70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Plastyczność a cierpienie mózgowe i psychiczne

Zarówno w psychoanalizie, jak i w neurobiologii plastyczna psychika i plastyczny mózg są tym, co znajduje dobrą równowagę między przyszłością a pamięcią, zdolnością do zmieniania się i skłonnością do pozostania tym samym, otrzymywaniem i nadawaniem kształtu. Plastyczność ma jednak również potencjał destrukcyjny.

Zacznijmy od etymologii. „Plastyczność” to słowo, które pojawia się w językach europejskich w XIX w. W języku niemieckim zostało wprowadzone przez Goethego, następnie, w tej samej epoce, wchodzi do użytku we francuskim i angielskim. Od tej pory znaczenie tego terminu nie przestaje się zmieniać. Pierwotnie plastyczność to rzeczownik, który – stanowiąc w pewien sposób przedłużenie „plastiku” – oznacza pracę nadawania kształtu: przede wszystkim rzeźbiarstwo. Plastyczność określa podwójną zdolność: do otrzymywania (o marmurze czy glinie mówi się jako o „plastycznych”) i nadawania kształtu – jak sugeruje się to w wyrażeniu „sztuki plastyczne” czy też „chirurgia plastyczna”. To działanie kształtowania odnajdujemy również w tworzywie, jakim jest „plastik”, będący rezultatem odlewania.

Z upływem czasu plastyczność nie oznacza już tylko otrzymywania ani nadawania kształtów, ale również proces ich niszczenia i wysadzania, na co wskazuje „plastik” jako materiał wybuchowy.

Plastyczność sytuuje się więc na przeciwległych biegunach wyłaniania i unicestwiania form.

W trakcie XX w. pojęcie plastyczności przemieściło się z estetyki i filozofii do psychoanalizy i neurologii. Interesować mnie tu będą właśnie te znaczenia (psychoanalityczne i neurologiczne), jednocześnie bardzo podobne i różne od siebie, które w każdej z tych dwóch dziedzin charakteryzują na swój sposób system psychiczny.

 

Psychoanalityczne i neurologiczne znaczenia plastyczności

Przyjrzyjmy się najpierw psychoanalitycznemu znaczeniu pojęcia „plastyczność”. U Freuda słowo to ma dwa zasadnicze znaczenia. Po pierwsze, oznacza pewien stan libido, tj. energii pragnienia, a dokładniej: jej mobilność (Bewegtheit) i stopień konsystencji (Beschaffenheit). Libido jest więc definiowane jako energia wypełniona materialną treścią, która nie jest ani płynna, ani stała, lecz tworzy pewnego rodzaju stan pomiędzy. Aby opisać tę jakość, Freud używa słów: plastisch, Plastizität – plastik, plastyczność.

Libido w dobrym stanie, plastik, jest zdolne do przyjęcie kształtu: utrwala się[1] ono na obiekcie, ale musi też być podatne na oddzielenie się od niego, by obrać kolejny i stworzyć zarazem nowy kształt. Plastyczność libido oznacza więc zdolność do zmiany obiektu, gdy zachodzi taka konieczność. Co się dzieje, kiedy libido nie jest dostatecznie plastyczne? Zajść mogą dwie przeciwstawne rzeczy: nadmiar utrwalenia z jednej strony lub nadmiar płynności – z drugiej.

Pierwsza możliwość znajduje odzwierciedlenie w słynnym przypadku człowieka-wilka. Freud pisze: „Bronił on każdorazowo zajętej pozycji libido w lęku przed utratą związaną z wyrzeczeniem się jej i w nieufności wobec prawdopodobieństwa uzyskania pełnego zadośćuczynienia dzięki zajęciu nowej pozycji. Mamy tu do czynienia z ważną i fundamentalną osobliwością psychologiczną, którą przedstawiłem jako zdolność do utrwalenia”[2]. Libido zastyga, zatrzymuje się, zbytnio utrwala się na obiekcie w przyjętej formie.

Jednakże Freud zajmuje się także drugiego rodzaju nadmiarem – nadmiarem płynności, który również stanowi dla niego przeszkodę dla zdrowia psychicznego. W Analizie skończonej i nieskończonej stwierdza: „Spotykamy też typ przeciwny, u którego libido zdaje się być szczególnie ruchliwe, prędko godzi się na zaproponowane w czasie analizy nowe kateksje i rezygnuje z dawnych. Jest to taka różnica, jaką mógłby odczuwać rzeźbiarz zależnie od tego, czy będzie pracować w twardym kamieniu czy też miękkiej glinie. Niestety, w przypadkach drugiego typu wyniki okazują się często nader wątłe: nowe kateksje też zostają wkrótce porzucone i ma się wrażenie, jakby się już nie w glinie rzeźbiło, ale pisało się na wodzie”[3]. W tym przypadku plastyczność zmienia kształt zbyt szybko i nie utrzymuje żadnego.

Przejdźmy teraz do neurobiologicznego znaczenia plastyczności. Stała się ona kluczowym pojęciem w obszarze neuronauki. Kiedy naukowcy mówią o plastyczności mózgu, o „mózgu plastycznym”, z pewnością nie posługują się metaforą, ale opisują obiektywny proces biologiczny. Mózgowa plastyczność odpowiada zdolności, jaką posiadają synapsy do modyfikowania ich wydajności pod wpływem doświadczenia, tj. uczenia się, nawyku i środowiska. Jeśli połączenia neuronalne są często pobudzane, to zyskują na rozmiarze i ilości, kiedy zaś nie są, to maleją, zmniejszają się i „zapadają”. W pierwszym przypadku mówi się o „długotrwałym wzmocnieniu synaptycznym (LTP)”, a w drugim o „długotrwałym osłabieniu (LTD)”. Zjawiska te pozwalają dowieść, że mózg nie jest organem stałym i sztywnym, raz na zawsze zaprogramowanym, ale że jego forma, która zależy od rozmiaru i ilości połączeń między neuronami, poddana jest wahaniom i zmienia się w ciągu życia. Gdy Joseph Le Doux stwierdza w książce zatytułowanej Neurobiologie de la personnalité (Neurobiologia osobowości): „jesteście waszymi synapsami”[4], zmierza do tego, by pokazać, że „poszczególne konfiguracje połączeń synaptycznych mózgu” są „kluczowym elementem” dla tożsamości jednostki. „Jesteście waszymi synapsami” oznacza zarazem „jesteście plastyczni”, ponieważ plastyczność kształtuje mózg, kodując informacje, które na organizacji mózgu odciska nasz styl życia. To właśnie sprawia, że żaden mózg nie jest podobny do jakiegokolwiek innego. Le Doux pisze: „Moja idea osobowości jest bardzo prosta: nasza jaźń – istota tego, czym jesteśmy – jest odbiciem konfiguracji wzajemnych połączeń między neuronami w naszym mózgu”[5].

Mózgową plastyczność często przedstawia się jako pracę biologicznego rzeźbienia, sztukę naturalnego modelowania naszej tożsamości, która w pewien sposób otrzymuje formę, chociaż sama ją sobie nadaje.

Tak jak u Freuda – jest to analogia, na którą chciałabym położyć nacisk – „dobra miara” plastyczności mieści się między nadmiarem płynności (jeśli zmienność byłaby zbyt częsta, nie byłoby pamięci) a zbytnim usztywnieniem połączeń (te ostatnie nie mogłyby przyjąć żadnego piętna). Nie od razu więc przychodzi do głowy, by pod pojęciem „mózgowej plastyczności” sklasyfikować zjawiska destrukcji, deformacji połączeń neuronalnych, zerwań czy też uszkodzeń synaptycznych. „Plastyczność mózgu” nie oznacza w pierwszej kolejności możliwości eksplozji ani unicestwienia tożsamości.

Stwierdzamy zatem, że zarówno w psychoanalizie, jak i w neurobiologii plastyczna psychika i plastyczny mózg są tym, co znajduje dobrą równowagę między przyszłością a pamięcią, zdolnością do zmieniania się i skłonnością do pozostania tym samym, otrzymywaniem i nadawaniem kształtu. Akcent jest stale położony na pozytywne znacznie plastyczności – znacznie bardziej niż na jej potencjał wybuchowy, destrukcyjny czy dezorganizujący. Ten negatywny sens zostaje odłożony na bok. Ale czy pozytywne znaczenie plastyczności (równowaga „pięknego” bądź też „dobrego” kształtu) może naprawdę mieć sens i efektywność bez tego negatywnego i destrukcyjnego zabarwienia?

Chcę tutaj prześledzić kierunek negatywnej plastyczności, tj. plastyczności destrukcyjnej. Czy możemy rozważyć istnienie wybuchowego potencjału psychiki i mózgu? Jaki mógłby on mieć sens? I jakie konsekwencje zarówno dla tożsamości, jak i dla terapii psychicznej?

 

Destrukcyjna plastyczność mózgu i psychiki

Pytania te traktować można jako ekwiwalent innego, bardziej filozoficznego zagadnienia: czym byłaby tożsamość uformowana przez destrukcję? Wydaje mi się, że to właśnie od tej kwestii dialog między psychoanalizą a neurologią powinien być dziś rozpoczęty. W jakim sensie można mówić o patologicznej plastyczności? O plastyczności, która nie jest reparacyjna, kompensacyjna, lecznicza bądź pocieszająca, która nie restauruje, nie uzdrawia i nie przywraca równowagi, ale – wprost przeciwnie – jest pozbawiona pamięci, podatna na uformowanie nowej – pozbawionej związku z poprzednią – tożsamości, wyznacza punkt, w którym można o kimś powiedzieć, że jest nie do poznania, że już go nie rozpoznajemy.

„Zanim przebada się to, co sprawia, że jaźń jest jednolita – pisze Joseph Le Doux – zastanówmy się, na ile krucha jest praca zestawu połączeń. W gruncie rzeczy przekaz jest prosty: funkcje zależą od połączeń – zerwijcie te ostatnie, a utracicie też funkcje. Dotyczy to zarówno funkcji pojedynczego systemu (…), jak i interakcji między systemami”[6]. Gdy czyta się tę wypowiedź, staje się jasne, że każde zerwanie połączenia jest rozumiane jako zerwanie plastyczności – jako skalpel, który odcina plastyczność od połączeń synaptycznych. Otóż chciałabym zastanowić się nie tyle nad zerwaniem plastyczności, ile właśnie nad plastycznością zerwania, nad uformowaniem się tożsamości ocalałych, nad narodzeniem się nieznanej wcześniej i zmienionej nie do poznania formy życia, nad metamorfozą poprzez destrukcję. Wydaje mi się, że nawet jeśli ostatnie badania nad mózgiem jasno pokazały (czyniąc sprawę oczywistą) konieczność wymyślenia nowego rodzaju odniesienia systemu nerwowego do destrukcji, negatywności, straty i śmierci, to mimo wszystko nie zradykalizowały one tej refleksji, nie sformułowały jej wprost, nie zmierzyły się z jej konsekwencjami.

Czy istnieje (gdzie? w czym?) fenomenologia zranienia, coś, co ukazuje się przy okazji obrażenia i do czego normalność, tj. plastyczność normalna, kreatywna, nie miałaby dostępu?

Neurolog Antonio Damasio przekonuje, że uraz mózgu może spowodować uszkodzenie w doznawaniu uczuć czy też w tym, co wciąż jeszcze nazywamy mózgiem emocjonalnym: „Nasze dane pochodzą z badań nad kilkoma pacjentami, którzy wiedli całkowicie racjonalne życie, kiedy w czasie wyniku uszkodzenia określonych rejonów mózgu stracili pewną klasę emocji i, jednocześnie, zdolność do podejmowania racjonalnych decyzji”[7]. Wszystkie analizowane przez Damasio przypadki wskazywały na to samo: pacjenci stawali się oziębli, obojętni, nieobecni. W pewien sposób opustoszeli, wyobcowali się bez wyraźnej na to zgody. Libido, a zarazem i afekty opuściły ich psychikę.

Wiele badań udowodniło już, że bogate, z punktu widzenia emocjonalnego i afektywnego, życie sprzyjało synaptycznej plastyczności. Jego przeciwieństwo zaś tę plastyczność zubażało, jak pokazał to Boris Cyrulnik w Un merveilleux malheur (Cudowne nieszczęście), kiedy zajął się w szczególności dziećmi więźniami z rumuńskich sierocińców, cierpiącymi w związku ze swoją sytuacją na poważne zaburzenia psychomotoryczne.

Czym jest ta zdolność transformacji, plastyczna moc, prowadząca osobę do stanu, w którym staje się ona obca sama sobie? Jak scharakteryzować tę zdolność do zmiany bez możliwości wykupienia, a także celu i znaczenia innego niż obcość?

Nowe tożsamości pacjentów neurologicznych mają wspólny punkt: będąc w różnym stopniu dotkniętymi uszczerbkiem obszarów odpowiedzialnych za przekazywanie emocji, wszystkie świadczą o tym zaniku afektów czy też o tej oziębłości, niezgłębionej często nieobecności.

Jak w ten sposób pomyśleć opustoszenie podmiotowości, oddalenie się podmiotu, który nie stał się obcy czemuś ani inny od kogoś czy dla kogoś, ale który stał się ontologicznie nieprzechodnim apatrydą, bez odpowiednika, bez dopełnienia, bez metafizycznej krainy, do której mógłby się udać?

 

Zmiana osobowości po uszkodzeniu mózgu

Znaczna liczba najnowszych prac z zakresu neurobiologii, uznających rolę afektów i emocji w regulowaniu mózgowej plastyczności, powołuje się na przypadek, który stał się dzięki temu paradygmatyczny. Jest on przedstawiany u Damasio, ale także u Le Doux, Marka Solmsa czy Jean-Didier Vincenta. Chodzi o casus Phineasa Gage’a. W lecie 1848 r. Gage, dowodzący budową linii kolejowej, która miała przecinać stan Vermont, doświadczył poważnego obrażenia głowy. Na skutek przypadkowego wybuchu stalowy pręt przeciął jego czaszkę i spowodował nieodwracalne uszkodzenia kory przedczołowej – obszaru niezwykle istotnego dla wywoływania i regulowania emocji.

Gage w cudowny sposób wrócił do sił po dwóch miesięcach. Jednakże kilka lat później jego lekarz napisał: „Jest w dobrym stanie i kusi mnie, by powiedzieć, że wyzdrowiał (…). Ale równowaga czy też balans między jego zdolnościami intelektualnymi i skłonnościami zwierzęcymi wydają się być załamane. Jest kapryśny, lekceważący, lubuje się w grubiaństwie, co nie należało wcześniej do jego zwyczajów. Nie zachowuje szacunku dla swoich towarzyszy, jest niecierpliwy, gdy mu się sprzeciwia, bywa uparty, ale też zmieniający zdanie, gdy tylko mu to pasuje (…). Z tej perspektywy widać, że jego umysł uległ radykalnej przemianie, tak iż jego znajomi i przyjaciele mówili: »to już nie jest Gage«”[8]. Mark Solms przejął tę formułę: Gage was no longer Gage. Człowiek ten, z nadzwyczajnie odmienionym zachowaniem afektywnym i społecznym, stał się po wypadku kimś innym. Był emocjonalnie obojętny i zdystansowany. Skończyło się to bardzo źle: „Nowy Phineas, odrzucony przez swoich pracowników, zaczął przemierzać Amerykę, występując jako obwoźna atrakcja”[9], a następnie zmarł w samotności i biedzie.

Jeśli casus Phineasa Gage’a zyskał status emblematycznego, to dlatego, że pozwala rozważyć przypadki uszkodzeń mózgu, w których uraz wywołał zmianę osobowości jak gdyby chodziło o „dzisiejszego Phineasa Gage’a”.

Przypadłości te pozwoliły wnioskować o narodzeniu nowej osoby. Tym, co łączy tych, których Damasio określa jako „ocalałych ze schorzeń neurologicznych”, jest doświadczenie zmiany osobowości, prowadzące ich otoczenie do stwierdzenia przemiany: „Zanim doszło do uszkodzenia mózgu, nie wykazywali oni tego rodzaju zaburzeń. Ich rodziny i przyjaciele potrafili odczuć zmiany w zachowaniu tych ludzi, jakie zaszły po uszkodzeniu neurologicznym”[10]. Istnieje więc rzeźbienie unicestwiające, zasadnicza moc kształtowania nowej tożsamości, wypracowanej na podstawie straty. „Podejście to, znane jako metoda lezyjna, pozwala nam postępować w odniesieniu do świadomości tak, jak od dłuższego czasu postępowaliśmy w odniesieniu do wzroku, języka lub pamięci: analizować załamanie pewnych zachowań, łączyć je z załamaniem pewnych stanów umysłowych (poziom poznawczy) oraz łączyć obydwa z ogniskowymi uszkodzeniami mózgu (…). Badania populacji pacjentów neurologicznych stwarzają możliwość, których nie dałoby nam samo badanie osób zdrowych”[11]. Zmiana osobowości powoduje wyłonienie się nowej osoby – bez pamięci, z ograniczoną i zubożałą sferą afektów.

Wobec tego uznać trzeba, że również zaburzenia mózgowe plastycznie posługują się dłutem, i przyznać, że istnieją dwie plastyczności mózgowe, które odpowiadać by mogły ustanowionej przez Freuda opozycji i kolaboracji między popędem życia i śmierci.

U Freuda, jak widzieliśmy, jest zupełnie jasne, że plastyczność ma tylko jeden sens – pozytywny. Co zabrania rozszerzyć tę koncepcję i określić mianem plastycznej również pracę popędu śmierci?

 

Nowe postaci traumy

W poza zasadą przyjemności Freud pisze, przywołując jednocześnie znanego biologa: „Według teorii E. Heringa dotyczącej procesów żywej substancji toczą się w niej nieustannie dwa procesy o przeciwstawnym kierunku (entgegengesetze Richtung) – jedne budująco-asymilacyjne, inne niszcząco-desymilacyjne (die wndersen abbauend – dissimilatorisch)”[12]. I sugeruje, że w tych dwóch kierunkach, możemy rozpoznać „działanie naszych obu popędów – popędu życia i popędu śmierci”[13].

Ten związek między konstrukcją a destrukcją, wyrażony przez dwie grupy popędów, powtarza się w sposób jeszcze bardziej bezpośredni także w innych tekstach. Każdemu z dwóch popędów byłby podporządkowany odpowiedni proces fizjologiczny – konstrukcja (Aufbau) i dekompozycja (Zerfall). Jednakże tylko popęd życia uważa się za plastyczny, drugi – popęd śmierci, nazwany jest elastycznym.

W Analizie skończonej i nieskończonej Freud charakteryzuje poważne zaburzenia psychiczne, posługując się zwrotem „wyczerpanie plastyczności”. Jednakże czy zamiast mówić o wyczerpaniu, nie można by powrócić do hipotezy przywołującej drugi typ plastyczności – tę destrukcyjną i unicestwiającą?

Po ciężkim urazie wiele osób ze zranionym mózgiem jest niezdolnych do powiązania ze sobą przeszłości i teraźniejszości, do odzyskania swojej historii, do odnalezienia wspomnień, ale to nie znaczy, że mają one mniej życia psychicznego ani że jest ono pozbawione formy – trzeba nauczyć się je czytać, co jest według mnie wyzwaniem dla dzisiejszej psychopatologii.

Szukając sposobu, by pokazać coś, co stanowiłoby jakoby formę popędu śmierci, chciałabym zaproponować pomysł, że osoby ze zranieniem mózgu są podmiotami, które powstały z nicości.

To, co „poza zasadą przyjemności” byłoby odtąd do odszukania po stronie odłączenia się umysłowości, skoku poza ciągłość świadomości, w dziurze, gdzie umysł zostałby odcięty od wszystkich więzi, nie znajdując się mimo to w stanie wegetatywnym.

Istnieje zatem siła do formalnej kreacji traumy, która zrywa z dobrym zdrowiem czy też metabolizmem popędów życia. Pojawienie się figur traumy we współczesnej neurologii, nagły wzrost przypadków śmierci i uporczywych nawrotów wspomnień jako efektów stresu pourazowego, oziębłość i zanik afektów wchodzące na scenę globalnej psychopatologii upoważniają do stwierdzenia, że to, co „poza zasadą przyjemności” manifestuje się i przybiera formy. Te manifestacje jednocześnie przekraczają psychoanalizę i zmuszają ją do innego wyrażenia i do wytężenia refleksji o popędzie śmierci.

„Poza zasadą przyjemności” byłoby więc dziełem popędu śmierci kształtującego jak gdyby śmierć w obrębie życia, produkcją tych indywidualnych figur, które istnieją tylko w ode rwaniu się od egzystencji. Te formy śmierci w życiu, te punkty zatrzymania na obrazie byłyby „zadowalającymi” objawami popędu śmierci, których Freud szukał tak długo z dala od neurologii… Ta fenomenologia destrukcji kreśli polityczne pole dla innego rozumienia cierpienia.

 

Decydujący wkład Spinozy

W książce W poszukiwaniu Spinozy Damasio pokazał, że wielką zasługą Spinozjańskiej ontologii było przyznanie kluczowego miejsca ciału i wpisanie zjawisk biologicznych, w szczególności emocji, w samo bycie: „Nie sposób przecenić znaczenia biologicznych faktów w systemie filozoficznym Spinozy. Widziany w świetle współczesnej biologii jest on uwarunkowany obecnością życia; obecnością naturalnej tendencji do jego zachowania; faktem, że zachowanie życia zależy od równowagi funkcji życiowych, a w konsekwencji od regulacji życia; faktem, że stan regulacji życia jest wyrażony w formie afektów – radości i smutku – i modulowany przez apetyty; a także faktem, że apetyty, emocje i niepewność stanu życia mogą być wiadome i docenione przez człowieka dzięki jaźni, świadomości i opartemu na wiedzy rozumowaniu”[14].

Odwołując się do Spinozy, Damasio wciąż jednak podkreśla tu pozytywny sens plastyczności. Chce pokazać, że Spinoza ograniczał biologiczną plastyczność emocjonalną, która przechodzi przez zdolność modulowania afektów radości i smutku. Damasio nie rozważa destrukcyjnego sensu plastyczności, który znajduje się przecież u Spinozy. Zupełnie milczy o przypisie do twierdzenia XXXIX w Etyce.

Spinoza czyni zaś tam taką oto dziwną uwagę: „(…) ciało, według mego rozumienia, wtedy umiera, gdy jego części tak zostają ułożone, iż uzyskują inny stosunek wzajemnego ruchu i spoczynku. Nie śmiem bowiem zaprzeczyć temu, że ciało ludzkie, zachowując krążenie krwi i inne własności, ze względu na które uważa się ciało za żyjące, może pomimo to przeobrazić się w inną naturę, całkowicie od swojej odmienną. Albowiem nic nie zmusza mnie do przyjęcia, że ciało umiera tylko wtedy, gdy staje się trupem, bo samo doświadczenie, jak się zdaje, przekonuje o czym innym. Otóż zdarza się czasem, że człowiek ulega takim zmianom, iż niełatwo powiedziałbym, że jest to ten sam; tak np. słyszałem o pewnym poecie hiszpańskim, który zachorował i choć wyzdrowiał, utracił jednak do tego stopnia pamięć o swym minionym życiu, iż nie uwierzył, że bajki i tragedie, które był napisał, były jego pióra; można by było zaprawdę wziąć go za dorosłe niemowlę, gdyby był jeszcze zapomniał języka ojczystego”[15].

Czy Spinoza nie zdaje się uznawać tutaj takiego rodzaju końca, który nie jest śmiercią, ale odpowiada radykalnej zmianie osobowości, połączonej z tajemniczą metamorfozą ciała i afektów? Istniałaby zatem destrukcyjna mutacja, niepolegająca na przemienieniu ciała w zwłoki, ale na transformacji w inne ciało będące w obrębie jego granic – tj. na wyłonieniu się ciała obcego w ramach ciała pierwotnego. W książce Spinoza et le probleme de l’expression (Spinoza i problem ekspresji) Deleuze dopuszcza taką właśnie możliwość: „Wzrost, starzenie się, choroba – ze względu na nie z trudem rozpoznajemy tę samą jednostkę. Zresztą, czy to naprawdę ta sama jednostka? W stosunku, jaki określa ciało, te bezduszne i nagłe zmiany postrzegamy również w ich zdolności do bycia nienaturalnym, jak gdyby zdolność i stosunek cieszyły się marginesem, ograniczeniem, w którym się formują i deformują”[16]. Jak najlepiej scharakteryzować ten zakres formowania i deformowania się jednostki? Słowem, którego tutaj poszukujemy, które dokładnie opisuje tę zdolność do zmiany tożsamości (mogącej przyjąć rozmiary porównywalne do przypadku śmierci), jest „plastyczność”. Jednostka może być zatem, pod wpływem pewnego destrukcyjnego ułożenia afektów, poddana modyfikacji, która pozbawia ją jej własnej tożsamości i substancji.

 

O zranieniach pozbawionych sensu

Tym, co charakteryzuje taką zmianę, jest fakt, że nie mają one sensu. Wynika tylko z rozbieżności przemieszczeń, które ją konstytuują, z nieporządku ich kierunków. Oziębłość, obojętność, nieobecność, „płaski” stan emocjonalny świadczą właśnie o braku sensu obrażeń, o przemieniającej mocy niszczącej jednostkową historię, pozbawiając ją możliwości reintegracji w trakcie kolei życia bądź przeznaczenia. Długo mówiłam o tym bulwersującym zjawisku tożsamości nagle przerwanych, opustoszałych, o chorych na Alzheimera – w tle świetlnej aureoli dobrze znanej twarzy przebija nieznośna obecność kogoś innego, kto nie rozpoznaje już swoich bliskich ani samego siebie. Historia jest tu definitywnie przerwana, przecięta. Zranienie wyznacza koniec pewnego porządku zdarzeń (zdarzeń „wewnętrznych”, jak nazywa je Freud, konstytutywnych dla losu), aby ujawnić pojawienie się innego ich porządku – tych z bezsensownego wypadku.

Istnieją zatem wydarzenia, które mogą przerwać całość tożsamościowej spójności i zabronić podmiotowi na zawsze, by przypomniał sobie i przypominał siebie.

Uznanie roli destrukcyjnej plastyczności pozwoli także zobaczyć, że unicestwiająca moc kryje się w sercu samej konstrukcji naszej tożsamości, wirtualna oziębłość, która nie jest tylko udziałem osób z uszkodzeniami mózgu, chorych na Alzheimera i schizofrenię czy też seryjnych zabójców, ale jest sygnaturą prawa bycia, które zawsze ujawnia się w momencie porzucenia samego siebie, wymknięcia się sobie. Jesteśmy zmuszeni uznać, że wszyscy możemy stać się pewnego dnia kimś innym, kto nie będzie już w stanie pojednać się z samym sobą. Byłam świadkiem tego typu transformacji w przypadkach być może mniej spektakularnych: u pary, która nie pozbierała się już po doświadczeniu niewierności, u młodych, którzy nagle odcięli się od swego otoczenia, u osób, które straciły swoją pracę bądź znalazły się w trudnej sytuacji zawodowej. Osoby te stały się szybko obce same sobie – tak jak gdyby przytrafił im się wypadek. W konsekwencji ontologia zmiany musi wziąć pod uwagę ten szczególny typ metamorfozy, jaki odpowiada pożegnaniu bycia samym sobą, choć nie jest śmiercią, ale produktem życia – jak w przypadkach obojętności wobec samego siebie, będącej niekiedy ocaleniem.

Wzięcie pod uwagę destrukcyjnej plastyczności mózgowej narzuca się odtąd jako broń kliniczna, aby przybliżyć sobie i zrozumieć współczesne oblicza przemocy. „Jesteście waszymi synapsami” nie znaczyłoby już tylko zespolenia bycia z podmiotem w akcie plastycznego kształtowania swojego „ja”, ale równie dobrze wysadzenie każdej możliwej tożsamości.

Współczesne dyskursy neurologiczny i psychoanalityczny zyskałyby bez wątpienia, rozważając w sposób jeszcze bardziej radykalny te słowa Spinozy, według których „nikt dotychczas nie ustalił, do czego ciało jest zdolne”[17].

 

Tłumaczył Mateusz Burzyk

_

[1] Utrwalenie to w słowniku Freuda synonim fiksacji (przyp. tłum.).

[2] S. Freud, Z historii nerwicy dziecięcej, w: tenże, Dwie nerwice dziecięce, tłum. R. Reszke, Warszawa 2000, s. 190 (za autorką cytat lekko skrócony – przyp. tłum.).

[3] Tenże, Analiza skończona i nieskończona, w: tenże, Poza zasadą przyjemności, tłum. J. Prokopiuk, Warszawa 2005, s. 162.

[4] J. Le Doux, Neurobiologie de la personnalite, tłum. P. Kaldy, Paryż 2003, s. 399.

[5] Tamże, s. 10.

[6] Tamże, s. 375.

[7] A.R. Damasio, Tajemnica świadomości. Jak ciało i emocje wspołtworzą świadomość, tłum. M. Karpiński, Poznań 2000, s. 48.

[8] Cyt. za: J.-D. Vincent, Biologie des passions, Paryż 2002, s. 149.

[9] Tamże.

[10] A.R. Damasio, Tajemnica świadomości…, dz. cyt., s. 49.

[11] Tamże, s. 94.

[12] S. Freud, Poza zasadą przyjemności, w: tenże, Poza zasadą przyjemności, dz.cyt., s. 46 (wtrącenia niemieckie przywołuję za CM – przyp. tłum.).

[13] Tamże.

[14] A.R. Damasio, W poszukiwaniu Spinozy. Radość, smutek i czujący mozg, tłum. J. Szczepański, Poznań 2005, s. 158.

[15] B. Spinoza, Etyka w porządku geometrycznym dowiedziona, tłum. I. Myślicki, oprac. L. Kołakowski, Warszawa 2010, s. 261.

[16] G. Deleuze, Spinoza et le probleme de l’expression, Paryż 1969, s. 202.

[17] B. Spinoza, Etyka, dz. cyt., s. 132.

 

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter