70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Tabloidyzacja i dziennikarstwo

Tabloidy, mimo ciągle powtarzanych głosów krytyki, zadomowiły się w medialnym krajobrazie. Wypełniły lukę, którą stworzyła dominacja mediów politycznie poprawnych, szczycących się wysokimi standardami dziennikarstwa. Podbijając serca (i portfele) coraz większej ilości osób, wprowadziły do dyskursu spraw publicznych nowy język i formy, bliższe swoim czytelnikom.

Rozwój prasy popularnej w drugiej połowie XIX wieku wprowadził podział, który utrzymywał się do lat 80. XX wieku, na prasę popularną i prasę opinii, zwaną wielkoformatową. Na przełomie wieków tę pierwszą zaczęto nazywać tabloidami. Przejęcie tego terminu z farmacji, gdzie pierwotnie oznaczał silną, skondensowaną tabletkę, spowodowała prawdopodobnie możliwość skondensowania treści na mniejszej niż tradycyjna powierzchni, czemu świetnie służyło zamieszczanie fotografii kosztem tekstu. O wprowadzeniu mniejszych formatów gazet zdecydowały względy praktyczne: przemieszczający się środkami transportu miejskiego mieszkańcy dużych aglomeracji mogli w zatłoczonych tramwajach i autobusach swobodnie korzystać z prasy, co zwiększało na nią popyt. Wzmocnieniu tego efektu miały służyć treści publikowane w prasie tabloidalnej, odwołujące się do najbardziej podstawowych zainteresowań ludzi, niezależnie od ich statusu społecznego, wykształcenia czy doświadczeń. Prasa, która od połowy XIX wieku traktowana była nie jako narzędzie edukacji społecznej, a jako narzędzie realizowania celów ekonomicznych właścicieli gazet, finansowała się nie tylko ze sprzedaży egzemplarzy, ale głównie z wpływów od reklamodawców, zainteresowanych dotarciem do odbiorcy masowego. Presja reklamodawców powodowała wprowadzanie tematów, które mogły zainteresować odbiorców: sportu, rozrywki, sensacji oraz elementów uatrakcyjniających czy zastępujących tekst pisany (ilustracje, grafika). „Sprzedawalność” stała się więc kryterium selekcji informacji w popularnej prasie adresowanej do masowego odbiorcy[1].

Podział mediów na rozrywkowe oraz opiniotwórcze utrzymywał się do lat 80. XX wieku. Różni adresaci tych środków przekazu, różne potrzeby, które zaspokajały, a przede wszystkim różne oczekiwania związane z ich rolą w systemie społecznym utrzymywały ten podział na względnie stabilnym poziomie, czego efektem było różnicowanie informacji na twarde i miękkie, które nie występowały wspólnie w tych samych artykułach czy programach.

Zgodnie z klasycznym już podziałem tradycyjnie pojmowanych wiadomości, zaproponowanym przez Gaye Tuchman[2], można wyróżnić hard news i ich antytezę – soft news; spot news (wiadomości punktowe), dotyczące wydarzeń niespodziewanych, które muszą być relacjonowane szybko, a czas ich upublicznienia zależy od technologii; developing news (wiadomości rozwijające się), odnoszące się do „nagłych sytuacji”, o których nie ma jeszcze danych, wymagające z kolei procesu gromadzenia faktów i ich rekonstrukcji, najczęściej wynikające ze spot news; w końcu continuing news (wiadomości trwające), zwykle wcześniej zaplanowane, stanowiące serię historii na ten sam temat, oparte na wydarzeniach mających miejsce co jakiś czas, przewidywalnych i wcześniej relacjonowanych – w tym przypadku media mogą regulować swoje działania i czas ich publikacji.

O dacie upowszechniania informacji miękkich decydują dziennikarze i wydawcy; data emisji informacji twardych zdeterminowana jest czasem wystąpienia wydarzenia, które może być zaplanowane (na przykład ważna debata legislacyjna) lub niespodziewane (pożar). Decyzji o czasie ich upowszechnienia nie podejmują dziennikarze, nie decydują również o tym, kiedy zbierać fakty i kiedy prezentować stanowiska i wyjaśnienia. Niespodziewane wydarzenia często aktywizują dziennikarstwo śledcze[3].

Twarde informacje to relacjonowanie wydarzeń, w których uczestniczą główni liderzy, dotyczące ważnych problemów, bądź na tyle znaczące, że przerywają rutynę dnia codziennego. Są one tradycyjnie uważane za zasadnicze dla poinformowanego i zaangażowanego społeczeństwa[4]. Miękkie informacje zaś nie są związane ze sprawami publicznymi, są sensacyjne, spersonalizowane i zorientowane na celebrytów; mniej osadzone czasowo, bardziej praktyczne, zorientowane na dramatyczne wydarzenia (zbrodnie, nieszczęścia); definiowane są również jako posługujące się językiem bardziej osobistym w formie prezentacji, bliższym i mniej instytucjonalnym.

 

Tabloidyzacja

Zmiany w przemyśle telekomunikacyjnym oraz w technologiach komunikowania, które dokonały się w ostatnich dwudziestu latach, spowodowały zniesienie barier czasowo-przestrzennych i umożliwiły zacieranie się różnic między twardymi i miękkimi informacjami. Sterowanie programem telewizyjnym z fotela za pomocą pilota, rozwój telewizji satelitarnej i kablowej, rosnąca dostępność i popularność Internetu powodują, że odbiorcy mogą znaleźć informacje zawsze i wszędzie, podobnie jak nie mają trudności z ich uniknięciem.

Sam termin „tabloidyzacja” jest trudny do zdefiniowania, bowiem zawiera przynajmniej dwa komponenty znaczeniowe. Tabloidyzacja to z jednej strony proces, z drugiej – zjawisko, czyli następstwa tego procesu. Może oznaczać nabywanie cech tabloidu przez prasą codzienną i magazynową, nabywanie tych samych cech przez inne media, wreszcie poddawanie się wpływowi tabloidalnych mediów – stąd takie procesy i zjawiska, jak tabloidalna kultura czy tabloidyzacja polityki.

Drugi sens przypisywany pojęciu tabloidu związany jest ze zmianą priorytetów w konkretnym medium i rosnącą przewagą rozrywki, a dotyczy głównie radia i telewizji. Zmiana ta jest wyraźnie widoczna przede wszystkim w mediach publicznych, które przesuwają pozycje poważne, realizujące zadania wynikające z ich szczególnego statusu, poza najlepszy czas antenowy[5]. Konstatację tę potwierdza obserwacja zmian programowych choćby w polskiej telewizji publicznej, która nie zmieniła jedynie czasu emisji głównego wydania „Wiadomości” w programie 1, pozostałe zaś „misyjne” audycje przesunęła na inne, mniej finansowo korzystne pasma. Ich miejsce w prime time zajęły pozycje na wskroś rozrywkowe.

W trzecim sensie pojęcie tabloidu oznacza przekroczenie granic dobrego smaku w obrębie różnych form przekazu. Sparks przywołuje powszechnie znany przykład „The Jerry Springer Show”, pisząc, że nie jest czymś nowym to, że w mediach ludzie długo ze sobą rozmawiają w obecności widowni, poruszając różne tematy, także osobiste. Chodzi jednak o to, że teraz „źli ludzie (którzy nie są ogólnie uważani za autorytety) rozmawiają o złych rzeczach (głęboko prywatnych dylematach i doświadczeniach) w złej atmosferze (widowiska)”[6]. Nawet polityka, która pojawia się w dobrym czasie antenowym, bywa dyskutowana w podobnym populistycznym tonie.

 

Tabloidy różnią się w zależności od systemu medialnego danego kraju, ukształtowanego pod wpływem czynników społecznych, ekonomicznych, kulturowych, historycznych i innych. W Wielkiej Brytanii na przykład, chętnie piszą o polityce i politykach, skupiając się oczywiście na tym, co dla nich najważniejsze: skandalach obyczajowych czy przywilejach władzy. Polityków traktują podobnie jak gwiazdy popkultury, analizując ich zachowania w bieżącym procesie politycznym przez pryzmat cech charakteru i egoistycznych interesów. W Stanach Zjednoczonych natomiast tabloidy pomijają informacje w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, skupiając się na skandalach, przemocy i gwiazdach show biznesu. Polskie tabloidy są pod tym względem zróżnicowane: „Fakt” angażuje się w dyskurs o polityce w znacznie większym stopniu niż „Super Express”, udostępniając swoje łamy politykom i umożliwiając im prezentowanie swoich poglądów[7]. Tym samym pretenduje do roli, którą tradycyjnie pełniły media opiniotwórcze. Starania, aby wejść do mainstreamu debaty politycznej nie pozostają niezauważone i być może spowodują konieczność przedefiniowania kategorii medium opiniotwórczego, albo wręcz zmuszą do mówienia o detabloidyzacji, co byłoby zjawiskiem całkowicie nowym.

 

Agendy, manipulacja i dziennikarstwo obywatelskie

Na podstawowym poziomie funkcją mediów jest dostarczanie odbiorcom informacji i rozrywki. Informacja ma charakter ciągłej narracji o świecie, w którym żyjemy. Wypełnianie funkcji informacyjnej jest szczególnie ważne dla procesu demokratycznego, gdyż umożliwia dostarczanie obywatelom informacji o faktach i wydarzeniach, dzięki czemu mogą oni formułować sądy i podejmować racjonalne decyzje. Powstaje zatem zasadne pytanie o wpływ tabloidyzacji na sposób, w jaki ludzie postrzegają świat, a tym samym na podejmowane przez nich decyzje. Zgodnie bowiem z teorią agenda setting, istnieje wyraźna korelacja pomiędzy eksponowaniem określonych problemów przez media i osądem odbiorców dotyczącym ważności konkretnych spraw, kwestii czy osób. Maxwell McCombs i Donald Shaw pisali, że „wybierając i prezentując wiadomości, wydawcy, redaktorzy i nadawcy odgrywają istotną rolę w kształtowaniu politycznej rzeczywistości. Odbiorcy dowiadują się nie tylko o danej kwestii, ale także o tym, jaką ważność nadać jej pośród innych informacji. Przekazując, co kandydaci mówią w trakcie kampanii, media określają znaczenie kwestii, czyli media mogą tworzyć „agendę” kampanii”[8]. Tworzenie owej agendy, czyli listy tematów ważnych, jest jedną z istotniejszych funkcji mediów w ogóle, a w komunikowaniu politycznym w szczególności. Media, koncentrując się na pewnych tematach, nadają im znaczenie, skutecznie zatem sugerują ludziom, co jest ważne i o czym powinni myśleć. Zmiana kryteriów ważności wydarzeń i osób, które są bohaterami tabloidyzujących się mediów, musi zatem mieć wpływ na ich ważność w oczach odbiorców.

Przewidywalność audycji związanych z polityką może oznaczać „unifikację kodów i znaczeń, a także aktorów politycznych wypełniających w sposób konwencjonalny – a więc przewidywalny – swoją rolę społeczną”[9]. Dobrym przykładem jest tu debata Jana Rokity i Andrzeja Leppera, emitowana w Radiu Zet 14 maja 2004 roku i prowadzona przez Monikę Olejnik, która od 29 listopada 2001 roku nie zapraszała tego drugiego do swoich programów. Debata ta zapowiadana była jako rozgrywka czy mecz pomiędzy dwoma politykami z dwóch ówcześnie najlepiej notowanych w sondażach partii. Pytanie, które zadawali sobie słuchacze przed emisją, to: czy Rokita poradzi sobie z Lepperem. W komentarzach po emisji dominowało przekonanie, że Rokita był lepszy, „dołożył” Lepperowi. Żadnych głębszych refleksji dotyczących programów tych polityków i ich partii nie było, ale pewnie nie mogło być. Debata była wymianą ciosów o charakterze osobistym, w której głośniej krzyczący Rokita rzeczywiście był lepszy od swego adwersarza. Obydwaj politycy zachowali się przewidywalnie. Jedynym być może zaskakującym akcentem było nadmierne wycofanie się Leppera do defensywy. Audycja spełniła swoją rolę, przyciągając do odbiorników także tych, którzy na co dzień „Zetki” nie słuchają. Przewidywalność to brak niespodzianek, których odbiorcy mediów tak naprawdę nie lubią. Opisana powyżej audycja przyspieszyła proces przejmowania podobnych standardów prowadzenia rozmów o polityce przez znakomitą większość dziennikarzy politycznych. Rozmowy stały się skonwencjonalizowane w tym rozumieniu, że przewidywalne jest zachowanie gości i dziennikarzy.

Manipulowanie technologią w przypadku mediów może przybrać różne oblicza. Reklamujący się w wywiadach politycy mówią to, co zostanie zapamiętane przez odbiorców, a więc bardziej skupiają się na zgrabnych powiedzeniach, barwnych porównaniach czy dosadnych złośliwościach. Przekaz medialny jest ulotny, chyba że zostanie powtórzony przez wiele mediów, a gwarancję tego daje nie tyle treść, ile forma tego przekazu. Zdaniem Ritzera, to jednak głównie telewizja manipuluje przez technologię, a więc zastępuje technologię ludzką, w której człowiek był podmiotem działania, przez technologię niewymagającą udziału człowieka, czyli taką, gdzie staje się on przedmiotem. Twierdzi on, że większość obywateli widuje polityków wyłącznie na ekranie, w wyreżyserowanych wystąpieniach, mających na celu przekazanie widzom pożądanego (wymyślonego przez doradców i polityków) wizerunku i odpowiedniego przesłania[10].

Innym przejawem manipulacji poprzez technologię jest zjawisko tak zwanego dziennikarstwa obywatelskiego. W zamyśle miał to być rodzaj dziennikarstwa uprawianego przez amatorów, którzy dzięki dostępowi do nowoczesnych technologii (telefony komórkowe, Internet) mogliby interaktywnie współtworzyć zawartość komunikacji masowej. Oczywiście założeniem jest, że taki nieprofesjonalny dziennikarz działałby w interesie społecznym. Jak pisze Dan Gillmor, w XX wieku przygotowanie wiadomości zostało całkowicie zdominowane przez dziennikarzy, producentów informacji oraz „legiony ludzi od public relations i marketingu, którzy manipulują wszystkimi”[11]. Dziennikarstwo obywatelskie byłoby zatem próbą powrotu do korzeni: mediów dostępnych dla wszystkich, stanowiących forum wymiany, a nie przekazywania informacji wytworzonej pod presją sprzedawalności. Internet i inne techniczne nowości tworzą wspaniałe warunki dla powrotu do koncepcji mediów wspólnotowych, tworzonych przez wszystkich aktywnych obywateli.

W praktyce jednak okazuje się, że wiodące instytucje medialne wykorzystują zapał swoich odbiorców przede wszystkim do obniżania kosztów działania. Apelując o kontakt, nadsyłanie interesujących zdjęć, informowanie o wydarzeniach, przerzucają niejako zadanie dostarczania materiałów na odbiorców. Ostateczna selekcja tego, co jest warte zainteresowania, co zostanie opublikowane, w jakim kontekście, z jakim komentarzem i w jakim celu, i tak należy do profesjonalnych dziennikarzy. Bowiem dziennikarstwo to nie tylko rejestrowanie fragmentów rzeczywistości, ale przede wszystkim ich składanie w większą całość poprzez komentowanie i interpretację. Jednak fragmentaryczność informacji staje się po trosze jednym z wyznaczników tabloidyzacji – newsy obecne w mediach elektronicznych są albo krótkie i niepowiązane ze sobą (na przykład informacje radiowe, „Teleexpress”), albo rozbudowane, wielowątkowe, z mnóstwem pojawiających się w nich postaci, z których każda wypowiada jedno – dwa zdania wyrwane z dłuższych wypowiedzi („Fakty”, „Wiadomości”).

Manipulowanie poprzez media to również przesuwanie części kosztów przygotowania oferty na odbiorcę, na przykład poprzez organizowanie różnego rodzaju quizów czy głosowań typu audiotele. Głosowania takie dotyczą nie tylko programów rozrywkowych, które sprawiają odbiorcom przyjemność uczestniczenia i decydowania („Big Brother”, „Idol” czy „Taniec z gwiazdami”), ale są również obecne w audycjach publicystycznych („Tomasz Lis na żywo”), a zdarzyło się, że pojawiły się na chwilę w programach informacyjnych. Zadawanie pytań o zgodność między poglądami gościa zaproszonego do studia i widzów programu nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia dla przebiegu audycji czy prezentowanych opinii. Samo pytanie jest zresztą tak nieprecyzyjne, że opcja tak–nie jest absolutnie niewystarczająca. Można zatem przyjąć, że w gruncie rzeczy jedyna wymierna korzyść to pieniądze, które dzięki tej formie aktywizowania odbiorców płyną na konto instytucji medialnych.

 

Krytyka tabloidyzacji

Zdaniem jej krytyków, tabloidyzacja zwykle polega na poświęcaniu informacji na rzecz rozrywki, rezygnacji z dokładności na rzecz sensacyjności i wykorzystywaniu taktyki reprezentacji, która osacza i wykorzystuje swoje obiekty (ukryta kamera, rekonstrukcja, zaskakujący goście w talk-show)[12]. Prowadzi do polaryzacji świata poprzez przeciwstawianie życia zwykłych ludzi i życia elit, wszystko jedno: politycznych czy innych. Światem rządzą uniwersalne i proste zasady moralne, łamane nagminnie przez wyalienowane elity, na które prędzej czy później spadnie jednak stosowna kara, choćby w postaci publicznego napiętnowania przez dziennikarzy. Analiza programów informacyjnych jest w tej materii pouczająca: większość materiałów relacjonujących sprawy zwykłych ludzi pokazywała ich zwykle jako ofiary niekompetencji, zaniechania czy wręcz złej woli przedstawicieli różnych szczebli władzy[13], a więc elit.

Lance Bennett, który poświęcił wiele uwagi procesowi wytwarzania newsów, wyróżnił cztery rodzaje zniekształceń treści informacyjnych. Pierwszym z nich jest personalizacja newsów: „skupienie uwagi na pojedynczych aktorach, z którymi łatwo jest się pozytywnie utożsamić, zachęca widzów programów informacyjnych do przeniesienia swoich osobistych odczuć i fantazji bezpośrednio na sferę publiczną”[14]. Personalizacja umożliwia większą empatię odbiorcy, ale też zniekształca rzeczywistość, bowiem przedstawia ją jako przypadki osób, a nie procesy czy zjawiska mające szeroki społeczny kontekst i wymiar.  Drugim zniekształceniem jest udramatycznienie newsów, czyli nadanie im atrakcyjnej formy. Dokonuje się to za pomocą środków realizacyjnych oraz specyficznej narracji, zbliżonej bardziej do opowiadania historii niż podawania głównych faktów, zgodnych z klasyczną odwróconą piramidą stosowaną w konstrukcji newsów. Punktem wyjścia jest jakiś fakt, po którym następuje wielowątkowa narracja zawsze ilustrowana zdjęciami i czasami opatrzona stosowną muzyką. TVN24, na przykład, od pewnego czasu materiały dotyczące dramatycznych wydarzeń, jak niespodziewana śmierć w wyniku nieszczęśliwego wypadku, realizuje w kolorystyce czarno-białej i wzmacnia ich wydźwięk dramatyczną muzyką. Te dość proste, żeby nie powiedzieć: nadmiernie oczywiste czy banalne, środki podnoszą jednak dramaturgię relacjonowanych przekazów i przyciągają uwagę. Warto przy okazji zauważyć, że telewizja informacyjna, która nadaje informacje przez całą dobę, staje przed ogromnie trudnym zadaniem zainteresowania i utrzymania widza. Wspomaga się zatem różnymi sposobami realizacji materiałów, które z tradycyjnym dziennikarstwem nie mają wiele wspólnego, jak choćby parafabularne inscenizacje dziennikarskie (na przykład materiał o sposobie spędzania czasu wolnego w długi weekend kończy się komentarzem reportera grillującego kiełbaski i odzianego w fartuch kucharski).

Kolejnym zniekształceniem, na które zwrócił uwagę Bennett, jest fragmentacja newsów.  Polega ona na zebraniu wypowiedzi, przedstawieniu ich w krótkiej formie i nie pokazaniu związków pomiędzy wydarzeniami. Dziennikarze często dystansują się wobec osób i tematów przedstawianym w newsach, szczególnie gdy dotyczą one przedstawicieli świata władzy. Może to stanowić trudność dla odbiorcy, który nie jest zorientowany w tym, co się dzieje, i utrwalać przekonanie o braku zależności między różnymi elementami rzeczywistości.

Ostatnim zniekształceniem jest normalizacja newsów: relacje dotyczące wydarzeń wyjątkowych starają się je oswoić, „unormalnić”, wskazać, że te wydarzenia albo znajdą się pod kontrolą, albo będą wyjaśnione.

Pośród opinii krytycznie oceniających skutki tabloidyzacji można znaleźć i takie, które podkreślają, że dziennikarze, skupiając się na sprawach społecznie nieistotnych, choć często w wymiarze personalnym ważnych, dostarczają nie tych informacji, które są istotne z punktu widzenia dokonywania świadomych i racjonalnych decyzji i wyborów podejmowanych przez zaangażowanych obywateli. Debata o sprawach ważnych wypierana jest przez obliczone na uzyskanie poparcia (politycy) i odniesienie sukcesu komercyjnego (media) zachowania, skalkulowane, zaprojektowane i mniej czy bardziej konsekwentnie przeprowadzone. Obserwujący takie zachowania czytelnicy, słuchacze i widzowie zatracają zdolność rozróżniania spraw ważnych i nieważnych, a co więcej, idą na swoistą łatwiznę intelektualną, która, uprawiana konsekwentnie, prowadzi do zaniku umiejętności samodzielnej analizy i wnioskowania. Zmienia to sposób postrzegania i oceny rzeczywistości, co ma z kolei wpływ na działania. O tabloidyzacji trzeba zatem mówić głośno, bo jest ona, czy to jako proces, czy zjawisko, czy jako jedno i drugie równocześnie, czymś, co ma zasadniczy wpływ na społeczeństwa.

Z drugiej jednak strony trzeba zauważyć, że tabloidy, zajmując się tematami, których nie chciały z pewnych powodów podnosić media poważne, miały istotny wpływ na emancypowanie się różnych grup mniejszości oraz wywoływanie tematów niechętnie podejmowanych przez władze (na przykład AIDS w latach 80. XX wieku). Od początku swojego istnienia przeznaczone były dla zwykłych ludzi, nie dla elit. Tym samym ich funkcjonowanie mogło umożliwić wychodzenie debaty politycznej poza ramy tak zwanego mainstreamu, głównego nurtu definiowanego przez owe polityczne elity. Media opiniotwórcze, w swojej istocie związane z głównym nurtem polityki, często skrępowane pewnymi zależnościami natury kulturowej i poprawnością polityczną, podtrzymywały istniejący porządek rzeczy, utrwalały społeczny podział na elity i masy. Tabloidy, szczególnie jeśli w kręgu swoich zainteresowań mają proces polityczny, mogą doprowadzić do jego demokratyzacji. Mogą być jednym z środków ratujących wiadomości tworzone przez media przed ich „oderwaniem od życia mas ludzi, którzy w innym razie mogliby je całkiem odrzucić”[15]. Przełamują monopol „oficjalnego” dziennikarstwa, tworzonego przez elity i oderwanego od spraw zwykłych ludzi. Krytyka tabloidów i tabloidyzacji przez elity byłaby więc obroną przed pozbawieniem ich tego monopolu.

Współczesne media masowe są zorientowane rynkowo – muszą rywalizować o uwagę, muszą zarabiać na inwestycje, muszą być silne finansowo, gdyż tylko dzięki temu są w stanie zachować niezależność, co oznacza daleko idące zmiany w ich społecznym funkcjonowaniu i roli, którą pełnią. Muszą liczyć się z tym, co może zainteresować odbiorców, a nie z tym, co odbiorców powinno interesować. Tradycyjny podział na media poważne i niepoważne, informacyjne i rozrywkowe przestaje odpowiadać rzeczywistości.

Rozszerzona wersja tekstu ukazała się w książce Polubić dziennikarstwo, red. S. Zakrzewski, Poznań, Wydawnictwo WSNHiD 2009.


[1] Zob. F. Esser, Tabloidization of News. A Comparative Analysis of Anglo-American and German Press Journalism, „European Journal of Communication” 1999, nr 14, s. 291-292.

[2] G. Tuchman, Making News. A Study in the Construction of Reality, London 1978, s. 47-57.

[3] Tamże, s. 51-52.

[4] Zob. T. Patterson, Doing Well and Doing Good. How Soft News and Critical Journalism Are Shrinking the News Audience and Weakening Democracy – And What News Outlets Can Do About It, Harvard 2000, s. 3.

[5] C. Sparks, The Panic over Tabloid News, w: Global Debates over Media Standards, red. C. Sparks, J. Tulloch, Maryland 2000, s. 11.

[6] Tamże.

[7] W odniesieniu do różnic między dwoma najważniejszymi polskimi tabloidami zob. D. Piontek, B. Hordecki, Ideał polityka w „Super Expressie” i „Fakcie. Gazecie Codziennej(lipiec-sierpień 2007), w: Polityka i politycy. Diagnozy, oceny, doświadczenia,  red. J. Miluska,, Poznań 2009, s. 391-412.

[8] M.E. McCombs, D.L. Shaw, The Agenda-setting Function of Mass Media, “The Public Opinion Quarterly” 1972, nr 36, s. 176.

[9] Tamże, s. 50.

[10] G. Ritzer, McDonaldyzacja społeczeństwa, tłum. S. Magala, Warszawa 1997, s. 205.

[11] D. Gillmor, We the Media. Grassroots Journalism by the People, for the People, London 2006,  s. xxiii.

[12] G. Turner, Tabloidization, Journalism and the Possibility of Critique, „International Journal of Cultural Studies” 1999, nr 2, s. 60.

[13] Zob. D. Piontek, Political Discourse in Polish Commercial Television. Case of “Fakty” TVN, „Central European Journal of Communication” 2009, t. 2, nr 2.

[14] W.L. Bennett, News: The Politics of Illusion, New York 1988, s. 27.

[15] C. Sparks, dz. cyt., s. 9.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter