70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Potrzebujemy dobrych symboli

Religia nie jest związana polityką – mogłaby odegrać dużą rolę w pojednaniu, dostarczyć dobrych symboli, potrzebnych gestów.

Każda pamięć, czy to ukraińska, czy hiszpańska, czy też bośniacka, jest inna. Nie ma tu wspólnego mianownika i nie należy go szukać. Niemniej same dyskusje o pamięci, wymiana doświadczeń, są bardzo cenne – dzięki nim lepiej rozumiemy nasze własne problemy.

Nie ma wspólnego mianownika m.in. dlatego – mówił o tym prof. Hrycak – że omawiane konflikty przynależą do innych czasów historycznych. Pamięć przejawia się różnie w różnych krajach, różnie też wyglądają poszczególne drogi do pojednania.

Warto jednak mówić osobno o pamięci historycznej i wiedzy historycznej, tak by nie sugerować, że jedno i drugie jest tym samym. Pamięć historyczna to pamięć przeżyta albo poprzez żywy przekaz przechowana w kolejnych pokoleniach, cała reszta jest już natomiast historyczną wiedzą. Z pewnością w Europie winniśmy dążyć do tego, by czerpiąc z tej wiedzy wypracować jakieś wspólne stanowisko, nie przekreślające różnorodności. W przypadku pamięci historycznej napotykamy na problem jej przezwyciężania i nie ma tu jednej metody. Pojednanie, jak słusznie zauważył prof. Rotfeld, jest procesem, a nie czymś jednorazowym.

Sporo mówiliśmy o dialogu polsko-ukraińskim, o jego regresie. Pamiętajmy jednak, że jeśli wyjdziemy z założenia, że mamy tu do czynienia właśnie z procesem historycznym, to miejmy nadzieję, ten regres może zostać przezwyciężony. Na pytanie, dlaczego nie może dziś dojść do Krzyżowej polsko-ukraińskiej, nie znam odpowiedzi, ale nadzieję na polsko-ukraińskie pojednanie mogę mieć!

Ks. prof. Gudziak pytał, czy nie powinniśmy wspólnie kształtować i wypracowywać stosunku do Rosji. Przypomniał też założenie Giedroycia i Mieroszewskiego o niepodległej Ukrainie jako warunku niepodległej Polski, powtórzone potem przez Brzezińskiego. Na marginesie, krąg paryskiej „Kultury” wywarł ogromny wpływ na nasze myślenie o Ukrainie, Litwie i Białorusi. Moim zdaniem to właśnie dzięki „Kulturze” w Polsce na nowo nie odżył konflikt o granice wschodnie. Ale choć przyjmuję i zgadzam się z tą polityką, równocześnie stale zastanawiam się na tym, jak trudno pogodzić się Rosji z utratą Ukrainy i z obawą, że ta Ukraina się od niej odwróci. Oczywiście, wierzymy, że demokratyczna Rosja przezwycięży swój strach, kłopot w tym, że nim sama Rosja się zdemokratyzuje, minie jeszcze wiele czasu. Myśl prof. Gudziaka – żeby razem dokonać jakiegoś polsko-ukraińskiego namysłu na ten temat – bardzo mnie jednak zafrapowała. Taka inicjatywa byłaby niezwykle cenna i ciekawa, choć bardzo trudna.

Wiele mówiliśmy też o Bośni. Zacznę od kwestii pokoju i traktatu z Dayton. Całkowicie się zgadzam, że ten traktat zakończył wojnę, rozlew krwi, ale zaproponowane w nim rozwiązania polityczne są fatalne. Przede wszystkim Dayton nie pozwala państwu bośniackiemu zaistnieć właśnie jako państwo. Zresztą wspólnie z Hansem Koschnickiem w pewnym momencie postulowaliśmy rewizję traktatu z Dayton, ale każda rewizja rodzi obawę – przede wszystkim Amerykanów, ale i Europejczyków – nowego otwarcia konfliktu wewnętrznego; brak rewizji doprowadził jednak do tego, że w Bośni trzy narodowości żyją obok siebie, a nie razem. I jedyną moim zdaniem sensowną perspektywą, która Bośni mogłaby pomóc, jest wejście do Unii Europejskiej. Chorwacja wchodzi do Unii, Serbia stała się kandydatem, natomiast Bośnia nawet tego jeszcze nie osiągnęła, ponieważ jako państwo nie jest w stanie uporać się z szeregiem problemów wewnętrznych. Kiedy parę lat temu rozmawiałem z przywódcami bośniackimi, uderzyło mnie, że bardziej im zależy na wejściu Bośni do NATO niż do Unii Europejskiej. A w moim przekonaniu tylko wejście Bośni do Unii może stworzyć warunki do tego, by te narody zaczęły ze sobą wreszcie współżyć.

Co więcej moim zdaniem ogromnym problemem, jaki ujawnił się już w czasie konfliktu w byłej Jugosławii, była, jest i będzie rola Kościołów i religii. Ogromnym, ale niewyzyskanym. Uważam, że należałoby wszystkimi możliwymi drogami zachęcać Kościoły do budowania jedności w Bośni. Bo nawet jeżeli na płaszczyźnie politycznej bośniackiej jedności stworzyć nie można, to płaszczyzna religijna nie jest przecież związana ustaleniami Dayton – religia mogłaby tu odegrać niezwykle ważną, pozytywną rolę. W Bośni szczególnie potrzebne są w tym zakresie symboliczne gesty. Świadomość tamtejsza zna tylko symbole złe, negatywne, konfliktujące, nie zna natomiast symboli dobrych – gesty pojednania mogłyby spełniać taką rolę.

Co do Niemiec chcę podkreślić, że pomiędzy swego rodzaju zadekretowanym pojednaniem, nazywanym wówczas przyjaźnią NRD i Polski, a pojednaniem rzeczywistym była ogromna różnica. List biskupów polskich do biskupów niemieckich był zaś dla mnie dowodem na to, że pan Bóg pisze prosto po liniach krzywych. Moim zdaniem list biskupów nie wywołałby takiej reakcji Polaków, gdyby nie doszło do wielkiej awantury z władzą. Przecież biskupi polscy nie przygotowali społeczeństwa do takiego aktu, przeciwnie, w kazaniach stale słyszeliśmy odwołania do piastowskiej historii, a nie do jakiegoś wyjścia naprzeciw drugiemu narodowi. Dlatego sądzę, że pan Bóg pisał tu prosto po liniach krzywych. Genialna była też formuła tego listu – „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, to formuła wzajemności, prosta i niezwykle wymowna.

Sam miałem ciekawe doświadczenie, które pokazuje, jak sądzę, jak funkcjonuje czas historyczny. Po swojej misji jugosłowiańskiej rozmawiałem tutaj z p. Hupką, którego zaprosiliśmy na spotkanie z okazji opracowania w Polsce pierwszej książki o wypędzeniach. W pewnym momencie on zwrócił się do mnie i powiedział – „Jak to pan, który w byłej Jugosławii nawołuje do tego, ażeby nie było czystek etnicznych, równocześnie każe nam uznać zachodnią granicę Polski na Odrze i nie akceptuje powrotu uchodźców?” To klasyczna różnica pojmowania czasu historycznego, różnica między tym, co stało się w 1945 roku, i tym, co zdarzyło się wówczas w Jugosławii. Dyskusja o powojennych wypędzeniach pomogła nam jednak zrozumieć, co nie było łatwe, że w tamtym czasie dochodziło ze strony polskiej do rzeczy strasznych i choć nie musimy przyznawać Erice Steinbach racji, to bez wątpienia sami prosimy dziś o przebaczenie.

Reasumując, nie ma moim zdaniem jednego modelu pamięci, wymiana doświadczeń może być jednak bardzo pomocna i pouczająca. Raz jeszcze chcę jednak podkreślić, że największym naszym atutem jest wspólne spotkanie i rozmowa. Wykorzystajmy to.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata