady, ale mamy zasady. Młodzi je szanują.

Młode pokolenie także szanuje pamięć o ofiarach wojny. Wtedy z rąk nazistów życie straciła ponad połowa Romów Polskich czyli 300 – 500 tysięcy. Większość z nich zginęła nie w obozach koncentracyjnych i obozach zagłady, a w miejscach, gdzie żyli. – Pamiętam, jak miałem 5 czy 6 lat… – wspomina pan Julek Gabor, kuzyn pani Rozalii, czyszcząc stare skrzypce – Do jednego budynka nas dali, no i dzięki Bogu, że Rosjanie po sam dach jeździli samolotem. Bo tak, to by nas już ułożyli do kolejki, żeby strzelać. Pierwsi byli Żydzi, drudzy chyba my, a trzeci Polacy. Ojcowie pouciekali do lasu, a żony zostały dziećmi. Niemcy widzieli, że nie dadzą rady, to uciekli.

Dzisiaj Romowie już mogą otwarcie mówić o tragediach, o ofiarach holocaustu. To jednoczy. 2 sierpnia obchodzą Dzień Pamięci o Zagładzie Romów. W nocy z 2 na 3 sierpnia 1943 roku w rodzinnym obozie dla Romów w Aushwitz II – Birkenau zamordowano wszystkich pozostałych przy życiu Romów. Z czternastu krajów.
Choć pamięć o tych, którzy zginęli jednoczy, kwestia odszkodowań z Niemiec ostatecznie poróżniła środowiska romskie. Podważano autorytet Romskiego Instytutu Historycznego, wydającego zaświadczenia, czy ktoś jest ofiarą prześladowań nazistowskich czy nie. Osoby bezpośrednio zaangażowane w przekazywanie pieniędzy oskarżano o przywłaszczanie sobie części odszkodowań przyznanych Romom, którzy zwykle nie potrafili pisać i czytać. Sprawa była precedensem, jeśli chodzi o wewnętrzne stosunki w środowiskach romskich. Pierwszy raz bowiem Rom złamał zasadę nie donoszenia na innych Romów i przekazał swoje podejrzenia do opinii publicznej. Mimo tego starsi Romowie nadal niechętnie opowiadają o tej sprawie obcym. Na pytanie o odszkodowania pan Julek wymijająco odpowiada: – Co człowiek będzie, gdzie pójdzie. Nie umie czytać, pisać, człowiek jest po prostu powiedzieć ciemny. Tu trzeba się wygadać, tu tego. Nie ma wykształcenia. Przedtem było całkowicie co innego. Jak jeden poszedł do wioski, to już te siedzieli w domu, bo nie było co ubrać. Ten przyszedł, to tamten ubrał. Jeden po drugim. Skąd ten ojciec miał wziąć, ta matka. – i wraca do czyszczenia skrzypiec.
– Też mam takie stare skrzypce – chcę podtrzymać rozmowę.
– To przynieś pani.
– Ale to skrzypce dziadka, pamiątka.
– To po co mają leżeć, marnować się? Odstąp pani.
– Nie mogę.
– Widzi pani, jak leżą, to takie, o, się robi… – po chwili namysłu przypomina sobie pytanie o odszkodowania – Jak Cygan zrobi coś złego, to mam iść na policję? Pogadam z nim, nie wolno ci drugi raz tego zrobić. Bo to nie pasuje do tego. Siedź tak jak człowiek i żyj tak jak człowiek. No bo co pani może mu więcej tłumaczyć? Czy bić go pani pójdzie?
– Cygan Cygana nie zabije. Nie ma o tym mowy nawet. – wtrąca pani Rozalia. Kontynuuje pan Julek: – No i wtedy mu się nagada do głowy tego i tego, no i przestaje, i myśli już o życiu.

Opowiada pani Teresa Rahms, mieszkanka krakowskiego Kazimierza: – Pamiętam jak dziś: miałam kilka lat, szłam z mamą ulicą Józefa na zakupy, wokół mieszkali Romowie. To był jeszcze przed tym jak ich przenieśli do Nowej Huty. Spytałam mamy, skąd się wzięła nazwa Cygan. Czy to dlatego, że cygani. Usłyszeli mnie Romowie i tak nas pogonili, że musiałyśmy uciekać aż do Placu Wolnica.

W 1978 na II Światowym Kongresie Romów zalecono używania w językach narodowych określenia Rom jako tego, które pochodzi z języka romskiego, zamiast Cygan. – Mnie nazwa Cygan nie przeszkadza. Podoba mi się. – przyznaje Krzysztof Gil – Ale niektórych Romów to obraża.

Krzysztof, zapytany, czy w dzieciństwie często zdarzały mu się nieprzyjemności z powodu narodowości, zaprzecza: – Nie. Jak byłem mały, miałem jasną karnację i jasne włosy. Nikt mi raczej nie dokuczał, przynajmniej bezpośrednio. Zauważyłem, że im masz ciemniejszą karnację, tym masz więcej problemów. Raz wychodzę ze sklepu z kolegą i jego narzeczoną – Polką, blondynką z niebieskimi oczami. On jest bardzo ciemny. Ma prawie taką karnację jak murzyn. Wychodzimy ze sklepu i jakiś chłopak staje na środku, i pyta tej dziewczyny: „Jak możesz z takim czarnuchem trzymać się za rękę?”
– Jaka była reakcja, gdy w szkole dowiedzieli się, że jesteś Cyganem?
– Jak teraz poszłem do liceum, teraz do Krakowa, to przez dłuższy okres czasu nikt nie wiedział. Nie miałem okazji powiedzieć. Potem jeszcze, jak przynosiłem prace, jeszcze nie wiedzieli, że jestem Cyganem. Myślałem, że moje pracy same za siebie mówią. Nawet jak przyniosłem portret Cygana czy obraz z motywem z cygańskiej muzyki.
– To jak się dowiedzieli?
– Ode mnie. Raz na lekcji rzeźby jeden chłopak zaczął mówić, że obudził go rano jakiś Cygan, który grał rano pod oknem. Tak zaczął się temat o Romach. Ja tak siedzę cicho, cicho, czekam, czekam, aż w końcu mówię: ja też jestem Cyganem. No i … cisza. Chyba piętnastominutowa. Ale potem było już normalnie. W sumie, to myślałem, że reakcje będą gorsze. Wpierw byli zmieszani, a potem przerodziło się to w ciekawość.
– Co Ci się w Polakach nie podoba?
– Niechęć do ludzi, choć nie u wszystkich. Mają stereotypy, które ciężko zwalczyć. Niechęć Polaków do Romów trochę wynika z tego, że Polacy bardzo mało wiedzą o Romach. Jest nas mało i te złe rzeczy rzucają się w oczy. Jak Romowie są bardzo biedni i żebrzą albo inni chodzą źle ubrani. Polakom taki obraz Romów wpada w pamięć. A jak w wiadomościach słyszy się, że polska matka wyrzuciła dziecko do kosza, to ja mam myśleć, że wszystkie matki w Polsce wyrzucają dzieci do kosza? Przecież to jest nielogiczne. Każdy człowiek jest inny. Pewnie, że należąc do jakiejś grupy społecznej, jakieś cechy wspólne się ma, ale nie można mówić, że wszyscy Romowie żebrzą albo kradną.
– A skąd się te stereotypy wzięły?
– Może wcześniej rzeczywiście tak było. Może jak jeździło się taborami, rzeczywiście zajmowano się kradzieżą. Kur, jajek. Ale to wiązało się z tym, że oni musieli przeżyć jakoś. Mój nauczyciel z plastyki mieszkał w niedalekim miasteczku, gdzie Romowie co roku zatrzymywali się. Opowiadał mi, że przed ich przyjazdem spuszczało się psy z łańcuchów. Wiadomo było, że inaczej żadna kura się nie uchowa.
– Pani, mówią: „A, Cyganie piją”. – włącza się pani Józefa Gil, ciotka Krzysztofa – Nieprawda. Jest tak ciężko, że ja się nie dziwię, że jak kolega zawoła, to idzie się uchlać. Myślą, że piją za swoje. Jak za swoje, jak człowiek czasami na chleb nie ma. Mają tych kolegów. Mieszają się. Psuje to społeczeństwo wasze nas, bo kiedyś tak nie było. – spogląda na Krzysztofa i Elę, swoją córkę – To pokolenie nie ma problemów z białymi. Skończą szkołę, poprawią sobie życie, poprawią sobie byt. Może się coś wykażą, zaczną pracować. Może jakiś fach porządny w ręku.
– Dla nas nie ma różnicy czy Polak czy Cygan. – tłumaczy Ela – Jesteśmy wychowani w polskim społeczeństwie i nie ma żadnej bariery. Nasi znajomi Polacy rozumieją romski, bo bawili się z nami od małego. Ale romscy przyjaciele są bardziej życiowi. Oni wiedzą co to bieda. Romowie muszą bardziej starać się o wszystko. O naukę w szkole. O wszystko musimy dwa razy bardziej starać się.
– To może za kilkadziesiąt lat zły stereotyp umrze śmiercią naturalną? – wnioskuję.
– To niemożliwe. Mamy taką polską nauczycielkę. Bardzo opiekuje się romskimi uczniami. Organizuje teatrzyki, przyjaźni się z nami. Ale mówi, że nigdy nie zgodziłaby się na małżeństwo swojego dziecka z Romem. Popiera kontakty, przyjaźń, ale małżeństwo – nigdy.
– Dlaczego?
– Ja to rozumiem. Mówi, że ciężko to wytłumaczyć.
– A co Pani się nie podoba w Polakach? – pytam pani Józefy.
– Chamstwo. Nienawidzę tego. Z młodymi nie ma problemu. Ale starsze osoby… Wydawałoby się, że już swoje przeszły, że współczują tym młodym, że bezrobocie… Nieprawda. Na naszym osiedlu jest najwięcej Romów w całym mieście. Biali emeryci chodzą do kościoła na 17, na 18. I jeszcze dobrze z kościoła nie wyjdzie, a już … Wie pani, nie chcę powtarzać tych słów. I później sobie człowiek do nich taką nienawiść wyrabia… Nie potrafię znieść ich. Że chodzi do kościoła i przed Bogiem to, tamto… i nie zdaje sobie sprawy, że kiedyś koniec nastąpi, że trzeba w zgodzie żyć. Tylko: Cygan, Cygan… – po chwili ciszy kontytuuje – My tak lubimy z gromadką być. My tu nikomu nic nie robimy. Stoimy na polu. Ławek nie ma, to człowiek stanie, pogada. Przecież jak człowiek nie pracuje, to trudno siedzieć w czterech ścianach. Pamiętam, dwa lata temu, stoimy tak. Akurat jeden człowiek z kościoła szedł. Mógł mieć po siedemdziesiątce. Tylko taki krzepki facet, wie pani. Z waszych oczywiście. Stanął tam, przed blokiem i mówi: „Skurwysynów wszystkich tylko wziąć i powystrzelać, tak jak za Hitlera.” I co? I jak mamy żyć? A przecież my jesteśmy dobrym narodem. Jeśli ktoś z nami w zgodzie żyje, to my też żyjemy w zgodzie. Ktoś do nas, to my też do nich. Też człowiek chamski potrafi być.
Do rozmowy dołącza dotąd przysłuchująca się pani Antonina, babcia Krzysztofa:
– My takie prawo mamy, jak i wy, nie? Biały i Cygan mają takie samo państwo. Co słuszne, to słuszne. To człowiek rozumie tego. A co nie jest słuszne, to my też sobie nie damy po głowie srać w banię.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata