70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Manowce dyskusji o dyskusji

Tekst Krzysztofa Nawratka ma jasny cel: podsunąć czytelnikowi wniosek, że opowiadać się za prawem antyaborcyjnym mogą tylko zwolennicy patriarchatu. Jest to politycznie bardzo sprytny zabieg, gdyż być zwolennikiem dyskryminacji kobiet jest dziś nieco démodé. Na szczęście nie musimy przyjmować tego fałszywego twierdzenia gdyż zostało ono oparte na arbitralnych założeniach i nieuprawnionych wnioskowaniach.

Z tekstem Krzysztofa Nawratka bardzo trudno jest polemizować. Autor wychodzi bowiem od kilku arbitralnych założeń, następnie stosuje nieuzasadnione uogólnienia, by na deser zaproponować czytelnikowi enigmatyczne zakończenie. Nie sposób poważnie polemizować z proponowanymi przez autora interpretacjami, gdyż należy je uznać albo za nieuprawnione, albo niejasne. W tekście tym, z uwagi na ograniczenia formalne, skoncentruję się na wskazaniu fragmentów, w których autor dokonuje szczególnie widocznych nadużyć. Skupię się zwłaszcza na jego sposobie prezentowania przeciwników aborcji.

Walka słabych narracji

Pierwszy akapit tekstu zarysowuje sposób ujęcia zagadnienia przez autora. Czytamy w nim, że spór o aborcję jest konfliktem słabych narracji, których cechą wspólną jest „pragnienie ustanowienia ideowej hegemonii” w obszarach przekraczających kwestię przerywania ciąży. W tym sporze „żaden nowy argument już nie padnie”, dlatego autor proponuje, by potraktować go jako konflikt polityczny o dominację określonej ideologii. W tym krótkim fragmencie roi się od nadużyć. Po pierwsze, autor arbitralnie orzeka, że w kwestii aborcji nie jest ważny materialny przedmiot sporu, czyli status embrionu, ale niezdefiniowana przez niego „narracja”. Jeśli pod tym pojęciem rozumieć sposób językowego ujmowania pewnego obszaru rzeczywistości, to Nawratek, bez żadnego uzasadnienia, chce narzucić czytelnikowi następujący pogląd: w kwestii aborcji nie jest ważne, czy embrion jest człowiekiem, któremu przysługuje prawo do życia, czy jest raczej integralną częścią ciała matki, o którego losie może ona wyrokować; jedynie istotny okazuje się sposób językowy ujęcia tego zagadnienia. Strona formalna przesłania nam w ten sposób materię sporu, a każdy, nawet najgłupszy, pogląd może zostać uznany za charakterystyczny dla określonej „narracji”. Droga do nieprawdopodobnych analiz zostaje w ten sposób otwarta.

Po drugie, Nawratek równie autorytatywnie stwierdza, że owe „narracje” mają na celu ustanowienie „ideowej hegemonii” dotyczącej całości życia społecznego. Ten z kolei sąd pozwala autorowi sprowadzić aborcję do kwestii walki o patriarchalny model rodziny.

Po trzecie, argumentem za potraktowaniem całego sporu jako kwestii stricte politycznej jest okoliczność, iż „żaden nowy argument [w nim] nie padnie”. Doprawdy, zdumiewająca jest ta logika, która konsekwentnie stosowana, sprowadziłaby do polityki każdy filozoficzny spór, w jakim stanowiska od dawna zostały wyraźnie opisane. Tekst opiera się zatem na trzech arbitralnie przez autora narzuconych założeniach, których prawdziwości nawet nie próbuje on dowieść. Takie zakreślenie pola dyskusji uniemożliwia rozmowę (albo przyjmuje się założenia autora, albo będzie się mówiło nie na temat), a tekst staje się politycznym manifestem kolejnej „narracji”. W tym miejscu polemikę właściwie należałoby zakończyć.

Wewnętrzna niespójność argumentacji

Prześledźmy mimo to dalszy wywód autora. W kolejnych akapitach Nawratek opisuje narrację przeciwników prawnej dopuszczalności przerywania ciąży, którzy reprezentują retorykę katolicką. „Najważniejszą i najbardziej rozpowszechnioną w mediach narracją” jest ta, która głosi, że „życie człowieka rozpoczyna się od naturalnego poczęcia i trwa do naturalnej śmierci i jako takie powinno być chronione bezwzględnie”. Zdaniem autora jest ona jednak „zbyt abstrakcyjna” oraz wewnętrznie sprzeczna (heterodoksyjna), gdyż (a) „życie nie jest wcale dobrem najwyższym” (vide kara śmierci, przyzwolenie na prowadzenie wojny, uznanie innych wartości za ważniejsze od jednostkowego życia); (b) nie znajduje ona społecznego poparcia; (c) tworzy „pustą przestrzeń” do negocjacji, gdyż uznając „istnienie hierarchii człowieczeństwa”, zgadzamy się, że w pewnych okolicznościach (np. sytuacji zagrożenia życia matki) aborcja jest dopuszczalna.

Powyższa analiza budzi równie dużo wątpliwości, co początkowe założenia tekstu. Nawet jeśli potraktujemy nauczanie Kościoła katolickiego jako „narrację”, to ma ona hierarchiczną strukturę. Chcąc poznać sposób uzasadniania danego poglądu głoszonego przez Kościół, należy sięgnąć do oficjalnych dokumentów, które obligują wszystkich wierzących. Są one bardziej wiarygodne dla rekonstrukcji „narracji” katolickiej niż jedna przypadkowa wypowiedź polityka należącego do prawicowego ugrupowania.

Z tego powodu celowe jest skonfrontowanie tego wywodu z encykliką Jana Pawła II Evangelium vitae, najważniejszym dokumentem papieskim na temat bioetyki. Czytamy tam, iż „istota ludzka powinna być szanowana i traktowana jako osoba od momentu swego poczęcia i dlatego od tego samego momentu należy jej przyznać prawa osoby, wśród których przede wszystkim nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty ludzkiej do życia” (EV, 58). W ten sam sposób rozstrzyga tę kwestię Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK, 2270). Najważniejszym sposobem uzasadniania tego przekonania jest odwołanie do porządku stworzenia. „Życie ludzkie jest święte, ponieważ od samego początku domaga się stwórczego działania Boga i pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu do Stwórcy, jedynego swego celu. Sam Bóg jest Panem życia, od jego początku aż do końca. Nikt, w żadnej sytuacji, nie może rościć sobie prawa do bezpośredniego zniszczenia niewinnej istoty ludzkiej” (EV, 53; Instrukcja Donum vitae). Z tego względu papież nazywa bezpośrednie przerwanie ciąży „dobrowolnym zabójstwem” (EV, 62).

Zdania te wyrażają zasadniczą treść nauczania Kościoła o świętości i nienaruszalności życia ludzkiego. Dowodzą także fałszywości pierwszej tezy Nawratka, jakoby według katolików życie ludzkie było dobrem najwyższym. Rzeczywiście, jest ono uznane za święte, ale zawsze rozpatrywane jest w kontekście Boga, jako jego Stwórcy i Celu. „Narracja” katolicka łączy to przekonanie, bez popadania w sprzeczność, z kultem męczenników. Zgodnie z uznawanym przez siebie porządkiem świata poświęcili oni mniejszą wartość, czyli życie, w imię większej wartości, czyli wierności Bogu. Zatem przekonanie o świętości życia w „narracji” katolickiej jest spójne z uznaniem dla wartości wyższego rzędu, gdyż jest ono wpisane w szerszy porządek stworzenia.

W cytowanej encyklice znajdziemy także odpowiedź na drugi zarzut autora, czyli brak społecznego poparcia dla postulatów krytyków aborcji. Mówiąc wprost, dla papieża nie jest to żaden argument, co pewnie musi boleć każdego demokratę. Podstawą ładu demokratycznego nie mogą być „tymczasowe i zmienne większości opinii publicznej, ale wyłącznie uznanie obiektywnego prawa moralnego, które jako prawo naturalne , wpisane w serce człowieka, jest normatywnym punktem odniesienia także dla prawa cywilnego”. Gdyby na skutek „tragicznego zagłuszenia sumienia zbiorowego sceptycyzm podał w wątpliwość nawet fundamentalne zasady prawa moralnego”, to takie prawo należałoby nazwać „prawem niegodziwym”, które „przestaje być prawem i staje się raczej aktem przemocy” (EV, 70). Zatem jeśli socjologiczne statystyki rzeczywiście opisują brak społecznego zrozumienia dla postulatów przeciwników aborcji, to jest to po prostu przykład „tragicznego zagłuszenia sumienia zbiorowego”. Ta zmienna opinia ludzka nic jednak nie ujmuje prawdziwości i obiektywności prawa naturalnego. Nie ma tu zatem mowy o sprzeczności.

Trzecia uwaga autora jest najciekawsza. Rzeczywiście, nauczanie Kościoła zakłada istnienie hierarchii wartości, co w wyjątkowych sytuacjach może prowadzić do złagodzenia stanowiska w sprawie aborcji. Jest to dokładnie jeden przypadek, gdy dalszy rozwój płodu doprowadzi do śmierci matki. W takiej sytuacji mamy do czynienia z wyborem pomiędzy dwoma równorzędnymi wartościami, czyli życiem dziecka i życiem jego matki. Taki dylemat nie jest jednak w świecie medycznym niczym wyjątkowym, gdyż wielokrotnie lekarze muszą wybierać, której osobie mają udzielić pomocy w pierwszej kolejności, skazując w ten sposób inną osobę na śmierć. Może się tak stać podczas wypadku z udziałem wielu ludzi, gdy tylko części z nich może być udzielona niezbędna pomoc. Podobnie w przypadku transplantacji, gdy występuje deficyt organów, przy jednoczesnej dużej liczbie osób na nie oczekujących. We wszystkich tych dramatycznych sytuacjach dopuszczalna jest zgoda na śmierć jednej osoby w imię ratowania życia drugiej. Poza tą wyjątkową sytuacją nie ma jednak mowy o tworzeniu przestrzeni do negocjacji liberalizacji prawa aborcyjnego, gdyż inne przytaczane wartości znajdują się w hierarchii niżej niż życie.

Podsumowując, wszystkie trzy przywoływane przez autora argumenty wykazujące rzekomą abstrakcyjność i wewnętrzną sprzeczność „narracji” katolickiej są nieprawdziwe. Przeciwnie, zachowuje ona niezwykłą spójność, jeśli będziemy pamiętać o centralnej kwestii: życie ludzkie jest święte, gdyż wpisuje się w metafizyczny porządek stworzenia, co nie znaczy, że jest wartością najwyższą.

Narracja antykobieca

Zdaniem Nawratka rzekoma wewnętrzna sprzeczność „narracji” przeciwników aborcji sprawia, że musi się ona spleść z inną opowieścią o „niewinnym, bezbronnym, nienarodzonym dziecku”, które powinno być chronione przez silnych. Obrona „słabych i niewinnych” pozwala określić wroga, którym stają się „wyrodne matki”. Narracja „antyaborcyjna” przeradza się w „narrację antykobiecą”. Na dowód tego autor przywołuje słowa prawicowego polityka, który postuluje „zmuszanie kobiet w ciąży do rodzenia”. Okazuje się zatem, że walka z aborcją staje się sposobem na potwierdzenie męskiej dominacji w społeczeństwie, gdyż zwolennicy tego poglądu są „prawie zawsze” zadeklarowanymi obrońcami autonomii rodziny oraz jej tradycyjnego modelu. Przeciwnicy aborcji odrzucają podmiotowość matki, „dążą do ubezwłasnowolnienia kobiety w ciąży”, opowiadają się w ten sposób za społeczną dyskryminacją kobiet.

Powyższa analiza stanowi nie lada wyzwanie dla zdrowego rozsądku. Po pierwsze, tworzenie dalekosiężnych teorii na temat poglądów większości społeczeństwa w oparciu o dwa zdania wypowiedziane przez marginalnego polityka jest nieuprawnione pod względem metodologicznym. Po drugie, wrogiem przeciwników aborcji nie są kobiety, ale raczej, by zacytować raz jeszcze treść papieskiej encykliki: „zwolennicy kultury materialistycznej promującej indywidualizm i hedonizm”. Taka kultura, negująca istnienie Boga i obiektywnego porządku stworzenia, rodzi „sceptyczną postawę wobec samych fundamentów poznania i etyki oraz sprawia, że coraz trudniej jest zrozumieć w pełni sens istnienia człowieka, jego praw i obowiązków” (EV, 11). Drugi człowiek jest w niej „postrzegany jako wróg, przed którym trzeba się bronić” (EV, 20). Taką kulturę nazywa papież „kulturą śmierci” oraz „strukturami grzechu”. Oczywiste jest, że „kulturze śmierci” ulegają zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Kwestia płci nie ma tu znaczenia. Po trzecie, „narracja” katolicka nie rozróżnia embrionów znajdujących się w łonie matki od tych powstających w laboratoriach służących celom eksperymentalnym. W jednych i drugich dostrzega człowieka, który ma prawo do życia (EV, 63). Gdyby chodziło o zachowanie kultury patriarchalnej, ten drugi przypadek byłby uznany za nieistotny, gdyż nie ma tu czynnika przymusu w stosunku do kobiet. Po czwarte, gdyby spór o aborcję był jedynie przejawem walki o zachowanie kultury patriarchalnej wobec jej kryzysu, pojawiłby się on w nauczaniu Kościoła dopiero w XX w., wraz z erozją tradycyjnego modelu rodziny. Jednak już w Didache, najstarszym pozabiblijnym tekście chrześcijańskim, czytamy: „drugie zaś przykazanie nauki jest takie: nie zabijaj, (…) nie zabijaj płodu, nie odbieraj życia niemowlęciu” (cyt. za: EV, 54). Ten starożytny tekst jest ważnym świadectwem tego, że kwestia krytyki aborcji pojawiła się kilka tysięcy lat przed słowem gender, a nie powstała w reakcji na współczesne dyskusje równościowe. Po piąte, dokumenty kościelne bardzo często stają w obronie kobiet „doznających przemocy”, ze względu na którą „opowiedzenie się po stronie życia i jego obrona stają się trudne, a czasem wymagają wręcz heroizmu” (EV, 11). Emancypacja powinna oznaczać również prawo kobiety do urodzenia dziecka, często wobec sprzeciwu jego ojca i otoczenia. Trudno o bardziej dobitny przykład postawy antypatriarchalnej. Podobne argumenty można mnożyć.

Wspólnotowość a liberalizacja ustawy

Przejdźmy jednak do enigmatycznego zakończenia, w którym Nawratek zdaje się głosić dwie zaskakujące tezy. Pierwsza z nich odnosi się do tego, że „obrońcy życia” powinni natychmiast „dokonać radykalnej liberalizacji obowiązującej ustawy antyaborcyjnej”, gdyż w ten sposób zostaną upodmiotowione zarówno kobiety w ciąży, jak i płody. Autor nie kończy tego wywodu, ale jego sugestia jest oczywista: w ten sposób spadnie liczba aborcji wykonywanych w Polsce. Druga teza mówi o tym, że polska wspólnota narodowa przetrwa jedynie wtedy, gdy skierujemy się w stronę „relacyjnej, hybrydowej podmiotowości” osób, gdyż z konieczności poprowadzi ona z powrotem „ku temu, co wspólne”. Zatem finalny dylemat postawiony przed konserwatystami jest następujący: liberalizacja ustawy antyaborcyjnej oraz wspólnota czy raczej hierarchiczne społeczeństwo, o dominującej pozycji mężczyzn, Kościoła i opresyjnego państwa.

Pierwszej tezy nie potwierdzają przykłady innych państw. Nigdzie nie udowodniono, że liberalizacja prawa aborcyjnego prowadzi do spadku liczby jej wykonywania. Ta teza jest także bardzo wątpliwa z perspektywy filozofii prawa, która podkreśla jego wychowawczą rolę. Prawo dopuszczające określone czyny w naturalny sposób sankcjonuje je jako moralne. Zatem liberalizacja ustawy aborcyjnej raczej doprowadziłaby do zobojętnienia sumień, niż przyczyniła się do większej wrażliwości w tym obszarze. Teza druga jest tak enigmatyczna, że właściwie nie wiadomo, o co w niej autorowi chodzi. Wiemy jedynie, że przyjęcie „hybrydowej podmiotowości” jest jedyną szansą, by przetrwała wspólnota narodowa. Jak należy rozumieć „podmiotowość hybrydową”? Na jakiej podstawie autor wygłasza tak fundamentalne przekonanie? Nie wiemy. I to jest kwintesencja całego tekstu: pada modne hasło, z pozoru następuje świeże otwarcie, za którym nie idzie żadne sensowne uzasadnienie. Raczej dostrzegamy ukrytą za słowami pustkę.

W tym punkcie dodatkowym nadużyciem jest odwołanie się do nauczania Kościoła (osoby, dla których „katolicka nauka społeczna nie jest pustym hasłem”, powinny przyjąć ten sąd). Czytelnicy papieskich encyklik zgadzają się raczej co do tego, że do zaniku wymiaru wspólnotowego prowadzi brak „odniesień do wspólnych wartości i do prawdy absolutnej, uznawanej przez wszystkich” (EV, 20). Jeśli „katolicka nauka społeczna nie jest pustym hasłem”, to nie pokładasz nadziei w „hybrydowej podmiotowości”, ale w powrocie do obiektywnego ładu moralnego jako fundamentu wspólnoty politycznej.

Czy przeciwnik aborcji musi być zwolennikiem patriarchatu?

Tekst Krzysztofa Nawratka ma jasny cel: podsunąć czytelnikowi wniosek, że opowiadać się za prawem antyaborcyjnym mogą tylko zwolennicy patriarchatu. Jest to politycznie bardzo sprytny zabieg, gdyż być zwolennikiem dyskryminacji kobiet jest dziś nieco démodé. Na szczęście nie musimy przyjmować tego fałszywego twierdzenia, gdyż zostało ono oparte na arbitralnych założeniach i nieuprawnionych wnioskowaniach. I pewnie komentowany artykuł nie odbiegałby od wielu innych tekstów lekceważących reguły logicznego rozumowania w zamian za oryginalność ujęcia. Problem aborcji stawiający przed nami pytania o sposób rozumienia człowieka oraz zagadnienie życia i śmierci jest jednak kwestią fundamentalną, która chyba nie powinna być przedmiotem tego typu publicystyki.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata