70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nie bądź bezpieczny. Reporter pamięta

W rozpracowywaniu świadka pobicia Grzegorza Przemyka brało udział 240 esbeków. Inni pracowali w więzieniu nad wymuszaniem zeznań od sanitariuszy wyznaczonych na winnych przez szefa MSW Czesława Kiszczaka. Nie trzeba rwać paznokci, są subtelniejsze sposoby: manipulacja, szantaż, uderzanie w słaby punkt.

Kolejni funkcjonariusze zajmują się propagandą, inwigilacją i koordynacją tuszowania zupełnie oczywistych dla wszystkich okoliczności wydarzeń na warszawskim komisariacie przy ul. Jezuickiej, gdzie w majowy czwartek 1983 r. trafia dwóch maturzystów zatrzymanych przez zomowców na pl. Zamkowym. Po 1989 r. proces wznowiono, ale nie udało się skazać winnych: zacieranie śladów przez całą machinę państwową PRL-u, wspieraną przez konformistów i karierowiczów (choćby profesora psychologii z UJ, który doradzał władzy, jak kłamać) – okazało się w dużej mierze skuteczne.

Żeby nie było śladów to nie tylko fascynujący reportaż ujawniający kulisy machinacji aparatu państwowego, to także opowieść o samym Grzegorzu Przemyku i realiach czasu, środowisku opozycyjnym i literackim, o przetrąconych życiorysach i świadkach, różnych sposobach radzenia sobie z traumą i pamięcią; to historia rodzinna w końcu, z niezwykle ciekawymi postaciami matki Grzegorza, poetki Barbary Sadowskiej, i jego ojca, Leopolda Przemyka. Świetnie skonstruowana i napisana książka, której wyprana z emocji narracja wzbudza emocje – ogromne, i trzyma w napięciu jak polityczny thriller. Niestety, to nie powieść: Grzegorz Przemyk miałby 52 lata, bijący go zomowiec ma 54.

_

Cezary Łazarewicz

Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka

Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016, s. 320

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter