70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Matka wyżywa się w sieci

Najwięcej popularności przysporzył jej post o poczuciu osamotnienia po porodzie. Pisała go w pierwszej osobie, ale nie do końca o sobie. Zebrała spostrzeżenia innych kobiet z forów i blogów internetowych. Stworzyła portret zbiorowy młodej Matki Polki.

O samotności matek mówi się rzadko i niewiele. Bo przecież jak masz dzieci, męża, rodzinę, to nie możesz być samotna” – tymi słowami Matka na swoim blogu zaczęła wpis zatytułowany „Samotność w… matce”. Ułożyła go sobie w głowie tego dnia, kiedy wkurzył ją Bachor. Krzyczał, nie chciał się uspokoić, a Matka miała ochotę trzasnąć czymś o ścianę. Jeszcze Babcia dolała oliwy do ognia, krytykując ją, że nie daje sobie rady z Bachorem. Matka zaczęła ryczeć, bo nawet na tę Babcię nie mogła się nikomu poskarżyć, tylko jej samej. Wieczorem uspokoiła się i opisała na blogu, co boli nowo upieczoną matkę:

• że nie ma kontaktu z dawnymi koleżankami, bo niewiele interesuje ją, kogo tamte poderwały, a i koleżanki mają gdzieś, że Bachor nie lubi marchewki i tańszych pieluch;

• że Babcia ciągle poucza, krytykuje, uczy jak wychowywać dziecko, bo sama wychowała kilkoro, więc wie najlepiej;

• że siostra puszcza mimo uszu narzekania na zmęczenie i zniechęcenie, bo Matka przecież sama chciała dziecko, więc musi teraz to znosić;

• że Chłop, wracając wieczorem do domu, mówi, że jest zmęczony, bo cały dzień był w pracy, a Matka pewnie przed laptopem przesiedziała;

• że właściwie nie ma komu o tym wszystkim powiedzieć, a chciałaby krzyczeć, że dziecko czasem ją wkurza, że nie lubi karmić piersią, że ma ochotę wymknąć się z domu rano i wrócić późnym wieczorem.

Mówi o tym do lustra. I do czytelniczek na blogu.

Marzenia

Jest rok 2010. Matka jeszcze nie jest matką. Jest Asią, studentką filologii polskiej na Uniwersytecie im. Kardynała Wyszyńskiego. Wcześniej skończyła turystykę – tak chcieli rodzice, którzy prowadzą na Mazurach pensjonat. Liczyli, że starsza córka przejmie po nich gospodarstwo. Będzie zarządzała hotelem, usługiwała gościom, oprowadzała wycieczki po okolicach. Ale Asia marzyła o innym życiu.

Gdy zamknęła za sobą drzwi rodzinnego domu i wyprowadziła się na studia do Warszawy, sądziła, że na zawsze. Duże miasto, ogrom perspektyw, wymarzony kierunek na uczelni – świat stawał przed niąotworem. Zawsze chciała żyć z pisania. Myślała o tym, by po polonistyce zatrudnić się w wydawnictwie jako korektor. A może i redaktor. Dlatego już na studiach pisała, redagowała i poprawiała. Na stażach, praktykach i podczas współpracy z mediami. O powrocie do pensjonatu na Mazurach nawet nie myślała.

– Wynajmowaliśmy wtedy mieszkanie w Warszawie. Z Chłopem i dwoma kotami – mówi Asia.

Trzeciego kota Chłop przygarnął później, gdy Aśka leżała na porodówce. Trafiła tam nieprzypadkowo. Rok wcześniej poszła do ginekologa poskarżyć się na problemy z cyklem. Wyszła od niego z werdyktem: możliwa wczesna menopauza. Miała wtedy 26 lat.

– Lekarz powiedział, że jeśli kiedyś chcemy mieć z Chłopem dzieci, to musimy już zacząć się starać. I że wcześniej niż za dwa lata nam się nie uda. Po dwóch miesiącach Asia dowiedziała się, że będą z Chłopem mieli Bachora.

W środku lasu

Z Warszawy na mazurską wieś do Asi jedzie się 6 godzin. Trzeba się przesiadać, bo bezpośredniego autobusu nie ma. Zimą nie ma tu nawet drogi: zasypane śniegiem leśne aleje są szerokim łukiem omijane przez odśnieżarki. Wielu zazdrości Matce lokalizacji: w środku lasu, nad samym brzegiem mazurskiego jeziora. Piękny krajobraz i świeże powietrze – marzenie urlopowiczów, którzy latem tłumnie ściągają w te okolice. Matka ma przy nich zajęcie, coś się dzieje.

Najwięcej pracy jest przed przyjazdem gości do pensjonatu. Trzeba posprzątać łazienki, przygotować pokoje i jeszcze zająć się dzieckiem. Matka nie ma nawet czasu na herbatę – wypija tylko kawę, żeby mieć więcej energii. Ale jak już wczasowicze się zjadą, napięcie opada. Gdy goście czerpią z uroków natury, Matka ma chwilę dla siebie. A jeśli przyjadą małe dzieci, to i Bachor ma towarzystwo do zabawy.

Zimą jest gorzej. Zimą Matka ma obok siebie tylko rodziców – Babcię i Dziadka, syna – Bachora, i partnera – Chłopa. Koleżanek w okolicy nie ma. Te, które były, już dawno wyjechały do miasta albo za granicę za pracą i rozwojem osobistym. Asia do niektórych dzwoni, choć czasem komórka traci zasięg i rozmowę urywa. – Uroki mieszkania w lesie – śmieje się.

Chłop, który po przeprowadzce na Mazury wstąpił do zawodowego wojska, często wyjeżdża na poligon. Wieczorami próbują się zdzwonić: on z pola, ona z lasu.

– Hej, Aśku, co tam?

– Co?

– Co tam?

– Też cię kocham!

Zasięg niknie, rozmowa się rwie. Telefon milczy.

Ale do samotności fizycznej Matka jest przyzwyczajona. Ten, kto wychowywał się na odludziu, zrozumie. Poczucie osamotnienia matek ma inne przyczyny.

– Chodzi o bierność społeczeństwa. O brak empatii w ośrodkach zdrowia albo urzędach – uważa Asia.

Kontra społeczeństwo

Asia poczuła się osamotniona w momencie, gdy przestała mieć mleko. Kiedy jej dwumiesięczne dziecko w mig drastycznie schudło.

– I wtedy, zamiast jakiejś porady czy pomocy, od każdego – położnej, lekarki, dziewczyn w przychodni – usłyszałam, że kłamię. Pamiętam, jak położna ściskała mi brodawki, próbując udowodnić, że mam mleko. A kiedy się przekonała, że jednak nie, zarzuciła, że przed chwilą karmiłam – żali się Matka. – Nikomu wtedy do głowy nie przyszło zapytać, jak się czuję.

Ale i przed porodem nie było kolorowo. Większość ciąży Asia przeleżała zgodnie z zaleceniem lekarza. A jak już miała gdzieś jechać, to tylko w wypadku najwyższej konieczności. Wyprawy te do przyjemnych nie należały.

Bo tłum w komunikacji miejskiej się nie rozstępuje, ciężarnej nie przepuszcza. Usiąść by chciała? Młoda, to postoi.

Bo kolejki w przychodni. Bierze Aśka z rana numerek, a potem siedzi, siedzi, tony czasopism w poczekalni z nudów czyta, a osób dookoła nie ubywa. Na stratę spisany dzień i siły w matczynym ciele.

Bo kiedyś zapytała, czy kolejka do internisty nie przepuści jej pierwszej. Nie przepuściła, a jakaś babcia nawet dodała, że smarkula do liceum powinna lecieć, a nie nogi w środku roku szkolnego rozkładać. Matce wtedy język w gębie kołkiem stanął, cóż że drobna, krótko ścięta, w okularach – podlotkiem już nie jest. Tylko starszy pan za Matką się ujął. „Ona nosi w brzuchu Polaka, drogie panie!” – powiedział.

A potem doszły problemy z właścicielem mieszkania w Warszawie. Gdy już wrócili ze szpitala – Asia z Bachorem, a Chłop z trzecim kotem – poprosili najemcę, by ich zameldował. Odmówił, bał się, że mu zagarną mieszkanie. A bez meldunku Bachor nie ma żłobka, bez żłobka Matka nie pójdzie do pracy, z jednej pensji kierowcy Chłop rodziny nie udźwignie. Musieli się spakować i przeprowadzić.

Tak znaleźli się w rodzinnym domu Asi na Mazurach. Matka, Chłop, Bachor i wszystkie koty.

Blogerka

– Mówi się, że pokolenie naszych matek miało gorzej niż my, a wcale nie narzekało na samotność – o macierzyństwie rozmawiamy z Asią mocno po północy, gdy usnęło dziecko. – Ciężej było fizycznie, bo przy noworodku dużo pracy: pranie pieluch, sprzątanie, gotowanie. A to wszystko ręcznie, bez sprzętów domowych. Tyle że wtedy matka nie była sama. Miała wsparcie w postaci innych matek.

Inne matki Asia może spotkać na żywo jakieś 15 km od domu, w Mikołajkach. Najbliższy plac zabaw, przedszkole czy nawet sklep też znajdują się tam. Ale już jakieś wydarzenia kulturalne, to dopiero w Olsztynie, 80 km dalej.

– Tutaj dużo jest miejscowości „wykluczonych”, gdzie nie dojeżdżają pociągi i autobusy. Siedzi taka młoda matka w domu całymi dniami i co ma zrobić, dokąd pójść?

Asia spacer z synem zaczyna od pójścia nad jezioro, potem ścieżkami przemierzając las, zahacza o swój przyszły domek, który teraz jest w remoncie. Po drodze opowiada synowi różne historie. Potem te historie spisuje i publikuje na blogu.

Jest maj 2011. Aśka umieściła na blogu pierwszy post. „Jeśli w ciągu tygodnia urosły ci piersi, to wiedz, że coś się dzieje” – zatytułowała. Potem kolejne: o ciąży, hormonach, obawach. Potem cisza – do regularnego pisania na blogu Asia powróciła już po przeprowadzce na Mazury.

Blog stał się odskocznią od codzienności. Pojawili się czytelnicy, odzew – Matka ma z kim podyskutować. Jeśli nie na żywo, to przynajmniej w sieci. Teraz wstaje rano, włącza komputer, wypija łyk kawy, żeby ręka się nie trzęsła, jak będzie kaszkę dla Bachora rozrabiać. W trakcie śniadania sprawdza maila i odpisuje na komentarze czytelniczek. A gdy Bachor śpi albo zajmuje się nim Chłop, Matka dodaje na bloga nowe posty. Internetowy dziennik staje się coraz bardziej popularny. A Asia zyskuje w sieci sławę jako Matka Tylko Jedna – od nazwy bloga.

Czasem ręka świerzbi

Najwięcej popularności przysporzył Matce post „Samotność w… matce” mówiący o poczuciu osamotnienia po porodzie. Pisała go w pierwszej osobie, ale nie do końca o sobie. Zebrała spostrzeżenia swoje oraz innych kobiet z forów i blogów internetowych. Na podstawie tego stworzyła portret zbiorowy młodej Matki Polki.

Post pociągnął za sobą lawinę: kolejnym kobietom rozwiązywały się języki. „Super! Normalnie jakby o mnie!” – komentowała jedna. „Dokładnie, jakbym czytała o swoim życiu, a ja myślałam, że tylko ja tak mam” – dodawał inna. „Aż ryczeć się chce, jak to czytam”, „Aśka, w jednym wpisie ujęłaś wszystko to, co czuję!” – zwierzały się kolejne. Pisały, że macierzyństwo nie jest takie kolorowe, jak się wielu zdaje.

Kultura masowa serwuje obraz idealnej matki. W reklamach pokazywane są uśmiechnięte niemowlęta, w serialach – lukrowe macierzyństwo, a w kobiecych poradnikach – nieopisana przyjemność karmienia piersią.

– W rzeczywistości dzieci płaczą, mają kolki. Kobieta ma obolałe piersi od karmienia, jest przemęczona i osamotniona – psychoterapeutka Adriana Klos wyjaśnia konsekwencje zetknięcia się idealnego obrazu matki z rzeczywistością. – Nakaz bycia zadowoloną mamą powoduje frustrację, złość i poczucie winy: kobietyoskarżają się o bycie złymi matkami, o niewyrabianie się z obowiązkami. Zwłaszcza perfekcjonistki mają z tym problem. Nie pozwalają sobie na swoje uczucia, zwłaszcza smutek i złość, bo przecież mama powinna być szczęśliwa!

– A czasem ręka aż świerzbi! – Asia przyznaje, że nie zna ani jednego swojego rówieśnika, który w dzieciństwie nie dostałby choć raz pasem. – Taki był kiedyś sposób na uspokojenie dzieci. Dobrze, że już się go nie stosuje. Z drugiej jednak strony, nie ma żadnej alternatywnej metody odreagowywania napięcia związanego z wychowywaniem dzieci. Emocje w matce się kumulują, to prowadzi do frustracji i agresji.

Asia dodaje, że nigdy nie uderzyła syna. Ma ten komfort, że może przekazać dziecko na chwilę Babci i ochłonąć. Ma też bloga.

– Jak się wypiszesz – wypuścisz z siebie emocje. Gdy coś mnie wkurzy, to idę do pokoju napisać parę tekstów. To prawie jakbym się zwierzyła żywej osobie.

Wyrodna matka

A Matka jak pisze, to nie owija w bawełnę. Opisuje anegdoty z życia rodziny, komentuje postawę innych matek, karci państwo za pomysł na politykę prorodzinną.

Wielu czytelników krytykuje Asię w komentarzach. Mówią, że jest wyrodną matką, bo otwarcie wyznaje, że posiadanie dziecka to nie tylko przyjemność, ale i mordęga. Albo że współczują Bachorowi, bo Aśka karmiła go sztucznym mlekiem ze słoika, a teraz jeszcze śmie na dzieciaka narzekać. I że bezpodstawnie narzeka: na samotność, podczas gdy obok siebie ma rodziców, dziecko i narzeczonego; na brak wsparcia, choć Chłop po pracy chętnie pomaga jej przy dziecku; na odludzie, mimo że mieszka w jednym z najpiękniejszych zakątków w Polsce.

– To jest właśnie kolejna przyczyna pojawienia się poczucia osamotnienia wśród matek. Szuka dziewczyna wsparcia w Internecie, zwierza się ze swoich problemów na forach czy blogu, a w odpowiedzi słyszy, że jest wyrodnym rodzicem – mówi Asia. – Myślę, że kobiety najgłośniej krytykujące wpisy o samotności same nie są matkami. Bo poczucie osamotnienia i niezrozumienia jest chyba wpisane w bycie matką.

Blogujące mamy często szukają przyjaciół wśród innych blogujących mam. Według badań Interactive Research Center, w polskiej blogosferze dzienniki parentingowe skupiają ok. 20 tys. osób. A pod względem aktywności zajmują 6. miejsce z 27. Na pytanie, dlaczego piszą w sieci, blogujące mamy najczęściej odpowiadają, że dzięki temu lepiej radzą sobie z samotnością i frustracją. Razem tworzą coś na kształt dawnej wspólnoty. Tyle że w świecie wirtualnym. Znają się – pokazują swoje twarze, ujawniają imiona i nazwiska – doradzają sobie, pomagają, spotykają się w realnym życiu.

Na jedno ze spotkań Aśka pojechała. Zostawiła Bachora z Chłopem i Babcią na Mazurach, a sama ruszyła do Warszawy. Bez dziecka po raz pierwszy od roku. Poczuła ulgę. Przed podróżą jeszcze dostała nakaz od Babci: odpocznij sobie, pospaceruj, wspomnij stare dobre czasy, obkup się. Zrób sobie w końcu prezent z okazji Dnia Matki.

I Matka posłuchała. Odpoczęła na spotkaniu z innymi matkami. Nabrała sił i energii. Dostała prezenty, zrobiła zakupy. I poszła na spacer ulicami, którymi kiedyś chadzała. Do miejsc, które pamiętała z czasów studenckich.

I tu się okazało, że w tej Warszawie samochody ruszają z piskiem opon, że maszynista tramwaju denerwuje się na kierowcę, że gołębie rozszarpują na chodniku niedojedzonego Big Maca, a w bramach kamienic tłuką się kloszardzi. To już nie było idealne miasto z ogromem perspektyw, jakim kiedyś wydawała się Aśce stolica. Coś się stało przez ten rok: albo Warszawa się zmieniła, albo Matka.

– Kocham cię, Warszawo, ale dziś nie mam na ciebie ochoty – powiedziała Asia i z radością wróciła do domu w mazurskim lesie. Do gości i pensjonatu tuż nad jeziorem. Do Chłopa, rodziców, Bachora i bloga. Do planów na przyszłość.

– Oddam dziecko do przedszkola i potem… urodzę drugie. Mimo tych wszystkich negatywnych rzeczy macierzyństwo jest niesamowitym uczuciem. W końcu stworzyłam coś, co ma ręce i nogi..

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata