70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Jak opowiadamy przeszłość?

Są dwie opowieści o wojnie. Jedna dotyczy wydarzeń wielkiej historii. Druga mówi o tym, co przeżywali ludzie. Podmiotem tej pierwszej jest naród, drugiej – jednostka. Każda budowana jest wokół innych tematów i używa innego języka. W pierwszej są heroiczne czyny, w drugiej strach i ból.

Trzy sfery pamięci zbiorowej – historia, media i „ludzkie gadanie”

Trudno pisać o pamięci zbiorowej bez przywołania ogromnego zróżnicowania zjawisk związanych z tym pojęciem. Ich rozmaitość jest w znacznej mierze konsekwencją tego, że stało się ono punktem centralnym nauk humanistycznych i społecznych, z których każda wyposaża go w odmienne treści. W bliskich mi dyscyplinach naukowych mianem pamięci zbiorowej określane są opowieści o przeszłości, które można przyporządkować trzem różnym sferom.
Pierwsza jest sferą historii, profesjonalnej dyscypliny akademickiej, która na podstawie źródeł, uznawanych za wiarygodne wedle obowiązujących w niej kryteriów poprawności warsztatowej, tworzy narracje o przeszłości. Zgadzają się one ze sobą co do opisywanych faktów, lecz różnią się ich interpretacją.

Drugą sferę tworzą opowieści o przeszłości wprowadzane w obieg społeczny przez różne środki przekazu (w tym podręczniki szkolne). Zgromadzona przez historyków wiedza jest w nich upraszczana i dość często instrumentalnie wykorzystywana w artykułach publicystycznych, przemówieniach politycznych, powieściach, filmach i serialach historycznych. Kiedy mówi się o pamięci zbiorowej i czyni ją przedmiotem analiz, ma się zazwyczaj na myśli przedstawienia przeszłości w tej właśnie postaci.

Trzecią sferą są wyobrażenia zwykłych ludzi. Odruchowo przyjmujemy, że wszystkie treści przekazywane publicznie osadzają się w świadomości odbiorców i sądzimy, że badając je, poznajemy, co myślą inni. Tymczasem nic bardziej mylnego. Tylko część komunikatów i informacji dociera do nich i pozostaje w ich umysłach. Reszta jest odrzucana.
Badania ankietowe dotyczące pamięci zbiorowej przeprowadzane w okresie PRL, w latach 1965, 1977 i 1988, wyraźnie pokazały różnice między pamięcią zbiorową zwykłych ludzi i tą przekazywaną przez media. Ujawniły one narastającą rozbieżność między tym, co oficjalnie konstruuje się i przekazuje w publicznym obiegu i tym, co odbiorcy tych komunikatów chcą pamiętać. Pokazały, jak historyczne postaci i wydarzenia wykorzystywane do legitymizacji istniejącego wówczas porządku są coraz bardziej spychane w sferę niepamięci, natomiast pogłębia się i wzbogaca wspomnienie o tych, o których milczano w oficjalnych przekazach.

„Ludzi gadanie” o przeszłości

Moją uwagę najsilniej przyciąga trzecia sfera pamięci zbiorowej, której zasoby określam mianem potocznej. Ma ona dwa źródła i co za tym idzie – dwa składniki. Jednym z nich są przekazy publiczne, których treści są przetwarzane i selekcjonowane – przyjęta zostaje tylko ta ich część, która zgodna jest z odczuciami, wartościami, politycznymi preferencjami i całym sposobem postrzegania świata przez odbiorców.

Badania pamięci zbiorowej przeprowadzane w okresie PRL wyraźnie pokazały silniejszy związek jej potocznej postaci z politycznymi emocjami i światopoglądem odbiorców niż z przekazywanymi w danym czasie informacjami. Dobrym przykładem jest postać Józefa Piłsudskiego, na którego wskazywano w odpowiedzi na pytanie, z jakich postaci w historii Polski mogą być dumni Polacy. W badaniach przeprowadzonych w 1977 r. na warszawskich uczelniach, wśród osób wykazujących się raczej bardzo małą wiedzą historyczną, które ani ze szkoły, ani z oficjalnych środków przekazu nie mogły nic wiedzieć o Piłsudskim, wskazało go 19,6% studentów. We wcześniejszych badaniach z 1965 r. odsetek ten wyniósł zdecydowanie mniej: 12,9%, mimo że trzy czwarte osób biorących wówczas udział w ankiecie urodziło się przed lub w 1930 r. Osoby te przeszły część lub całość drogi edukacyjnej w czasach II Rzeczypospolitej, kiedy to bardzo intensywnie propagowano kult Marszałka, od pierwszych klas szkoły podstawowej uczono wierszyków o Kasztance i Naczelniku, a szczególny nacisk kładziono na poprawną pisownię jego nazwiska. W 1988 r. popularność Piłsudskiego okazała się jeszcze większa, bo wymieniło go 46,5% respondentów z wyższym wykształceniem, badanych w Warszawie i we Wrocławiu.

Drugim źródłem pamięci potocznej są opowieści członków rodziny bądź znajomych, którzy byli świadkami wydarzeń. Badania pokazały, że jest to źródło informacji o przeszłości, do którego mamy największe zaufanie, większe nawet niż do prac historyków.

Dwa pliki pamięci

Między dwoma składnikami potocznej pamięci zbiorowej, to jest przyswojonymi wybiórczo i przetworzonymi elementami przekazów publicznych oraz wspomnieniami osobistych doświadczeń tak własnych, jak i poznanych dzięki opowieściom innych osób z kręgu rodziny i znajomych, zachodzą szczególne relacje. Obie narracje nie zlewają się ze sobą i nie tworzą jednej, ale dwie odrębne, które czasem się stykają, lecz rzadko nakładają na siebie czy wchodzą ze sobą w konflikt. Istnieją obok siebie na podobieństwo informacji na dwu kanałach telewizji lub w dwóch plikach w komputerze, które osobno trzeba otworzyć.

Taką dwoistość potocznej pamięci zbiorowej w jaskrawy sposób pokazały badania socjologiczne zrealizowane w 2003 i 2009 r. Oba składały się z ankiety oraz poprzedzających ją kilkunastu wywiadów grupowych przeprowadzonych w różnych miastach Polski, wśród zróżnicowanych wiekowo osób.

W 2003 r., kiedy uczestnicy wywiadów byli pytani o skojarzenia z poszczególnymi okresami historii Polski, odpowiedzi dotyczące czasów II wojny światowej były bardzo ubogie, a ich widocznym źródłem były media oraz lekcje historii. Nie pojawiały się żadne informacje o wojnie, które pochodziłyby z relacji prywatnych. Z kolei, kiedy zapytano ich o dzieje rodziny, nieoczekiwanie dla samych badaczy, respondenci mówili niemal wyłącznie o wojnie, która, jak się okazało, zajmuje centralne miejsce w pamięci rodzinnej. Nawet kiedy padło pytanie, czy istnieje jakieś tabu w domu, tylko raz jedna osoba powiedziała, że babcia nigdy nie zdradziła, kto jest ojcem jej dziecka, natomiast pozostali mówili o dziadkach, babciach, rodzicach i innych krewnych oraz znajomych, którzy nie chcą, czy nie chcieli opowiadać o swoich przeżyciach z tamtego okresu.

Okazało się, że pytając o skojarzenia z historią kraju, automatycznie kierowaliśmy uwagę w stronę Polski i otwieraliśmy plik z pamięcią o wielkich wydarzeniach historycznych. W przypadku pytań o dzieje rodziny otwierała się pamięć o doświadczeniach, poznanych dzięki zasłyszanym opowieściom ludzi, którzy żyli w czasach wojny.

Mała i wielka historia – doświadczenia ludzi a pomnikowi herosi

Badania pokazały zatem, że w potocznej pamięci zbiorowej funkcjonują dwie opowieści o wojnie. Jedna dotyczy wydarzeń wielkiej historii. Druga mówi o tym, co przeżywali ludzie, którym przyszło żyć w tamtych czasach na terenach ogarniętych wojną. Jej treścią są doświadczenia pojedynczego człowieka, natomiast wielka historia występuje jedynie jako tło, rama i nośnik wspomnień jednostek. Podmiotem tej pierwszej jest naród, drugiej – konkretne osoby. Każda budowana jest wokół innych tematów i używa innego języka. W pierwszej aktorami są Polacy, w drugiej zwykli ludzie.
Głównym tematem drugiej opowieści jest walka o przeżycie w warunkach zagrożenia i strachu. Człowiek bał się wówczas wszystkiego – nawet partyzantów. Jeden z uczestników wywiadów w reakcji na wypowiedź innej badanej powiedział: „Ale Pani mówi o samolotach, ale tak na Białostocczyźnie czy na Kresach to tak: w poniedziałek przychodziło UPA – zabierało, we wtorek przychodziła partyzantka radziecka – zabierała, we środę przychodziła Armia Krajowa – zabierała, w końcu przychodziło NSZ i rozwalało całe gospodarstwo za to, że dawali tamtym. A co miał chłop nie dać, jak mu przystawili karabin do głowy” (2009, Warszawa, 46-65) .

W opowieściach przekazywanych z ust do ust trudno spotkać wątek heroiczny. Nawet wtedy, kiedy spotykają się dawni towarzysze walk, ich wspólne wspominanie nie dotyczy dokonanych przez nich bohaterskich czynów, lecz związanych z nimi traumatycznych przeżyć. Oto charakterystyczna wypowiedź: „Mój dziadek brał udział w powstaniu warszawskim, (…) niedawno nawiązał kontakt przez internet z trzema kolegami, towarzyszami niedoli. Dwa lata temu, w święta Bożego Narodzenia, ci panowie spotkali się razem i wszyscy płakaliśmy, jak opowiadali o tym czasie. Dziadek pamięta to do dziś i modli się o to, żeby te czasy nie wróciły” (2009, Warszawa, 26-45).

Inny z uczestników badań powiedział: „Z opowiadań wiem, tak samo ze strony ojca, tak samo ze strony teścia, że to nie tak do końca z tą wojną, że każdy chciał strzelać, nie. Nie chcieli, ani Niemcy nie chcieli strzelać, ani Rosjanie nie chcieli strzelać, ani Polacy nie chcieli strzelać. Jak byli zmuszeni, to tak, ale były sytuacje, ojciec opowiadał, że absolutnie. Jak nie było potrzeby, to nikt specjalnie nie strzelał. To nie znaczy, że zabij Rosjanina czy też Niemca, nie. W normalnych ludziach była inna mentalność” (2009, Katowice, 46-65). W tej opowieści brak jest też wątku militarnego, co nie dziwi specjalnie, gdyż we wspomnieniach przedstawicieli pokolenia znającego wojnę z własnego doświadczenia, jak również w narracjach rodzinnych, niewiele miejsca zajmują walki frontowe czy partyzanckie oraz działalność w ruchu oporu. Najczęściej pojawia się jedynie krótkie stwierdzenie, że babcia była w AK lub dziadek w dywizji generała Maczka, które pełni funkcję odsyłacza do informacji znanych z innych opowieści.

Brak tych wątków w rodzinnych wspomnieniach jest uderzający. Tym bardziej, że w badaniach ankietowych pamięci II wojny światowej ponad jedna trzecia respondentów (39%) stwierdziła, że miała krewnych, którzy byli w formacjach zbrojnych, a ponad jedna czwarta, (28,%), że miała takich, którzy walczyli w partyzantce, należeli do organizacji konspiracyjnych oraz brali udział w różnych formach oporu. Także wśród pamiątek z czasów wojny, które przechowywały rodziny jednej trzeciej badanych osób, to właśnie fotografie żołnierzy w mundurach, uzbrojonych partyzantów, samych lub w towarzystwie osób cywilnych, stanowiły ponad jedna trzecią pamiątek, natomiast w około jednej piątej były to odznaczenia, a w jednej szóstej dokumenty wojskowe.

W przekazywanych ustnie opowieściach nieobecności heroicznego wątku towarzyszy deheroizacja tych, o których w publicznych przekazach mówi się jako o bohaterach i którym stawia się pomniki. Niezwykle charakterystyczna jest wypowiedź młodego człowieka z Białegostoku: „Sąsiad u moich dziadków na wsi mówił, że koło Wysokie Mazowieckie jest obelisk, bo bitwa była i kiedyś zapytałem, co tam się stało. On mi powiedział, jaka tam była partyzantka, że tam żadnej bitwy nie było. Kilkunastu facetów ze wsi, którzy należeli do partyzantki napili się i nagle nadjechali Niemcy czołgami i oni na tych Niemców się rzucili i wybili ich w pień i taka była bitwa Niemców z partyzantami. I teraz jest obelisk” (2003, Białystok, 18-35). Charakterystyczne w tej relacji jest to, że opowiadający nie przeczy faktom, które upamiętnia obelisk. Ujawnia jedynie rozbieżność między swoim wyidealizowanym wyobrażeniem bohaterów jako ludzi wyjątkowych, zasługujących na obelisk i znanymi mu, zwykłymi ludźmi, którzy wskutek splotu przypadków znaleźli się w okolicznościach sprawiających, że ważyli się na czyn, którego dokonanie zostało uznane za godne upamiętnienia, z czym trudno mu się pogodzić.

Wiele pamięci

Zgodnie z opinią teoretyków pamięć o tym, o czym mówią opowieści przekazywane bezpośrednio, rzadko trwa dłużej niż trzy pokolenia. Badania pokazują, że wraz z obniżaniem się wieku ankietowanych zmniejsza się znaczenie relacji świadków jako źródła informacji o II wojnie światowej. W 2009 r. wiadomości pochodzące z tego źródła miała ponad połowa badanych (56,2%) w wieku 60-69 lat, a więc urodzonych w czasie wojny i w pierwszych latach po niej, czyli dzieci tych, którzy przeżyli wojnę jako dorosłe lub prawie dorosłe osoby. Natomiast wśród badanych w wieku do 29 lat z tego zasobu wiedzy korzystała mniej niż połowa respondentów (41,3%).

Czy wysychanie tego źródła informacji oznacza zanik spojrzenia na II wojnę światową z perspektywy doświadczeń jednostki? Publicznie przekazywane opowieści o przeszłości pokazują, że nic takiego nie ma miejsca. Obraz wydarzeń historycznych, oglądanych z perspektywy uwikłanych w nie jednostek, ich przeżyć i doświadczeń, przenika do sfery publicznej za sprawą różnego rodzaju utworów artystycznych: powieści, obrazów, filmów, literatury pamiętnikarskiej. Przykładów jest wiele.

W rezultacie także w sferze publicznych przekazów odnaleźć możemy dwie opowieści o przeszłości, które tak wyraziście występują w potocznej pamięci II wojny światowej. Problem w tym, że w tej warstwie nie istnieją one bezkonfliktowo obok siebie, ale wchodzą w nieustanny spór. Z jednej strony mamy narracje, w których wydarzenia i postaci z przeszłości są ujednoznaczniane i przetwarzane we wzorce i antywzorce, istotne dla spójności i tożsamości grupy, głównie narodowej. Z drugiej, mamy i te narracje, które pokazują ludzki wymiar tych przetworzonych w symbole wydarzeń i postaci, co często jest odbierane jako ich odbrązawianie. W przekazach publicznych przeważa raz jedna, raz druga opowieść. Obie są potrzebne. Konieczny jest również ich nieustający i nierozstrzygalny spór, który wciąż na nowo uświadamia nam wielowymiarowość ludzkich dokonań. Trudno przypuszczać, że z opowiadaniem przeszłości miałoby być inaczej.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata