70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Myśleć do siebie

Wznowiony niedawno Ledwie mrok Andrzeja Falkiewicza przypomina, że literatura to nie tylko ładnie obmyślone zdania, składające się w czytane przy ciepłym świetle historie z pocieszającym zakończeniem.

Lekturę tej ponad 500-stronicowej prozy porównałbym do zaglądania w czeluści ludzkiego ciała – budzi niepokój, grozę, ale i fascynację. Tak jak fascynujące może być tylko przekraczanie granic języka, opuszczanie oswojonych rejestrów mowy, błąkanie się na marginesach (nie)wypowiedzianego. Ledwie mrok to przede wszystkim tekst o pragnieniu dekonstrukcji wszystkiego, co składa się na tradycyjne rozumienie literatury. „Słowo bowiem (…) znaczy coś jeszcze. Powiadamia mianowicie, czy treść wypowiedzi, wyrażona explicite, jest zgodna z aktualnie zapisanym w języku stanem moich pragnień. Swoją »przezroczystością« lub »brakiem sensu« informuje mnie o zgodności lub niezgodności słownikowego znaczenia wypowiedzi z rzeczywistym lub nieuświadomionym przeze mnie chceniem”. Być może w tym właśnie szczególe tkwi diabeł – „stan pragnień” poznańskiego pisarza i krytyka nieustannie wykraczał (choć lepiej byłoby tutaj użyć słowa „wyciekał”) poza otorbione w swoich semantycznych formułach słownikowe znaczenia słów. Tymczasem jego „chcenie” nieustanie wyrywało się, by te skostniałe struktury rozbijać.

Nie sposób określić, czym – w sensie gatunkowym – jest Ledwie mrok. Dysertacją naukową, twórczością artystyczną (a chwilami także plastyczną), podszytym surrealistyczną tradycją esejem czy automatycznym zapisem ciemnych – pozbawionych zachowawczo rozumianej logiki – zdarzeń. Bo jedyną logikę narracyjną wyznacza tutaj wspomniana wyżej „metafora aquatyczna”, sprowadzająca wszystko do „przepływu sytuacji w sytuację”. „Sytuacją” może być zarówno fotografia, jak i napisane kursywą lub pogrubione słowo, tak samo rysunek, jak i greckie symbole, tak samo długie, pozbawione interpunkcji ciągi wyrazów, jak i kompulsywnie powtarzane pojedyncze sylaby. A wszystko to przepuszczone przez ciało rozumiane jako najwyższa instancja, jako źródło (ale i ostateczny cel) dyskursu. Czytający Nietzschego Derrida wspominał o wpisanym w tekst „pragnieniu biograficznym”. W polifoniczny tekst Falkiewicza wpisane jest coś, co nazwać by można pragnieniem somatycznym: nieredukowalna materia cielesna, wypełniająca przestrzeń pomiędzy znakami, będąca jednocześnie sygnaturą i maszyną do ich (znaków) produkcji. Falkiewicz ciągle próbuje wyrwać język z ciała, ale jego proza totalna jest najlepszym dowodem na bezcelowość tych starań. Języka od ciała oddzielić nie sposób, bo – nie może być inaczej – język jest ciałem, tak jak ciało jest językiem. Ledwie mrok jest dosadnym, fizjologicznym wręcz, zapisem zmagań o wyrażenie niewyrażalnego albo – co przecież na jedno wychodzi – o połączenie filozofii z literaturą i stworzenie „systemu totalnego”, który podwójnym nelsonem okiełznałby rzeczywistość, pozwalając pokazać ją w całości, bez podziału na sztukę i naukę, awers i rewers, ciało i ducha.

Bo proza Falkiewicza nie jest wyłącznie literaturą. To raczej szeroko zakrojony projekt intelektualny, którego epicentrum stanowi „ja” absolutne. A więc takie, dla którego świat, historia, ludzie (i wszystko, co moglibyśmy za Barthes’em, nazwać doxą) istnieją po to tylko, by przesączać je przez siebie, by unicestwiać granice, by wyłamywać się ze społecznych konwenansów, by rozbrajać stereotypy. „Tylko te myśli myślą, które myślę do mnie. Tylko te słowa widzą, które patrzą w moją ciemnię. Kiedy patrzę dla innych, zaczyna się śmierć: chcę się podobać albo nie podobać. Jedno i drugie równie śmiertelne” – czytamy na początku Ledwie mroku. A zatem: myśleć do siebie (a nie myśleć dla siebie), czyli myśleć inkluzywnie, wciągając we własną, samoswoją przestrzeń, w swoją „sobość” wszystko, co zewnętrzne. Jeśli zaś patrzeć, to wyłącznie dla siebie, bo tylko taka – na wskroś idiomatyczna – perspektywa pozwala zachować „stan swoich pragnień”. Albo – mówiąc najkrócej – zachować życie.

_

Andrzej Falkiewicz

Ledwie mrok

Wydawnictwo Warstwy, Wrocław 2015, s. 540

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata