70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Poetka i przewodniczka

Tak trudno jest żegnać ludzi, którzy odchodzą z całym bogactwem swego przeżywania i rozumienia świata oraz świadczenia o nim.

Kilka miesięcy temu odeszła od nas Aleksandra Olędzka-Frybesowa, eseistka, tłumaczka i poetka. Przez długie lata była niezmiernie aktywną redaktorką w radiu i różnych wydawnictwach, ale jej pasją i powołaniem było rozglądanie się po dziedzictwie europejskiego średniowiecza, zwłaszcza sztuki religijnej zarówno Zachodu, jak i Wschodu. Poza kilkoma zbiorami wierszy i świetnymi tłumaczeniami, głównie francuskiej poezji i myśli religijnej, pozostawiła kilka wznawianych już książek o sztuce średniowiecznej, które nie są opisem badacza, ale efektem wielu lat włóczęgi po krajach Zachodu i Wschodu Europy, gdzie odkrywała niezwykłe, wciąż mało znane i rozumiane dzieła budowniczych i artystów, którzy we wczesnym średniowieczu tworzyli z pasją i zdumiewającym polotem podstawy do rozwoju religijnego i kulturowego naszej Europy. Uświadamia nam więc nasze dziedzictwo.

Pięć książek: Z Paryża – w przeszłość. Wędrówki po Europie (1973), W głąb labiryntu. Wędrówki po Europie II (1979), Drogami średniowiecznej Europy (1997), Lustra, znaki, obrazy (1999) i Patrząc na ikony (2000) oraz dziesiątki artykułów, esejów i reportaży Oleńki Frybesowej prowadzą nas po europejskim dziedzictwie i jego losach, gdy Europa odtwarzała się powoli, ale z wielką żywotnością po upadku cywilizacji antycznej, naznaczona i inspirowana przez chrześcijaństwo.

Jej eseje o francuskim i hiszpańskim średniowieczu to opowieści o wędrówkach i odkrywaniu niezwykłej sztuki tamtych czasów, przede wszystkim romańskich kościołów z okresu od IX do XII w., jak również jeszcze z czasów przedromańskich (wizygockich). Ten niezwykły poryw uczucia, wyobraźni i talentów, który wyraża ówczesna architektura, a także rzeźba i malarstwo, wyłania się z „barbarzyńskich” czasów, na Zachodzie rządziły bowiem germańskie ludy Franków i Wizygotów. Zderzyli się oni nie tylko z zamierającą kulturą antyku, z wpływami bogatego Bizancjum, ale także z dynamiczną i urzekającą kulturą i sztuką Arabów, którzy w VIII w. odebrali Wizygotom dwie trzecie obszaru Półwyspu Iberyjskiego. Była ona oczywiście bogatsza, ale iberyjsko-wizygoccy chrześcijanie, którzy potrafili się obronić na hiszpańskiej Północy w Asturii i León, a także w Katalonii i Nawarze, okazali się czasem nie mniej pomysłowi i fantazyjni w swej architekturze i sztuce sakralnej niż Arabowie.

Religijna pasja, artyzm budowniczych oraz artystów Hiszpanii i Langwedocji zadziwiają i inspirują do dziś. Harmonia i spokój, a zarazem zachwyt tworzenia urzekają zarówno we wspaniałych katedrach w Vézelay czy Le Puy-en-Velay, jak i w małych kościółkach po obu stronach Pirenejów. Od południa ku północy i wschodowi rozwijała się romańszczyzna, ale o ileż żywsza była ona we Francji niż w monumentalnych budowlach niemieckich czy misternych dziełach italskich, sygnalizujących już przyszły Renesans. Było to, jak pisze Frybesowa: „łączenie racjonalnej postawy krytycznej, pragnącej zrozumieć świat oraz mistycznej postawy irracjonalnej szukającej zbawczego poczucia jedności”. Oleńka poszła w ślad za wieloma wielbicielami romańszczyzny, jak Proust czy André Malraux, który pisał, że „jedyna europejska sztuka sakralna – to sztuka romańska”. Dlatego też – jak dodawał – sztuka XXI w. albo będzie sakralna, albo nie będzie jej wcale.

Styl romański ewoluował przez cztery stulecia i był świadectwem niebywałej wolności twórczej, jak pisze Frybesowa „rezultatem zuchwałej wyobraźni Zachodniej Europy opornej wobec uniformizacji, sztywnych struktur religijnych i reguł piękna tak znamiennych dla sztuki bizantyjskiej”. Było w nim dużo zarówno „anielstwa, jak i demonizmu”. Piękna i monstrów. Kultywował również abstrakcję jako sposób wyrażania i przybliżania tego, „co ukryte”. Ta sztuka „wzywała do przeżycia symbolu” i odkrywania, co on wyraża. Dziś niestety tworzenie abstrakcyjne często wyraża tylko twórcę, a więc bywa puste.

A potem przyszła gwałtowna rewolucja francuskiego gotyku, który trwał krócej, był cudem konstruktywizmu i też potrafił wznosić katedralne poematy, jak świątynia w Chartres, która „zapierała autorce dech w piersi”, czy szalona w zamyśle katedra w Beauvais, o dramatycznych losach. Po nich kościoły romańskie „wywołują westchnienie ulgi”. Gotyk był rażąco inny. Widać to wyraźnie, gdy przykłady artyzmu obu styli można oglądać obok siebie, np. w przypadku katedry gotyckiej w Bordeaux. Gotyk narzuciła w końcu Langwedocji i Akwitanii, ludom mówiącym językiem d’òc, zwycięska krucjata francuskich krzyżowców z Północy przeciw herezji Albigensów mówiących językiem d’oïl, nie zaś wyższość kultury i artyzmu. Jednak i gotyk zostawił po sobie arcydzieła, i to nie tylko we Francji oraz tak różne w Niemczech i w Anglii, ale także w Hiszpanii po rekonkwiście.

Jeżeli wybieracie się Państwo na Południe i możecie zobaczyć katedry w Vézelay, Le Puy-en-Velay czy Conques albo kościoły i klasztory w Moissac, Saint Michel d’Aiguilhe, Saint-Lizier, Serrabone, a także po drugiej stronie Pirenejów – w Oviedo, Valdediós, Santiago de Compostela, Sangüesa, Taüll czy Geronie, to naprawdę trzeba najpierw podumać nad tym, jak w swych esejach Aleksandra Frybesowa odkrywała tajemnice i motywy wielkich twórców sztuki romańskiej.

Podobną rolę może odegrać jej odkrywanie europejskiej, ale ludowej sztuki Wschodu i peregrynacje autorki po miasteczkach, cerkwiach, kościołach i monasterach Macedonii, Chorwacji, Bułgarii i bliskiej nam Bukowiny. W tych rejonach przede wszystkim ludy słowiańskie w V i VI w. zalewają dawną, bogatą rzymską Ilirię, walczą z potężnym Bizancjum, ale też stopniowo przejmują jego religię i teologię, a także wyobraźnię artystyczną i sztukę. W bułgarskim Zemenie czy w Rylskim Monastyrze, w macedońskich Kurbinowie, Markowie i Ochrydzie oraz w bukowińskich Arbore i Humorze znajdujemy sztukę, w której jest bizantyjska miara i hieratyczność, ale też własna oryginalna sztuka ludowa, często odległa od bizantynizmu, ze swymi tanecznymi freskami i innymi ikonami, pełnymi uczucia, „umilenia”, wrażliwej tkliwości. Są inne nie tylko od sztuki greckiej, ale też od orientalnych zabytków w Rawennie czy kościołach Rzymu. Jeżeli chciałbyś czytelniku odwiedzić te zabytki, pieczołowicie odnawiane, to najpierw sięgnij po eseje Frybesowej: Patrząc na Ikony.

Sztuka średniowieczna nie wyczerpuje zainteresowań i pasji autorki. Można w jej esejach znaleźć świetny rozdział o cudzie malarstwa holenderskiego z XVII w., o impresjonistach czy o sztuce katalońskiej i architekcie Gaudim („jedynym geniuszu, którego wydała secesja”), a nawet o Chagallu.

Oleńka Frybesowa zostawiła nam nie tylko swoje przewodniki po europejskiej sztuce, ale także kilka tomików poezji. Tak jak nie jestem historykiem sztuki, tak tym bardziej nie mam kompetencji krytyka literackiego, ale jestem przekonany, że jej ambitne i wcale niełatwe poezje mogą być dla nas i dla was, „późnych wnuków”, pokarmem duchowym, który pomaga rozumieć i przeżywać świat. Jej wiersze wyrażają zarówno samotność, jak i wspólnotę z innymi ludźmi: „w mojej głowie pełno tego czego nie ma / imion błąkających się już niepotrzebnych / bo bez ciał” (Kto mówi). Jakże ważni są inni: „chciałabym pisać tylko listy / (wiersz jest w końcu zawsze o sobie) / Inaczej list / nie ty, nie ja, on pomiędzy / to oddycha miedzy nami / powietrze zagęszczone w psalm” (Kto mówi).
Po buntach i wątpieniu już w wieku dojrzałym poetka godzi się i przyjmuje swoje istnienie: „wyciągnąć rękę po opadanie czasu i liści / wrócić w jesień” (Odrastanie słów). Jednakże pytania wracają, nie wolno się od nich uchylać: „dzień (każdy) jest jak dziecko / natrętność pytań domaga się odpowiedzi / aż przyparty do muru z wyżyn dorosłości / powiesz cicho nie wiem (Odrastanie słów).

Jakże bliski jest mi wiersz o historii pt. Stara studnia: „historia / – czy zawsze ten dziwny dreszcz na plecach? / i dawność w niej dudni / jak wiadra na ciężkim łańcuchu / bijące o cembrowinę / i twarz dzisiejsza / zmalała / w mętnym lusterku / na dnie studni”. Ale wiersz pisany w sierpniu 1989 r. jest bardziej optymistyczny: „Jonasz jest młody / wyszedł z brzucha wielkiej ryby / młodszy o tysiąclecia” (Inna Europa).

Jest u Oleńki wielka wdzięczność za duchowe doświadczenia, za światło w mroku, zwłaszcza dla dwojga ludzi: Simone Weil i Tomasza Mertona: „święty Tomaszu Mertonie / niewierny i wierzący / znów czymś wstrząśnięty a szczęśliwy / dałabym ci w prezencie gdybym umiała / haiku tak lekkie jak jeden kwiat / na sękatej gałązce śliwy” (Kto mówi).
Przez kilka lat pracowaliśmy wspólnie nad zebraniem kwintesencji rozważań i doświadczeń Simone Weil. Opracowałem wybór jej myśli Świadomość nadprzyrodzona, a Oleńka je tłumaczyła. Byliśmy oboje zafascynowani. W ostatnim tomie swych przekładów Metafizyczni poeci francuscy drugiej połowy XX wieku powraca też do myśli Simone, tłumacząc mistyka i poetę Jeana Grosjeana, który pisze: „Wyjście jest samą naturą Boga. W naturze Boga jest porzucanie siebie”. Cytuje też mistyka arabskiego Ben Arabi: „Byłem ukrytym skarbem i pragnąłem, aby poznano mnie. Potem stworzyłem stworzenia, aby mnie poznały”. Autorka wraca w swym komentarzu do mistrza Eckharta i św. Jana od Krzyża z ich doświadczeniem pustki i „nocy ciemnej”, by zakończyć tę refleksje akcentem, że to Bóg czeka na nas. Cytuje wtedy poetycki fragment myśli Simone Weil: „Bóg i ludzkość są jak para zakochanych, która pomyliła się co do miejsca spotkania (…). On stoi bez ruchu (…). Ona jest roztargniona i niecierpliwa. Biada jej, jeśli się znudzi czekaniem i odejdzie!”.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata