70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Kultura Głuchych

Głusi nie patrzą na siebie przez pryzmat niepełnosprawności. Brak słuchu w środowisku Głuchych może być tak samo irrelewantną cechą jak np. dla ludzi brak skrzeli, dopóki nie porównają się z rybami.

Wiele osób nie myśli o osobach niesłyszących w kategoriach kulturowych. Tymczasem Głusi, tak jak inne grupy kulturowe, mają swój język, tradycje, zwyczaje, instytucje oraz poczucie odrębności, na którym zasadza się wspólna tożsamość. Oczywiście nie wszystkie osoby z dysfunkcją słuchu czują się częścią tej grupy. Zatem nie każdy głuchy jest Głuchy. Słowo to pisane wielką literą odnosi się do kwestii kulturowych w odróżnieniu od mającego raczej charakter medyczny i pisanego małą literą słowa „głuchy”.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego nawet ponad 2 mln osób w Polsce ma różnego stopnia problemy ze słuchem. Większość z nich można uznać za osoby niedosłyszące, które mogą komunikować się werbalnie, choć w różnym stopniu i tylko czasami za pomocą implantów oraz aparatów słuchowych. 48 tys. osób określiło się jako osoby głuche. Zakładając, że znaczna część tej grupy identyfikuje się z kulturą Głuchych, można przyjąć, że jest to grupa liczebniejsza niż Łemkowie czy nawet Romowie.

Mowa w ruchach

Fundamentem kultury Głuchych jest język migowy. Należy jednak odróżnić Polski Język Migowy (PJM) od Systemu Językowo-Migowego (SJM) stworzonego w oparciu o gramatykę języka polskiego. Prace nad pierwszym tego rodzaju sztucznym językiem zainicjował w połowie XVIII w. pobożny francuski filantrop Charles-Michel de l’Épée, nazywany dziś „Ojcem Głuchych”. Obserwując niesłyszących bezdomnych na ulicach Paryża, nie mógł znieść myśli, że pozbawieni są kontaktu z Pismem Świętym. Postanowił poznać ich język, a następnie nauczyć ich czytać. Stworzył specyficzny system, który łączy pewne gesty używane wcześniej przez głuchych z zasadami języka francuskiego. Na tej samej zasadzie działa opracowany przez specjalistów SJM. Jest on wygodny zwłaszcza dla osób znających język polski, które np. straciły słuch, ponieważ mogą się nim posługiwać, używając zasad gramatycznych języka polskiego. W odróżnieniu od SJM, zwanego językiem miganym, PJM, podobnie jak naturalne języki migowe w innych krajach, powstał w wyniku spontanicznych interakcji osób głuchych. Nie jest on zwykłym zastąpieniem słów gestami, lecz charakteryzuje się niezależnym słowotwórstwem i odrębnymi zasadami gramatycznymi. Dlatego osoby głuche od urodzenia, wychowujące się w środowisku głuchych, uczą się języka polskiego jako obcego. Powierzchowny kontakt z takimi osobami może prowadzić do błędnego przekonania, że głuchota wiąże się z niedorozwojem intelektualnym. Podobnie jest w przypadku dzieci romskich, które z powodu trudności w nauce obcego dla nich języka polskiego czasami zbyt pochopnie umieszcza się w szkołach specjalnych.

Lingwista William Stokoe, pracując w latach 50. XX w.jako nauczyciel głuchych, dostrzegł, że ich sposób komunikacji w pełni odpowiada wszystkim kryteriom mowy: posiada gramatykę i składnię oraz pozwala na tworzenie nieograniczonej liczby pojęć. Cechą wyróżniającą język migowy jest gramatyka funkcjonująca w przestrzeni. To, co zachodzi w sposób liniowy i sekwencyjny w języku mówionym, staje się jednoczesne i wielopoziomowe w migowym. Mowa ma tylko jeden wymiar – rozciągłość w czasie – zaś w przypadku języka migowego można mówić o czterech wymiarach: trzech w przestrzeni oraz jednym w czasie. Język migowy funkcjonuje zatem jako medium o większej pojemności – ma wręcz „kinowy” charakter. Tym bardziej że język migowy nie opiera się tylko na użyciu rąk. Również mimika twarzy pełni tu specyficzne funkcje językowe: może służyć wyrażaniu konstrukcji składniowych, takich jak okresy warunkowe czy pytania oraz funkcjonować jak przysłówki lub przedimki.

Już Sokrates w dziele Platona Kratylos mówi: „Gdybyśmy nie wydawali dźwięków i nie posiadali języka, a chcielibyśmy sobie nawzajem rzeczy przedstawiać, czyż nie czynilibyśmy tak, jak to niemi – zaczęlibyśmy wyrażać to za pomocą rąk, głowy i innych części ciała?”1. Mimo takich i podobnych spostrzeżeń w kulturze Zachodu język migowy uznawany był za drugorzędną, ułomną wersję mowy, w której słowa zastępowane są gestami. Tymczasem porozumiewanie się między ludźmi zapoczątkowały właśnie gesty i znaki. Znamienne jest, że dziecko niesłyszące już w czwartym miesiącu życia potrafi wykonać znak wskazujący, że chce jeść, podczas gdy dziecko, które słyszy, zazwyczaj jedynie płacze. Fakt, że gestykulację zastąpiła ewolucyjnie młodsza mowa, nie oznacza, że do rozwoju intelektualnego konieczne są słowa. Już w XVI w. lekarz i filozof Girolamo Cardano dowodził, że rozumienie pojęć nie musi odbywać się z udziałem mowy. Wątek ten w XX w. podjął psycholog Lew Wygotski, według którego „mowa umysłu” to struktura właściwie pozbawiona słów. Nie jest internalizacją mowy, którą posługujemy się na co dzień, lecz myśleniem znaczeniami.

Przebudzenie kulturowe głuchych

Olivier Sacks w książce Zobaczyć głos przekonuje, że język migowy pozwala wyrazić wszystko oraz dyskutować na każdy temat, zarówno w sposób konkretny, jak i abstrakcyjny, równie precyzyjnie i gramatycznie jak w przypadku mowy. Można zarówno prowadzić w nim dyskursy filozoficzne, jak tworzyć poezję i mówić o uczuciach. Najlepszym dowodem ogromnych możliwości komunikacyjnych języka migowego jest opisany przez Sacksa Uniwersytet Gallaudet w Waszyngtonie. Został on założony w połowie XIX w. jako szkoła kształcąca niesłyszących. Obecnie migowy jest tam językiem wykładowym i na kilkunastu kierunkach – od biologii i chemii przez socjologię i filozofię po teatrologię – uczy się dzięki jego zastosowaniu ponad 2 tys. studentów. Uniwersytet Gallaudet jest zarazem istotnym centrum studiów nad sytuacją osób głuchych (deaf studies) i prężnym centrum kultury głuchych z teatrami, grupami muzycznymi, licznymi organizacjami studenckimi i zespołami sportowymi.

To właśnie studenci Uniwersytetu Gallaudet walnie przyczynili się do rozpoczęcia procesu, który można nazwać przebudzeniem kulturowym głuchych. W marcu 1988 r. po kolejnym wyborze słyszącego rektora studenci wspomagani przez pracowników uczelni rozpoczęli protest. Przez kilka dni okupowali oni kampus, domagając się od władz wyboru osoby głuchej, co w końcu udało się osiągnąć. Wydarzenia te okazały się symbolicznym momentem, który pokazał, że środowisko głuchych nie jest bezsilne i bierne. Nowej mocy nabrał ruch dążący do upodmiotowienia głuchych, który już w latach 70. XX w. zainicjowała socjolog Barbara Kannapell, zakładając organizację Deaf Pride (Duma z bycia Głuchym).

Teoretycznej podbudowy dla rozwijającego się ruchu dostarczył brytyjski badacz, związany także z Uniwersytetem Gallaudet, Paddy Ladd, który wprowadził trudne do przełożenia pojęcie deafhood, odróżniając je od deafness. To drugie znaczy tyle co głuchota i funkcjonuje od dawna na określenie medycznego aspektu niesłyszenia. Natomiast deafhood przypominające pojęcie narodowości (nationhood) nie ma polskiego odpowiednika i odnosi się do społeczno-kulturowych aspektów bycia osobą niesłyszącą. Ladd tłumaczy w swojej książce Understanding Deaf Culture: In Search of Deafhood, że termin ten został ukuty, aby móc uchwycić zbiorowy charakter egzystencji głuchych pomijany w ujęciach medycznych. Oznacza on: „proces, w którym głuche jednostki urzeczywistniają swoją tożsamość, zakładając, że jest ona konstruowana wokół odmiennie uporządkowanych hierarchii wartości”2. Innymi słowy, bazując na różnorodnych problemach i doświadczeniach życiowych, głusi budują swoją tożsamość grupową, która stawia ich na równi z innymi grupami kulturowymi.

W Polsce nie doszło na razie do tak przełomowego dla formowania się tożsamości Głuchych wydarzenia jak sukces protestu studentów w Gallaudet. Niemniej jednak również w naszym państwie można dostrzec przejawy takiego przebudzenia. Najlepszym przykładem są niedawne protesty osób niesłyszących. Kilka tysięcy demonstrantów wzięło udział w manifestacji w Warszawie 28 lutego 2014 r. Jednen z głównych postulatów protestujących to powszechniejsze stosowanie Polskiego Języka Migowego w sferze publicznej. Polski Związek Głuchych (PZG) promuje i organizuje szkolenia przede wszystkim z zakresu Systemu Językowo-Migowego. Jest on wygodniejszy dla osób niedosłyszących i ogłuchłych w późniejszym wieku, dla których polski był pierwszym językiem. To właśnie System Językowo-Migowy znają zazwyczaj urzędnicy przeszkoleni przez PZG. Protestujący uważają, że tą drogą narzuca się im sztuczny i po części niezrozumiały dla nich język.

Polityka językowa stanowi główną oś szerszej krytyki PZG. Związek powstał w 1946 r. i miał być główną organizacją reprezentującą środowisko niesłyszących przed władzami na takiej samej zasadzie jak powstałe w tym samym roku Ludowe Zespoły Sportowe, które miały zrzeszać wszystkich zawodników ze wsi i małych miejscowości. W latach 60. opracowany został SJM, który PZG zaczął intensywnie rozpowszechniać. Pomimo spadku liczby członków na rzecz powstających po 1989 r. innych organizacji zrzeszających osoby niesłyszące PZG wciąż pozostaje zdecydowanie największą tego typu instytucją w Polsce. Siłą rzeczy, ze względu na najbardziej rozbudowane struktury, związek otrzymuje największe wsparcie publiczne, z którego finansowane jest ponad 100 ośrodków rehabilitacji i placówek kulturalno-oświa-towych w całym kraju. Jednak część środowiska Głuchych kwestionuje skuteczność funkcjonowania tego związku i uważa, że dziś powinna powstać raczej federacja organizacji działających na rzecz głuchych, a nie jedna nadrzędna instytucja reprezentująca osoby niesłyszące. Tym bardziej że zdaniem krytyków we władzach PZG jest zbyt mało osób niesłyszących. Polska Rada Języka Migowego działająca przy ministrze pracy i polityki społecznej również była krytykowana z powodu braku w jej składzie osób niesłyszących. Jak widać, mobilizacja osób Głuchych w Polsce wynika po części z tych samych przyczyn, które doprowadziły do zmian na Uniwersytecie Gallaudet.

Walka o prawa

Jacek Kuroń w słynnym haśle podpowiadał, by nie palić komitetów, tylko zakładać własne. Tymczasem na transparentach warszawskich protestów Głuchych widniał przekreślony znak PZG i pojawił się postulat likwidacji tej organizacji. Rzadko jednak dostrzega się, że po 1989 r. przełamano wcześniejszy monopol i działalność na rzecz tego środowiska rozpoczęło wiele organizacji. Na początku lat 90. powstały przede wszystkim te o charakterze samopomocowym, które na skalę lokalną starają się zapewnić pomoc bytową i integrację środowiska osób niesłyszących. Druga fala rozwoju organizacji osób głuchych w Polsce miała miejsce mniej więcej 10 lat temu. Wtedy zaczęto tworzyć instytucje odwołujące się wprost do idei kultury Głuchych. To właśnie one są katalizatorem i zarazem przejawem mobilizacji środowiska.

Jedną z takich organizacji jest Ruch Społeczny Głuchych i Ich Przyjaciół, którego członkowie koordynowali warszawskie protesty. O jego charakterze wiele mówi logo. Często używanym symbolem środowiska osób niesłyszących są otwarte dłonie, które symbolizują możliwość porozumienia. Tymczasem na plakatach RSGIP jego członkowie umieścili zaciśnięte pięści symbolizujące walkę. Nie oznacza to jednak, że instytucja ta ma wyłącznie konfrontacyjny charakter. Ze statusu Ruchu można się dowiedzieć, że jego cele obejmują wieloraką działalność. Już w pierwszym punkcie wpisana została obrona praw Głuchych i „upowszechnianie wiedzy o kulturze Głuchych”.

Do idei Deafhood i Deaf Pride odwołuje się również Fundacja Promocji Kultury Głuchych „KOKON”. Założyciele deklarują, że powstała, aby „wspierać polską społeczność Głuchych w jej walce o status społeczny i uznanie jej praw”. Podobny charakter ma Krakowska Fundacja Rozwoju Edukacji Niesłyszących im. Marka Mazurka „Między uszami”. Jest to kolejne środowisko definiujące głuchotę również w kategoriach społeczno-kulturowych3.

Do nurtu organizacji działających na rzecz kultury Głuchych należy też powstały w 2004 r. Instytut Polskiego Języka Migowego. Aspiruje on do bycia think tankiem specjalizującym się w problematyce języka migowego – kluczowego dla kultury Głuchych. Badawczą i popularyzatorską działalność prowadzi również Instytut Historii Głuchych Surdus Historicus. Eric Hobsbawm stwierdził kiedyś, że historycy odgrywają taką rolę dla rozwoju świadomości danej grupy jak hodowcy maku dla narkomanów. Historycy dostarczają tematy i treści, które pozwalają grupie wyobrazić sobie, że są częścią większej wspólnoty. Na tej samej zasadzie, poprzez odwołanie do wspólnych, często heroicznych dziejów, tworzy się poczucie więzi i samoświadomość Głuchych. W nurt ten wpisuje się Surdus Historicus. Na stronach fundacji można przeczytać, że ma ona „służyć podtrzymywaniu wśród środowiska Głuchych świadomości oraz dziedzictwa kulturowego i historycznego poprzez przypominanie zasług działaczy i zwykłych ludzi z kręgu środowiska Głuchych w życiu społecznym”.

Niesłyszący w historii

Historii osób niesłyszących nie tworzą tylko dzieje szkolnictwa i instytucji działających na rzecz tej grupy. Nie jest to jedynie historia społeczników takich jak ks. Jakub Falkowski, który pierwszy w Polsce już na początku XIX w. starał się zbudować system edukacji głuchych. Rola organizacji i społeczników jest bezdyskusyjna, lecz nie wyczerpuje zagadnienia. W paradygmacie kultury Głuchych opisuje się z jednej strony prześladowania tej społeczności, a z drugiej – heroizm oraz podmiotowość jej członków. Dlatego, jak w przypadku polskich Romów, którzy w ostatnich latach rekonstruują swoją tożsamość wokół tragicznego wydarzenia Holokaustu, rośnie liczba publikowanych prac o Holokauście i sterylizacji osób niesłyszących. Przykładem jest książka Eleanory Dunai Surviving in Silence: A Deaf Boy in the Holocaust („Przetrwać ciszę: głuchy chłopiec w czasie Holokaustu”).

Z drugiej strony przedmiot zainteresowania stanowią dzieje niesłyszących sportowców, artystów oraz osób, które budzą podziw albo są inspiracją dla Głuchych. Taki charakter mają niewątpliwie wspomnienia Kazimierza Włostowskiego (ps. „Igo”), który dowodził plutonem głuchych w powstaniu warszawskim. Włostowski wspomina: „Stojąc w czasie nocnej warty na posterunku, położonym na pierwszej linii frontu, (…) przeżywaliśmy ciężkie godziny czuwania, przerywane częstymi strzałami. Nie słysząc dźwięków, musieliśmy podwójnie uważać, bardziej wytężać oczy, aby nie dać się zaskoczyć Niemcom, w razie gdyby próbowali zaatakować nasz odcinek (…). Pamiętam moment, gdy na nasz odcinek padło jednocześnie kilkanaście bomb… Żołnierze słyszący uciekali w jedną stronę, a grupa głuchych, jakby wiedziona nieświadomym instynktem, przeciskała się przez z nich w kierunku odwrotnym i wyszła cało z tej opresji”4. Warto dodać, że w 2007 r. Głusi powstańcy zostali odznaczeni przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Społeczność osób niesłyszących odnotowała to wydarzenie jako ważne dla poczucia wartości wszystkich Głuchych.

Deaf Art

Zajmujący się procesami narodotwórczymi John Hutchinson podkreśla, że obok polityków i historyków znaczną rolę w powstawaniu nowej grupy kulturowej odgrywają artyści. W swojej twórczości podejmują aktualne dla wspólnoty problemy oraz rozpowszechniają mity, tradycje i toposy pozwalające ukształtować poczucie bycia częścią większej grupy. Podobnie dzieje się w środowisku Głuchych.

Najbardziej charakterystyczną formą sztuki Głuchych jest niezwykle ekspresywna poezja migana. Za pomocą języka migowego, który płynnie komponuje się z mową ciała, można wyrazić nie tylko treść, ale i – tak ważne w poezji – emocje.

Te możliwości oprócz poetów wykorzystują również członkowie grupy „Młodzi Migają Muzykę”, którzy w języku migowym interpretują utwory muzyki rozrywkowej. Jednak domeną Głuchych artystów są sztuki plastyczne. W Europie Zachodniej coraz popularniejszy staje się kierunek sztuki o nazwie Deaf Art, który obejmuje przede wszystkim sztuki plastyczne, zwłaszcza malarstwo i fotografię, ale też film i teatr. Jest to sztuka Głuchych artystów, odnosząca się do ich doświadczeń. Charakteryzuje się głównie wykorzystaniem symboli nawiązujących do pojęcia głuchoty i sytuacji osób niesłyszących w społeczeństwie. Stąd popularny jest motyw oczu oraz dłoni będących dla Głuchych istotnymi narzędziami porozumiewania się. W pracach pojawiają się też motyle – nie mają one zmysłu słuchu, czego się nie dostrzega, gdy się na nie patrzy. Motyle symbolizują często piękno i wolność oraz to, że brak słuchu nie jest ograniczeniem. Dla osób słyszących naturalną oznaką dysfunkcji słuchu i całego środowiska niesłyszących są uszy. Tymczasem Głusi zazwyczaj nie przywiązują wielkiej wagi do tej symboliki. Z ich punktu widzenia uszy po prostu nie pełnią tak istotnych funkcji jak np. ręce. Niemniej jednak znak ten czasami się pojawia, co może być odczytywane jako wpływ środowiska słyszących.

Agnieszka Kołodziejczak artystka plastyk, wiceprezes Stowarzyszenia Twórców Niepełnosprawnych „Nasza Galeria”, konstatuje, że stylistyka i kierunki twórczości Głuchych artystów są różnorodne. W części prac polskich twórców trudno dostrzec specyficzne stylistyczne bądź tematyczne cechy czy jednoznaczne znaki i symbole, które pozwalałyby je zidentyfikować jako dzieła twórców niesłyszących. Zdarzają się też prace mówiące o ograniczeniach w sposób bardziej uniwersalny, niewiążące ich bezpośrednio z uwarunkowaniami percepcji słuchowej. W kierunek Deaf Art w Polsce wpisuje się na pewno twórczość Przemysława Sławika. Jego fotografie i grafiki oscylują bowiem wyraźnie wokół motywu ludzkiego ucha. Do stylistyki Deaf Art zaliczyć można również prace Agnieszki Kołodziejczak. Przedstawiony w serii Room (2009) obraz szybujących w ciasnym pokoju ptaków można odnieść do szeroko pojętych ograniczeń, jakie napotyka człowiek w realizacji swoich zamierzeń. Innym przykładem sztuki Głuchych jest seria obrazów Alfreda Poloka pod wymownym semantycznie tytułem KWIATostan radosny. Zagadnienie niewerbalnej „mowy kwiatów” ma tu szczególne znaczenie. Odwołanie do „języka kwiatów” stanowi przypomnienie o wielowymiarowym komunikacyjnym potencjale, który nie może być redukowany do przekazu słownego w konkretnych językach etnicznych.

Czytając w magazynie „Świat Ciszy” relacje z malarskich plenerów dla niesłyszących, można zauważyć, że takie wydarzenia – oprócz możliwości tworzenia – pełnią też funkcję społeczną; budują tożsamość niesłyszącego artysty i wzmacniają więzi łączące środowisko. Niemniej jednak część artystów niesłyszących chce uniknąć takiej klasyfikacji. Dobitnie wyraża to przekonanie Agnieszka Kołodziejczak: „Nie lubię mówienia o »niesłyszących« artystach. Artystą się jest niezależnie od słuchu. Sama nie słyszę i nie uciekam od środowiska artystów niesłyszących, ale nie podoba mi się stanowisko zamykania tego środowiska”. Z drugiej strony, mimo obaw o „gettoizację” sztuki, artyści niesłyszący często współpracują ze sobą nie tylko w trakcie integracyjnych plenerów, ale również w takich grupach artystycznych jak Nasza Galeria czy Grupa Artystów Głuchych GAG, która na jedną ze swoich wystaw zapraszała plakatem „Widzę, nie słyszę, tworzę…”.

Głusi o sobie

Protesty, stowarzyszenia, fundacje i charakterystyczna sztuka nie dawałyby podstaw do mówienia o kulturze Głuchych, gdyby nie było osób uważających się za członków tej wspólnoty. O ich istnieniu najszybciej można przekonać się za sprawą Internetu. Lokalne środowiska głuchych zaczęły się integrować w II poł. XX w. niewątpliwie dzięki Polskiemu Związkowi Głuchych i rozwojowi szkolnictwa niesłyszących opartego na Systemie Językowo-Migowym. Nie jest przypadkiem, że wzrost popularności Polskiego Języka Migowego i szybkie rozprzestrzenianie idei kultury Głuchych nastąpiły na przełomie XX i XXI w., po tym jak dostęp do Internetu stał się niemal powszechny. Badacze zajmujący się narodzinami kultur narodowych przekonują, że ogromne znaczenie dla rozwoju więzi narodowych miało wykształcenie się sfery publicznej – gazet czy kawiarni – w której o problemach społecznych mogła dyskutować większa liczba osób niż na dworach w najbliższym otoczeniu władcy. Odpowiednikiem takiej przestrzeni dla niesłyszących stał się Internet.

Jednym z ważniejszych miejsc w sieci jest forum dyskusyjne osób z wadą słuchu – deaf.pl. Swego czasu odbyła się tam poważna dyskusja na temat barier między osobami słyszącymi i niesłyszącymi. Jedna z osób zabierających głos, stwierdziła „[Przez] trzy czwarte mego życia wychowywałam się wśród słyszących, zmuszono mnie, bym mówiła tak jak oni, rozumowała tak jak oni, pomimo (…) że zachęcano mnie do integracji, to jednak w głębi serca nie czułam się częścią świata słyszących. Czułam głęboką izolację psychiczną, pomimo to z pozoru nie byłam sama, byłam wśród ludzi. Człowiek całe życie szuka w grupie podobieństw, nie chce różnić się od innych. Stąd powstaje ta mniejszość językowa, mniejszość kulturowa. Człowiek czuje się bezpieczny w tej mniejszości, nikt nie rozpacza z powodu braku słuchu, nikt nie zmusza do bycia kimś innym, niż jest się naprawdę. Zwróćmy uwagę na to, że żadna inna niepełnosprawność poza głuchotą nie potrzebuje własnej tożsamości czy identyfikacji. Powiedzmy, że będąc za granicą w Chinach, gdzie jest duża bariera komunikacyjna, inna kultura, tradycja, to zdecydowanie wolelibyśmy trzymać się z polskim skupiskiem ludzkości w Chinach niż z Chińczykami. To samo jest z niesłyszącymi!!” [do cytowanego wpisu wprowadzone zostały polskie znaki diakrytyczne – F.C., E.W.]. W tej wypowiedzi nie ma wprost mowy o kulturze Głuchych. Można sobie nawet wyobrazić sytuację, że autorka nie znała tego pojęcia. Jednak niewątpliwie czuje się ona częścią tej społeczności. Swoją sytuację porównuje do położenia osób, które znalazły się wśród członków innej kultury. Nie pisze wcale o niepełnosprawności, lecz o odczuwanym przez członków wszelkich mniejszości kulturowych poczuciu wyobcowania z grupy dominującej. Jak w przypadku wszelkich kontaktów międzykulturowych w przytoczonej wypowiedzi widać podział „my–oni”.

O tym, jak poważne jest zaangażowanie w sprawy wspólnoty, świadczy wpis blogerki Seriany. Stanowi on reakcję na transparent, który autorka zobaczyła na zdjęciu: „zacznę od protestu Głuchych, gdyż czasem o tym też pisałam… Bardzo, bardzo cieszę się, że g/Głusi wreszcie powoli wychodzą na zewnątrz… Wiedzą i zdają sobie sprawę, o co mają walczyć… kogo »słuchać«. Choć protest nie był tak bardzo medialny… Jedna osoba wstawiła o tym reportaż. Na widok samych g/Głuchych na zdjęciach stojących z rozsuniętymi transparentami formie »Żądamy napisów« łezka mi się w oku zakręciła…”.

Ten wpis pokazuje, że blogerka autentycznie „kibicuje” Głuchym, którzy zaczynają się organizować i walczyć o swoje prawa.

W inny sposób kulturowy wymiar głuchoty przejawia się na blogu Głuchej mamy, która pisze: „W moim domu są Głusi. Do Głuchych zaliczamy oczywiście nasze słyszące dzieci”. Dalej Głucha mama dzieli się swoimi odczuciami, które brzmią niezwykle kontrowersyjnie, jeżeli na głuchotę patrzy się jedynie przez pryzmat niepełnosprawności: „Ja, jeszcze planując ciążę, miałam nadzieję, że moje dziecko będzie głuche. Wręcz tego oczekiwałam (…). Zaszłam w ciążę, nosiłam dzieciątko i potem urodziłam o terminie. Jaki lęk miałam przed badaniami słuchu! W końcu mieliśmy czarno na białym, że malutka córeńka jest GŁUCHA. Ależ byłam szczęśliwa!!! (…) Jednak… Niby rozumiałam, ale nie rozumiałam. Reakcji ludzi. Na moje szczęście. Lekarka, która podawała mi wynik, powtarzała dwukrotnie – Pani dziecko jest głuche, i patrzyła na moją twarz. Czy ona spodziewała się, że zacznę płakać z rozpaczy, że jednak głuche, a ja źle zrozumiałam i myślałam, że jest słyszące (…). Przy drugim i trzecim dziecku w szpitalu, jak mówili, że dziecko słyszy, to miałam neutralną minę (dopiero przy trzeciej wybuchłam płaczem na korytarzu, jak sobie wyobrażałam, że córka, gimnazjum, słoneczko, ciąża w wieku 13 lat, demoralizacja u słyszących). Przeszło mi po 5 minutach”. Taka postawa głuchej matki nie jest wcale wyjątkowa i może po części wynikać, oprócz stereotypów, z obaw przed problemami wiążącymi się z wychowywaniem dzieci słyszących przez głuchych rodziców. Postawa matki pokazuje również, że Głusi nie patrzą na siebie przez pryzmat niepełnosprawności. Brak słuchu w środowisku Głuchych może być tak samo irrelewantną cechą jak np. brak skrzeli dla ludzi, dopóki nie porównają się z rybami.

Przywołany wpis blogerki wskazuje na jeszcze jeden aspekt kultury Głuchych. Podobnie jak w przypadku relacji między innymi grupami kulturowymi, tak i między Głuchymi a słyszącymi istnieją wzajemne stereotypy. Poczucie wspólnoty doświadczeń podtrzymują historie o dyskryminacji – audyzmie, np. (podczas badań słyszana przez nas kilkakrotnie) o Głuchym grafiku, który poznał kontrahenta przez Internet i wykonywał zleconą przez niego pracę do momentu pierwszego spotkania, gdy zleceniodawca zorientował się, że ma do czynienia z osoba niesłyszącą, i po prostu uciekł. Poczucie odrębności budują również takie przekonania jak np., że wśród słyszącej młodzieży powszechna jest gra w „słoneczko”, którego reguły zakładają przypadkowe stosunki seksualne.

„Obcy” w głowie

Stereotypy, na ogół uśpione, ujawniają się w trakcie gorących dyskusji. W środowisku niesłyszących jedną z kontrowersyjnych kwestii jest stosunek do implantów i aparatów słuchowych. Obok merytorycznych dyskusji nad zaletami i wadami implantowania często pojawiają się też emocje. W jednym z wątków na stronie deaf.pl np. ktoś radzi: „pamiętaj jednak, że decydując się na zabieg będziesz miał tylko namiastkę słuchu i do końca życia »OBCEGO« we łbie. (…) i jeszcze jedna zaleta. Podobno po implantacji od razu będziesz miał mnóstwo słyszących znajomych a nawet przyjaciół. Nie będziesz już musiał się dowartościowywać pośród niesłyszących”. W trakcie tej samej dyskusji inna osoba wyraża znacznie radykalniejsze stanowisko: „implanty są po to, by słyszący rządzili głuchymi dar tych »lepszych« dla tych »gorszych«, by wyniszczyć Kulturę Głuchych, są wynikiem że to tak określę »eugeniki«. [Są] aktem desperacji i brakiem samoświadomości kim się jest, a to z kolei jest skutkiem ubocznym wpływu środowiska słyszących na środowisko głuchych”. Taki pogląd wywołał gwałtowną reakcję ze strony innego użytkownika forum: „WOW – człowieku popatrz co Ty piszesz !!!!!!!!! Całkowicie się z Tobą nie zgadzam! Piszesz tak jakby implant był wynikiem konspiracji – niedobrze mi się robi jak czytam takie głupoty – po co wprowadzać głupie (jak nie debilne) podziały na głuchych i słyszących czy »słyszaczków«, wszyscy jesteśmy ludźmi i to jest prawda podstawowa. Dla mnie osobiście implant nie jest próbą rządzenia jednych przez drugich, ja go widzę w kategorii próby pomocy drugiemu człowiekowi, a czy ktoś się na to zdecyduje to już jego sprawa (nic na siłę)” [pisownia oryginalna – F.C., E.W.]. Jak widać, kultura Głuchych, podobnie jak inne kultury, nie jest monolitem. Występują w niej zarówno postawy otwartości i współpracy, jak i nieufności i zamknięcia. Osoba, która czuje się częścią kultury Głuchych, może nosić koszulkę z napisem Deaf Pride albo – bo takie pomysły też się pojawiają – chcieć stworzyć odrębne miasto Głuchych. Dlatego nie można powiedzieć, że niesłyszący stanowią jedynie grupę osób niepełnosprawnych mających wspólne postulaty polityczne. Osoby Głuche tworzą żywą, bogatą i przejawiającą się w wielu sferach życia własną przestrzeń, którą najlepiej jest określić mianem kultury.

Dostrzeżenie, że głuchota ma wymiar nie tylko medyczny, ale i kulturowy, nie prowadzi do uznania, że jest to alternatywa wobec np. kultur narodowych. Zwrócenie uwagi na kulturę Głuchych ma na celu przyznanie im praw, które posiadają już inne grupy mniejszościowe. Tu wraca kwestia uznania języka migowego za urzędowy i nadawania w mediach programów w Polskim Języku Migowym. Znamienne jest, że z raportu powstałego na podstawie Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 r. można się dowiedzieć, że 563 mieszkańców Polski porozumiewa się w domu w języku hindi, ale nie ma informacji, ile osób miga w kontaktach ze swoimi bliskimi, mimo że jest to grupa zdecydowanie liczebniejsza. Po prostu Polskiego Języka Migowego nie uwzględniono w spisie. Dostrzeżenie kultury Głuchych byłoby również symbolicznym gestem przyznania podmiotowości tej grupie – jako jednej ze współtworzących współczesną kulturę polską.


1 Platon, Kratylos, tłum. W. Stefański, Warszawa 1990, s. 40.

2 P. Ladd, Understanding Deaf Culture: In Search of Deafhood, Clevedon, 2003, s. XVIII.

3 Taką orientację fundacji potwierdza realizowany obecnie ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego projekt badawczy na temat uczestnictwa w kulturze osób Głuchych, w który zaangażowani są także autorzy niniejszego artykułu.

4 http://www.pzg.warszawa.pl/historia/855-glusi-w-powstaniuwarszawskim (dostęp: 26 czerwca 2014).

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter