70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Lwice się budzą

W sierpniu 2010 roku na okładce magazynu „Time” pojawiła się Bibi Aisza z dziurą w twarzy w miejscu, gdzie znajduje się nos. Pół roku później portret tej okrutnie oszpeconej Afganki wygrał prestiżowy konkurs World Press Photo. I tak osiemnastolatka z prowincji Uruzgan stała się drugą w historii najbardziej rozpoznawalną na świecie kobiecą twarzą Afganistanu. Pierwszą była bezimienna sierota, znana jako „afgańska dziewczynka” z okładki „National Geographic”, której zielonymi oczami zachwycił się Steve McCurry w jednym z obozów dla uchodźców afgańskich w Pakistanie w 1984 roku. Wrócił tam po siedemnastu latach i ją odnalazł. Poznał też imię Pasztunki – Szarbat Gula. Za sprawą mediów Bibi Aisza i Szarbat Gula stały się metaforą i egzemplifikacją losów wielu afgańskich kobiet i zarazem dzieci.

W hołdzie afgańskim kobietom

Bibi Aisza to symbol okrucieństwa mężczyzn wobec kobiet. Aiszę jako dziecko oddano za mąż bojownikowi talibskiemu. Bita i poniżana, trzymana w chlewie ze zwierzętami uciekła. Mąż odnalazł ją i wymierzył jej surową karę.

Z poważnych oczu Szarbat Guli można wyczytać tragedię kraju ogarniętego wojnami. Rodzice zginęli podczas inwazji sowieckiej, a ona, dwunastolatka, znalazła się w obozie Nasir Bagh niedaleko Peszawaru. Kiedy talibowie zajęli Afganistan, wróciła do kraju, do małej wioski niedaleko Tora Bora. Wyszła za mąż jako szesnastolatka, urodziła cztery córki. Cierpi na astmę. Na jej twarzy odcisnęły się trudy górskiego, surowego życia – z rysów tamtej nastolatki nic już nie zostało. Jest analfabetką, jak jej dzieci. Przez wojnę i tułaczkę oraz obowiązki domowe straciła szansę na edukację. W jej wsi nie ma przychodni ani szkoły.

Naród upokorzonych kobiet

Takich kobiet jak Bibi i Szarbat były i nadal są tysiące. Tysiące kobiet, które tracą życie z rąk mężczyzn, organów władzy, talibów i zwykłych przestępców, a także żołnierzy ISAF (Międzynarodowe Siły Wsparcia Bezpieczeństwa, ang. International Security Assistance Force). Porywane, torturowane, gwałcone, zmuszane do prostytucji, sprzedawane jak towar, aby pogodzić zwaśnione klany (baad dadan), ale też z nędzy, żeby wykarmić rodzinę. Dokonujące samookaleczeń, uciekające od mężów. Wreszcie nieustannie dyskryminowane w każdej dziedzinie życia. Wiele organizacji pozarządowych, w tym Human Rights Watch, uważa, że sytuacja kobiet w Afganistanie jest najgorsza na świecie.

Były wiceminister zdrowia Afganistanu Faizullah Kakar w ubiegłym roku ogłosił dane, pochodzące ze szpitalnych raportów, według których rocznie dwa tysiące czterysta kobiet w wieku od piętnastu do czterdziestu lat dokonuje prób samobójczych z powodu przemocy domowej, depresji i skrajnej nędzy. Kilkakrotnie więcej niż trzy dekady temu. W samym tylko Heracie rocznie notuje się ponad sto przypadków samospalenia kobiet. Trzy czwarte z nich kończy się śmiercią. Według Kakara prawie dwa miliony kobiet cierpią na ciężką depresję. To dużo, zważywszy, iż w Afganistanie w tym przedziale wiekowym jest około sześciu–siedmiu milionów kobiet. Trzy lata temu w małej wiejskiej przychodni w Chamzargarze, w Kapisie zainteresowałam się wiszącymi na ścianie planszami ilustrującymi przyczyny depresji Afganek. Farid, dyrektor przychodni, twierdził z przekonaniem, iż główną jej przyczyną jest złe traktowanie kobiet, ale jeszcze dotkliwszą i trudniejszą do uleczenia uczyniły ją wojny, które zniszczyły rodziny i społeczne struktury wsparcia, zabrały bliskich, pozbawiły domu i pracy, a także tułaczka po obozach dla uchodźców, uzależnienie od narkotyków, brak należytej opieki medycznej.

Dane Ministerstwa Zdrowia z pewnością nie oddają stanu faktycznego – nie ma możliwości zebrania rzetelnych danych w Afganistanie, ze względu zarówno na trudności w dotarciu do reprezentatywnej grupy, jak i na silne tabu kulturowe. Dziewictwo uważa się za święte. Zgwałcona dziewczyna okrywa hańbą całą rodzinę. Na ogół nikt tej kobiety już nie zechce poślubić. Nierzadko zostaje honorowo zabita przez własną rodzinę, zwłaszcza jeśli zajdzie w ciążę. Tak więc publiczne ujawnienie gwałtu i domaganie się sprawiedliwości wymagają wielkiej odwagi ze strony poszkodowanych i ich rodzin, zwłaszcza że sprawców niezwykle rzadko spotyka kara. Z drugiej strony to, że rodziny coraz częściej decydują się mówić mediom o gwałtach na ich córkach i szukać sprawiedliwości w organach administracji rządowej, można uznać za jaskółkę zmiany zachodzącej w świadomości Afgańczyków w postrzeganiu praw kobiet.

Taką odwagę miała rodzina Basziry z Sar-e Pol w północnym Afganistanie. Dwunastoletnia uczennica została brutalnie zgwałcona przez pięciu watażków wojennych z lokalnego gangu. Jednym ze sprawców był syn miejscowego polityka. Ojciec zgłosił gwałt na policji, ale ta zignorowała skargę – policjant był spokrewniony z gwałcicielem. Baszira przestała chodzić do szkoły, nie wychodzi z domu i próbowała popełnić samobójstwo. Spotkała się z dziennikarzami – jej historia pojawiła się w afgańskiej telewizji oraz w zagranicznych mediach.

Czternastoletnią Mariam z prowincji Bamian spotkało podwójne nieszczęście, w wyniku gwałtu zaszła w ciążę. Kiedy ciąża wyszła na jaw, matka z bratem brutalnie rozcięli brzuch dziewczyny, zakopali żywcem płaczące dziecko i ogłosili, że Mariam została pogryziona przez psa. Zakażenie rany o mało nie spowodowało śmierci dziewczyny.

Gdy Sajeda miała dziewięć lat bracia sprzedali ją sześćdziesięcioletniemu mężczyźnie, z którym spędziła siedem lat. Mąż bił ją wszystkim, co miał pod ręką, i zmuszał do prostytucji. Bicie i stres spowodowały czterokrotne poronienie. W końcu zbiegła i trafiła do schroniska dla kobiet. Teraz walczy o rozwód.

Sytuacja afgańskich kobiet jest trudna i złożona. Zawsze będą ofiarami. Nawet jeśli uda im się doprowadzić sprawcę do sądu, pozostaną winne cudzołóstwa. W wielu rejonach, w których stosuje się plemienne zasady porządku społecznego, przyzwala się na gwałt. Dominacji mężczyzn się nie kwestionuje. Wiele niewykształconych kobiet z wiejskich środowisk uważa brutalność mężów za normalny element małżeństwa, a nawet jest przekonanych, że Koran nakazuje je bić.

Papierowe prawa

Sprawcy przemocy to na ogół członkowie organów władzy, mają broń i wpływy, są niebezpieczni i nietykalni dla wymiaru sprawiedliwości. Z łatwością przekupują skorumpowanych policjantów i sędziów. Nawet rząd w Kabulu pokazuje, jak łatwo jest uniknąć wyroku. W 2008 roku Karzaj zwolnił po dwóch latach z więzienia dwóch gwałcicieli odsiadujących jedenastoletni wyrok, ponieważ członkowie ich rodzin pracują w kancelarii prezydenta.

Na niekorzyść kobiet działa słaby system sądowy skupiony w rękach konserwatywnych sędziów bez należytych kwalifikacji – zamiast skazywać za gwałt mężczyznę, skazują kobietę za cudzołóstwo.

Tak samo jest w przypadku małżeństw dzieci. Afgański kodeks prawny zabrania małżeństwa z dziewczyną, która nie ukończyła szesnastu lat, a jednak ponad połowa Afganek wychodzi za mąż w wieku dziewięciu–dziesięciu lat, ogromna większość to małżeństwa z przymusu. Stąd wniosek, że prawo stanowione zdaje się prawem papierowym.

Afganki źle traktowane, nawet gdy zbiegną w akcie desperacji, nie poprawiają swego losu znacząco. Trafiają do schroniska dla kobiet lub więzienia i w efekcie skazywane są wyrokiem za „ucieczkę od męża”, mimo że takiej „zbrodni” nie ma w kodeksie karnym ani nawet w prawie koranicznym. Stróże prawa i porządku wykorzystują swoje uprawnienia i głęboko zakorzenione w społeczeństwie poglądy, aby wykazać, że kobiety nie powinny zmieniać norm kulturowych poprzez manifestowanie swojej niezależności.

Rząd nie ma w praktyce możliwości egzekucji prawa poza ośrodkami miejskimi. Prawo stanowione w stolicy rzadko jest respektowane na terytoriach plemiennych, gdzie jedyna uznawana władza to władza lokalnych autorytetów i plemiennych dżirg. Wydaje się, że konstytucja również istnieje tylko na papierze. Najnowsza, z 2004 roku, gwarantuje kobietom i mężczyznom równe prawa i zakazuje wszelkiej dyskryminacji.

Kiedy pół tysiąca kobiet z całego Afganistanu w 2008 roku apelowało do prezydenta o surowe karanie gwałcicieli i niepoświęcanie spraw kobiet w negocjacjach z talibami, Karzaj wydał dekret zatwierdzający międzynarodową Deklarację o Eliminacji Przemocy wobec Kobiet. Mimo iż dekret ma moc prawną, brak woli jego egzekwowania. Postacie takie jak Abdul Rasul Sajjaf – jeden z największych konserwatystów w parlamencie – niemal od razu zakwestionowały artykuły, które penalizowały gwałt i małżeństwa aranżowane. Sajjaf uważa, iż mąż musi mieć prawo do użycia siły wobec żony i córki jako formy dyscypliny.

W 2009 roku, kiedy Karzaj zrobił ukłon w stronę szyickich duchownych i zwtwierdził Szyickie Prawo Rodzinne, które wielu komentatorów nazwało powrotem do ery talibów (w myśl tego prawa kobiety nie mogą wyjść z domu bez pozwolenia męża, odmówić mu seksu z wyjątkiem choroby, mogą być wydane za mąż, kiedy zaczną miesiączkować) około dwustu kobiet wyszło na ulice Kabulu, skandując hasła: „Chcemy praw, które gwarantuje konstytucja”. Zostały obrzucone kamieniami.

Według Husn Banu Ghazanfar – szefowej Ministerstwa do spraw Kobiet (jednej z trzech kobiet w gabinecie prezydenta) – nie da się w ciągu kilku lat wprowadzić praw zapisanych w konstytucji, a zmiana mentalności ludzi może potrwać kilka dekad.

Możliwe, że Hamid Karzaj wyciąga wnioski z historii własnego kraju i zręcznie porusza się między zachodnim aliantami, zdając sobie sprawę, iż oni w końcu sobie pójdą, a wraz z nimi znikną zachodnie wynalazki, takie jak gender balance, a radykalnymi elementami w swoim rządzie i parlamencie, z których większość to dawni święci bojownicy z czasów wojny z ZSRR. Możliwe, że tak długo udaje mu się utrzymać przy władzy, ponieważ nikogo nie drażni. Na różnych kobiecych kongresach zapewnia opinię publiczną, iż prawa kobiet będą przestrzegane, ale niektóre afgańskie działaczki zarzucają mu, że ta retoryka jest na pokaz, dla innych. Własną żonę trzyma w ukryciu. Zinat Karzaj, wykształcona lekarka ginekolog, mogłaby być świetną adwokatką praw kobiet, ale na razie jest niewidzialną first lady.

Historia wolności i zniewolenia

Warto w tym miejscu przyjrzeć się interesującej historii praw kobiet w różnych momentach dziejów Afganistanu, by lepiej zrozumieć to, co dzieje się teraz. Pierwszym w nowoczesnej historii Afganistanu królem, który próbował zmienić sytuację kobiet, był „żelazny emir” Abdur Rahman (rządził w latach 1880–1901). Zniósł zwyczaj zmuszania kobiety do poślubienia najbliższego mężczyzny z rodziny po śmierci męża, podwyższył wiek zamążpójścia i dał kobietom prawo do rozwodu w pewnych okolicznościach. Jego żona Bobo Dżon podobno pojawiała się publicznie bez nakrycia głowy. Jeździła konno i uczyła swe służące żołnierskiego rzemiosła. Zaraz po tym jak został mianowany emirem, stoczono legendarną bitwę z Brytyjczykami pod Maiwandem niedaleko Kandaharu, w której zwycięstwo odnieśli Afgańczycy. Tradycja mówi, iż stało się to dzięki dzielnej Pasztunce Malalaj. Kiedy morale afgańskich oddziałów zaczęło słabnąć, zrzuciła chustę, podjęła sztandar upuszczony przez ranionego żołnierza i poprowadziła rodaków do zwycięstwa, mimo że ją samą dosięgła brytyjska kula. Malalaj jest dla wielu kobiet afgańskich wzorem do naśladowania. Wiele szpitali i szkół nosi jej imię.

Syn Abdura Rahmana, zamordowany przez przeciwników swej polityki Habibullah Chan (1901–1919), ufundował pierwszy college i akademię wojskową w Afganistanie. Zapraszał nauczycieli z Indii, Turcji i Niemiec, budował szpitale i hydroelektrownie, drogi i fabryki. Sprowadził do kraju z wygnania postępowych myślicieli, wśród nich Mahmuda Bega Tarziego, uważanego za ojca modernizacji Afganistanu i emancypacji kobiet w ciągu pierwszych dwóch dekad XX wieku. Tarzi był doradcą i przyjacielem następcy tronu, szacha Amanullaha, który poślubił jego córkę Soraję Tarzi zaliczaną przez niektórych do pierwszych feministek w świecie muzułmańskim. Amanullah (1919–1929) próbował wprowadzić bardzo odważne jak na ówczesny moment dziejowy reformy. Zapatrzony w Zachód chciał szybko zmodernizować Afganistan – nakazał Afgańczykom noszenie europejskich strojów, kobietom zrzucenie czadorów, wolny wybór męża, walczył z poligamią i zniósł opłatę za narzeczoną. Wysyłał dziewczęta na studia za granicę, wprowadził koedukację. Publicznie głosił, iż islam nie żąda od kobiety zakrywania twarzy. Królowa Soraja aktywnie uczestniczyła w życiu politycznym i zachęcała wszystkie kobiety do aktywnej służby na rzecz kraju: „Nie myślcie, że nasz naród potrzebuje tylko mężczyzn. Kobiety również powinny służyć krajowi, tak jak czyniły to we wczesnych latach islamu. Uczmy się od nich, że wszyscy musimy przyczyniać się do rozwoju naszego narodu, ale nie nastąpi to bez nabywania wiedzy”. Podczas podróży pary królewskiej po Europie w 1928 roku mułłowie i plemienni przywódcy oskarżyli króla o sprzeniewierzenie się wartościom afgańskim, religii i honorowi kobiet, nazywając jego reformy pogańskimi. Aby nie dopuścić do wojny domowej, król abdykował i para udała się na wygnanie. Na następne trzydzieści lat kolejni władcy odłożyli prawa kobiet na bok, aby nie drażnić duchowieństwa.

Emancypacja kobiet przyśpieszyła, kiedy premierem został Mohammad Daud (1953 rok). Pod koniec lat pięćdziesiątych XX wieku Afganistan otrzymywał olbrzymią pomoc finansową ze strony ZSRR, ale również z Japonii, USA, Niemiec. Liczne inwestycje i szybki rozwój gospodarczy stworzyły zapotrzebowanie również na kobiecą siłę roboczą. W 1964 roku nowa konstytucja dała im prawo głosowania. Powstawały organizacje kobiece, które walczyły z analfabetyzmem. W 1977 roku w skład najwyższych organów legislacyjnych wchodziło 15 procent kobiet i aż do początków 1990 roku stanowiły one 70 procent nauczycieli, 50 procent urzędników państwowych i 40 procent lekarzy. To właśnie jest czas, w którym kobiety w wielkich miastach nosiły minispódniczki, paliły papierosy, chodziły na prywatki i do kina w towarzystwie mężczyzn.

Kiedy Daud obalił ówczesnego króla Zahera Szacha i został prezydentem, przyśpieszył reformy, w których pobrzmiewają echa reform króla Amanullaha: równouprawnienie kobiet, masową edukację, zniesienie opłat za żonę, minimalny wiek zamążpójścia szesnaście lat, zniesienie zasłon twarzy. I znów historia zatoczyła koło – styl wprowadzenia reform i ich radykalizm były jedną z przyczyn wybuchu wojny domowej i następnie interwencji sowieckiej w 1979 roku. Te nowinki bowiem stały się w oczach duchowieństwa „niedopuszczalną ingerencją w życie rodzinne”, antyislamskim wyzwaniem dla autorytetu mężczyzn, zwłaszcza że były niekiedy siłą wcielane w życie.

W czasie kiedy kobiety w miastach stanowiły większość zatrudnionych na uniwersytetach, w prywatnych firmach, liniach lotniczych, mogłoby się wydawać w okresie „złotej ery” płci pięknej, dla całego państwa był to okres anarchii i destrukcji oraz prześladowań. Ironią jest również to, że w czasie interwencji radzieckiej większość kobiet w miastach nadal korzystała bez większych ograniczeń z dopiero co uzyskanych praw i możliwości, studiując i pracując. Niedługo jednak. Międzynarodowa społeczność nie podjęła aktywnych kroków, aby wesprzeć odbudowę Afganistanu po wycofaniu się wojsk radzieckich, co doprowadziło do powstania próżni, którą zajęli wojenni komendanci oraz islamscy fundamentaliści. Ci święci wojownicy walczący z obcym okupantem zamienili się w żądnych władzy watażków, różniących się poglądami na formę przyszłego państwa, i rozpętali wojnę domową. Bardzo szybko celem ich działań stały się kobiety. To wtedy już, a nie w okresie rządów talibów, zaczęły się niespotykane akty przemocy i próby ograniczenia praw kobiet. Podczas gdy Zachód trwał w romantycznym micie o niepokonanych, miłujących wolność mudżahedinach, zwłaszcza z Frontu Północnego, przywódca Frontu Masud oraz jego przeciwnik Hekmatjar dokonywali rzezi na tysiącach cywilów: kobiet i dzieci. Podczas wojny domowej w latach 1992–1996 pozbawili życia  ćwierć miliona ludzi, a pół miliona zmusili do ucieczki za granicę. Reżim talibów tylko pogłębił i tak już ciężki los afgańskich kobiet. Represje religijnych fundamentalistów były rezultatem raczej ignorancji niż autentycznej znajomości prawa religijnego.

Z pewnością kobiet nie zasmucił upadek talibów, ale powrotu do rządu tymczasowego byłych mudżahedinów, który odbył się wraz z inwazją amerykańską po 2001 roku, też nie witały z radością – mieli oni zbyt dużo krwi na rękach. Nie chłosta się już kobiet na ulicach, jak to czynili religijni fanatycy z Departamentu Krzewienia Cnoty i Zapobiegania Występkom, ale robi się to nadal w zaciszu domowym. W prowincji Herat, gdzie gubernatorem był Ismail Chan dysponujący własną armią i nieograniczoną władzą, patrole milicji miały prawo zatrzymywać kobiety na ulicy i przeprowadzać testy na dziewictwo. W 2004 roku usunięty z pozycji gubernatora Chan w zamian za to stanowisko dostał tekę ministra energetyki w stolicy.

Śpiące Lwice

Tak o afgańskich kobietach powiedziała Mina Kamal. Mina w 1977 roku w wieku dwudziestu lat założyła Rewolucyjne Stowarzyszenie na rzecz Kobiet Afgańskich (RAWA) – ruch społeczny walczący o prawa i edukację kobiet, demokrację, rozdział religii od państwa, społeczną sprawiedliwość. RAWA zakładała szkoły dla kobiet i sierocińce dla dziewczynek w Afganistanie i Pakistanie. Mina otwarcie występowała przeciw fundamentalistom i sowieckiej okupacji, została więc porwana i zamordowana dziesięć lat później przez afgańskich agentów KGB powiązanych z Hekmatjarem. Stowarzyszenie działa do dziś, kontynuując jej dzieło. Większość kobiet należących do RAWA ukrywa swoją tożsamość ze względów bezpieczeństwa. Magazyn „Time” Asia w 2006 roku w jubileuszowym wydaniu upamiętniającym sześćdziesiąt najbardziej wpływowych Azjatów umieścił również Minę. Jest tam obok Dalajlamy, Gandhiego, Matki Teresy, Mohammada Yunusa i Amartyi Sen.

Mina ma wiele naśladowczyń, odważnych kobiet, które nie boją się otwarcie głosić swoich poglądów. Co je łączy? Walka o prawa kobiet i dzieci, poprawę ich warunków życia, dostęp do edukacji i zmianę społeczną oraz wiara w słuszność obranej drogi, nawet za cenę życia. Niektóre działaczki afgańskie nie identyfikują się z ideologią RAWA, u jej podstaw leży bowiem sekularyzm, a większość to muzułmanki, które chcą żyć w zgodzie z przykazaniami Proroka.

Demokracja bez kobiet jest jak człowiek bez oczu

Fawzia Kufi: Chcę opowiedzieć światu, że kobieta może być zmianą. Chcę pokazać jak silne są afgańskie kobiety. 

35-letnia Fawzia Kufi, posłanka Izby Ludowej Afgańskiego Zgromadzenia Narodowego pochodzi z Badachszanu, najbiedniejszej i najbardziej zaniedbanej prowincji Afganistanu, z bardzo licznej rodziny od zawsze politycznie zaangażowanej. W czasach talibskich prowadziła tajne komplety dla dziewcząt. Posłanka stale otrzymuje pogróżki, znajduje też bomby pod samochodem. Musi korzystać z rządowej ochrony. W wywiadzie dla Radio Netherlands powiedziała: „Ryzyko i strach są częścią życia. Kiedy wychodzę z domu, nigdy nie wiem, czy wrócę. Piszę więc listy do swoich córek, żeby wiedziały, co robić, gdyby mnie zabrakło. W listach piszę im, że muszą kontynuować moją walkę”.

Czy dla walki warto poświęcić życie? „Umrzemy prędzej czy później. W życiu jedyną wartościową rzeczą jest zostawić coś dla tych, którzy pozostaną, coś, co zmieni życie innych na lepsze. Zaakceptowałam to, że moje pokolenie to ofiary, ale kolejne pokolenia nie mogą nimi być”. Fawzia jako pierwsza kobieta w historii Afganistanu została marszałkiem sejmu. Światowe Forum Ekonomiczne uhonorowało ją w 2009 roku tytułem „Młody Globalny Lider”.

 Szukria Barakzaj: Przywilejem jest umrzeć za coś, w co się wierzy i czego się pragnie.

38-letnia Szukria Barakzaj to również deputowana Izby Ludowej Afgańskiego Zgromadzenia Narodowego. Zanim została politykiem byłą wydawcą tygodnika dla kobiet „Zwierciadło kobiet”. W wywiadzie telewizyjnym dla Frost over the World w 2009 roku uznała lata po upadku talibów za „złotą erę” afgańskich kobiet: „Przynajmniej zyskałyśmy prawo do mówienia o naszych prawach”, niemniej jednak nie oskarża talibów o całe zło wyrządzone afgańskim kobietom, otwarcie krytykuje zarówno byłych mudżahedinów, jak i działania NATO w Afganistanie. „Zamiast żołnierskich trup Obama powinien przysłać nam trzydzieści tysięcy naukowców i inżynierów”. World Press Review przyznał Szukrii Barakzaj w 2004 roku międzynarodowy tytuł „Dziennikarz Roku”. W 2005 roku została ogłoszona kobietą roku przez BBC Radio 4. Szukria zamierza stanąć do wyborów prezydenckich w 2014 roku, jeśli ich dożyje.

Tyle szczęścia nie miała Sitara Achakzaj, posłanka z Kandaharu, zastrzelona dwa lata temu przed własnym domem przez talibów. Wróciła z Niemiec do rodzinnego kraju, aby uczestniczyć w jego odbudowie i działać na rzecz kobiet. Sitara zwykła powtarzać za swoim światłym ojcem:  „Prawa nie są dane, prawa się bierze. Jeśli wsiadasz na rower, egzekwujesz swoje prawa” – była więc pierwszą dziewczyną w ultrakonserwatywnym Kandaharze, kolebce talibów, która jeździła na rowerze.

24-letnia Szaima Rezayee była prezenterką telewizyjną, idolką młodych Afgańczyków. Prowadziła muzyczny program HOP w pierwszej prywatnej afgańskiej telewizji TOLO, puszczając w eter irańską, turecką, arabską i afgańską muzykę pop. Nie nosiła burki, ubierała się w dżinsy. To nie podobało się duchownym, którzy publicznie ją potępili. Została zamordowana w 2005 roku.

Najświeższa z ofiar, Hamida Barmaki, czterdziestoletnia profesor prawa cywilnego na uniwersytecie kabulskim, stypendystka Instytutu Maxa Plancka, rzeczniczka praw dziecka, zginęła wraz z mężem i czterema córkami w wyniku ataku samobójczego w centrum Kabulu 27 stycznia bieżącego roku. Do mordu przyznała się partia Hezb-e Islami, aktualnie uczestnicząca w rozmowach pokojowych z rządem. Profesor Barmaki głosiła potrzebę wprowadzenia nowoczesnego systemu prawnego oraz sądowniczego, takiego, jaki istniał do czasów wojny domowej w Afganistanie, i występowała przeciwko formalizacji tradycyjnych instytucji prawa zwyczajowego, takich jak pasztuńskie dżirgi.

Afgański Salman Rushdie

Sima Samar: Nie możemy zmieniać kraju tylko słowami. Musimy go zmieniać umysłami, sercem i postawą.

Sima Samar, szefowa Afgańskiej Niezależnej Komisji Praw Człowieka w czasach sowieckiej interwencji, ukończyła medycynę w Kabulu jako pierwsza Hazarka. Po aresztowaniu jej męża przez komunistyczny rząd uciekła do Pakistanu, gdzie w 1989 roku założyła organizację Szuhada oraz szpital dla afgańskich kobiet i dzieci w Kwecie. Dzisiaj Szuhada prowadzi cztery szpitale, dwanaście przychodni, sześćdziesiąt szkół i dwa schroniska dla kobiet oraz kilka sierocińców. Ponad sześćdziesiąt tysięcy dzieci uczy się w szkołach, a kliniki przyjmują siedmiuset pięćdziesięciu pacjentów dziennie. Sima Samar wróciła po dziesięciu latach z Pakistanu, aby wziąć udział jako wiceprezydent, a potem minister do spraw kobiet, w pracach formującego się pierwszego rządu tymczasowego pod przewodnictwem Karzaja. Została nazwana przez religijnych konserwatystów Salman Rushdie Afganistanu i zmuszona do rezygnacji ze stanowiska po skrytykowaniu prawa koranicznego w wywiadzie dla kanadyjskiej gazety. „Moją winą jest chyba to, że jestem kobietą, nie boję się mówić, co myślę, i jestem Hazarką” – skwitowała wyrok. Publicznie wypowiada się przeciwko noszeniu burki, między innymi dlatego iż ta szczelna zasłona nie przepuszcza światła słonecznego, co wraz z bardzo ubogą dietą Afganek przyczynia się według niej do dużej zachorowalności na osteomalację. Była nominowana do pokojowej Nagrody Nobla w 2009 roku, ale nagroda przypadła wówczas prezydentowi Obamie.

Najodważniejsza kobieta Afganistanu

Malalaj Dżoja: Zabiją mnie, ale nie mogą zabić mojego głosu, bo to głos wszystkich afgańskich kobiet. Można zerwać kwiat, ale nie można powstrzymać nadejścia wiosny.

Malalaj Dżoja to chyba najbardziej znana afgańska aktywistka, polityk, działaczka na rzecz praw kobiet. Wybrana do Wolesi Dżirga (Zgromadzenia Narodowego) w 2005 roku rekordową liczbą głosów (7,3 procent), ale dwa lata później usunięta, niezgodnie z prawem, za to, że w wywiadzie telewizyjnym porównała parlament do chlewu: „z tym że w zagrodzie jest pożyteczny osioł, który przynajmniej dźwiga ciężary, i krowa, która daje mleko”. Malalaj Dżoja podczas obrad konstytucyjnej Wielkiej Dżirgi w 2003 roku ośmieliła się nazwać większość mężczyzn na sali „kryminalistami”, którzy „zrujnowali kraj i są odpowiedzialni za opresję kobiet” i „powinni być osądzeni”. Działaczka jednakowo ostro krytykuje rodzimych polityków jak i międzynarodowe siły ISAF. W wywiadzie dla CNN Newsroom (2009) zaapelowała do Obamy o doprowadzenie George’a Busha przed Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości za jego zbrodnie wojenne w Afganistanie. Przeżyła kilka zamachów na swoje życie, stale zmienia miejsca zamieszkania, ukrywa prawdziwe imię. Magazyn „Time” nazwał ją w 2010 roku jedną ze stu najbardziej wpływowych osobistości świata, „Foreign Policy Magazine” umieścił ją na liście stu najlepszych globalnych myślicieli, a w marcu bieżącego roku „Guardian” na topliście stu aktywistek i działaczek. W 2008 roku została laureatką nagrody imienia Anny Politkowskiej.

Są też dziesiątki innych, które próbują zmienić rzeczywistość codziennym mozołem poza światłem kamer. W izbie niższej parlamentu jest obecnie sześćdziesiąt osiem kobiet na dwieście czterdzieści dziewięć miejsc. W 2004 roku na ponad osiem milionów Afgańczyków głosujących w wyborach prezydenckich, ponad czterdzieści procent stanowiły kobiety. Mimo stale narastającego zagrożenia liczba kobiet startujących w wyborach parlamentarnych wzrosła z trzystu dwudziestu ośmiu w 2005 roku do czterystu sześciu w roku 2010.

Oprócz posłanek, drugą grupę kobiet, najbardziej narażonych na niebezpieczeństwo, są urzędniczki. Maria Baszir – prokuratorka generalna Heratu, pierwsza kobieta w historii na tym stanowisku – podobnie jak Fawzia Kufi, żegnając się z dziećmi przed wyjściem do pracy, nie jest pewna, czy wróci. Każdy, kto pracuje dla rządu, jest wrogiem – to ideologia talibów.

Kocham sztukę i nic nie może mnie powstrzymać

Ten sezon Setar-e Afghan (afgańskiego Idola) uczynił więcej dla praw kobiet niż miliony dolarów, które wydał rząd na kampanię społeczną w telewizji

Powiedział to Saad Mohseni, dyrektor TOLO TV, po zakończeniu trzeciej edycji afgańskiego Idola. Trudno nam wyobrazić sobie, co taki program może znaczyć w Afganistanie. Dla nas Idol to kolejny implant rozrywkowy, ogłupiająca rozrywka. Dla młodych Afgańczyków okno na normalny świat, nowość, która pozwala im się oderwać od wojny i dostarcza pozytywnych emocji. Wystarczy wspomnieć, że czwartą edycję w 2008 roku Setar-e Afghan oglądało jedenaście milionów osób – jedna trzecia kraju. Była ona szczególna. Do ścisłego finału doszła Lima Sahar, Pasztunka z Kandaharu. Lima nigdy nie uczyła się muzyki, ale kiedy zakwalifikowała się do Idola, zaczęła pobierać skrycie prywatne lekcje. Chowała w nocy nuty przed talibami, którzy mogli w każdej chwili przeszukać dom. Talibowie głosowali na nią z poczucia etnicznej solidarności, ale po powrocie do Kandaharu grozili śmiercią. Mohseni uważa, że to, iż zajęła aż trzecie miejsce mimo stosunkowo słabego głosu, świadczy o tym, iż cały naród był świadomy, ile poświęcenia kosztuje kobietę z Kandaharu decyzja o występie w takim programie ze świadomością konsekwencji.

Podobną rolę, jak Setar-e Afghan może pełnić dość sensacyjny Mużdah Show, a jeszcze bardziej jego prowadząca, Mużdah Dżamalzada, modelka i piosenkarka afgańskiego pochodzenia, która zrobiła karierę muzyczną za oceanem (wystąpiła w Białym Domu przed parą prezydencką). Możdah miała kilka lat, gdy z rodziną wyemigrowała do Kanady. Rodzice zawsze jej powtarzali: „Nie zapomnij, skąd pochodzisz”, więc dwudziestosześcioletnia Mużdah wróciła do Afganistanu, aby dodać swoją cegiełkę do przeobrażeń w kraju. W talk show inspirowanym programem Oprah Winfrey Możdah rozmawia z zaproszonymi gośćmi o rodzinie i jej problemach, czyli rozwodach, ślubach dzieci, przemocy. Próbuje robić wyłom w kulturowym tabu: „Tyle afgańskich problemów zaczyna się w rodzinie: ubóstwo, analfabetyzm, maltretowanie dzieci, przemoc wobec kobiet. To, jak traktujemy nasze dzieci, wpływa na naszą przyszłość, więc zdecydowałam, że program będzie dotyczył kobiet i dzieci. Przez wzmocnienie rodziny, możemy wzmocnić cały naród”. Prowokuje i balansuje na granicy, twierdząc, że jej nie przekracza. Mówi: „Chcę zaszczepiać nowe idee, ale nie w sposób, który zraża ludzi”. Na Facebooku czasem bywa obrzucana wyzwiskami takimi jak „hańba Afganistanu”, ale zdecydowanie więcej tam wyrazów uznania: „Możdah, jesteś prawdziwą liderką afgańskiego narodu, jesteśmy z ciebie dumni”.

Podobne tematy jak Możdah show porusza program Niqab (Maska), zainicjowany i wyprodukowany przez… mężczyznę, dwudziestoośmioletniego Samiego Mahdiego, który chce zmienić mentalność mężczyzn poprzez opowiadane przez kobiety ich osobiste dramaty. Wchodząc do studia telewizyjnego, kobiety zakładają maskę, która przypomina burkę. Zaproszeni do studia specjaliści praw człowieka, teologowie islamscy komentują te historie, pouczając kobiety o ich prawach i mężczyzn przez telewizorami o ich obowiązkach względem żon, córek i sióstr. Ten program nikogo nie szokuje – ani „po bożemu” ubrana prowadząca, ani goście z brodami. Nie ma tu rozrywkowych elementów ani muzyki.

Media są zawsze i wszędzie potężnym i wpływowym narzędziem zmiany świadomości, zwłaszcza prywatne media takie jak TOLO, które nie ulegają cenzurze, przynajmniej w takim stopniu jak publiczne. Programy: Afghan Star, Możdah Show i Niqab na pewno wpływają na przeobrażenia, mimo ograniczonego zasięgu – większość społeczeństwa na wsiach nie ma telewizorów. Jak powiedziała jedna z zaproszonych do Niqab kobiet – „trzeba ciągle powtarzać, ludzie może już to wiedzą, ale jeszcze nie stosują, więc mówmy nieustannie”.

Biznes alternatywą dla zagranicznej pomocy

Bardziej trwałej i wymiernej zmiany dokonują afgańskie biznesmenki, zarówno te, które wracają z uchodźstwa, jak i te, które nie opuściły nigdy Afganistanu.

Rangina Hamidi wrociła do Afganistanu po piętnastu latach azylu w Stanach Zjednoczonych, z marzeniem, aby zrobić dla kobiet z rodzinnego Kandaharu coś, co poprawi ich sytuację materialną. Założyła firmę Kandahar Treasure, dziś zatrudniającą około czterystu pięćdziesięciu kobiet, które zajmują się tym, co potrafią najlepiej – haftują poduszki, chusty, pasy, makatki na ścianę i kapy na łóżka tradycyjnym ściegiem kha-mak, typowym dla okolic Kandaharu, i sprzedają je na rynku lokalnym oraz poza granicami kraju. Rangina płaci im od ręki. Wszystko schodzi na pniu. Nawet żołnierze z ISAF na cotygodniowym targu wykupują hurtowo rękodzieło Kandahar Treasure.

Rangina nie ma wątpliwości, że nie można liczyć na mężczyzn, którzy zabijali, zniszczyli kraj. Tylko kobiety – ponieważ nie brały udziału w destrukcji – stanowią naturalną alternatywę. Są nową, lepszą twarzą Afganistanu. „Chciałabym, żeby świat wiedział, że kobiety afgańskie są lepszymi adwokatami pokoju, stabilizacji kraju niż mężczyźni. Kobiety mogą zmienić przyszłość Afganistanu, tylko muszą mieć możliwość zarobkowania”. Szefowa Kandahar Treasure mówi głosem wielu afgańskich kobiet. Biznes jest lepszy niż pomoc, bo daje długoterminowe materialne zabezpieczenie. Kobiety mogą stanąć na własnych nogach i nie być zależne od niczyjej, niepewnej i chwilowej hojności. W Afganistanie zarobkująca kobieta zyskuje bardzo dużą władzę – jej pieniądze są tylko jej pieniędzmi. Mężczyzna nigdy nie poprosi o nie, nawet jeśli bardzo potrzebuje – to sprawa honoru, ale i praw, które daje jej islam. Szczególnie jest to istotne w miejscach takich jak południe Afganistanu, u Pasztunów. Zarabiająca kobieta jest w stanie negocjować z mężem wydłużenie czasu dzieciństwa dla swoich córek – nie muszą być zbyt wcześnie oddane za mąż.

Mariam, dżemowa lady: Nie możemy liczyć, że prezydent Karzaj nas wyręczy. Musimy same wziąć się do pracy. Kobiety powinny wyjść z domu i zmienić styl myślenia zacofanych mężczyzn.

Mariam, zwana „dżemową lady”, zaczęła od małej wytwórni przetworów owocowych w swojej rodzinnej wsi pod Heratem. W 2008 roku zgłosiła się do afgańskiej wersji programu Dragon’s Denjak zostać milionerem. Był to ryzykowny krok dla kobiety z małej wioski, wystąpiła więc w hidżabie, bo rodzina obawiała się o jej reputację. Zajęła drugie miejsce i wygrała czek na  dziesięć tysięcy dolarów – majątek, który pozwolił jej na rozwój firmy. Rozgłos w programie przyniósł jednak kłopoty – pogróżki talibów. Mariam z mężem i dziećmi uciekli do Heratu. Tu kupiła parcelę, założyła fabrykę dżemów i soków, zatrudniła uchodźczynie i wdowy wojenne; pragnie rozszerzać działalność. Mariam, spotykając się z krytyką, tłumaczy oponentom, iż kobietom w islamie wolno prowadzić działalność gospodarczą. To ich prawo, które daje im Koran. Pierwsza żona proroka Mahometa Chadiża była zamożną bizneswoman, na dodatek ona pierwsza wysłała swaty do przyszłego proroka.

James Emmanuel Kwegyir-Aggrey: Kształcąc mężczyznę, wykształcisz jednostkę. Kształcąc kobietę, wykształcisz cały naród. 

Kluczem jest ekonomia, praca, bezpieczeństwo materialne, ale również, a może przede wszystkim, edukacja. W Afganistanie na wsiach odsetek analfabetek wśród kobiet sięga 90 procent. Z siedmiu tysięcy uczniów tylko 37 procent to dziewczynki. Na uniwersytecie w Kabulu uczy się około czterech tysięcy studentów, jedna czwarta wszystkich to studentki. W Kandaharze jedna ósma.

Uczennice szkół w Kapisie, Parwanie, Pandższirze i Kabulu, z którymi rozmawiałam, na pytanie „co chcesz robić po zakończeniu edukacji” zawsze odpowiadały: chcę być lekarką, nauczycielką, prawniczką, aby odbudować kraj. Szaharzad Akbar z prowincji Dżozdżan, pierwsza Afganka studiująca w Oxfordzie, opowiada, iż w rodzinnej wiosce jej taty rodzice nie posyłali dzieci do szkoły przekonani, że szkoła korumpuje, ale już pokolenie później w tej samej wiosce z własnych oszczędności płacą miejscowemu nauczycielowi, aby uczył ich córki.

Sajeda: Nasze problemy wynikają z braku wiedzy. Wykształceni ludzie nigdy by nie pozwolili, żeby ich siostry, córki cierpiały. Afganki wyjdą z domów, jeśli odbiorą właściwą edukację.

Wykształcona afgańska kobieta przekaże swoim dzieciom, jak ważna jest nauka, i uruchomi edukacyjną sztafetę pokoleń. Jeśli kobiety będą potrafiły czytać, przeczytają, że w Koranie nie ma ani słowa o prawie mężczyzn do bicia kobiet, i same upomną się o swoje prawa. Wielu niewykształconych Afgańczyków emancypację kobiet postrzega jako zagrożenie dla swojego honoru. Dlatego dużo kobiet uczestniczących w życiu publicznym podkreśla swoją tożsamość muzułmańską i kulturowe wartości.

Afgańskie działaczki często wykorzystują wersety Koranu do walki z plemiennymi praktykami zwyczajowymi. Wbrew stereotypowym wyobrażeniom zachodniej opinii publicznej islam nobilitował kobiety i dał im wiele praw, których nie miały w okresie przedmuzułmańskim (dżahilija). Dla Afganek chusta czy burka nie jest symbolem opresji, a tak to widzą zachodnie feministki. „Niektórzy chcieliby widzieć kobiety afgańskie bez burki, ale ja uważam, że burka nie jest ważna. To, co jest ważne, to edukacja, demokracja i wolność” – twierdzi Szukria Barakzai.

Większość afgańskich kobiet, na przykład Sima Wali, uczestnicząca w Bonn w 2001 roku w konferencji obradującej o przyszłości Afganistanu, nie zgadza się również z opinią zachodnich feministek, iż należy uwolnić Afganki od ich mężów oprawców. Mężczyźni są częścią rozwiązania problemu, a nie samym problemem, i muszą być na równi z kobietami objęci programami edukacyjnymi i rozwojowymi. Wojna okaleczyła mężczyzn na równi z kobietami. Ich mózgi wyprano, wzrosła agresja. Jeśli będziemy inwestować tylko w kobiety, dojdzie do eskalacji przemocy, ponieważ mężczyźni poczują się zepchnięci na margines.

Pozbawianie dziewcząt możliwości nauki jest jak obcięcie jednego ramienia, pozbawianie chłopców nauki jest obcięciem drugiego. Potrzebujemy obu ramion do życia

Słowa afgańskiego nauczyciela przytoczone w książce Simy Wali

Zachód może odegrać znaczącą rolę w rekonstrukcji Afganistanu, ale nie może narzucać kobietom obcych im wzorów. Muszą one znaleźć swoją drogę, zgodną z ich wizją – zarówno duchową, jak i intelektualną – oraz ze społecznymi wzorami. Jedna z bardziej znanych działaczek Orzala Aszraf, odnosząc się do wypowiedzi G. Busha uzasadniających atak na Afganistan potrzebą „wyzwolenia afgańskich kobiet”, stwierdza z całą mocą: „Nie wierzę, że ktoś z zewnątrz mnie wyzwoli. Jeśli sama nie wyzwolę siebie, to nikt inny tego nie zrobi”, a Malalaj Dżoja, w przemowie z okazji przyznania jej nagrody Anny Politkowskiej otwarcie mówiła: „Propaganda świata zachodniego o wyzwoleniu afgańskich kobiet i walce z terroryzmem to kłamstwa. Jestem przekonana, że żaden naród nie może podarować innemu narodowi wolności. Demokracja, prawa człowieka i kobiet nie są rzeczami, które się darowuje. Musimy te wartości osiągnąć sami”.

Kobiety opisane przeze mnie są elitą, która już w praktyce „wzięła” swoje prawa. Jest to jednak niewielka grupa. Nie są typowymi kobietami afgańskimi, o ile takie istnieją. Większość afgańskich kobiet żyje na wsiach w trybalnych zależnościach. Nowe pokolenie bizneswomen, polityczek, prawniczek, lekarek, urzędniczek, artystek, które właśnie się tworzy, jest prekursorem zmian, które niewątpliwie nastąpią w afgańskim społeczeństwie. Afganki są silne, bardzo dzielne i odważne, mają wizję przyszłości. Potrzebują tylko poczucia bezpieczeństwa, żeby się rozwijać, miejsc pracy i dostępu do edukacji, żeby móc w pełni korzystać ze swoich praw. A wtedy, kto wie, może spełni się marzenie jedynej kobiety w randze generała w Afganistanie, mistrzyni karate i dżudo, skoczka spadochronowego Chatul Mohammadzaj, aby kiedyś Afganka stanęła na Księżycu.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter