70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ukryte życie tłumacza – Teresa Chłapowska

Z natury rzeczy tłumacz pozostaje w cieniu autora, którego dzieła przekłada. Taka poniekąd jego rola. Teresie Chłapowskiej zawdzięczmy polskie przekłady klasyki szwedzkojęzycznej literatury dla dzieci, kanon aktualny od lat: Muminki, Pippi Langstrumpf1 – żeby wymienić najpopularniejsze. Co wiemy o niej samej?


Choć intensywnie pracowała nad kolejnymi książkami, Teresa Chłapowska tłumaczenie przez wiele lat traktowała jako hobby, „oficjalnie” nie czuła się tłumaczem. Aż do emerytury wykonywała swój wyuczony zawód – rzeźbiarza.

CHLAPOWSKA

Teresa Chłapowska, fot. z archiwum rodziny

Urodziła się w 1920 r. w Warszawie, wychowywała w majątkach dziadków Mycielskich i Dembińskich – w powiatach przemyskim i opoczyńskim oraz we Lwowie. Jeszcze zanim podjęła naukę w szkołach artystycznych, 13-letnia Teresa Mycielska wraz z kuzynką Krystyną Starowieyską (później Górską, graficzką) napisała i zilustrowała powieść Miki Rat. 1001 przygód Miki- -Mausa (w 2008 r. wydał ją – w niewielkim nakładzie dla rodziny i przyjaciół – Marcin Chłapowski, syn tłumaczki). Studia rozpoczęte w 1938 r. w Szkole Nauk Politycznych i w Szkole Sztuk Plastycznych Blanki Mercere w Warszawie przerwał jej wybuch wojny. Na tajnych kompletach studiowała historię sztuki, uczyła się rzeźby w pracowni prof. Zofii Trzcińskiej-Kamińskiej i rysunku u prof. Zygmunta Kamińskiego. Ale to dopiero w 1941 r., po uwolnieniu z Pawiaka, do którego trafiła w marcu 1940 r. aresztowana przez gestapo przy próbie przekazania tajnych dokumentów dla Związku Walki Zbrojnej.

Rozstrzelania uniknęła za sprawą szczęśliwego przypadku i dzięki pomocy Jana Pętkowskiego. W szpitalu więziennym, po chorobie, objęła funkcję pisarza i kontynuowała działalność konspiracyjną. „Niezwykle dzielna, bez reszty oddana sprawie”2 – napisze o niej Halina Starczewska-Chorążyna, odpowiedzialna za komórkę więzienną ZWZ. Z tego okresu Chłapowska wspominała3 – obok styczności z najcięższymi przypadkami bestialstwa Niemców, głodu, grozy przesłuchań i wywózek na egzekucje i do obozów – wsparcie polskich strażniczek, ofiarność i odwagę lekarek i lekarzy współwięźniów i niezwykłą na ogół solidarność wszystkich uwięzionych. W budowaniu poczucia wspólnoty w nieszczęściu, w rozładowywaniu napięcia psychicznego i w podtrzymywaniu chęci przetrwania niepoślednią rolę odgrywała sztuka. Była formą oporu, wewnętrzną ucieczką od nieznośnej rzeczywistości. W więzieniu śpiewały i recytowały osadzone tam aktorki: Zimińska- -Sygietyńska i Zahorska-Pauly, malarki i plastyczki4 na karteluszkach, papierze pakowym i kartonikach uwieczniały koleżanki z cel i sceny z życia więzienia. Tworzyły rozmaite przedmioty ozdobne, lepiły figurki z chleba. Chłapowska cały czas dużo rysowała, wykonała ok. 80 portretów współwięźniarek. Kredek dostarczały polskie strażniczki, w późniejszym okresie również sami Niemcy dozorujący Serbię (oddział kobiecy Pawiaka). „Niektórzy z nich kazali się nam portretować i w tym celu przynosili papier i kredki – pisała we wspomnieniach. – Nie nadawały się co prawda do grypsów, ale były materiałem z »oficjalnego« źródła, służącym do dalszej twórczości więziennej”5. Drobne rzeźby powstawały z tzw. glinki – chleba godzinami ugniatanego ze śliną. Większość rysunków i figurek z chleba Chłapowskiej się nie zachowała6. Część prac rozdała, część – przesłana za mury drogą nielegalną – zaginęła w Powstaniu Warszawskim.

Jej dalszej działalności konspiracyjnej już na wolności przeciwstawił się Julian Chłapowski, żołnierz AK, za którego wyszła za mąż w 1942 r. W Powstaniu Warszawskim los nie oszczędził im dramatycznych przeżyć. Po wojnie wyjechali najpierw do Szwecji, gdzie Chłapowski zatrudniony został w biurze radcy handlowego w Sztokholmie, a po półtora roku do Czechosłowacji. Podczas ponadczteroletniego pobytu w Pradze Chłapowska kształciła się jako wolna słuchaczka w katedrze rzeźby Czeskiej Akademii Sztuk Pięknych, brała udział w pracach nad rekonstrukcją loggii pałacu Wallensteina i doskonaliła szwedzki w Instytucie Szwedzkim. Kiedy w 1953 r. Chłapowski został odwołany do kraju, wrócili do Warszawy. Rynek Starego Miasta, przy którym zamieszkali, i jego najbliższa okolica stały się dla niej swoistym samowystarczalnym mikrokosmosem. Przez lata pracowała przy wystroju rzeźbiarskim Teatru Wielkiego, Nowego i Starego Miasta, Zamku Królewskiego, a także zamku w Baranowie Sandomierskim. W wolnych chwilach tworzyła własne małe formy rzeźbiarskie. Dorabiała, tłumacząc na francuski teksty naukowe z dziedziny historii, socjologii, architektury i filozofii. Francuski to po polskim jej ukochany język.

Ze szwedzkiego zaczęła tłumaczyć w 1960 r., szwedzką i fińską literaturę dla dzieci i młodzieży, głównie na zlecenie Naszej Księgarni, później również Wydawnictwa Poznańskiego. Przekłada książki popularnych w Szwecji autorów dla najmłodszych, takich jak Holmberg czy Knutsson, skróconą wersję Cudownej podróży Selmy Lagerlöw, Pippi Astrid Lindgren. Uznanie przynoszą jej przeznaczone dla starszych dzieci Muminki Tove Jansson, Bracia Lwie Serce Lindgren, metafizyczne powieści Irmelin Sandman Lilius i Marii Gripe. Z czasem sięga po książki dla dorosłych – współczesnych pisarek i dramatopisarek skandynawskich.

W 1978 r., kilka lat po śmierci Ireny Szuch-Wyszomirskiej, dostała od Jansson bezterminową opcję na tłumaczenie wszystkich jej utworów. Dokonany przez Chłapowską wybór opowiadań Podróż z małym bagażem, Kamienne pole i oparta na motywach autofotbiograficznych Córka rzeźbiarza ukazały się nakładem różnych wydawnictw. Po przełomie 1989 r. coraz częściej samodzielnie składała propozycje wydawnicze, w 2001 r. wydała Patrząc na psy Inger Edelfeldt własnym sumptem. Rynek w trakcie przemian polityczno-gospodarczych był trudny.

Już w latach 70. krytycy literaccy i redaktorzy chwalili piękną polszczyznę Chłapowskiej – bogactwo języka, elastyczność stylu. Fińska pisarka Irmelin Sandman Lilius ceniła ją jako osobę przenikliwą, o szerokiej wiedzy i wszechstronnych zainteresowaniach, „niezawężonych jedynie do mechanicznego przerzucania słów przez granice języków”7. Cieszyła się ze współpracy z kimś, kto czuje jej książki i północny krajobraz. Bonniers – jej szwedzki wydawca – potrafił zmienić plany wydawnicze, by dopasować się do Chłapowskiej. Tłumaczka wielokrotnie odwiedzała Finlandię i Szwecję, których historią i kulturą żywo się interesowała. Praca nad przekładem sprawia jej o wiele większą przyjemność, gdy osobiście poznaje autora.

Pytana, czy sama nie myśli o pisaniu książek, energicznie zaprzeczała. Myślała natomiast o własnej twórczości rzeźbiarskiej, na którą nigdy nie miała dość czasu. Tłumaczyła popołudniami, po pracy przy renowacji zabytków, z radością i zapałem, choć nieraz trudno jej było nadążyć za napływającymi zewsząd zleceniami. Nie chciała rezygnować z żadnego ze swoich zajęć. Z czasem doszły do nich prelekcje w szkołach i klubach poświęcone literaturze skandynawskiej, udział w konferencjach i targach książki, oficjalne spotkania w ambasadach. „Pobyt w Sztokholmie udany i męczący – 14 spotkań, 14 muzeów, zamek, 21 zaproszeń na obiad i kolację – wszystko w 18 dni” – zanotowała w liście do Lilius w 1978 r. Należała do Związku Literatów Polskich, od roku 1989 do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz do Zarządu Bałtyckiego Centrum Pisarzy i Tłumaczy w Visby. Z zagranicy przywoziła książki, które recenzowała dla wydawnictw. Wewnętrznych recenzentów literatury szwedzkojęzycznej w latach 70., 80., a nawet 90. było niewielu, większość książek skandynawskich czytano po angielsku czy niemiecku. W 1980 r. za przekład Pamiętników Tatusia Muminka dostała nagrodę IBBY, w kilka lat później odmówiła – ze względów politycznych – przyjęcia nagród ministra oświaty i premiera.

Z autorami, których tłumaczyła, często miała kontakt osobisty, z niektórymi była zaprzyjaźniona i przez lata korespondowała. Tove Jansson poznała przez wspólnych znajomych w 1974 r. w Helsinkach, podczas pobytu stypendialnego. Nawiązała się między nimi nić serdeczności, choć introwertyczna Tove kontaktu z tłumaczami na ogół nie lubiła. Chłapowska gościła ją u siebie w domu w Warszawie w 1978 r., kiedy pisarka – wraz z bratem Larsem i przyjaciółką Tuulikki Pietilä – przyjechała do Polski. Tove była zachwycona krajem i polskimi przyjaciółmi. Będą w bliskim kontakcie przez lata, chociaż Chłapowska do Tove pisała rzadko, by ją korespondencją nie obciążać. Tove odpisywała od razu, serdecznie i obszernie. W 1974 r. tłumaczka poznała również Irmelin Sandman Lilius, którą odwiedziła w Hangö na południu Finlandii. Podziwiała tam nad morzem gładkie granitowe skały, w których widziała rzeźbiarskie formy. Carl-Gustaf Lilius, mąż pisarki, sam był rzeźbiarzem, a także publicystą zaangażowanym w obronę praw uchodźców politycznych, Liliusowie potępiali politykę totalitarną i propagandę Związku Radzieckiego – wspólnych tematów do rozmów nie brakowało.

Korespondencja Chłapowskiej i Lilius nabiera szczególnego charakteru w gęstniejącej atmosferze politycznej tuż przed stanem wojennym i podczas niego. Chłapowska przekłada wówczas m.in. wielowarstwową, utkaną symbolami i aluzjami Królową Solę. W listach pisze, że tłumaczenie sprawia jej podwójną radość – książka jest piękna sama w sobie, ale też w sytuacji fikcyjnego książkowego państwa Tuntuli, nękanego przez zaborczego wschodniego sąsiada, nietrudno doszukać się analogii do Polski. Jej samej chodziła po głowie opowieść o kimś, kogo oplata i dusi czarna nić, starała się jednak, by terror polityczny, wszechogarniający pesymizm i trudy funkcjonowania na co dzień (w sklepach brakowało wszystkiego, w wydawnictwach – oprócz pieniędzy także farb i papieru) nie wpływały na jej tłumaczenia. Zapewniała o swojej sumienności i zaangażowaniu. Na potwierdzenie jej słów to właśnie wtedy przychodzi nagroda IBBY. O najważniejszych sprawach nie można pisać w czasach cenzury. Chłapowska listy do Finlandii wysyłała przez podróżujących znajomych, ci nadawali je z Austrii, Danii czy Szwecji. Lilius na potwierdzenie, że je dostała, miała w odpowiedzi wspomnieć coś o swoim kocie. Do dziś pisarka ma wśród pamiątek główkę wawelską z opaską na ustach i widokówkę z warszawską Syrenką walczącą, przesłane jej przez Chłapowską w tym czasie.

Po grudniu 1981 r. na znak solidarności do Polski napływają z zagranicy paczki z żywnością i lekami. Chłapowska dostaje je od bliższych i dalszych znajomych, zaopatrują ją również w papier i taśmę maszynową. Była równocześnie wdzięczna i zażenowana, paczkami dzieliła się z rodziną, przyjaciółmi, potrzebującymi. Należała do Solidarności i przez cały stan wojenny pracowała w Prymasowskim Komitecie Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i Ich Rodzinom. Trzy, cztery razy w tygodniu pomagała przy pakowaniu darów napływających z zagranicy i z kraju, organizowaniu pomocy prawnej i finansowej dla uwięzionych, zwolnionych z pracy, prześladowanych. Wykorzystywała swoje prywatne kontakty z zagranicą – adres kościoła św. Marcina na Piwnej podawała znajomym, którzy chcieli pomóc indywidualnie, nie wszystkie dary przekazywane przez Czerwony Krzyż trafiały bowiem do adresatów. „Otacza nas morze nieszczęścia i smutku – pisała do Lilius o pracy w Komitecie – bardzo chcemy pomóc. To tak jak ze świeżym grobem – człowiek chce chodzić tam co dzień z kwiatami”8.

W pomaganie innym angażowała się przez całe życie. Wspierała finansowo liczne organizacje społeczne i charytatywne, była zasłużona dla parafii św. Aleksandra. Mimo ograniczonych wiekiem możliwości działała w otwartym na wszelkie przekonania religijne i polityczne ATD – ruchu pomocy ludziom dotkniętym nędzą i odrzuconym. Udzielała noclegów wolontariuszkom, tłumaczyła teksty z francuskiego, czynnie uczestniczyła w spotkaniach roboczych. Jedna z wolontariuszek napisze o niej: „To, co jeszcze uderzało mnie w jej osobie, to łatwość, z jaką nawiązywała kontakt z osobami młodszymi. Nie czułam różnicy wieku. A jednocześnie miałam wrażenie, że rozmawiam z wielką damą. To jedna z tych osób, dzięki którym ATD w Polsce mogło się rozwijać”9.

Na kilka lat przed śmiercią z powodu nieuleczalnej choroby oczu tłumaczenia już się nie podejmowała. Zmarła w wieku 90 lat, została pochowana w grobie rodzinnym na Powązkach w Warszawie. Jej dorobek translatorski to 40 książek, osiem tomów muminkowych komiksów, trzy nowele i jedna sztuka teatralna.

Serdecznie dziękuję Irmelin Sandman Lilius za trud przełożenia na angielski i udostępnienie mi swojej korespondencji z Teresą Chłapowską, panu Krzysztofowi Chłapowskiemu za udostępnienie noty biograficznej tłumaczki oraz panu Robertowi Hasselbuschowi z Muzeum Więzienia Pawiak za przesłanie jej wspomnień z okresu uwięzienia.

_

Korzystałam również z artykułu Teresy Chłapowskiej i Barbary Tylickiej Nie tylko o Muminkach („Guliwer” 1994, nr 2, s. 14–18) oraz książki Janiny Jaworskiej Nie wszystek umrę. Twórczość plastyczna Polaków w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych (Warszawa 1975).

1 Obok T. Chłapowskiej autorką przekładów książek o Muminkach i Pippi jest Irena Szuch-Wyszomirska.

2 Cyt. za: K. Chłapowski, Odeszli, „Wiadomości Ziemiańskie” 2011, nr 45.

3 W 1977 r. tłumaczka spisała swoje wspomnienia na prośbę Muzeum Więzienia Pawiak.

4 W tym co Chłapowska czasie na Pawiaku przebywały J. Tereszczenko i J. Simon-Pietkiewiczowa, w późniejszym – M. Berezowska.

5 Wspomnienia T. Chłapowskiej z archiwum Muzeum Więzienia Pawiak.

6 Portrety J. Tereszczenkowej i I. Wasiutyńskiej autorstwa Chłapowskiej znajdują się w Muzeum Polskiego Ruchu Rewolucyjnego w Warszawie.

7 Z listu I. S. Lilius do autorki artykułu, 2013 r.

8 Z listu T. Chłapowskiej do I.S. Lilius, nadanego przez znajomych tłumaczki ze Szwecji w marcu 1982 r.

9 Cyt. za: K. Chłapowski, Odeszli, dz. cyt.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata