70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Narkotykowi przestępcy

Funkcjonujący w warunkach prohibicji światowy rynek narkotyków nie zna próżni. Sukces w jednym miejscu jest najczęściej zaczynem porażki w innym. Dlatego perspektywy radykalnego zmniejszenia światowej podaży narkotyków oceniać należy raczej pesymistycznie. Czy można w takiej sytuacji zlikwidować na nie popyt, a przynajmniej poważnie go ograniczyć?

Problem związków zachodzących pomiędzy używaniem narkotyków i narkomanią z jednej strony a przestępczością, z drugiej, jest od lat istotnym przedmiotem analiz i badań kryminologicznych. Prowadzą one do wniosku, iż relacje te mają bardzo złożony i bynajmniej niejednoznaczny charakter, a w każdym razie wykraczają daleko poza potoczną formułę funkcjonującą w świadomości powszechnej: narkotyki prowadzą do przestępstwa.

Powszechnie wykorzystywana dziś klasyfikacja przestępstw z punktu widzenia związków łączących je z narkotykami i narkomanią zaproponowana została trzydzieści lat temu przez Paula J. Goldsteina i obejmuje trzy kategorie: przestępstwa o podłożu psychofarmakologicznym, przestępstwa o podłożu ekonomiczno-kompulsywnym oraz przestępstwa o podłożu systemowym. Uzupełnić ją wypada o czwartą kategorię, tzw. przestępstwa narkotykowe czy też prohibicyjne, tj. przestępstwa stanowiące naruszenia przepisów prohibicji narkotykowej.

Przemoc pod wpływem?

Przestępstwa o podłożu psychofarmakologicznym to najbardziej tradycyjny przedmiot rozważań na temat związków pomiędzy narkotykami a przestępczością. Substancje psychoaktywne wprowadzone do organizmu ludzkiego wpływają na ośrodkowy układ nerwowy, a tym samym wywierają bezpośredni wpływ na zachowanie znajdującej się pod ich wpływem jednostki. Rodzi to pytanie, czy osoby będące pod wpływem narkotyków mają większą niż inni skłonność do popełniania przestępstw. Czy farmakologiczne właściwości tych substancji mogą np. rodzić agresję, a tym samym leżeć u podłoża przestępstw przeciwko osobie, czy też stymulować popęd seksualny, a więc sprzyjać przestępstwom na tle seksualnym? Regularne używanie narkotyków prowadzi najczęściej do różnych zmian w psychice jednostki, z możliwością uzależnienia włącznie. Trzeba więc spytać, czy używanie narkotyków także pośrednio wpływa na zachowania przestępcze, albowiem pojawiające się problemy psychiczne powodują, iż jednostka ma coraz to większe trudności z kontrolowaniem swych zachowań, co może prowadzić do naruszania różnych norm społecznych, w tym oczywiście norm prawnych.

To, że substancje psychoaktywne, oddziałując bezpośrednio czy pośrednio na psychikę człowieka, mogą wpływać na jego zachowanie nie podlega dyskusji. W przypadku wielu narkotyków nie jest bynajmniej oczywiste, że bycie pod ich wpływem lub ich używanie rzeczywiście zwiększa prawdopodobieństwo popełnienia przestępstw. Paradoksalnie, jest jedna substancja psychoaktywna, której negatywny wpływ w tym zakresie nie ulega wątpliwości, a mianowicie alkohol. Może on nie tylko prowadzić do negatywnych konsekwencji zdrowotnych i silnego uzależnienia, ale ma także jednoznaczne związki z przestępczością. Jego spożywanie towarzyszy często przestępstwom z użyciem przemocy: zabójstwom, uszkodzeniom ciała, pobiciom, rozbojom itp. Alkohol wpływa na zachowania agresywne, aczkolwiek nie jest to prosty związek przyczynowy.

W przypadku narkotyków, takich jak cannabis, heroina czy kokaina, sytuacja jest bardziej złożona. Przez wiele lat panowało przekonanie, że farmakologiczne właściwości tych substancji stanowią przyczynę popełniania przestępstw. Skrajnym przykładem mogą być poglądy rozpowszechniane w USA w odniesieniu do marihuany w latach 30. ubiegłego stulecia przez Harry’ego J. Anslingera, szefa Federalnego Biura do Spraw Narkotyków w latach 1930-1962. Uważał on, że używanie marihuany prowadzi do fizycznej i moralnej degeneracji jednostki, stając się bezpośrednią przyczyną brutalnej agresji. Poglądy takie były w tym czasie szeroko rozpowszechnione w prasie, literaturze i kinematografii. Przykładem jest pochodzący z roku 1936 film w reżyserii Louisa Gasniera pt. Reefer Madness. Film, w którym mające tam miejsce zabójstwa przypisywane są paleniu marihuany, uważany jest dzisiaj za szczególnie jaskrawy przykład bezsensownej propagandy antynarkotykowej opartej na przekonaniu, że najefektywniejszą formą profilaktyki jest demonizowanie narkotyków i straszenie ich apokaliptycznymi konsekwencjami. Jest rzeczą oczywistą, że marihuana nie jest substancją obojętną, nieszkodliwą. Jej używanie może mieć różne negatywne konsekwencje zdrowotne, a także wywierać wpływ na zachowanie jej użytkownika. Popełnianie brutalnych przestępstw agresywnych nie jest jednak na pewno typowym efektem jej zażywania.

„Śmieciarze” i „ustabilizowani”

Kryminogenny wpływ farmakologicznych właściwości narkotyków jest różny w przypadku różnych substancji. Najbardziej prawdopodobny jest w wypadku substancji stymulujących (np. kokaina, amfetamina), ale nie znaczy to, że występuje on zawsze czy nawet często. Przy substancjach wpływających depresyjnie (np. heroina) jest mało prawdopodobny, bo ich działanie raczej obniża wszelką aktywność. Z punktu widzenia czystej farmakologii trudno jest więc twierdzić, że narkotyki prowadzą bezpośrednio do popełniania przestępstw, w tym poważnych przestępstw o charakterze agresywnym.

Sytuacja okazuje się bardziej złożona, jeśli uświadomimy sobie, że wpływ – jednorazowego czy też regularnego – zażywania narkotyków na zachowania ludzkie nie jest tylko kwestią farmakologii. Farmakologia substancji nakłada się bowiem zawsze na indywidualne cechy jednostki i oddziaływanie otoczenia, co Norman Zinberg ujął w formułę: drug – set – setting. Określa ona czynniki kształtujące konsekwencje używania substancji psychoaktywnych, w tym konsekwencje negatywne, opierając się na założeniu, że nie jest to tylko sprawa biochemii (drug). Równie ważny jest podmiot używający, jego stan psychiczny, postawy, oczekiwania wobec substancji (set), a także sytuacja, środowisko, w jakich ma miejsce używanie (setting). Te trzy czynniki wchodzą ze sobą w interakcje, wpływając na efekty behawioralne przypisywane często tylko biochemii. Ludzie często zachowują się w określony sposób pod wpływem narkotyku, bo takich właśnie efektów po nim się spodziewają. Agresja może być wówczas wynikiem nastawienia podmiotu, a nie farmakologii (tak jak w przypadku picia alkoholu dla „dodania sobie odwagi”). Tak samo jednostka może stawać się agresywna nie dlatego, że zażyła amfetaminę, ale dlatego że w jej otoczeniu ludzie zachowują się agresywnie, czy też agresja jest normalnym i spodziewanym sposobem zachowania.

O powyższym nie można zapominać, analizując związki między substancjami psychoaktywnymi a przestępczością. Często to nie same narkotyki stanowią źródło problemu, lecz okoliczności, w jakich są używane. Dotyczy to także konsekwencji polityki realizowanej wobec użytkowników narkotyków, która może pogłębiać problemy wynikające z ich konsumpcji. Takie skutki ma najczęściej polityka narkotykowa, która opiera się przede wszystkim na stosowaniu wobec użytkowników narkotyków represji, a zaniedbuje działania ze sfery polityki zdrowotnej i socjalnej. Pogłębia ona ich społeczną marginalizację, utrwala najbardziej niebezpieczne i szkodliwe wzory używania (w których podstawowym celem jest uniknięcie odpowiedzialności karnej, a nie redukcja potencjalnych zagrożeń zdrowotnych), prowadzi wreszcie do tego, że prawdopodobieństwo wejścia w różne konflikty z prawem przez funkcjonujące w takich warunkach osoby gwałtownie wzrasta.

W okresie międzywojennym czy bezpośrednio po II wojnie światowej, gdy podstawowym środkiem stanowiącym źródło problemu narkomanii była morfina, a w mniejszym stopniu heroina, występowało zjawisko tzw. „społecznie ustabilizowanych narkomanów”. Niezależnie od tego, na ile było ono powszechne , jedno nie ulega wątpliwości – większość ówczesnych użytkowników narkotyków stanowiły osoby co najmniej w średnim wieku, o relatywnie wysokim statusie społeczno-ekonomicznym, co miało znaczenie dla indywidualnych i społecznych konsekwencji ich uzależnienia: takim osobom często łatwiej było utrzymać zdolność do w miarę normalnego funkcjonowania społecznego. Był to wynik nie tylko mniejszego ówcześnie nacisku na stosowanie działań represyjnych, ale także faktu, iż używanie miało miejsce w warunkach i środowisku, które nie pogłębiały problemu. Nie występowało to już w przypadku „śmieciarzy” (junkies) w latach 70. i 80. ubiegłego stulecia, gdy użytkownikami narkotyków stały się osoby młode lub bardzo młode, o relatywnie niskim statusie społeczno-ekonomicznym, które były dodatkowo przedmiotem intensywnych działań represyjnych. Również dzisiaj mówi się o istnieniu dwóch światów konsumpcji narkotyków: tradycyjnym świecie zmarginalizowanych użytkowników, przede wszystkim opiatów, i świecie rekreacyjnych użytkowników środków stymulujących, osób, dla których konsekwencje używania nie są aż tak drastyczne jak dla pierwszej grupy, m.in. ze względu na charakterystykę społeczną.

W Polsce, tak jak w wielu krajach świata, policja ani inne organy nie gromadzą danych statystycznych na temat pozostawania przez sprawcę w momencie czynu pod wpływem narkotyków (chociaż robi się to w odniesieniu do sprawców pozostających pod wpływem alkoholu). Wynika to po części z trudności „technicznych” w ustalaniu tego faktu. W niektórych krajach realizuje się jednak programy wybiórczego testowania osób zatrzymanych przez policję na obecność narkotyków w organizmie. W takich programach realizowanych w ostatnich 20 latach w USA 44% zatrzymanych uzyskało pozytywny wynik co do cannabis, w Australii 62%, w RPA 43%, a w Wielkiej Brytanii 48% . Nie znaczy to oczywiście, że osoby te w chwili czynu znajdowały się pod wpływem środka, a jedynie, że używały go w pewnym okresie przed zatrzymaniem w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa (w przeciwieństwie do alkoholu obecność metabolitów większości narkotyków można stwierdzić wiele dni, a nawet tygodni po użyciu środka, co nie oznacza jednak, że jednostka jest „pod wpływem” wykrytych substancji).

Zaprezentowane odsetki używania konopi są znacznie wyższe od tych ustalanych w badaniach epidemiologicznych prowadzonych w populacji generalnej (gdzie z reguły nie przekraczają 25–30%). Nie znaczy to jednak, że używanie cannabis jest „przyczyną” popełniania przestępstw. Może być bowiem jednym z wielu równoległych przejawów rozmaitych problemów, z jakimi boryka się dana osoba. Na podstawie dostępnych wyników badań można także twierdzić, że popełnianie przestępstw przez osoby pod wpływem narkotyków, szczególnie przestępstw poważnych, nie jest zjawiskiem powszechnym. To fakt – nawet jeśli można przytoczyć przykłady spektakularnych zbrodni przeczących tej tezie, jak chociażby zabójstwo w willi Romana Polańskiego. Tego typu zbrodnie są zazwyczaj wyjątkami potwierdzającymi regułę.

Przestępstwa z konieczności

Przestępstwa o charakterze kompulsywno-ekonomicznym (druga z wymienionych przez Goldsteina grup), a więc popełniane przez użytkowników narkotyków kradzieże czy włamania, są w przeciwieństwie do aktów przemocy zjawiskiem częstym.

Wynika to z faktu, iż narkotyki, zwłaszcza takie jak heroina czy kokaina, są na czarnym rynku substancjami bardzo drogimi. Jednocześnie dla osób uzależnionych, szczególnie uzależnionych od opiatów, „branie” nie jest kwestią wyboru, lecz koniecznością. Bez wprowadzenia środka do organizmu występują objawy zespołu abstynencyjnego, których uniknięcie staje się podstawowym celem życiowym. Stąd, tak samo jak w przypadku uzależnienia od alkoholu, aktywność narkomana koncentruje się na zdobywaniu narkotyku. W latach 80. ubiegłego stulecia w Niemczech obliczano, że miesięczny koszt heroiny ponoszony przez przeciętnego uzależnionego przekracza znacznie wysokość dobrego miesięcznego wynagrodzenia. Narkomani oczywiście tych pieniędzy nie są w stanie zarobić, muszą je zdobywać jakoś inaczej. Jednym ze sposobów jest popełnianie przestępstw przeciwko mieniu, innym –angażowanie się w prostytucję.

Przeciwdziałanie tym zjawiskom stanowiło jeden z powodów, dla których w polityce narkotykowej zaczęto szeroko stosować leczenie substytucyjne. Sprowadza się ono do „przestawienia” uzależnionego pod kontrolą lekarską na używanie leku stanowiącego substytut opiatów, np. metadonu czy buprenorfiny. Takie syntetyczne opiaty, działając na receptory opioidowe w organizmie ludzkim, likwidują zespół abstynencyjny. Równocześnie ze względu na inne właściwości pozwalają użytkownikowi powrócić do w miarę normalnego życia, pomimo że nie przestaje on być osobą uzależnioną. Terapia substytucyjna może być jedynie wstępem do osiągnięcia abstynencji, ale może mieć też wieloletni, wręcz „dożywotni” charakter. Jednym z podstawowych celów takiej terapii jest stabilizacja psychologiczna i społeczna osoby uzależnionej. Obejmuje to także zaprzestanie popełniania przestępstw: pacjent otrzymuje legalnie i pod nadzorem lekarza substytut narkotyku, nie musi więc kraść, aby zdobywać pieniądze.

Terapia substytucyjna ma wielu przeciwników, którzy twierdzą, że nie jest to w ogóle żadna terapia, tylko „legalizacja narkomanii”, a celem „prawdziwej” terapii powinna być wyłącznie abstynencja. Nie bierze się jednak pod uwagę, że dla wielu uzależnionych osiągnięcie abstynencji jest celem nierealistycznym. Metadon jest dla nich jedynym sposobem zejścia z drogi przestępstwa i powrotu do w miarę normalnego funkcjonowania, a często po prostu uratowania życia. Skuteczność programów leczenia substytucyjnego ocenia się najczęściej pozytywnie, także z punktu widzenia zdolności do zmniejszania rozmiarów przestępczości. Są także kraje, w których realizuje się programy udzielania pod kontrolą lekarską osobom chronicznie uzależnionym (takim, wobec których nieskuteczna okazała się także terapia substytucyjna) prawdziwej heroiny. Nie jest to pomysł nowy, bo był realizowany dość szeroko na przełomie XIX i XX w. w USA, a w okresie międzywojennym i bezpośrednio po wojnie w Wlk. Brytanii, gdzie lekarze mieli prawo wystawiania osobom uzależnionym recept na morfinę czy heroinę. Uważano, że lepiej jest, jeśli ktoś bierze legalnie narkotyki pod kontrolą lekarza, niż miałby robić to w podziemiu, wydany na pastwę dilerów. W latach 80. ubiegłego stulecia powrócono do tej idei w Szwajcarii, borykającej się wówczas ze szczególnie wielkim problemem uzależnienia opiatowego. Realizowane tam programy oceniane są najczęściej pozytywnie, szczególnie z punktu widzenia redukcji przestępczości biorących w nich udział osób . Stąd w ślady Szwajcarii poszły następnie inne kraje, jak np. Holandia czy Niemcy. Nie jest to oczywiście terapia nadająca się do szerokiego, powszechnego stosowania. Może dotyczyć relatywnie wąskiej grupy najciężej uzależnionych. Jej względna skuteczność potwierdza jednak tezę, że problem z narkotykami często polega nie tylko na tym, że czegoś się używa, ale także na tym, jak i w jakich warunkach substancja psychoaktywna jest przyjmowana.
W USA i wielu krajach Europy Zachodniej przestępczość osób uzależnionych mająca na celu zdobycie środków na narkotyki stała się prawdziwą plagą, szczególnie w latach 80. i 90. ubiegłego stulecia, gdy przechodziła przez nie wielka fala używania heroiny. W Polsce trudno jest określić współcześnie jej rozmiary, bo brak jest na ten temat danych. Wiadomo jednak, że większość osób będących pacjentami leczącymi się z powodu uzależnienia od narkotyków ma na swym koncie tego typu konflikty z prawem. Trzeba jednak pamiętać, że jest to najczęściej przestępczość skierowana przeciwko mieniu: kradzieże, włamania, znacznie rzadziej przestępczość z użyciem przemocy skierowana przeciwko osobie, jak np. rozboje. Wyjątkiem są może Stany Zjednoczone, gdzie rozboje popełniane przez uzależnionych są częstsze niż w Europie, ale jest to wynik specyfiki tego kraju, przede wszystkim szerokiego, bezproblemowego dostępu do broni palnej.

W tym kontekście warto może wspomnieć o jeszcze jednej kwestii dotyczącej charakterystycznych rysów problemu narkotykowego w USA. W latach 80. i 90. Stany Zjednoczone przeżywały epidemię używania cracku, która zbiegła się w czasie z niesłychanym wzrostem liczby zabójstw. Powolne wygasanie tej epidemii w drugiej połowie lat 90. przyniosło z kolei olbrzymi spadek tych najpoważniejszych przestępstw. Owa koincydencja czasowa spowodowała, iż używaniu cracku przypisywano często zdolność do wywoływania drastycznych form agresji. Crack jest niewątpliwie bardzo problematyczną substancją, prowadzącą szybko do głębokiego uzależnienia i licznych negatywnych konsekwencji zdrowotnych. W literaturze amerykańskiej zwraca się jednak uwagę na to, że eksplozja zabójstw w USA nie wynikała z tego, że popełniali je użytkownicy cracku. Chodziło najczęściej o przemoc masowo występującą wśród osób zajmujących się ulicznym handlem nim. Specyfika obrotu tym środkiem (ogromna ilość transakcji dokonywanych dziennie) powodowała, że dilerzy mieli przy sobie wielkie ilości gotówki i dlatego dla ochrony nosili nagminnie broń palną. W takiej sytuacji silna „konkurencja” i rozmaite porachunki kończyły się często jej użyciem.

Zjawisko to prowadzi bezpośrednio do kolejnego obszaru związków między narkotykami a przestępczością niemającego jednak – tak jak w opisanym powyżej przypadku – bezpośredniego związku z ich używaniem.

Taksa kryminalizacyjna

Chodzi o przestępstwa, które Goldstein określa mianem przestępstw systemowych. Ich sprawcy najczęściej sami nie używają narkotyków, nie są uzależnieni, ale ich przestępstwa pozostają w ścisłym związku z problemem narkotykowym. Prohibicja narkotykowa ma na celu zniechęcenie ludzi do używania narkotyków. Problem w tym, że daje ona także efekty przeciwne. Wynika to z mechanizmu, który Herbert Packer określił mianem „taksy kryminalizacyjnej” (crime tarrif) : jeśli kryminalizujemy jakieś dobro czy usługę, na które popyt będzie i tak istniał dalej, konsekwencją jest wzrost ich ceny grubo ponad rynkową cenę równowagi. Dzieje się tak dlatego, że osoby dostarczające dobro czy usługę ryzykują odpowiedzialność karną i rekompensują to sobie poprzez wysoką marżę zysku. W ten sposób nielegalna produkcja, przemyt, handel narkotykami stają się zajęciami ryzykownymi, ale ekonomicznie bardzo atrakcyjnymi. W konsekwencji, tak jak prohibicja alkoholowa stworzyła w USA potęgę zorganizowanej przestępczości, tak prohibicja narkotykowa stanowi dziś wszędzie na świecie jedno z podstawowych źródeł dochodów zorganizowanych grup przestępczych.

W momencie gdy w grę wchodzą wielkie pieniądze zaczynają się dalsze problemy. Nielegalny obrót narkotykami jest „działalnością gospodarczą”, tyle że nielegalną. Tak jak w każdym biznesie oznacza to możliwość powstawania sporów pomiędzy wspólnikami, kontrahentami itp. Normalnie są one rozstrzygane przez sądy, co nie jest możliwe w świecie zorganizowanej przestępczości. Jako środek egzekwowania kontraktów pozostaje przemoc przyjmująca postać „porachunków gangsterskich”. Co więcej, olbrzymie zyski pochodzące z handlu narkotykami trzeba z reguły (przynajmniej w części) zalegalizować, co rodzi zjawisko „prania brudnych pieniędzy”, jednego z podstawowych problemów dzisiejszej przestępczości gospodarczej. Cała ta przestępczość ma charakter systemowy w tym sensie, że uwarunkowana jest systemem prohibicji narkotykowej. Można twierdzić, że w tym wypadku to nie narkotyki i ich używanie są bezpośrednim źródłem przestępczości, lecz realizowana wobec nich polityka.
Przestępczość typu porachunkowego, której symbolem stała się tzw. masakra w dniu Św. Walentego, dokonana w lutym 1929 r. w Chicago, jest problemem dobrze znanym także w Polsce. Porachunki pomiędzy głównymi grupami przestępczymi, obejmujące nie tylko strzelaniny i „egzekucje” z użyciem broni palnej, ale także podkładanie ładunków wybuchowych, były w latach 90. i na początku poprzedniej dekady częstymi zdarzeniami w naszym kraju i wywoływały poważny niepokój, rodząc skojarzenia – mimo wszystko jednak przesadne – z działalnością Cosa Nostry na Sycylii czy ‘Ndranghety w Kalabrii. Sytuację dało się w znacznym stopniu opanować nie tylko dzięki efektywności działań policji, ale zapewne także dlatego że polskie grupy przestępcze zdały sobie sprawę z tego, że spektakularna przemoc „szkodzi interesom”, bo przyciąga uwagę opinii publicznej i mediów, a także powoduje ostrą reakcję ze strony państwa.

Jest tak oczywiście tam, gdzie państwo jest w stanie taką zdecydowaną akcję podjąć. Problem przybiera dramatyczne rozmiary, gdy dane państwo z jakichś powodów takiej zdolności nie posiada. Gdy w roku 1993 zabity został Pablo Escobar, szef kolumbijskiego kartelu z Medellin, media na świecie obwieściły wielkie zwycięstwo w wojnie z narkotykami. Ówczesny szef Interpolu Raymond Kendall był mniej entuzjastyczny. Zwrócił uwagę na to, że kolejka potencjalnych następców Escobara jest bardzo długa. Co więcej, toczą oni ze sobą morderczą walkę o to, kto tym następcą zostanie. Nawet jeśli sytuację w Kolumbii udało się pod pewnymi względami opanować, rozwój wypadków w ostatnich latach w Meksyku pokazuje, że funkcjonujący w warunkach prohibicji światowy rynek narkotyków nie zna próżni. Sukces w jednym miejscu jest najczęściej zaczynem porażki w innym. Dlatego perspektywy radykalnego zmniejszenia światowej podaży heroiny, ale i innych narkotyków, oceniać należy raczej pesymistycznie. Będzie tak dopóty, dopóki będą istnieć kraje – takie jak Kolumbia, Afganistan, Meksyk – które z różnych względów stwarzają idealne warunki do angażowania się w narkobiznes na wielką skalę . Będzie tak również dopóty, dopóki w krajach Europy i Ameryki Północnej – ale nie tylko – będzie istniał popyt na narkotyki, którego zaspokajanie dawać będzie okazję do olbrzymich zysków. Czy popyt ten można jednak zlikwidować, a przynajmniej poważnie ograniczyć?

Ultima ratio

Rozważania te odsyłają do ostatniej, czwartej grupy przestępstw związanych z narkotykami i narkomanią, zwanych przestępstwami narkotykowymi lub prohibicyjnymi. Obejmuje ona czyny uznawane za przestępstwa ze względu na potrzeby egzekwowania prohibicji, której istotę stanowi zakaz używania narkotyków w celach rekreacyjnych, czyli „dla przyjemności”. Przestępstwa prohibicyjne to produkcja, uprawa, przemyt, obrót hurtowy, handel detaliczny, posiadanie, a niekiedy nawet samo używanie wbrew obowiązującym przepisom środków odurzających lub substancji psychotropowych. Cel prohibicji to zmniejszenie tak podaży, jak i popytu na nielegalne narkotyki, co ma służyć zmniejszeniu rozmiarów konsumpcji tych substancji, a to jest z kolei uważane za pożądane z punktu widzenia interesów indywidualnych i społecznych (z czym trudno się nie zgodzić). Związek przestępstw prohibicyjnych z narkotykami i narkomanią sprowadza się do tego, że ich istnienie jest konsekwencją prohibicji. Gdyby prohibicji nie było, to nie byłoby także tej kategorii przestępstw.

Obserwacja ta stanowi jedną z podstaw postulatu legalizacji narkotyków. Legalizacja zlikwidowałaby za jednym zamachem problem przestępstw prohibicyjnych, których liczba jest dzisiaj wszędzie na świecie olbrzymia. W Polsce w roku 2011 statystyka policyjna na ogólną liczbę 1.159.554 przestępstw stwierdzonych zarejestrowała 74.535 przestępstw z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Stanowiły więc one 6,4% ogółu wszystkich przestępstw. To wciąż niewiele w porównaniu do innych krajów Europy, nie mówiąc o USA, gdzie odsetek ten sięga kilkudziesięciu procent wszystkich popełnionych przestępstw. Niewątpliwie jednak wszędzie na świecie przestępstwa takie stanowią spore obciążenie dla organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, nie mówiąc o problemach, jakie ich sprawcy stwarzają dla systemu więziennictwa.

Legalizacja rozwiązałaby także problem przestępczości systemowej, a w znacznym stopniu również ekonomiczno-kompulsywnej. Argumenty za tym przemawiające nie mogą być zbywane machnięciem ręki, aczkolwiek trzeba przyznać, że pozytywne efekty legalizacji narkotyków nie są bynajmniej pewne. Równocześnie nie można nie zadać pytania o konsekwencje legalizacji dla rozmiarów używania narkotyków. Słusznie twierdzi się zapewne, że jest mało prawdopodobne, aby następnego dnia po legalizacji wszyscy masowo rzucili się na narkotyki. Ale konsekwencje długofalowe są już trudniejsze do przewidzenia. Eksperymenty z liberalizacją polityki narkotykowej dają jednak podstawy do ostrożnego optymizmu. W jedenastu stanach USA, w których w latach 70. posiadanie cannabis przekwalifikowano w wykroczenie administracyjne zagrożone niewielką grzywną, nie zanotowano żadnych dramatycznych konsekwencji w zakresie rozmiarów konsumpcji. To samo dotyczy podobnych rozwiązań w Europie. Są to jednak tylko eksperymenty z depenalizacją, a nie z legalizacją dostępu do cannabis. Jedyne doświadczenia w tym ostatnim zakresie ma Holandia, gdzie od roku 1976 marihuana i haszysz są dostępne w tzw. coffee shops. Ocena polityki holenderskiej jest przedmiotem licznych kontrowersji: od potępiania i twierdzenia, że eksperyment ten doznał całkowitej klęski, po równie bezkrytyczną akceptację. Trzeba jednak pamiętać, że Holendrzy realizują tę politykę od 36 lat i nawet jeśli modyfikowali ją – głównie pod wpływem nacisków zewnętrznych – nie odstąpili od samej zasady. Gdyby okazała się ona całkowitą klęską, oznaczałoby to, że wszystkie niemalże holenderskie rządy, które obstają od lat przy jej realizacji, składały się z samych szaleńców. Z punktu widzenia rozmiarów konsumpcji cannabis polityka holenderska nie przyniosła jednak żadnych drastycznych konsekwencji. Używanie konopi podlegało przez ten czas różnym wahaniom, ale nie ciągłemu wzrostowi. Co najważniejsze trendy w tym zakresie nie odbiegały zasadniczo od tych odnotowanych w innych krajach europejskich, w których realizowano restrykcyjną politykę.

Dane Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCDDA) pokazują, że nie ma zależności pomiędzy restrykcyjnością i liberalizmem podejścia do cannabis a rozmiarami konsumpcji tej substancji . Podkreślić jednak należy, że doświadczenia powyższe są o tyle ograniczone, że dotyczą jedynie konopi. Nikt nie eksperymentował dotychczas w taki sam sposób z innymi substancjami. Stąd teza, że o ile nawet duży wzrost konsumpcji marihuany nie byłby zapewne tragedią, to nawet niewielki wzrost używania heroiny czy kokainy na skutek ich legalizacji mógłby mieć już poważne konsekwencje społeczne. Abstrahuję przy tym od faktu, że – poza kwestią cannabis – nie ma dzisiaj chyba nigdzie społecznej i parlamentarnej większości gotowej podjąć decyzję o legalizacji wszelkich narkotyków.
W takiej sytuacji pozostaje wołanie o umiar . Delegalizacja podaży narkotyków – być może poza cannabis – póki co musi być utrzymana. Ale towarzyszyć temu musi świadomość, że hasło „społeczeństwa wolnego od narkotyków” jest tak samo utopijne, jak hasło „społeczeństwa wolnego od przestępczości”. Równocześnie trzeba przyjąć do wiadomości, że polityka prohibicji ma wiele negatywnych efektów ubocznych i warto na serio zastanowić się nad tym, jak je ograniczać czy eliminować. Bezwzględna „wojna z narkotykami” toczona pod hasłem „gdzie drwa rąbią tam wióry lecą” potęguje jedynie szkody, nie zwiększając bynajmniej efektywności.

Dotyczy to przede wszystkim polityki wobec popytu na narkotyki, tj. wobec użytkowników tych substancji. Powstaje bowiem pytanie: dlaczego większość ludzie jednak mimo wszystko nie sięga po narkotyki, a przede wszystkim nie sięga po te rzeczywiście niebezpieczne jak heroina czy kokaina? Czy jest tak, że tylko sankcje karne powstrzymują większość spośród nas przed ćpaniem? Czy też być może większość ludzi jest bardziej racjonalna niż wydaje się to niektórym politykom i nie bierze narkotyków, bo ma świadomość ewentualnych negatywnych konsekwencji, a ich efektów psychoaktywnych nie traktuje jako niezbędnego elementu stylu życia? Wyniki badań i doświadczenie sugerują, że ten drugi rodzaj argumentów jest często ważniejszy. A jeśli one nie przekonują jednostki, nie przekonają jej najczęściej także grożące sankcje karne.

Możliwości redukcji popytu leżą więc przede wszystkim w kreowaniu i umacnianiu istniejących przekonań i postaw, które powstrzymują ludzi przed używaniem narkotyków czy -szerzej- innymi ryzykownymi zachowaniami. Wielu uważa, że wzorem może tutaj być sukces osiągnięty w ostatnich dwóch dziesięcioleciach w wielu krajach przez różnego rodzaju działania zmierzające do ograniczenia palenia tytoniu, aczkolwiek sama substancja pozostaje jak najbardziej legalna i nikt nie propaguje wizji „świata wolnego od tytoniu” (nawet jeśli można by ją co do zasady uznać za atrakcyjną).
Wydaje się, że także w polityce narkotykowej jest dzisiaj duże pole manewru dla dekryminalizacji i depenalizacji, które nigdy nie oznaczają legalizacji ani przyzwolenia na używanie narkotyków. O ile jednak realizacja polityki wobec nielegalnej podaży narkotyków wymaga środków represyjnych, o tyle polityka wobec popytu powinna obejmować przede wszystkim środki z zakresu polityki zdrowotnej i socjalnej, pozostawiając represję jako rzeczywiste ultima ratio. Tylko wtedy można osiągnąć stan, w którym nawet jeśli pewni ludzie będą używać narkotyków, będą to być może robić w sposób mniej szkodliwy dla siebie i swego otoczenia. Obejmuje to również redukcję kryminogennego wpływu używania narkotyków tam, gdzie może ona być zmniejszona poprzez usuwanie tych czynników środowiskowych, które przyczyniają się do wzrostu szkód wywoływanych przez farmakologię narkotyków.

Podjętą w Polsce w roku 2011 reformę ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, dającą prokuratorowi możliwość odstąpienia od ścigania pewnych przypadków drobnego posiadania narkotyków na własny użytek oraz przewidującą rozbudowę możliwości stosowania wobec sprawców przestępstw narkotykowych alternatywnych środków o charakterze edukacyjnym i leczniczym, uznać można za pierwszy, skromny krok w kierunku wyjścia polityki narkotykowej w naszym kraju poza wiarę w omnipotencję karania w przeciwdziałaniu używaniu narkotyków. Jest to krok skromny, bo Polska pod tym względem pozostaje wciąż daleko w tyle w stosunku do wielu krajów Europy. Równocześnie nieporozumieniem jest określanie tego kroku jako kapitulacji wobec problemu narkotyków, nie mówiąc już o ich legalizacji. Chodzi przede wszystkim o oparcie tej polityki na bardziej racjonalnych podstawach, nadanie jej bardziej zrównoważonego charakteru, w ramach którego problem używania narkotyków i narkomanii traktowany będzie także, jeśli nie przede wszystkim, jako problem polityki zdrowotnej i socjalnej, a nie tylko i wyłącznie problem polityki karnej.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata