70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Egzystencjalny sprzeciw*

Do zwrócenia uwagi na chrześcijaństwo przygotowuje nie czytanie książek czy dokonywanie przeglądu historii powszechnej, lecz zagłębianie się w egzystowanie. Każde inne studium przygotowawcze musi się eo ipso zakończyć nieporozumieniem, ponieważ chrześcijaństwo jest egzystencjalnym przekazem, zabrania rozumienia; zrozumienie, czym chrześcijaństwo jest, nie jest czymś najtrudniejszym, lecz trudność polega na tym, by chrześcijaninem zostać i nim być.

Na ogół nie zwraca się współcześnie uwagi na to, co dialektyczne, i na to, co patetyczne. Religijny wykład chce przedstawić patos i wykluczyć to, co dialektyczne, i dlatego jest, mimo dobrych chęci, niekiedy krzykliwą mieszaniną, często wewnętrznie bałamutnym patosem, mieszaniną różnego rodzaju estetyki, etyki, religijności A i chrześcijaństwa, a przez to niekiedy przeczy sam sobie, „ale występują w nim piękne miejsca”, szczególnie piękne dla tego kogoś, kto ma według jego wskazówek działać i żyć. To, co dialektyczne, mści się dzięki ukrytemu ironicznemu wyszydzaniu wielkich gestów i słów, ale przede wszystkim dzięki ironicznemu osądowi dotyczącemu religijnego wykładu, głosząc, że dobrze się go słucha, ale niepodobna go stosować w życiu. Nauka chce wykorzystać dialektykę i dlatego wprowadza ją do sfery abstrakcji, przez co problem zostaje ponownie wypaczony, ponieważ jest on z natury egzystencjalny, a właściwa dialektyczna trudność znika po jej wyjaśnieniu w sferze abstrakcji, która przecież od egzystencji abstrahuje. Jeśli dialektyczno-religijny wykład przeznaczony jest dla ludzi wrażliwych, którzy się szybko pobudzają i przez to wiele tracą, prędko w swym zapale gasną, to spekulatywna analiza przeznaczona jest dla myślicieli; ale żaden z wykładów i żadna z analiz nie nadaje się dla ludzi działających, i mocą działania egzystujących.

Przyswajanie chrześcijaństwa

Różnicę między tym, co patetyczne, a tym, co dialektyczne, należy dokładnie określić, gdyż religijność A nie jest bynajmniej niedialektyczna, ale nie jest paradoksalnie dialektyczna. Religijność A jest dialektyką uwewnętrznienia; wyraża stosunek do wiecznego zbawienia, w dodatku tak, że stosunek ten nie jest uwarunkowany czymkolwiek; [religijność A] jest dialektycznym uwewnętrznieniem stosunku, a więc jest uwarunkowana wyłącznie przez to uwewnętrznienie, które ma charakter dialektyczny. W przeciwieństwie do tego religijność B, jak ją będziemy w przyszłości nazywali, albo religijność paradoksalna, jak ją nazywaliśmy, albo religijność, która to, co dialektyczne, ma [niejako] na drugim miejscu, formułuje warunki tak, że nie służą one dialektycznemu pogłębieniu uwewnętrznienia, lecz zawierają określone coś, które bliżej nazywa wieczne zbawienie (podczas gdy w przypadku A bliższe określenie uwewnętrznienia jest jedynym jego określeniem), ale nie dzięki temu, że jego przyswojenie sobie przez jednostkę zostaje bliżej określone, ale poprzez to, że bliżej określa wieczne zbawienie, lecz nie jako zadanie dla myślenia, ale właśnie paradoksalnie jako coś odpychającego, pobudzającego, staje się bodźcem do powstania nowego, [wyższego rodzaju] patosu.

Jednostka musi najpierw posiadać religijność A, zanim może być mowa o tym, by zwróciła uwagę na dialektyczny charakter religijności B. Dopiero wtedy, gdy jednostka w pełnym napięciu egzystencjalnego patosu ustosunkowuje się do wiecznego zbawienia, dopiero wówczas może być mowa o tym, że zwróci ona uwagę na to, jak to, co dialektyczne, secundo loco spycha ją w objęcia patosu absurdu. Z tego widać, jaką głupotą jest chęć ustosunkowywania się człowieka do chrześcijaństwa z pominięciem patosu, gdyż zanim w ogóle może być mowa o zwróceniu uwagi na to, co chrześcijańskie, człowiek musi najpierw egzystować w religijności A. Tymczasem dość często spotyka się odwrotne sytuacje, to znaczy przyswajano sobie bez oporów Chrystusa, chrześcijaństwo, to, co paradoksalne, oraz absurd, krótko mówiąc – wszystko, co chrześcijańskie, pod postacią estetycznego galimatiasu, zupełnie tak, jak gdyby chrześcijaństwo było pożywką dla głuptasów, ponieważ jest samo w sobie nie do pomyślenia i właśnie dlatego, że nie można go pomyśleć, uznawano je za najtrudniejsze do przyswojenia dla jednostki, gdyby miano w nim egzystować – było najtrudniejsze do przyswojenia sobie szczególnie dla najtęższych umysłów.

Religijność A możemy napotkać w pogaństwie, a w chrześcijaństwie może to być religijność każdego człowieka, który nie jest w pełni zdecydowanym chrześcijaninem, niezależnie od tego, czy był ochrzczony, czy nie. Rozumie się samo przez się, że łatwiej jest żyć, będąc tandetnym wydaniem chrześcijanina i zarazem czuć się kimś pozornie najlepszym, przecież jest się ochrzczonym, otrzymało się w darze egzemplarz Biblii i śpiewnika, czy więc nie jest taki człowiek chrześcijaninem, ewangelicko-luterańskim chrześcijaninem? Ale to jego sprawa, sprawa tej jednostki. W moim przekonaniu religijność A (w której to sferze sam żyję) wymaga od człowieka tak dużego wysiłku, że zawiera w sobie zawsze wystarczająco dużo zadań koniecznych do spełnienia; moim zamiarem jest uczynienie stania się

chrześcijaninem trudnym, ale nie trudniejszym niż ono samo w sobie jest, także nie trudnym dla głupich ludzi i łatwym dla wykształconych umysłów, lecz jakościowo trudnym i z istoty swej jednakowo trudnym dla każdego człowieka, ponieważ w gruncie rzeczy każdemu jest jednakowo trudno zrezygnować z rozumu i myślenia, oprzeć swoje życie na absurdzie, a największą trudność przedstawia jednak dla tego, kto ma wybitny umysł; wystarczy sobie uświadomić, że nie każdy, kto dla chrześcijaństwa nie postradał rozumu, tym samym dowodzi, że go posiada. To jest moim zamiarem, to znaczy w tym stopniu, w jakim ktoś eksperymentujący robi wszystko z własnej woli i dla siebie, i w konsekwencji może mieć jakieś zamiary z tym związane. Każdy człowiek, najmądrzejszy i najbardziej prymitywny, może dostrzec różnicę jakościową między tym, co rozumie, a tym, czego nie rozumie (to, co względne, powoduje powstanie nieporozumienia, jak na przykład wtedy, gdy mądra głowa porównuje siebie z człowiekiem prostym, zamiast zrozumieć, że to samo zadanie dane jest w szczególności każdemu z nich, a nie formułuje się tu zadania porównywania siebie z kimś innym), a następnie może odkryć, że istnieje coś, co znajduje się w bezpośredniej sprzeczności z jego myśleniem i rozumem (oczywistym jest, że będzie to rezultat największego wysiłku, jaki w realizację tego zadania należy włożyć; wymagać to będzie nadzwyczajnej koncentracji umysłu; tych, którzy tę różnicę podkreślali, Sokratesa i Hamanna, dzieli 2 tys. lat). Jeśli jednostka na tym absurdzie oprze całe swoje życie, zrobi to na mocy absurdu i byłaby oszukana, gdyby udało się udowodnić, że absurd, który wybrała, nim nie jest. Jeśli tym absurdem jest chrześcijaństwo – jest wierzącym chrześcijaninem ; jeśli jakiś człowiek jednak zrozumie, że chrześcijaństwo nie jest absurdem, wtedy nie jest już eo ipso wierzącym chrześcijaninem (niezależnie od tego, że został ochrzczony, konfirmowany, posiada Biblię i śpiewnik, nawet wtedy, gdyby to było jego najnowsze wydanie, długo oczekiwany śpiewnik), i to dopóty, dopóki nie uzna zrozumienia jako omamu i dostrzeże, że zrozumienie absurdu jest nieporozumieniem, dopóki tego punktu widzenia nie odrzuci i nie odniesie się do chrześcijańskiego absurdu. Jeśli bowiem religijność A nie stanie się terminus a quo, [czyli punktem wyjściowym – przyp. K. T.] dla paradoksalnej religijności, wówczas religijność A stoi ponad religijnością B, gdyż wtedy paradoksu, absurdu itd. nie należy zrozumieć sensu eminenti (to znaczy – nie może zostać absolutnie zrozumiany zarówno przez mądrych, jak i przez ludzi ograniczonych), lecz wtedy zarówno kategorie absurdu, jak i paradoksu są używane w znaczeniu estetycznym i dotyczą może nawet czegoś cudownego, osobliwego pośród wielu innych szczególnych zdarzeń i cudownych faktów, które wprawdzie są cudowne [forunderligt], ale jednak są możliwe do poznania. Spekulacja musi (o ile nie chce znieść wszelkiej religijności, aby nas en masse wyprawić do obiecanego raju czystego bytu) być konsekwentnie zdania, że religijność A, będąc religijnością immanencji, stoi ponad religijnością B – ale dlaczego spekulacja nazywa ją wtedy religijnością chrześcijańską? Chrześcijaństwo nie może się tym zadowolić, by stać się fragmentem ewolucji w ramach dążenia do totalnego, [całościowego] określenia natury ludzkiej; taka charakterystyka, takie zaangażowanie jest zbyt ubogie, by je zaoferować Bogu; [spekulacyjne pojmowanie chrześcijaństwa] nie chce nawet dla wierzącego mieć charakteru paradoksu, aby potem, niejako przy okazji, krok po kroku dostarczyć jednostce stopniowo jego zrozumienie; albowiem męczeństwo wiary (ukrzyżowanie swego rozumu) nie jest męczeństwem chwilowym, lecz permanentnym.

Patos religijności

Żyjąc religijnie, można swój stosunek do wiecznego zbawienia (do nieśmiertelności, do życia wiecznego) wyrazić religijnie, egzystując poza obrębem chrześcijaństwa, co się przecież w historii zdarzało; albowiem o religijności A można powiedzieć, że gdyby nie istniała w pogaństwie, to mogłaby istnieć i może powstać w każdym czasie i w każdym miejscu, gdyż jej punktem oparcia jest natura ludzka w ogólności, podczas gdy o religijności B, z dialektyką po zerwaniu z immanencją, niejako na drugim planie, nie można powiedzieć, że mogła się tam pojawić przed samą dialektyką, i można też powiedzieć, że po tym, jak się pojawiła, istnieje dalej tylko dzięki jej [religii B – przyp. tłum.] rozpowszechnieniu . Specyfika chrześcijaństwa polega na traktowaniu dialektyki niejako na drugim planie, ale co godne podkreślenia, nie jest ono zadaniem danym myśleniu (zupełnie, jak gdyby chrześcijaństwo było nauką, a nie egzystencjalnym przekazem, komunikacją), lecz odnosi się do tego, co patetyczne, jako do bodźca wywołującego nowy patos. W religijności A wieczne zbawienie jest czymś prostym, a to, co patetyczne, staje się dialektyczne w dialektyce wewnętrzności; w religijności B to, co dialektyczne, pojawia się i znajduje na drugim miejscu, ponieważ przekaz patetycznie, w trakcie uduchowienia, zmierza do przekształcenia egzystencji.

W zależności od tego, jak jednostka, egzystując, wyraża egzystencjalny patos (rezygnację – cierpienie – totalność świadomości winy), w jednakowej mierze narasta jego patetyczny stosunek do wiecznego zbawienia. Jeśli teraz zbawienie wieczne, skoro jest absolutnym telos, staje się dla człowieka jedynym pocieszeniem i jeśli na skutek tego w egzystencjalnym zagłębieniu się w siebie ten stosunek do wiecznego zbawienia zostaje zredukowany do minimum przez to, że świadomość winy chce go nieustannie tego stosunku pozbawić, i jeśli to minimum jest dla niego czymś zdecydowanie ważniejszym od całej reszty – wówczas czas włączyć dialektykę, która jeśli znajduje się we wspomnianym tu stanie, stan patosu ma jeszcze bardziej spotęgować.

Do zwrócenia uwagi na chrześcijaństwo przygotowuje nie czytanie książek czy dokonywanie przeglądu historii powszechnej, lecz zagłębianie się w egzystowanie. Każde inne studium przygotowawcze musi się eo ipso zakończyć nieporozumieniem, ponieważ chrześcijaństwo jest egzystencjalnym przekazem, zabrania rozumienia; zrozumienie, czym chrześcijaństwo jest, nie jest czymś najtrudniejszym, lecz trudność polega na tym, by chrześcijaninem zostać i nim być.

[Dodatkowa] uwaga. O ile to, co budujące, jest istotnym składnikiem określania wszelkiej religijności, to religijność A także posiada swój pierwiastek zawierający to, co budujące. Wszędzie tam, gdzie stosunek do Boga zostaje znaleziony u egzystującego człowieka we wnętrzu jego subiektywności, właśnie to, co budujące, należy do subiektywności, podczas gdy przez to, że człowiek staje się obiektywny, rezygnuje się z tego, co budujące, chociaż należy ono przecież do subiektywności, ale nie jest to czymś samowolnym , jest to podobne do sytuacji, w której, w takim samym stopniu, miłość i kochanie wywołuje przecież także rezygnację wtedy, kiedy człowiek staje się obiektywny. Totalność świadomości winy jest tym, co występuje w religijności A najbardziej budującego. Tym, co budujące w sferze religijności A, jest immanencja, jest unicestwienie, w którym jednostka sama siebie usuwa na bok, aby odnaleźć Boga, ponieważ to jednostka jest tą, która sama dla siebie stanowi przeszkodę w tym poszukiwaniu. To, co budujące, jest więc zupełnie słusznie rozpoznawalne na podstawie tego, co negatywne, na podstawie samozniszczenia, które w tym akcie odnajduje w sobie stosunek do Boga, który na drodze cierpienia zostaje w jednostce [przez Boga] niejako zakotwiczony, w nim znajduje swoją rację i podstawę, ponieważ Bóg stanowi podstawę i to wszystko się ziści, jeśli tylko wszystko, co stoi na przeszkodzie, zostanie usunięte, wszelki ślad doczesności, ale przede wszystkim sama jednostka w swojej doczesnej powłoce, w swoim roszczeniu posiadania prawdy w obliczu Boga . Z estetycznego punktu odniesienia miejsce świętego spoczynku tego, co budujące, znajduje się poza jednostką, a ona poszukuje tego miejsca; w sferze etyczno-religijnej jednostka sama jest tym miejscem spoczynku, jeśli tylko dokonała aktu samozniszczenia, unicestwiła samą siebie.

To jest właśnie budujące w religijności A. Jeśli się na to nie zważa, i na to, że się właściwego określenia tego, co budujące, nie uwzględni: wówczas wszystko ulegnie ponownie zamieszaniu, w szczególności dzięki temu, że się określi to, co paradoksalnie budujące, przez estetyczny stosunek nakierunkowany na zewnątrz [człowieka]. W religijności B to, co budujące, jest czymś znajdującym się na zewnątrz jednostki; jednostka nie znajduje tego, co budujące, przez to, że odnajduje ten stosunek do Boga wewnątrz siebie, ale odnosi się do czegoś zewnętrznego w stosunku do siebie po to, aby odnaleźć tam to, co budujące. Paradoksalność polega na tym, że ten pozornie estetyczny stosunek, czyli to, że jednostka odnosi się do czegoś zewnętrznego w stosunku do siebie, ma jednak mieć charakter absolutnego stosunku do Boga; albowiem w immanencji Bóg ani nie jest czymś, lecz wszystkim, i jest nieskończenie wszystkim, ani nie jest poza jednostką, ponieważ to, co budujące, sprowadza się do tego, że On jest w jednostce. Dlatego temu, co odpowiada charakterowi tego, co paradoksalnie budujące, odpowiada to, że Boga w czasie określa się mianem pojedynczego człowieka, albowiem jeśli tak jest, wówczas jednostka odnosi się do czegoś poza samą sobą. To, że tego nie da się pomyśleć, to właśnie stanowi paradoks. Inną sprawą jest, czy pojedynczy [człowiek] przez paradoks nie zostaje odtrącony, ale to jest jego sprawa. Jeśli się jednak paradoksu nie potraktuje w taki sposób, wówczas religijność A jest wyższa (stoi ponad religijnością B) i całe chrześcijaństwo należy przesunąć do sfery estetycznej, i to mimo twierdzenia samego tego rodzaju chrześcijaństwa, że paradoksu, o którym mówi, nie da się pomyśleć; jest to więc sposób różniący się od względnego paradoksu, który co najwyżej tylko z trudem da się pomyśleć. Spekulacji trzeba przyznać to, czyli oddać należne z tego powodu, że trzyma się immanencji, że uznaje jej rolę, chociaż należy to rozumieć inaczej niż czyste myślenie Hegla; jednak i ta odmiana spekulacji nie ma prawa nazywać się chrześcijańską. Z tego powodu religijności A nigdy nie określałem mianem chrześcijańskiej, ani też nie określałem jako chrześcijaństwo.

Fragment pochodzi z pracy Sørena Kierkegaarda Nienaukowe zamykające post scriptum do Okruchów filozoficznych. Mimiczno-patetyczno-dialektyczna kompilacja. Egzystencjalny sprzeciw w tłumaczeniu Karola Toeplitza, która ukazała się w 2011 r. nakładem Wydawnictwa Marek Derewiecki (s. 556–561).

Śródtytuły pochodzą od redakcji

*Tytuł w oryginale – Intermedium między A i B

SØREN KIERKEGAARD – (1813–1855) duński filozof i autor prac teologicznych. W Polsce ukazały się m.in. następujące jego dzieła: Albo–albo, t. 1 tłum. J. Iwaszkiewicz, t. 2 tłum. K. Toeplitz (1976, wyd. 2 1982), Okruchy filozoficzne. Chwila, tłum. K. Toeplitz (1988), Wprawki do chrześcijaństwa Anti-Climacusa nr I, II, III wydane przez Sørena Kierkegaarda, tłum. A. Szwed (2002), Dziennik (wybór), tłum. A. Szwed (2000), O chrześcijaństwie, tłum. A. Szwed (2011)

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter