70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Bilet do historii

W 2008 r. Tony Judt zapadł na nieuleczalną chorobę i zmarł na nią dwa lata później, 6 sierpnia 2010 r. Wraz z postępami choroby, im bardziej znikał z życia publicznego, tym bardziej stawał się osobą publiczną. Prawdziwą sławę zyskał po śmierci, a jego dwie ostatnie książki, Źle ma się kraj i Pensjonat pamięci, stały się bestsellerami.

W epilogu Powojnia, monumentalnej historii Europy od roku 1945, Tony Judt przypomniał znane powiedzenie Heinricha Heinego, że dla Żydów chrzest był „biletem wstępu do Europy”. Judt nie byłby sobą – mistrzem retorycznego skrótu, podszytego sarkastycznym dowcipem – gdyby w następnym akapicie nie zauważył, że niespełna dwieście lat później europejskim biletem wstępu dla krajów postsowieckich, takich jak Polska, stało się uznanie współodpowiedzialności za Zagładę Żydów.

W taki właśnie sposób Judt zinterpretował wystąpienie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego podczas uroczystości rocznicowych w Jedwabnem w 2004 r. Jego zdaniem miało ono na celu zamknięcie bolesnego rozdziału historii Polski, a zarazem było symbolicznym wyrazem powrotu naszego kraju, po półwieczu komunizmu, między narody zjednoczonej Europy. Był to więc rodzaj politycznego egzorcyzmu – od tej pory dyskusje o przeszłości miały zajmować jedynie historyków, politycy zaś mieli poświęcić się budowaniu świetlanej europejskiej przyszłości.

Pamiętam, jak spierałem się z Tonym o ten fragment książki, gdy widzieliśmy się – jak się potem okazało – po raz ostatni. Ta sugestywna analogia jest przecież fałszywa. Było akurat na odwrót: to dopiero zrealizowanie podstawowego interesu narodowego, jakim było przystąpienie Polski do NATO i Unii Europejskiej, uczyniło możliwym wyznanie win wobec Żydów przez głowę polskiego państwa. Nieprzypadkowo wystąpienie prezydenta Kwaśniewskiego miało miejsce nie przed, ale po 1 maja 2004 r. Podczas zaś poprzedzającej je debaty na temat Sąsiadów Jana Tomasza Grossa można było usłyszeć, że dyskusja ta szkodzi europejskim aspiracjom Polski, prowokując antypolskie nastroje na Zachodzie i – co gorsza – antysemickie nastroje w Polsce.

Były to obawy na wyrost; dyskusja się odbyła i – jak zauważył włosko-francuski historyk Enzo Traverso – „przerodziła się w narodowy dramat (podobnie jak wcześniejsza dyskusja wokół pogromu w Kielcach w 1946 r.), lecz w sumie pozostała odosobnionym przypadkiem, który w niczym nie zmienił ogólnej tendencji” (Pamięć Europy, „Przegląd Polityczny” 2011, nr 109/110). Tony Judt prawdopodobnie zgodziłby się z tą konkluzją, choć Sąsiadów niezwykle cenił i przyjaźnił się z autorem książki. Opowiadał mi z rozbawieniem, jak to Jan Tomasz Gross przed laty usiłował zainteresować go studiami polonistycznymi. – Po co ty się uczysz czeskiego? – pytał Gross. – Przecież to mały język. Lecz właśnie to pociągało w nim Judta. Kilka miesięcy przed śmiercią w 2010 r. napisał w Pensjonacie pamięci: „specyficznie polskie (czy rosyjskie) poczucie kulturalnej wielkości było czymś, czego właśnie chciałem uniknąć. Wolałem takie typowo czeskie cechy, jak zwątpienie, kulturowa niepewność, sceptyczna autoironia. Znałem je już z żydowskich źródeł, przede wszystkim z dzieł Kafki – ale Kafka jest także przecież par excellence czeskim pisarzem”.
Doskonale go rozumiałem, samemu będąc z wykształcenia i zamiłowania bohemistą. Twórczość młodszych przyjaciół Tony’ego, Timothy’ego Gartona Asha i Timothy’ego Snydera dowodzi jednak, że to Jan Tomasz Gross miał rację. Klucza do zrozumienia fenomenu „skrwawionych ziem” Europy Środkowo-Wschodniej należało szukać nad Wisłą, nie nad Wełtawą.

Nigdy nie udało mi się porozmawiać z Tonym dłużej o Czechach. Jego fascynacja kulturą tego kraju przeminęła wraz z opisanym w Pensjonacie pamięci kryzysem wieku średniego. Tylko raz słyszałem go mówiącego po czesku. Było to w centrum handlowym w Markach, gdzie zatrzymaliśmy się w drodze do Sejn w styczniu 2004 r. Tony usiłował dogadać się z kasjerką w hipermarkecie i zrobił to w jedynym słowiańskim języku, jakiego kiedykolwiek się uczył. Potem spędziliśmy kilka dni w klasztorze w Wigrach, rozmawiając o zbrodni w Jedwabnem, i o wielu innych zbrodniach, jakich nasi – uczestników spotkania – rodacy dopuścili się w Rosji, Indiach, Ameryce, Czechach czy w krajach dawnej Jugosławii.

Z perspektywy czasu Tony Judt coraz bardziej przypomina mi bohatera jednej z powieści Dostojewskiego, który, nie mogąc pogodzić się z niesprawiedliwością świata, „zwrócił Bogu bilet”. Jego ekscentryczne wypowiedzi na temat Izraela (Judt w 2003 r. postulował uczynienie go państwem dwóch równoprawnych narodów, żydowskiego i palestyńskiego) czy agresywne wypowiedzi o przyjaciołach, którzy jak Adam Michnik czy Václav Havel poparli amerykańską inwazję na Irak, równie wiele zawdzięczały jego ambicji, by stać się „Orwellem naszych czasów”, co naiwnej, niemal dziecięcej niezgodzie na porządek świata.

Dziełem jego życia jest z pewnością Powojnie. To prekursorska próba pogodzenia różnych europejskich wizji pamięci; nie tylko zachodniej i wschodniej – to oczywiste – ale także pamięci ofiar i beneficjentów europejskiego powojnia. Problematyczność tej próby – i trudność napisania europejskiej historii – polega na tym, że ów podział na wygranych i przegranych jest arbitralny, każdorazowo motywowany politycznie, kreowany zgodnie z aktualną koniunkturą. Historia staje się wtedy niczym więcej, jak narzędziem polityki, zaś tzw. pamięć zbiorowa (a raczej różne wizje tej pamięci, rywalizujące nie tylko, i nie przede wszystkim, z wizjami pamięci innych narodów, lecz raczej z konkurencyjnymi sposobami jej pojmowania w obrębie tych samych narodów i społeczeństw) okazuje się narzędziem manipulacji i mobilizacji wrogich sobie elektoratów. Historia, rozumiana jako „obiektywna, opracowana według pewnych reguł opowieść o przeszłości” (Traverso), przegrywa z doraźnymi interesami, całkiem jak w tym przywołanym w Powojniu dowcipie z czasów ZSRR: Do Radia Erewań dzwoni słuchacz i pyta, czy można przewidzieć przyszłość. „Oczywiście. To żaden problem” – pada odpowiedź. „Przyszłość jest nam doskonale znana. Kłopot mamy z przeszłością. Ona ciągle się zmienia”.

„Bilet wstępu”, jakim dla narodów Europy Wschodniej miało być wyznanie win wobec Żydów, istniał jedynie w wyobraźni Tony’ego, lecz faktem jest, że specyficznie rozumiana proizraelskość stała się po 1989 r. biletem wstępu wschodnioeuropejskiej prawicy na europejską agorę polityczną (prawica zachodnioeuropejska, z niemiecką na czele, wykupiły go znacznie wcześniej). Symptomatycznym tego przykładem było odwołanie wykładu Judta na temat „lobby izraelskiego i polityki zagranicznej USA” w konsulacie polskim w Nowym Jorku jesienią 2006 r. Jak to ujął z dyplomatyczną szczerością konsul RP w Nowym Jorku Krzysztof Kasprzyk: „spędziłem trochę czasu, aby zapoznać się z poglądami pana Judta, i stwierdziłem, że muszę odmówić zgody na taki wykład na terenie konsulatu. Są tematy, nad którymi można dyskutować wszędzie, ale nie na terenie placówki dyplomatycznej” (Marcin Gadziński, Awantura o odwołany odczyt w konsulacie RP w Nowym Jorku, „Gazeta Wyborcza”, 6 października 2006).
„Niestety, spór o to, na ile krytyczni możemy być wobec Izraela, prowadzą niemal wyłącznie Żydzi” – napisał do mnie Tony w jednym ze swoich ostatnich e-maili. „Nie-Żydzi boją się zabierać głos w tej sprawie”.

Czy rzeczywiście jest to strach? A może raczej obojętność? Już w 2006 r., niespełna cztery miesiące przed awanturą w polskim konsulacie, gdy widzieliśmy się po raz ostatni, podczas zorganizowanego w Austrii spotkania stypendystów kierowanego przez Judta nowojorskiego Instytutu Remarque’a, odniosłem wrażenie, że niemal nikt spośród kilkudziesięciu zebranych nie ma ochoty rozmawiać o Izraelu. Tak jakby wszystko już na ten temat powiedziano, a tego, czego z rozmaitych względów się nie mówi, i tak wszyscy są świadomi. Tak jakby kwestia izraelsko-palestyńska przestała obchodzić kogokolwiek poza bezpośrednio zainteresowanymi. Tego właśnie Tony Judt obawiał się najbardziej.

W 2008 r. zapadł na nieuleczalną chorobę i zmarł na nią dwa lata później. Jennifer Homans, jego żona i matka dwóch synów, napisała w marcu 2012 r. w „The New York Review of Books”, że wraz z postępami choroby, im bardziej znikał z życia publicznego, tym bardziej stawał się osobą publiczną. Prawdziwą sławę zyskał po śmierci, a jego dwie ostatnie książki, Źle ma się kraj i Pensjonat pamięci, stały się bestsellerami.
Pierwsza z nich, będąca rozwinięciem tez słynnego, wygłoszonego z pamięci, na wózku inwalidzkim, przed kilkusetosobową publicznością wykładu o „socjaldemokracji strachu”, jest jedną z najszerzej dyskutowanych prac na temat źródeł obecnego kryzysu gospodarczego. Zdaniem Judta, przyczyną obecnych kłopotów – a mówiąc mniej eufemistycznie: przyśpieszonego końca globalnej hegemonii Zachodu – jest zapoczątkowany przez Ronalda Reagana i Margaret Thatcher demontaż państwa dobrobytu. Jedynie strach przed utratą ostatnich zdobyczy europejskiej lewicy, takich jak powszechne ubezpieczenie zdrowotne czy systemy emerytalne, daje nadzieję na powstrzymanie tego pędu ku samozniszczeniu – sugeruje Judt.

Problematyczna to rada. Znaczy bowiem tyle, że skoro społeczeństwa zachodnie nie stanowią już wspólnoty – gdyż nie zdołały zastąpić niczym religii w roli spoiwa społecznego – to ich jedyną nadzieją pozostaje egoizm. Nie jednostkowy jednak – jak chcą neoliberałowie i piewcy wolnego rynku – lecz zbiorowy. W Europie oznacza to powrót nacjonalizmów. Czego skądinąd jesteśmy świadkami.

„Sugerujesz, że papuguję Kaczyńskich?” – oburzył się Tony podczas jednej z naszych e-mailowych dyskusji. Nie mogłem chyba zirytować go bardziej, niż wskazując na zbieżność jego poglądów z retoryką przywódców polskiej prawicy. A jednak jest ona oczywista. Wyprzedaż lewicowych tradycji i ideałów dokonała się w naszej części Europy znacznie szybciej niż na Zachodzie; w roku 1989 peerelowskie elity polityczne, za przyzwoleniem najaktywniejszych reprezentantów społeczeństwa i przy współudziale części solidarnościowych elit, pogrzebały realny socjalizm. A wraz z nim pojęcia dobra wspólnego czy solidaryzmu społecznego. Nic dziwnego, że po kilkunastu latach transformacji, dokonanej pod dyktando ekspertów Banku Światowego, upominały się o nie prawica konserwatywna (PiS) i nacjonalistyczna (LPR).

Pięć lat później w książce Źle ma się kraj Tony napisał: „Dysponujemy przekonującymi dowodami na to, że o ile jednorodność i rozmiary państwa przyczyniają się do rozwoju zaufania i wspólnoty, o tyle kulturowa lub ekonomiczna różnorodność mogą przynosić przeciwne skutki. Stały wzrost liczby imigrantów, zwłaszcza z »Trzeciego Świata«, prowadzi w Holandii i Danii, nie wspominając o Wielkiej Brytanii, do wyraźnego osłabienia spójności społecznej”.
Innymi słowy, większość obywateli nie jest skłonna płacić wysokich podatków, jeśli korzystać z nich będą głównie ci, z którymi – w ich poczuciu – niewiele ich łączy. Kraje Europy Północnej, takie jak Finlandia, Norwegia czy Szwecja, którym udało się utrzymać wysoki stopień zaufania społecznego, a co za tym idzie również instytucje państwa opiekuńczego (choć i tam ulegają one erozji), są wyjątkowo jednorodne pod względem narodowym i wyznaniowym (przynajmniej jak na standardy zachodnie).

Jeśli była jakaś szansa na rozwiązanie tego problemu w duchu tradycji socjaldemokratycznej, do czego nawoływał Judt, to ostatecznie pogrzebał ją trwający od 2008 r. kryzys gospodarczy. Renacjonalizacja polityki europejskiej, której jesteśmy świadkami, jest niczym innym, jak realizacją scenariusza nakreślonego w Źle ma się kraj. Problem w tym, że nie realizują go socjaldemokraci.

Tony Judt zakończył Powojnie stwierdzeniem, że Unia Europejska może stanowić odpowiedź na historię, ale nie może jej zastąpić. „Unia Europejska jest tym, czym jest – w dużej mierze nieplanowanym efektem negocjacji, które przez dziesięciolecia prowadzili zachodnioeuropejscy politycy dbający o interesy własnego kraju czy regionu” – napisał w 2005 r. Obecnie te słowa brzmią jeszcze prawdziwiej. Być może doczekamy nawet momentu, w którym historia zastąpi Unię Europejską. Oby na drodze negocjacji.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter