70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Maciej Bernaś

Przekłady wizualne, czyli o grafice użytkowej

Ilustracja i – szerzej – grafika użytkowa cieszą się w Polsce coraz większym zainteresowaniem. Wiele osób zagląda pod podszewkę projektów, zwraca uwagę na nazwiska twórców okładek, ilustracji prasowych, identyfikacji np. wydarzeń kulturalnych, powstają popularyzatorskie książki dotyczące tematu. Prace rodzimych twórców są dostrzegane podczas konkursów czy wystaw nie tylko w Polsce, ale i zagranicą. Jaka jest historia polskich sukcesów w tym obszarze? Czy ilustracja pełni funkcję informacyjną? Co sprawdza się w polskiej przestrzeni wizualnej?

Olga Drenda: Do czego służy ilu­stracja i co to znaczy, że grafika jest użytkowa?

Władysław Buchner: Nie jestem fanem terminu „grafika użytkowa”, dlatego że sugeruje on istnienie grafiki nieużytkowej. O ilustracji myślę w kontekście projektowania graficznego. Nie wyobrażam sobie, że grafika powstaje bez relacji pro­jektant–klient, ilustrator–klient, i nie mam na myśli jedynie właści­ciela firmy np. ze słodyczami, ale także instytucję kultury, pismo, autora, reżysera itd. Ta relacja tworzy chemię, która w kon­sekwencji uwidacznia wartość artystyczną.

Sebastian Frąckiewicz: Pozwolę się nie zgodzić. Przygotowując książkę Ten łokieć źle się zgina, roz­mawiałem z 11 osobami i zauwa­żyłem różnicę w podejściu ilu­stratorów pracujących dla klienta komercyjnego a np. Iwony Chmie­lewskiej, która najpierw robi książkę autorską, a dopiero póź­niej szuka wydawcy. Nie zawsze tworzymy ilustrację w relacji pro­jektant–klient. Część ilustratorów, z którymi rozmawiałem – nieko­niecznie do najnowszej książki – oburzała się na termin „ilustracja”, uznawali go za niewystarczający do opisu dzisiejszego świata nar­racji wizualnej. Na przykład Marta Ignerska i Iwona Chmielewska twierdziły, że „ilustracja” to termin archaiczny, XIX-wieczny. Chmie­lewska podkreśla, że to, co robi, nie jest ilustrowaniem tekstu, ale tworzeniem narracji wizualnej. Choć zaliczyłem Iwonę Chmielewską do grona ilustratorów, wiem, że sam termin nie jest precyzyjny. Defi­nicję komplikuje także cały obszar branży gier. Owszem, istnieje w nim postać artysty koncepcyjnego, ale czy to jest ilustracja w klasycznym rozumieniu? Można się uprzeć i powiedzieć, że nie, ale robiąc książkę o ilustracji, nie mogłem wykluczyć gier. To przestrzeń dająca ilustratorom i rysownikom wiele możliwości do realizacji.

Anna Bargiel: Lubię definicję ilu­stracji jako ne

gocjacji między autorem tekstu i ilustratorem, negocjacji, których wynikiem jest ilustracja książkowa czy pra­sowa. Tego terminu użył Wojciech Albiński w tekście do książki Węże, sztylety i płatki róży. Polska ilu­stracja książkowa, towarzyszącej wystawie z 2016 r. pod tym samym tytułem. Zgadzam się z Seba­stianem, że obecnie wąska defi­nicja terminu „ilustracja” jest już niewystarczająca. Przecież często są to narracje wychodzące poza klasycznie rozumianą ilustrację, projekty z pogranicza ilustracji książkowej i słuchowiska, projektu muzycznego, jak praca Bartosza Zaskórskiego I wtedy okazało się, że umarłem, czy też obiektu, jak ilu­stracje 3D Tymka Jezierskiego.

Kuba Sowiński: Możemy zatem mówić szerzej? O projektowaniu graficznym?

Zobacz więcej zdjęć

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata