70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

W obronie zagrożonych spraw

Reprezentowany przez Eagletona marksistowski humanizm każe rewidować wygodne schematy, tak chętnie stosowane w debatach o kulturze, polityce czy filozofii.

Twórczość brytyjskiego filozofa Terry’ego Eagletona nie jest nad Wisłą całkowicie nieznana, wystarczy przywołać Marksa i wolność (Amber, 1988) czy Rozum, wiarę i rewolucję (WUJ, 2010). Koniec teorii doczekał się jeszcze przed wydaniem krótkiego omówienia Anny Burzyńskiej (Kulturowy zwrot teorii, w: Kulturowa teoria literatury. Główne pojęcia i problemy, red. M.P. Markowski, R. Nycz, Kraków 2010, s. 41–92), jednak autorka wypacza w swoim eseju całkowicie myśl przewodnią książki, pisząc, iż zdaniem Eagletona „warto iść dalej tą drogą” (s. 81). W tym dziele brytyjski filozof wskazuje raczej na niedociągnięcia i pułapki kryjące się za efektownymi założeniami teorii kulturowej (definiowanej przez Burzyńską jako „języki interpretacji, związane z teoriami antropologicznymi, feministycznymi, etnicznymi, postkolonialnymi, rasowymi, a także z badaniami spod znaku queer i gender”, s. 87). Na początku wypada zauważyć, iż sam tytuł książki (After Theory) wyraźne nawiązuje do Dziedzictwa cnoty (After Virtue, 1981) Alasdaira MacIntyre’a. Mimo że nazwisko komunitariańskiego filozofa pada raczej rzadko, Eagleton reprezentuje zbliżone, po trosze konserwatywne stanowisko, widoczne zwłaszcza w odwołaniu do arystotelesowskiego rozumienia polityki. Co więcej, krytykując to, czym jest teoria kulturowa, Eagleton staje po stronie staroświeckiego wyobrażenia o moralności.

Po stronie prawdy

Najpoważniejszymi zarzutami formułowanymi przez Eagletona wobec teorii kulturowej, antyteorii i tego, co potocznie nazywane jest „postmodernizmem” (zaproponowana przez autora dwuzdaniowa definicja tego nurtu jest niewystarczająca w stosunku do wysuwanych przeciwko niemu oskarżeń) jest przyzwolenie na bezmyślność i ignorancję w badaniach humanistycznych. Ignorancja dotyczy braku refleksji nad wieloma rzekomymi nowinkami intelektualnymi, które często powtarzają stanowiska od dawna znane, tyle że pod innymi nazwami (np. główne założenia antyteorii bardzo przypominają średniowieczny fideizm, a szukanie „nowych form świadomości” – XIX-wieczny irracjonalizm). Bezmyślność odnosi się do zjawiska, kiedy to beztroskie porzucenie „wielkich narracji”, uwielbienie różnicy i mniejszości, odrzucenie norm, jedności i konsensu jako opresyjnych ma swoje wymierne skutki w ocenie zjawisk społeczno-politycznych. Nagle bowiem okazuje się, iż brakuje języka, w którym można napiętnować to, co wyraźnie tego wymaga: wyzysk, rasizm, okrucieństwo, ksenofobię. Jak potępić partię neonazistów, będących (np. w Niemczech) ewidentną mniejszością, gdy samemu byciu w mniejszości przypisuje się wartość?

Jak wyrazić oburzenie faktem przymusowego obrzezania dziewczynek w krajach afrykańskich bez odwołania do zasad o charakterze uniwersalnym? Stąd też nie dziwi zaproponowana przez Eagletona obrona szeregu dyskredytowanych przez bezrefleksyjny kulturalizm/postmodernizm/antyteorię pojęć takich jak „prawda”, „prawda absolutna”, „obiektywizm”, „moralność”. Pasaże im poświęcone stanowią chyba najciekawszą część książki – ukazawszy ich historię, tj. całe opresyjne uwikłanie i niezbyt piękne konotacje (ileż to zła wyrządzono w imię moralności!), Eagleton proponuje podobne rozwiązanie, jakie w Kruchym Absolucie sformułował w odniesieniu do chrześcijaństwa Slavoj Žižek: mimo swych niedociągnięć to dziedzictwo jest zbyt cenne, by je bezrefleksyjnie porzucać. Bez kategorii prawdy i kilku uniwersalnych zasad moralnych niemożliwy będzie krytyczny osąd telewizyjnego przekazu głoszącego np. konieczność stosowania tortur wobec osób podejrzanych o terroryzm.

Wygodne mity

W innym miejscu Eagleton wskazuje, jak bardzo antyteoretyczny/postmodernistyczny kult różnicy i „płynnych” tożsamości prowadzi do zaniku jakiejkolwiek międzyludzkiej solidarności („Cokolwiek nas ze sobą łączyło – cokolwiek było toż-same – było odrażające” – Koniec Teorii , tłum. B. Kuźniarz, Warszawa 2012, s. 49), w tym solidarności społecznej. Efektem jest otwarcie drzwi wszelakim fundamentalizmom, które starają się wypełnić powstałą pustkę, a także – ideologii neoliberalnej. Powstanie teorii kulturowej należy zdaniem Eagletona wiązać bezpośrednio właśnie ze „zwrotem neoliberalnym” lat 80., zaś sam kapitalizm w jego najbardziej brutalnej wersji można uznać za postmodernizm w praktyce: „Zarówno postmoderniści, jak i neoliberałowie są podejrzliwi wobec publicznych norm, niezmiennych wartości, ustalonych z góry hierarchii, autorytatywnych standardów, konsensualnych kodów i tradycyjnych praktyk. Z tą różnicą, że neoliberałowie przyznają, iż odrzucają to wszystko w imię rynku. (…) Żaden sposób bycia w historii nie pałał większą namiętnością do transgresji i transformacji, nie znajdował większego upodobania w pluralizmie i hybrydowości niż kapitalizm” (s. 34–115).

Wiara we wszechmoc rynku znajduje swe odbicie w wierze we wszechmoc kultury, niemalże w myśl neoliberalnego hasła There Is No Alternative (Nie ma alternatywy, w skrócie TINA). Tymczasem fetyszyzacja i mitologizacja pojęcia kultury prowadzi zdaniem Eagletona do przeoczenia jej kilku istotnych cech, przede wszystkim – jakkolwiek nieprzyjemnie to brzmi – jej antydemokratyczności: aby uczestniczyć w kulturze w sposób pełny, konieczne jest wykształcenie, a także pewien wysiłek własny, choćby lektura książek i gazet. Złudzeniem jest także przekonanie o rosnącym znaczeniu kultury – teza, iż zajmie ona np. społeczne miejsce religii, jest być może prawdziwa w odniesieniu do Europy i Nowego Jorku, natomiast znacznie większa reszta świata (ze szczególnym uwzględnieniem południowych stanów USA) uparcie ją falsyfikuje. Bardzo wygodny mit stanowi z kolei domniemana niezmienność i przygodność kultury, gdyż zwalnia z prób krytycznego osądu poszczególnych jej elementów. Nadmiernym optymizmem grzeszy wreszcie samo traktowanie kultury (w przeciwieństwie do „zwierzęcej” cielesności) jako zjawiska jednoznacznie pozytywnego. Jak wskazuje Eagleton: „To kultura może nas przekonać, że niektóre ludzkie ciała nie mają prawa zgłaszać najmniejszych roszczeń do naszego współczucia. Uznanie części naszych bliźnich za nieludzi wymaga kulturowego szlifu” (s. 149). Fetyszyzacja kultury przesłania bowiem prosty fakt: „Materialne ciało w najbardziej oczywisty sposób łączy nas z resztą gatunku, zarówno w wymiarze czasowym, jak i przestrzennym” (s. 148). Konkluzja, iż „głównie z powodu ciała możemy uznawać moralność za uniwersalną” (s. 149) poparta zostaje licznymi odwołaniami do tych prądów myślowych i religijnych, które łączyły etykę z praktyką, a tym samym – z polityką, w myśl zasady: „Chcąc być dobrym, trzeba zatroszczyć się o dobre społeczeństwo” (s. 124), czyli do judaizmu, arystotelizmu, pierwotnego chrześcijaństwa i marksizmu. Trochę niesprawiedliwie i pobieżnie zostaje w tym kontekście przedstawiony kantyzm (tak przecież w niektórych aspektach bliski marksizmowi!), ale zapewne wynika to z polemicznego charakteru książki.

Koniec teorii wieńczy emocjonalne Postscriptum, nie pozostawiające wątpliwości, jakie stanowisko polityczne zajmuje autor. Pisane w 2003 r. (czyli w momencie rozpoczęcia II wojny w Zatoce Perskiej przez USA), krótko przed światowym kryzysem ekonomicznym, zawiera wyraźne przesłanie, iż w momencie, gdy decydującą władzę na świecie dzierży opętana iście antyczną hybris „banda (…) agresywnych, filisterskich półanalfabetów” (s. 213), jedyną godną szacunku postawą jest obrona „humanistycznych wartości (…) w duchu niezależności, moralnej powagi, z poczuciem misji i oddania sprawie ludzkiej wolności” (s. 214). Oczywiście, można się z Eagletonem nie zgadzać w jego ocenach politycznych, można ironizować na temat użytych przezeń wielkich słów. Ale po lekturze Końca teorii ironizowanie nie jest już takie łatwe.

Terry Eagleton
Koniec teorii
tłum. Bartosz Kuźniarz
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012, s. 240

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter