70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Jak okrągła jest ta płaska Ziemia

Nie rozumiem, dlaczego miałbym ograniczać się do coraz sztuczniejszej kategorii, jaką jest – szczególnie w czytelniczym odczuciu – „powieść polska”, skoro mogę cieszyć się kategorią „powieści w Polsce”, mieszczącą zarówno powieści tłumaczone, jak i takie, których tłumaczyć nie było potrzeby. Naprawdę, powieść to nie oscypek: nie musi pochodzić z Podhala, żeby dobrze smakować.

Podczas przyjęcia z okazji jakiejś niestrawnej imprezy
Siedzę naprzeciwko ulubionego nieprzyjaciela.
„Jak tam buraczki?” – uśmiecha się.
„W porządku – mówię. – A jak pańskie powieści?”

1.
Cytat powyższy wykroiłem z wiersza Briana Pattena (przekład Piotra Sommera) pt. Rozmowa z ulubionym nieprzyjacielem. Zapytanie autora o jego powieści staje się tu wyrafinowaną złośliwością, mającą na celu pogrążenie i zmiażdżenie „ulubionego nieprzyjaciela”. Nikt nie oczekuje, że jakakolwiek odpowiedź padnie, ba!, gdyby jakakolwiek odpowiedź padła, podmiot liryczny wiersza tryumfowałby w dwójnasób, zaś prozaik skompromitowałby się do imentu.
Podobnie czytam artykuł Wita Szostaka pt. Polska obok powieści, z tą różnicą jedynie, iż Szostak wydaje się istotniej od Pattena wyrafinowany i przewrotny. Zaryzykowałbym wręcz hipotezę, iż przewrotność występuje tu wielokrotna. Weźmy zakończenie rzeczonego tekstu: „Pierwszorzędne jest to, że nie ma żadnego dobrego powodu, żeby nie ufać powieści i temu, że potrafi nas ona doprowadzić do tych ulotnych doświadczeń, w których odsłania się prawda o życiu. W jakimś sensie jesteśmy na opowieść skazani. I oto dopiero warto się spierać”. Gdybym usłyszał tę wypowiedź, znalazłszy się w kondycji Pattenowskiego podmiotu lirycznego, nie wiedziałbym nawet, jakie faux pas popełnić. Czy Szostak stwierdza, że warto się spierać o to, z czym się zgadzamy? Innymi słowy: jeśli rozmówcy zgadzają się z konstatacją, iż Ziemia jest okrągła, to powinni się spierać o to, że Ziemia jest okrągła? Dotąd spierali się ze sobą ludzie o odmiennych punktach widzenia, najwyraźniej jednak wymaganie takie zdezaktualizowało się, czas sporów w starym rycie dobiegł końca. Przypuszczam, że Szostak z finezją i błyskotliwością zadrwił z tradycji debat literackich. Tak czy owak pomysł Szostaka prezentuje się nowatorsko i świeżo, i z najwyższym entuzjazmem mu przyklaskuję. Też uważam, że spór z osobą, która się ze mną nie zgadza, jest nudny, przewidywalny i nieproduktywny. Znacznie ciekawszy, pobudzający i błyskotliwszy będzie spór z osobą, z którą się zgadzam, na uzgodniony wprzódy temat, w którym panuje pomiędzy nami – dla utrudnienia – pełna zgoda. Nadto spór taki zmusza umysł do prawdziwego wysiłku, albowiem to niełatwe zadanie – spierać się na metapoziomie pełnej zgody. No, cóż. Wit Szostak na tyle wysoko zawiesił poprzeczkę, że spróbuję jej nie strącić.

2.
Napisałem powyższy wstęp, zaplanowawszy rozwinięcie, w którymż to zamierzałem się zgadzać, nie zgadzając się z tezami autora Chochołów, oraz nie zgadzać się, zgadzając się z wyrażonymi tam intuicjami, aczkolwiek uświadomiłem sobie, iż operacja taka, choć zabawna, jest równocześnie najzupełniej jałowa. Jeśli tedy nie komentarze do Wita Szostaka, to cóż mi pozostaje? Komentarze do wypowiedzi innych uczestników debaty? Problem polega na tym, że ze wszystkimi się zgadzam i to przynajmniej od dziesięciu lat. Spróbuję zatem z pozornie innej strony…

Dziesięć przeszło lat temu Kinga Dunin wywołała niejaką burzę tekstem Literatura polska czy literatura w Polsce? (oraz – dodajmy – Polska krytyka literacka czy krytyka literacka w Polsce?). Zamieniwszy „literaturę” na „powieść”, Kinga Dunin pisałaby: „Przestańmy w końcu uważać, że powieść polska musi istnieć. Nie musi. Nawet jeśli zniknie, to i tak będzie w Polsce istniała jakaś powieść. Każdy będzie mógł sobie coś wybrać z ogromnej światowej oferty, a ten, kogo brzydzi życie w globalnej wiosce, kupi sobie w antykwariacie Kraszewskiego”.

W języku polskim, we wspaniałych nieraz tłumaczeniach, ukazują się najwybitniejsze światowe powieści, niemal na bieżąco. Od nagrodzenia Juliana Barnesa The Man Booker Prize do polskiego wydania nie upłynął nawet rok. Ponadto w języku polskim ukazują się także i nadal powieści pisane przez polskich autorów, choćby przez Wita Szostaka. Jako czytelnika w ogóle mnie nie interesuje, jakiej narodowości, rasy, płci, religii, etc. jest powieść. Interesuje mnie natomiast, czy jest dobrze i po polsku napisana (tłumaczenie czy oryginalny tekst – to doprawdy bez najmniejszego znaczenia), czy zaspokaja moje czytelnicze potrzeby czy wręcz przeciwnie. Tylko tyle i aż tyle.
Gdy buduję – teraz brzydka figura – sieć prywatnych kulturowych odniesień, to przecież buduję na podstawie tego, co przeczytałem, a nie na podstawie narodowości autora. Tomek Piątek, John Banville, Dorota Masłowska, Harry Mulisch, Elfriede Jelinek – wszyscy ci autorzy oraz miliardy autorów niewymienionych świetnie piszą po polsku.

Nie rozumiem, dlaczego miałbym ograniczać się do coraz sztuczniejszej kategorii, jaką jest – szczególnie w czytelniczym odczuciu – „powieść polska”, skoro mogę cieszyć się kategorią „powieści w Polsce”, mieszczącą zarówno powieści tłumaczone, jak i takie, których tłumaczyć nie było potrzeby. Naprawdę, powieść to nie oscypek: nie musi pochodzić z Podhala, żeby dobrze smakować.

3.
Nie dostrzegam kryzysu powieści. Powieść w Polsce ma się więcej niż przyzwoicie, przez grzeczność nie napiszę, że świetnie. Nie widzę też, żeby Polska jakoś tak manewrowała, iżby ustawić się obok powieści, ani nie dostrzegam manewrów powieści, zmierzających do zajęcia pozycji obok Polski. Rowling, Littel, Masłowska, Houellebecq, Kalicińska, Rylski – oto przykładowi autorzy, których powieści wywołały w ostatnich latach silny rezonans tak pośród czytelników, jak krytyków literackich. Proszę zwrócić uwagę, iż każdy z wymienionych dostarczył czytelnikowi fikcję, czasem w kostiumie historycznym (Littel, Rylski). Powieść tedy – jeśli znajduje się w jakimś kryzysie – to jedynie ilościowym. Mniej ludzi czyta niż czytało. Po prostu.

W dyskusji Przemysław Czapliński zaproponował szersze widzenie polskiego powieściowego „tu i teraz”, bo z perspektywy ostatnich 150 lat. Spójrzmy jeszcze szerzej, z perspektywy dajmy na to 15000 lat. Jak ówcześnie przedstawiała się sytuacja powieści? Ano nieciekawie. Nie wynaleziono papieru, pisma i antybiotyków, zaś dystrybucja ówczesnej powieści rzadko przekraczała zasięg lokalnego ogniska lub jaskini.

Z premedytacją piszę o powieści sprzed kilkunastu tysięcy lat, a to z tej przyczyny, iż powieść, do jakiej przywykliśmy (papierowa czy coraz częściej e-czytnikowa), od powieści jaskiniowej (mówionej i przenoszonej, ale także modyfikowanej z pokolenia na pokolenie w pamięci słuchaczy/opowiadaczy) różni się głównie fizycznym nośnikiem oraz oczywiście konsekwencjami jego wyboru. W istocie jej sedno się nie zmienia – ludzie potrzebują fikcyjnej narracji/opowieści i nic nie wskazuje na to, aby w przyszłości potrzeba ta zaniknęła. Zmieniają się formy i nośniki opowieści, przy czym zaryzykowałbym hipotezę, iż „szeroki odbiorca” zawsze preferuje i sięga po formę łatwiejszą i wygodniejszą niż trudniejszą i wymagającą większego wysiłku. Epoka, gdy najłatwiejszym sposobem na uwiedzenie przez fikcję i narrację był tekst pisany, już minęła. Teraz trwa epoka obrazkowo-dźwiękowa: seriale, filmy w 2D i 3D, youtubowe kolaże, gadające blogi z filmowymi wrzutkami, etc. Punkt ciężkości nieodwracalnie przeniósł się z kartek na plazmy i LCD, acz bez szkody dla samej opowieści czy fikcji. Potęga i siła masowego rażenia „papierowej” powieści nie wrócą. Dlaczego? Bo masowy odbiorca woli łatwiej, tymczasem powieść wymaga specyficznych kompetencji, których nie wymaga np. świetny skądinąd serial.

Zaniepokojenie utratą uprzywilejowanej pozycji powieści przypomina mi nieco zaniepokojenie miłośników maszyny parowej z chwilą upowszechnienia się motorów spalinowych. Z biegiem lat okazało się, że maszyna parowa wcale nie odeszła do lamusa, nadal pozostaje niezastąpiona, np. w wyrafinowanych siłowniach atomowych okrętów podwodnych. Nie mam nic przeciwko, aby powieść stała się taką „maszyną parową” – niezbędną, ale nie masową.

4.
Jak prozaik mógłby odpowiedzieć złośliwemu podmiotowi lirycznemu z wiersza Briana Pattena? Może tak: „Naprawdę świetnie. Wczoraj ściąłem sobie kilka drzew”.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata