70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Pokolenie cyfrowe w Kościele

Czy Kościół jest otwarty na młodych ludzi z pokolenia cyfrowego? Czy jest gotowy przyjąć przedstawicieli społeczności Web 2.0? Czy zaakceptuje tych, którzy oczekują swobody wyborów i indywidualnego traktowania? Hierarchowie kościelni nie mogą tych pytań bagatelizować. „Cyfrolatkowie” już dziś siedzą w kościelnych ławkach i wstępują do seminariów

Demotywatory – cyfrowy vox populi

Demotywatory (www.demotywatory.pl) to jedna z obecnie najpopularniejszych stron Web 2.0 w polskim Internecie. Prawie cała zawartość strony jest tworzona przez użytkowników, a nie redakcję serwisu. Strona jest prosta w obsłudze i opiera się na intuicyjnym interfejsie graficznym. Do jej współtworzenia potrzebna jest jedynie podstawowa wiedza z zakresu obsługi komputera i Internetu. Narzędzie zatem zachęca nieprofesjonalistów do wgrywania własnych treści. Każdy użytkownik, który się zarejestruje, może być twórcą plakatu złożonego z rysunku lub zdjęcia (najczęściej wyszukanego w sieci) oraz zabawnego podpisu. Prace internautów mają najczęściej pesymistyczny, ironiczny, ale również humorystyczny charakter. Gotowe plakaty trafiają do tak zwanej poczekalni, gdzie podlegają ocenie innych użytkowników. „Demotywatory”, które otrzymały dużą liczbę głosów negatywnych, są automatycznie kierowane do archiwum; natomiast te ocenione pozytywnie (znaczna mniejszość) administrator umieszcza na stronie głównej serwisu. Każdego dnia pojawia się około trzech tysięcy plakatów; prace odnoszą się do niemal wszystkich dziedzin życia – szkoły, pracy, miłości, uczuć, przyjaźni. Poruszane są tematy związane ze sportem, polityką, filozofią oraz religią.

O Kościele poprzez Demotywatory

„Nagroda Nobla w dziedzinie fizyki za poruszenie ciemnej masy falami radiowymi” – nad napisem zdjęcie modlących się pań w moherowych beretach i wizerunek ojca Tadeusza Rydzyka; „Kościół – na młodość z przymusu, na starość ze strachu” – głosi kolejny plakat. Inny przedstawia zdjęcie kościelnej puszki na ofiarę z przyklejoną kartką z napisem: „Taka twoja wiara, jaka tu złożona ofiara”. Na innym widzimy zdjęcie złoconego, wyjątkowo okazałego barokowego ołtarza i podpis twórcy „demotywatora”: „»Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi«, Mt, 6:19”. W podobnym tonie wypowiada się autor innego „demota”, gdy zdjęcie hierarchy kościelnego stojącego obok ekskluzywnej limuzyny opatruje komentarzem: „Księża, z zasady skromni i biedni”.

Oprócz „demotywatorów”, w których krytykuje się hierarchów i duchownych, pojawiają się również takie, które piętnują hipokryzję, zakłamanie i obłudę świeckich katolików. Dużą popularnością cieszył się plakat, który składał się z dwóch rysunków. Na pierwszym jeden mężczyzna uderza drugiego krzyżem, wyzywając go od „komuchów, Żydów i masonów”. Na drugim obrazku ten sam mężczyzna żąda szacunku dla krzyża, który ów bity przed chwilą „Żyd i komuch” próbuje zniszczyć. Całość podpisano hasłem: „Hipokryzja. Potrafi być gorsza od faszyzmu”. Od 3 sierpnia 2010 roku plakat uzyskał niemal 6800 ocen pozytywnych na około 8200 wszystkich głosów. Doczekał się ponad 600 komentarzy użytkowników portalu, również od osób deklarujących się jako wierzące. Fehli napisała: „Jestem chrześcijanką, ale nic mnie bardziej nie wkurza niż fanatycy. Po prostu wstyd się wtedy robi, że wierzymy w tego samego Boga…”. Abidan wprost odniósł się do aktualnej wówczas „wojny o krzyż” pod Pałacem Prezydenckim: „Ciekawe, co by powiedział, gdyby dzisiaj żył tutaj z nami ten, kto faktycznie na tym krzyżu wisi? Czyby popierał to całe zamieszanie, ten spektakl nienawiści z jednej i drugiej strony? Czyby po którejś stronie stanął? Myślę, że raczej ze smutkiem by na to wszystko spojrzał. Ze względu na charakter sprawy, to właśnie ci, co Kościół reprezentują, w imię chrześcijańskich wartości, powinni ustąpić. Taki jest przecież etos chrześcijanina…”.

Podobną liczbę ocen pozytywnych (7240 na 8848 wszystkich głosów) otrzymał bardzo prosty w formie plakat – czarno-białe zdjęcie przedstawiające sylwetkę człowieka na tle zachmurzonego nieba opatrzone podpisem: „Chodzę do kościoła, więc jestem katolikiem. Czasami stoję w garażu, więc jestem samochodem”. Komentarzy pojawiło się znacznie mniej, lecz i tym razem wiele z nich umieściły osoby, które odnoszą się pozytywnie do chrześcijaństwa: „Bycie katolikiem nie polega na »odwiedzaniu« kościoła co niedzielę, ale na codziennym działaniu z sercem, uczuciem i miłością wobec innych ludzi…” (Aisor1989). „Mam znajomego, który nie chodzi do kościoła, bo uważa, że w dzisiejszych czasach kościół to tylko pokazówka (ja też tak myślę)… Modli się rano i wieczorem, nie przeklina, szanuje ludzi i wszystko dokoła. Katolikiem jest ten, kto przestrzega przykazań!” (Bazyl9222).

Trudno stwierdzić, że użytkownicy strony z „demotywatorami” uznają za autorytet Kościół instytucjonalny czy księży. Również Kościół – rozumiany jako wspólnota wiernych – jest w opinii wielu (jeśli nie większości użytkowników strony) „zakłamany” i „fałszywy”. Sprawę można by podsumować prostym stwierdzeniem, że mamy do czynienia z kolejnym przejawem popularnej postawy „Bóg – owszem, Kościół – niekoniecznie”. Wydaje się jednak, że religijnym „demotywatorom” warto poświęcić nieco więcej uwagi. Po pierwsze, tematyka „demotów” nie jest w żaden sposób wywoływana przez administratora i pojawia się na stronie spontanicznie i oddolnie. Po drugie, „kariera” plakatu i jego znalezienie się na stronie głównej zależą od ocen i komentarzy wystawionych przez „zwykłych użytkowników”.

Wydaje się zjawiskiem pozytywnym to, że na stronie głównej pojawiają się demotywatory traktujące, choćby i krytycznie, o religii i Kościele. Oznacza to bowiem, że wciąż są to tematy, wobec których młodzi ludzie (tacy przede wszystkim są twórcami plakatów) nie są obojętni. Może o tym świadczyć liczba komentarzy i ich polemiczny charakter. Wypowiadają się przecież nie tylko ateiści i antyklerykałowie. Głos zabierają też osoby, które określają się mianem chrześcijan, katolików czy po prostu wierzących. Co ciekawe, zarówno jednych, jak i drugich łączy krytyczny stosunek do Kościoła. Postawy tej nie można prawidłowo zinterpretować, jeśli nie spojrzy się na nią z szerszej perspektywy przemian w postawach młodych ludzi epoki cyfrowej. Wyrastali oni w otoczeniu nowych technologii komunikacyjnych, przede wszystkim Internetu, które, jak twierdzi amerykański medioznawca, Don Tapscott, głęboko wpłynęły na ich mentalność.

Potrzeby pokolenia sieci

Tapscott przeprowadził badanie z udziałem 6000 młodych internautów, a jego wyniki opublikował w książce Cyfrowa dorosłość. Jak pokolenie sieci zmienia nasz świat. Spośród ośmiu wymienionych przez naukowca cech, które opisują cyfrową generację, cztery zasługują na szczególną uwagę: wolność, dopasowanie do własnych potrzeb (personalizacja), uważna obserwacja oraz wiarygodność przekazu. Zatem wydaje się, że Internet nauczył młodych decydować o swoim czasie, w którym wykonują wiele codziennych czynności takich jak: zakupy w sklepach online, oglądanie programów z VOD (popularna usługa „wideo na życzenie”), rozmawianie na czacie z przyjaciółmi. Coraz częściej nauka i praca nie są uzależnione od narzuconych ram czasoprzestrzennych. Cyfrowe media nauczyły ich, że produkty można dopasowywać do swoich upodobań począwszy od wyglądu ekranu w telefonie, przez personalizację wirtualnej przestrzeni kont internetowych po indywidualną konfigurację aplikacji w netbookach. Młodzi oczekują, że każdą posiadaną przez nich rzecz będą mogli zmodyfikować i dostosować do własnych potrzeb. Internet daje możliwości pozyskiwania informacji o osobach, firmach, oferowanych produktach, co wyrabia nawyk uważnej obserwacji. Większość wyborów – zakupów, szkoły, pracy, a coraz częściej nawet znajomych – poprzedza internetowy research w poszukiwaniu informacji pomocnych w podjęciu decyzji. Ponadto – natłok wiadomości kształtuje postawę nieufności i sceptycyzmu. Młodym dużo łatwiej przychodzi analiza zebranych materiałów pod kątem ich wiarygodności oraz wychwycenie w nich niespójności i niekonsekwencji w przekazie. Jak podkreśla Tapscott, wymienione cechy znajdują swój wyraz w tym, jak młodzi funkcjonują zarówno w cyberprzestrzeni, jak też w rodzinie, szkole i pracy. Byłoby dla nas dziwne, gdyby nie ujawniły się również w sferze życia religijnego.

Kościół katolicki a nowe media

Kościół zdawał się przez lata nie dostrzegać skali przemian zarówno w dziedzinie technologii komunikacyjnych, jak i ich wpływu na młodzież. Przez ostatnie niemal pięćdziesiąt lat stosunek Kościoła katolickiego do nowych mediów opierał się na wytycznych soborowego Dekretu o środkach społecznego przekazywania myśli Inter Mirifica z 1963 roku. W pierwszym rozdziale tego dokumentu czytamy: „Ponieważ Kościół katolicki ustanowiony został przez Chrystusa Pana, aby wszystkim ludziom nieść zbawienie, i wobec tego przynaglany jest koniecznością przepowiadania Ewangelii, przeto uważa on za swój obowiązek głosić orędzie zbawienia również przy pomocy środków przekazu społecznego oraz uczyć ludzi właściwego korzystania z nich”. Zdanie to ukazuje sposób rozumienia mediów przez Kościół. Przez dziesięciolecia, niezależnie od rozwoju technologii medialnych i ich coraz większej interaktywności, Kościół postrzegał je niezmiennie jako narzędzie, które można i trzeba wykorzystywać w ewangelizacji i katechizacji wiernych.

Takie podejście mogło się sprawdzać, dopóki media oferowały jednokierunkową komunikację opartą na modelu „jeden do wielu”. Funkcjonujące w ten sposób media – na przykład prasa, radio i telewizja – współtworzyły pewien typ kultury, którą Lawrence Lessig, amerykański prawnik i medioznawca, autor książki Remiks. Aby sztuka i biznes rozkwitały w hybrydowej gospodarce, nazwał kulturą „tylko do odczytu” (RO – Read Only). Model, w którym rola odbiorcy ograniczała się do biernego przyjmowania treści dostarczonych przez nadawcę, harmonijnie współgrał z tradycyjnymi sposobami komunikowania treści religijnych. Już same pojęcia takie jak „głoszenie”, „przepowiadanie” czy „kazanie” wyrażają ideę przekazu jednokierunkowego: kościelni profesjonaliści dostarczają szeregowym wiernym nauk, które mają zostać przyswojone. Również w ubiegłorocznym orędziu na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu Benedykt XVI wzywał kapłanów, by za pośrednictwem Internetu ukazywali życie Kościoła i pomagali ludziom odkrywać oblicze Chrystusa, a także stali się entuzjastycznymi głosicielami dobrej nowiny na nowej „agorze” cyberprzestrzeni.

Idee zawarte w Inter Mirifica znalazły swoją kontynuację w papieskim orędziu z 2009 roku. Chociaż Benedykt XVI wspomina w nim o młodych ludziach tak zwanego pokolenia cyfrowego i stwierdza, że coraz bardziej widoczne stają się „zmiany podstawowych modeli komunikacji i relacji międzyludzkich”, jednak dalsza lektura dokumentu prowadzi do wniosku, że zmiany są rozumiane w sposób ilościowy, a nie jakościowy. Papież zauważa, że dostęp do komputerów i telefonów komórkowych umożliwia dziś kontakty z ludźmi z najodleglejszych zakątków świata, co służy podtrzymywaniu relacji rodzinnych i przyjacielskich oraz nawiązywaniu nowych kontaktów między ludźmi pochodzącymi często z różnych kręgów kulturowych. Nowe środki komunikacji służą również tworzeniu wspólnot i sieci, szukaniu informacji i wiadomości, dzieleniu się poglądami i opiniami, przyczyniają się do dialogu kultur i religii. Samo zaś „pokolenie cyfrowe” Benedykt XVI przedstawia jako generację ludzi, którzy wyrośli w otoczeniu mediów cyfrowych, dzięki czemu z niezwykłą swobodą posługują się tymi nowoczesnymi narzędziami. Media elektroniczne i Internet wciąż jawią się tu jako narzędzia[m1] , które służą komunikacji, z tą tylko różnicą, że dziś mają szerszy zasięg. Jest to oczywiście prawda, ale nie cała. W nauczaniu papieskim zabrakło aspektu przemian w sferze mediów, o którym pisał Tapscott, mianowicie owego zjawiska sprzężenia zwrotnego – Internet i media cyfrowe są skutecznym narzędziem w rękach młodych, ale również i oni są przez nie kształtowani. Nowoczesne media sprawiają, że świat staje się mniejszy, a postrzeganie świata i postawy wobec niego się zmieniają.

Potrzeba zmian

Tegoroczne orędzie przynosi jednak pewną zmianę perspektywy. Benedykt XVI pisze: „Nowe technologie zmieniają nie tylko sposób komunikowania się, ale także komunikację samą w sobie, i można z tego powodu stwierdzić, że stajemy w obliczu transformacji kulturowej. Wraz z takim sposobem rozpowszechniania informacji i wiedzy rodzi się nowy sposób uczenia się i myślenia, z bezprecedensową możliwością nawiązania kontaktów i budowania wspólnoty”. Kościół odnosi się nad wyraz przychylnie do rozwoju technologii medialnych. Należy jednak postawić pytanie, czy gotowy jest na to, co technologie i pokolenie cyfrowe oferują.

Wydaje się, że Kościół musi już teraz uwzględnić ów „nowy sposób uczenia się i myślenia” młodego pokolenia i coraz bardziej popularną technologię Web 2.0, dzięki której użytkownicy Internetu tworzą treści. Dlaczego? Ponieważ przedstawiciele tej generacji już teraz chodzą na lekcje religii, biorą udział w rekolekcjach i różnych inicjatywach duszpasterskich dla młodzieży. Młodzi ludzie wstępują do seminariów i wspólnot zakonnych. Programy duszpasterskie i formacyjne nie mogą pozostać obojętne na te zmiany. I nie chodzi tu tylko o to, że dzisiejsza młodzież często nie wyobraża sobie życia bez telefonu komórkowego, którego używa nie tylko do rozmowy, wysyłania SMS-ów i e-maili, lecz również do korzystania z portali społecznościowych takich jak Facebook i Twitter, by nieustannie dzielić się z przyjaciółmi swoimi myślami i przeżyciami oraz śledzić, co aktualnie robią ich znajomi. Przeobrażenia mogą prowadzić do stopniowej demokratyzacji struktury instytucji kościelnych i relacji pomiędzy wiernymi a duchownymi. Najprawdopodobniej zmiana ta będzie przebiegać dwutorowo. Z jednej strony pod wpływem oczekiwań ze strony wiernych, z drugiej – pod wpływem nowej generacji duchownych rekrutujących się z pokolenia sieci.

Autorytet w Internecie

Internet przyczynia się do diametralnie innego sposobu konstruowania autorytetu. Bardzo dobrym przykładem jest Wikipedia – wirtualna encyklopedia, którą dzięki narzędziom Web 2.0 może współtworzyć każdy, kto potrafi pisać i ma dostęp do sieci. Fenomen Web 2.0 niektórych zachwyca, innych zaś doprowadza do furii. Amerykański publicysta Andrew Keen, autor książki Kult amatora. Jak Internet niszczy kulturę, użytkowników współtworzących Wikipedię wprost nazywa małpami, które rujnują utrwalony od lat porządek charakterystyczny dla mediów jednokierunkowych. Keen z żalem pisze o zaniku profesjonalistów, bo publicystą, filmowcem, muzykiem, plastykiem i autorem haseł do encyklopedii może zostać dziś każdy. Najbardziej martwi zaś Keena to, że prace amatorów nie lądują już bezpiecznie w szufladzie, ale stają się powszechnie dostępne.

Bardziej optymistycznie do fenomenu Web 2.0 podchodzą antropolog i badacz nowych mediów Henry Jenkins, autor Kultury konwergencji, oraz wspomniany już Lawrence Lessig. Obaj autorzy z radością piszą o tak zwanej zbiorowej inteligencji internautów z całego świata, którzy aktywnie działają w sieci. Autorzy nie twierdzą, że Wikipedia jest pozbawiona błędów i nieścisłości, zdają sobie jednak sprawę, że niedoskonałe hasło można w prosty sposób poprawić, co jest niemożliwe w przypadku encyklopedii w wersji drukowanej. Zbiorowa inteligencja sprowadza się do przekonania, że każdy internauta posiada pewną wiedzę na dany temat i w środowiskach Web 2.0 może się nią dzielić z innymi i stale udoskonalać zasoby sieciowe dostępne dla wszystkich.

Wynikają z tego dwie istotne sprawy. Po pierwsze, kształtuje się przekonanie, że każdy członek danej społeczności ma równe prawo do wyrażenia opinii, a do zabrania głosu nie potrzeba odpowiedniego dyplomu czy zajmowania określonej pozycji w danej instytucji. Każdy może dopatrzyć się błędu i go poprawić – czego od użytkowników Wikipedii się właśnie oczekuje. Po drugie, wartością staje się wspólna praca. Szacunkiem cieszą się ci, którzy potrafią współpracować, słuchać innych, przyjmować komentarze. Autorytet Wikipedii nie jest budowany na bezbłędności jednostki, lecz na wspólnym wysiłku doskonalenia i rozwoju. Nie można zapominać, że cyfrowa generacja ma świadomość przewagi nad pokoleniem swoich rodziców i że relacja uczeń – nauczyciel uległa zachwianiu, a często wręcz odwróceniu.

Przedstawiony sposób myślenia o uczestniczeniu jest diametralnie odmienny od tego, który wciąż pokutuje w polskim Kościele kierowanym przez biskupów i proboszczów. Wierni nadal niewiele mają do powiedzenia w kwestiach takich jak zarządzanie parafią, gdyż rady parafialne albo istnieją jedynie na papierze, albo ich skład mianowany jest przez proboszcza. Podobnie parafialnym finansom daleko do transparentności. O tym, że zdecydowanie brakuje przestrzeni do dyskusji między parafianami, nie trzeba raczej przekonywać, bo ileż jest choćby parafialnych stron internetowych, które oferowałyby możliwość swobodnej wymiany myśli między członkami wspólnoty? Tymczasem przytoczone na początku przykłady „demotywatorów” i dyskusje im towarzyszące pokazują wyraźnie, że młodzi chcą rozmawiać, a możliwość wyrażania swobodnej opinii uważają za swoje podstawowe prawo i chcą z niego korzystać.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter