70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Czerniowce koło Sadogóry

W tomie Die Niemandsrose (Róża niczyja) z roku 1963 Paul Celan pomieścił wiele ze swoich najświetniejszych wierszy. Jeden z nich ma wszakże charakter wyjątkowy, już choćby dlatego, że jest to jedyny utwór poety, w który wpisane jest jego imię i nazwisko, choć nazwisko poetyckie właśnie, a nie to z metryki urodzenia: Paul Antschel.

Nazwisko poety pojawia się w wyjątkowo długim tytule wiersza: Ballada złodziejska a łotrowska odśpiewana w Paryżu koło Pontoise przez Paula Celana z Czerniowców koło Sadogóry (tłum. Ida M. Spylacz). Ta fantazyjnie rozwleczona autoprezentacja to nawiązanie do François Villona, który w jednym z wierszy przedstawiał się jako osobnik z „Paryża koło Pontoise”, francuską stolicę czyniąc tym samym satelitą niepozornej mieściny. Celan podejmuje tę grę i rodzinne Czerniowce umieszcza na orbicie niedużej Sadogóry. To przesunięcie nie polega jednak wyłącznie na odwróceniu relacji między centrum a peryferiami. Wieloetniczne Czerniowce figurują tu przede wszystkim jako odległy wprawdzie, lecz nader istotny przyczółek wysokiej kultury niemieckiej, w Sadogórze zaś mieścił się dwór jednego z najważniejszych chasydzkich cadyków. Za sprawą przesunięcia, jakie dokonuje się w tytule wiersza, to, co niemieckie, poczyna krążyć wokół tego, co żydowskie. Celan jest zasymilowanym Żydem z Czerniowców, a nie chasydem z Sadogóry – i pisze po niemiecku, a nie w jidysz czy po hebrajsku. Są to jednak Czerniowce koło Sadogóry, podszyte tym, co żydowskie, co może wszakże dochodzić do głosu niemal wyłącznie w wewnętrznych przeobrażeniach niemczyzny.

Z takich właśnie Czerniowców koło Sadogóry – najczęściej dosłownie, czasem w przenośni – wywodzą się bohaterowie książki Petra Rychły Szibbolet. Poszukiwania tożsamości żydowskiej w niemieckojęzycznej poezji Bukowiny. Celan, któremu poświęcono jeden z rozdziałów, jawi się tutaj jako najwybitniejszy przedstawiciel niemałej wspólnoty poetów splecionych więziami pochodzenia, doświadczeń, a często także bezpośrednich znajomości i przyjaźni. Obok autora Fugi śmierci pojawiają się postacie u nas nieznane, takie jak Alfred Margul-Sperber, Rose Ausländer czy Alfred Gong. Wszyscy oni na różne sposoby naznaczają swoją poezję żydowskim śladem: a to poprzez odwołania do tradycji biblijnej, kabalistycznej czy chasydzkiej, a to biorąc na warsztat własne wspomnienia żydowskiego świata z czasów dzieciństwa, a to skupiając się na żydowskim losie i historii, w tym przede wszystkim na doświadczeniu Zagłady, która bezpośrednio dotknęła większość z tych poetów. Rychło, ukraiński literaturoznawca z czerniowieckiego uniwersytetu, odtwarza owe ślady, ukazując tę poezję jako medium poszukiwania, a może raczej konstruowania i rekonstruowania żydowskiej tożsamości – nieprostej, bo zawsze już zanurzonej w niemieckim żywiole kulturowym. Wywód Rychły wydaje się miejscami nieco nazbyt sztywny, a przywoływani poeci to twórcy czasem wielcy (nie licząc Celana, godny uwagi wydaje się sarkastyczny Gong), a czasem kiepscy (jak Margul-Sperber czy grafomański Manfred Winkler). Niemniej Szibbolet to fascynująca prezentacja rozmaitych strategii poetyckich obieranych przez grupę ludzi, którzy starając się w języku większościowym zaznaczyć czy zrekonfigurować swoją mniejszościową tożsamość, musieli ów język – matczyny, Muttersprache, a od pewnego momentu także język morderców, Mördersprache – poddawać szczególnym, płodnym przekształceniom.

Poezją określaną przez takie uwarunkowania z konieczności rządzą nader skomplikowane mechanizmy. Mapę tych komplikacji, którą Rychło kreśli w rozdziałach poświęconych poszczególnym poetom, dopełniają dwa zamykające książkę rozdziały przekrojowe, w których analizie poddana zostaje recepcja poezji Heinego w twórczości bukowińskich poetów oraz znaczenie, jakie dla tej twórczości miał mit Jerozolimy. Pomysł, by uzupełnić książkę tymi analizami, wydaje się nader fortunny, pozwalają one bowiem zrozumieć cały zakres tożsamościowych poszukiwań bukowińskich poetów: jeden punkt odniesienia wyznaczałoby zatem wyobrażone centrum tradycyjnego świata żydowskiego, drugi zaś – poezja niemieckiego klasyka. Tyle że żaden z tych punktów odniesienia nie jest sam w sobie czymś prostym. Rychło stawia nader intrygującą tezę, że figura zmitologizowanej Jerozolimy u bukowińskich poetów skrywa w sobie czasem tęsknotę za utraconym miastem rodzinnym – czyli samymi Czerniowcami! Z kolei Heine nie jest przecież po prostu niemieckim klasykiem, tylko Żydem, który uzyskał status niemieckiego klasyka, zarazem jednak zawsze zachowywał wysoce ironiczną świadomość swojej nieprostej relacji ze światem niemieckiej większości. Rozmaitość sposobów, na jakie czerniowieccy poeci nawiązywali do Heinego, odsłania sporo z ich tożsamościowych dylematów: czasem więc w tej poezji bierze się za dobrą monetę Heinowskie przetworzenia ludowych pieśni, czasem podejmuje się ironiczny ton jego twórczości, czasem wreszcie obraca się tę ironię przeciw patetycznym momentom w poezji samego Heinego.

We wszystkich tych gestach – w aktach wierności wobec niemczyzny i w aktach zjadliwej ironii, która jest także wyrazem poczucia niepełnej przynależności – czerniowieccy poeci pozostają wierni autorowi Księgi pieśni. Nie przypadkiem też łotrowska ballada Celana została opatrzona mottem z wiersza Heinego Do Edomu, ironicznie opisującego relacje żydowsko-chrześcijańskie, mroczne czasy pogromów, lecz także zrośnięcie Żydów z nieżydowskim światem. Ale też ballada ta, jak cała poezja Celana i znacznej części innych bohaterów ważnej książki Rychły, w języku niemieckim stara się obronić inną tożsamość i przeciwstawić się mocom morderczej mowy większości. Ta poezja jest drzewem, nie tyle może drzewem życia, ile tym, o którym śpiewa na koniec łotr z Czerniowców koło Sadogóry: tym, które „stoi dębem (…). Stoi przeciw dżumie”.


Petro Rychło
Szibbolet. Poszukiwania tożsamości żydowskiej w niemieckojęzycznej poezji Bukowiny
tłum. Anna Chłopik i Paweł Jarosz
Wydawnictwo Austeria, Kraków 2012, s. 218

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata