70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Bracia i ojcowie

Swego czasu przeżyłem duże zaskoczenie, czytając książkę Cywilizacja żydowska Feliksa Konecznego. Odnosząc się do oskarżeń o mord rytualny, stwierdzał, że nie rozumie, dlaczego Kościół wydawał orzeczenia zakazujące ich rozpowszechniania. A kiedy już zupełnie brakowało mu argumentów, próbował przekonywać, iż nie da się udowodnić, że nie istnieje taka sekta żydowska, która czegoś takiego dokonuje.

Czy antyjudaizm to rodzaj antysemityzmu?

W literaturze można się spotkać z rozróżnieniami, które wskazują na antysemityzm „tradycyjny”, odnoszący się do religii, oraz „nowoczesny”, przypisujący Żydom negatywne oddziaływanie na społeczeństwo, świat wartości, ekonomię czy społeczność narodową. Niekiedy przyjmuje on postać rasizmu. Antyjudaizm to niechęć do Żydów, która jest umotywowana przede wszystkim tym, że są oni wierni swojej religii. Podobnie jak inne „anty-izmy”, opiera się na nieodpowiedzialnych generalizacjach, często motywowanych złą wolą. A takie zawsze niosą ze sobą wielkie zło, nawet jeśli nie zawsze prowadzą do wybijania szyb w witrynach sklepów czy do innych form otwartej przemocy.

Lektura dokumentów dialogu ostatnich dziesięcioleci pomaga wskazać całą listę takich krzywdzących stwierdzeń.

Można tu wymienić choćby zanegowany przez Kościół pogląd, że Bóg rzekomo miał przekląć i odrzucić Żydów, a także przedstawianie ich wyłącznie w znaczeniu nieprzyjaciół Jezusa i obarczanie wszystkich Żydów odpowiedzialnością za Jego mękę i śmierć. Co istotne, Urząd Nauczycielski Kościoła sprzeciwia się zarówno rozciąganiu winy osobistej na wszystkich żyjących wówczas Żydów, jak i poglądowi, jakoby winę tę ponosili także Żydzi nam współcześni. To przenoszenie odpowiedzialności jest sprzeczne z biblijnymi pryncypiami, nawet jeśli jego zwolennicy powołują się na werset z Ewangelii według św. Mateusza: „Krew jego na nas i na dzieci nasze”. Ogólnie rzecz ujmując, u podstaw antyjudaizmu jest zawarta, przynajmniej zakładana implicite, teologia negująca jedność, od której zaczyna się pkt 4. Nostra aetate. Odrzucenie i brak tolerancji, które w przeszłości nierzadko prowadziły do prześladowań czy wypędzeń, mają u swoich podstaw właśnie negowanie łączącej nas więzi.

Tymczasem słowa o „starszych braciach”, które – jak się wydawało – miały pozostać zapamiętane jako element naszego dziedzictwa po Janie Pawle II, są coraz częściej kwestionowane i bagatelizowane.

Kwestionowanie tego sformułowania przede wszystkim nijak ma się do faktów, ponieważ w nauczaniu Jana Pawła II, już bez tych niuansów, na które powołują się krytycy, występowało wielokrotnie, choćby w książce Przekroczyć próg nadziei. Można je znaleźć także u papieża Franciszka. Chciałbym tu wspomnieć o bardzo specyficznej reinterpretacji tego określenia, której dokonał papież Benedykt XVI. To bardzo ważny i cenny wkład, ponieważ określenie „starsi bracia” wywoływało pewien dystans wśród niektórych Żydów. Przyczyna leży w tym, że zazwyczaj to młodsi bracia byli wybierani przez Boga. I właśnie papież Benedykt XVI w jednej ze swoich wypowiedzi, nawiązując do problemu Jakuba i Ezawa, stwierdził, że woli nazywać Żydów ojcami w wierze. Że to będzie sformułowanie, które nie pociaga za sobą skojarzenia z odrzuconym Ezawem.

To jeszcze bardziej podkreśla ich rangę.

Oczywiście. Bracia, nawet starsi, to jeszcze tylko bracia. Natomiast jeśli kogoś się nazywa ojcem w wierze, to jego rola jest daleko większa, inspirująca. To od ojca, a nie od brata otrzymuje się życie.

Jak więc powinniśmy traktować otwarte odrzucanie nauczania Kościoła w tym względzie?

Jeżeli ktoś głosi poglądy, które wprost przeciwstawiają się nauczaniu Kościoła, to dopuszcza się aktu nieposłuszeństwa. Wewnętrzne posłuszeństwo wobec nauczania zwyczajnego nie tylko przecież obowiązuje w odniesieniu do moralności związanej z przekazywaniem życia, ale dotyczy także nauczania dotyczącego Żydów i judaizmu. Poza tym wszelkiego rodzaju akty nienawiści same w sobie są czymś złym. Jestem w stanie dopuścić, że zdarzają się przypadki sumienia źle uformowanego, zafałszowanego, niepotrafiącego dotrzeć do prawdy. Ale mam wrażenie, że stanowisko Kościoła w tej sprawie jest teraz coraz bardziej upowszechniane i coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę, że głosząc takie tezy, sprzeciwia się jego nauczaniu.

Od ogłoszenia deklaracji Nostra aetate mija 50 lat, a my ciągle musimy odkrywać jej zapisy i podobne tezy z późniejszych dokumentów, jak gdyby były czymś zupełnie nowym.

To prawda. Są tacy, którzy, niestety, starają się nie dopuścić do tego, aby posoborowe spojrzenie na judaizm zostało upowszechnione. Trudno mi pojąć, z czego to może wynikać. Sam spotkałem się z sytuacją, w której jeden ze współbraci zapytał mnie, czego Kościół uczy na temat Żydów. Kiedy mu powiedziałem, że m.in. tego, iż Jezus jest Żydem i jest nim na wieki, on złapał się za głowę, mówiąc: „Nie opowiadajmy tego ludziom, bo co by powiedzieli?”. Odpowiedziałem pytaniem, czy w przypadku antykoncepcji też powinniśmy zamilknąć, w obawie o to, co ludzie powiedzą.

Jak często spotyka się Ojciec z takimi przejawami oporu?

Spotykam się z ludźmi, którzy głoszą inne poglądy, ale raczej nie zdarza się, by ktoś mnie atakował z powodu przekazywania nauczania Kościoła w tej sprawie. Najczęściej zaś spotykam się z przypadkami niewiedzy. Kiedyś przyszły do mnie po homilii dwie panie bardzo zbulwersowane tezami, jakie w niej wygłosiłem. Pożyczyłem im dwie książki: Żydzi i judaizm w dokumentach Kościoła i nauczaniu Jana Pawła II oraz dokument Papieskiej Komisji Biblijnej Naród żydowski i jego Święte Pisma w Biblii chrześcijańskiej. To, co przeczytały, zrobiło na nich ogromne wrażenie.

Mamy więc problem z upowszechnianiem tego przekazu?

Kropla drąży skałę. Dzięki aktywności różnego rodzaju grup nowy typ postawy jest jednak coraz wyraźniej obecny. Widać to choćby w inicjatywie, jaką jest Dzień Judaizmu w Kościele katolickim, która przecież nie wzięła się z powietrza. Była możliwa dzięki zaangażowaniu wielu osób głęboko tkwiących w dialogu chrześcijańsko- żydowskim. Co ciekawe, kiedyś Dzień Judaizmu był coroczną imprezą, która działa się niejako w blasku fleszy, ale ostatnio jest coraz mniej chętnie pokazywany. Najwyraźniej 18 lat temu, kiedy organizowano pierwszą edycję, spotkanie i wspólna modlitwa chrześcijan i Żydów mogły być szokiem. Dzisiaj to już coraz mniej interesuje media.

Coraz mniej interesuje media, a coraz bardziej ludzi Kościoła?

Tak, jak najbardziej. Niektórym może się wydawać, że to jednorazowa akcja, aranżowana po całorocznej przerwie. Tymczasem proszę zwrócić uwagę, z jakim rozmachem organizowane są coraz to nowsze inicjatywy. To nie są imprezy, które można przygotować w pięć minut, lecz które są szykowane miesiącami, przez wielu ludzi. Niektórzy wręcz mówią, że już nie ma Dni Judaizmu, lecz całe Tygodnie Judaizmu. Tak dzieje się naprawdę w wielu miastach. Jest pewna mądrość w sposobie organizowania tych wydarzeń przez polski episkopat: co roku centralne obchody odbywają się gdzie indziej. I wyraźnie widać, że w wielu miejscach te obchody mają teraz ciąg dalszy, to wszystko zaczyna pączkować. W Poznaniu, Krakowie, Lublinie, Gdańsku, Bielsku-Białej, ale też w mniejszych ośrodkach, jak Chmielnik, Nowy Sącz czy Sieradz, w niedocenianej „Polsce lokalnej”. A to rzecz absolutnie unikalna w skali międzynarodowej.

Wyjątkowe jest też znaczenie Polski dla Żydów. Dla wielu z nich to przede wszystkim kraj, w którym zginęli ich najbliżsi.

Prowadząc dialog z Żydami, szczególnie tutaj, w Polsce, musimy pamiętać o tym, że absolutną większość ich społeczności wymordowano. Doświadczenie Zagłady jest czymś, obok czego nie możemy przejść obojętnie.

Dyskusje wokół Holokaustu, szczególnie te dotyczące postaw Polaków, wywołują silne emocje. Miejsce debaty historycznej zajmuje często licytacja, kto bardziej cierpiał w czasie wojny.

Taka reakcja obronna jest wpisana w ludzką naturę i pojawia się niezależnie od tego, o jakich społecznościach mówimy. Natomiast jeśli chodzi o rywalizację w cierpieniu, to w mojej ocenie jest to związane i z polską specyfiką, i z żydowską. W takich momentach przytaczam często „Przedmowę poety” z Dziadów, w której czytamy m.in., że „Dzieje męczeńskiej Polski obejmują wiele pokoleń i niezliczone mnóstwo ofiar; krwawe sceny toczą się po wszystkich stronach ziemi naszej i po obcych krajach”. Trochę nam tej romantycznej mentalności zostało. Pozostały też kompleksy Polaka-katolika, pochodzące głównie z okresu zaborów, sprzyjające budowaniu własnej tożsamości na odniesieniu negatywnym, na odróżnieniu się od wrogów. Trzeba jednak pamiętać, że na przestrzeni swojej historii to Żydzi, jako naród bez państwa, wypędzany z wielu miejsc, doświadczyli więcej prześladowań.

Do których przyczyniali się również chrześcijanie. Na ile jesteśmy dziś gotowi do podejmowania tego tematu?

W tej kwestii bardzo wiele jest jeszcze do zrobienia, a liczba opracowań jest niewystarczająca. W bardzo ważnym dokumencie Dabru Emet żydowscy uczeni napisali, że „bez długiej historii chrześcijańskiego antyjudaizmu i chrześcijańskiej przemocy przeciwko Żydom ideologia hitlerowska nie mogłaby zdobyć poparcia ani być wprowadzona w życie”. Zwrócili jednak uwagę i na to, że nazizm nie był nieuniknionym rezultatem chrześcijaństwa. Próba zmierzenia się z tym problemem nie przychodzi łatwo. W trakcie inauguracji programu edukacyjnego przygotowującego XVIII Dzień Judaizmu w diecezji bielsko-żywieckiej ks. prof. Łukasz Kamykowski powiedział: „Na szerszą skalę ten dialog ma dopiero miejsce po II wojnie światowej, po uświadomieniu sobie przez ludzkość, że Zagłada dokonała się na terenie świata chrześcijańskiego i że coś jest nie tak w relacjach wzajemnych od wieków, że coś powinniśmy naprawić, by do podobnych aktów nienawiści na taką skalę już nie doszło”. A jeśli idzie o Dabru Emet, to zaczyna się od słów: „W ostatnich latach nastąpiła dramatyczna, bezprecedensowa zmiana w stosunkach żydowsko-chrześcijańskich”. Oczywiście autorom chodzi o zmianę na plus.

W jakim stopniu zalecenie Nostra aetate o podejmowaniu dialogu na poziomie eksperckim jest realizowane na polskim gruncie?

Wiadomo, że w sytuacji, w której społeczność żydowska w Polsce liczy niewiele tysięcy, trudno sobie wyobrazić, by mogła dysponować znaczącą liczbą ekspertów. Widać ewidentnie, że większość nauczycieli religii żydowskiej, teologów czy rabinów to ludzie, którzy przyjeżdżają z zagranicy, by wspomóc społeczność żydowską w Polsce. Dlatego trudno oczekiwać takiego wymiaru jak na spotkaniach organizowanych przez różne dykasterie watykańskie. Kiedy mówi się o braku symetrii w dialogu katolicko-żydowskim w Polsce, to przejawia się on przede wszystkim w tym, że mamy tutaj miliony kontra tysiącom. Niemniej jednak spotkania na poziomie eksperckim są organizowane.

Osoby nastawione krytycznie do stanu dialogu katolicko-żydowskiego w Polsce podnoszą zarzut, że te spotkania są oparte na politycznej poprawności, ugrzecznione, niedotykające różnic i w związku z tym nie prowadzą do jakichkolwiek postępów.

Kiedy przez całe lata prowadziłem ze Stanisławem Krajewskim wspólne seminarium pt. Filozofia dialogu międzyreligijnego, rozmawialiśmy o różnych problemach i dyskutowaliśmy ze studentami. Oczywiście spotykaliśmy się jako ci, którzy mają do siebie życzliwe ustosunkowanie, a punktem wyjścia była chęć poważnej współpracy. Ale rozmawialiśmy też o problemach, nie tylko w kontekście konkretnych relacji chrześcijańsko-żydowskich ani katolicko-żydowskich, ale także w szerszych kontekstach relacji międzyreligijnych. Problemy występują, a my staraliśmy się o nich mówić. To nie była akademia, w trakcie której wręczaliśmy sobie ordery i wiązanki kwiatów. Stanisław Krajewski mówił m.in. o tym, jaki opór budzą wśród niektórych Żydów słowa Jana Pawła II, że judaizm jest dla chrześcijaństwa w pewnym sensie rzeczywistością wewnętrzną. Niektórzy odebrali to jako próbę zawłaszczenia ich tradycji. Stanisław Krajewski nie czuł się zagrożony, nie miał wątpliwości co do pozytywnych intencji, ale mówił: istnieje taki problem.

Sam fakt występowania problemów w dialogu pomiędzy katolikami a Żydami w Polsce, jak w każdej dojrzałej relacji, nie byłby jeszcze powodem do niepokoju. Czy nie jest jednak tak, że czas, jakiego potrzebujemy na ich rozwiązanie, jest nieadekwatny do złożoności problemu? Myślę tutaj np. o tym, ile lat zajęło przygotowanie tabliczki z komentarzem do antysemickiego obrazu w katedrze sandomierskiej czy stwierdzenie błędu w polskim tłumaczeniu wielkopiątkowej modlitwy „za Żydów”.

Można mieć pretensje do różnych hierarchów religijnych, że jakieś kwestie powoli idą. Ale jeżeli już nawet tej klasy fizyk co Max Planck powiedział, że postęp nauk dokonuje się przez wymieranie pokoleń, to cóż dopiero mówić o kwestiach religijnych. Funkcjonuje specyficzna mentalność kotwicy hamulcowej, blokującej wszelkie zmiany w obawie przed wylaniem dziecka z kąpielą. Ponadto musimy pamiętać o tym, ile szkód przyniosła „radosna twórczość” pseudoreformatorów, w wyniku której wielu wiernych odwróciło się od Kościoła, a część z nich wręcz odeszła do lefebrystów. To prawda, że była kwestią trudną sprawa sformułowania z modlitwy wielkopiątkowej, która niezależnie od innych aspektów była daleko idącym odstępstwem od łacińskiego oryginału w Mszale. Jeszcze bardziej niezrozumiała jest sprawa sandomierska, w której trudno mi się bezstronnie wypowiadać, ponieważ byłem jednym z członków Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, którzy współuczestniczyli w przygotowywaniu tekstu tabliczki. Mogę tylko powiedzieć „chwała obecnemu biskupowi”, który wykazał się wielką klasą.

Oskarżenie, które znajdujemy na obrazie, urosło do rangi symbolu – było równocześnie absurdalne i groźne w skutkach.

To było absurdalne, straszne i – znów do tego wracamy – niezgodne z nauczaniem Kościoła. Już w XIII w. papieże stanowczo zakazywali rozpowszechniania tego oskarżenia, a sama koncepcja tego, że Żydzi spożywają krew, jest sprzeczna z absolutnie fundamentalnymi pryncypiami judaizmu. Tym bardziej dziwi upór w jej propagowaniu, i to także upór wśród duchownych. To w końcu jeden z księży stał za umieszczeniem tego obrazu w katedrze sandomierskiej. Swego czasu przeżyłem duże zaskoczenie, czytając książkę Cywilizacja żydowska Feliksa Konecznego. Odnosząc się do oskarżeń o mord rytualny, stwierdzał, że nie rozumie, dlaczego Kościół wydawał orzeczenia zakazujące ich rozpowszechniania. A kiedy już zupełnie brakowało mu argumentów, próbował przekonywać, iż nie da się udowodnić, że nie istnieje taka sekta żydowska, która czegoś takiego dokonuje.

Czy dziś miejsce takich jawnych antyjudaistycznych postaw zajęło zobojętnienie?

Problemem katolików w Polsce nie jest w tym względzie heterodoksja, jawne i powszechne odrzucanie nauczania. Ja to raczej określam dwoma neologizmami, które odnoszą się do sposobu odczuwania, i mówię o heteropatii czy heteroestetyce. Warto zwrócić uwagę, jak w książce Przekroczyć próg nadziei Jan Paweł II opisuje swoją przyjaźń z Jerzym Klugerem i zapamiętane z dzieciństwa wspomnienie Żydów podążających w sobotę do wadowickiej synagogi. To samo pozytywne nastawienie widać było potem w trakcie wizyt w Synagodze Większej czy w Yad Vashem. Stają przed oczyma te obrazy serdecznego spotkania, cichych rozmów, gestów sympatii. Tutaj przede wszystkim widzę braki i tę tkwiącą w nas heteropatię czy heteroestetykę. Odwołując się do Ignacjańskiej zasady Sentire cum Ecclesia, muszę stwierdzić, że w kwestii stosunków katolicko-żydowskich nie widzę atmosfery współodczuwania z Kościołem.

Co zrobić, by poprawić tę sytuację?

Przede wszystkim należy umożliwiać i propagować osobiste, rzetelne spotkania rzeczywistych katolików z rzeczywistymi Żydami. Czasem nam się wydaje, że zalecenia z Watykanu można wprowadzić automatycznie, na zasadzie wgrania aktualizacji do komputera. Tymczasem jesteśmy żywymi ludźmi i taka przemiana sposobu odczuwania musi się odbywać powoli. Trudno jest mi wskazać, co należałoby zmienić, ponieważ jeśli mamy do czynienia z autentycznym dialogiem na głębokim poziomie, zawsze będą pojawiać się kwestie, których w danej chwili nie możemy przewidzieć. Trzeba kontynuować dotychczasowe działania i być gotowym nieustannie stawiać czoła wyzwaniom chwili.

.-

MAREK NOWAK OP – filozof, pracuje jako adiunkt na Wydziale Filozofii i Socjologii UW, prowadzi również zajęcia w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Ojców Dominikanów. Członek Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów oraz Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Izraelskiej. Za wkład w dialog polsko-żydowski został uhonorowany nagrodą Fundacji Polcul.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata