70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Moralne oburzenie motorem lokalnego działania

Neoliberalny model gospodarki poniósł druzgoczące fiasko. Dowodem na to jest niewątpliwie ostatni światowy kryzys. Okazało się, że koncepcja wolnego handlu międzynarodowego, która w założeniach miała nie tylko podnieść standard życia zachodnich społeczeństw, ale także stać się panaceum na problemy krajów globalnego Południa, nie była w stanie spełnić pokładanych w niej oczekiwań. Zwłaszcza tych dotyczących pomocy. Zamiast polepszyć sytuację krajów rozwijających się, doprowadziła do jej pogorszenia.

I właśnie ta recesja stanowi główny powód otwarcia nowej debaty na temat alternatywnych źródeł pomocy dla tych państw. Debaty, która, aby móc prowadzić do konstruktywnych wniosków, musi być merytoryczna i poparta solidnymi badaniami.

Badania takie przedstawiają Irlandczycy Gerard McCann oraz Stephen McCloskey.  W książce Lokalnie-globalnie. Kluczowe zagadnienia studiów nad rozwojem starają się ukazać przyczyny biedy krajów rozwijających się, przedstawiając wszystkie aspekty globalizacji i rozwoju, od ekonomii przez politykę po studia genderowe.

Zredagowana przez nich pozycja zawiera prace trzynastu specjalistów obnażających przed czytelnikiem kontrowersyjne fakty dotyczące pomocy udzielanej państwom globalnego Południa przez Zachód i udowadniających, że to właśnie Zachód jest winien fatalnego stanu ich gospodarek. Autorzy nie urządzają jednak polowania na czarownice, tylko rzetelnie weryfikują działalność instytucji finansowych i rządowych organizacji międzynarodowych, bezlitośnie rozliczając się z byłymi potęgami kolonialnymi.

I choć rozliczenia te wydają się istotną częścią książki, nie one są w niej najważniejsze. Nadrzędnym celem publikacji jest bowiem uwrażliwienie czytelnika na problemy globalne oraz promowanie aktywizmu. Ma ona być niejako zaproszeniem do wspomnianej nowej dyskusji. Ma za zadanie ostrzec przed kolejnymi błędami i uczulić na to, że problemy krajów rozwijających się mogą w przyszłości wywołać reakcję łańcuchową, która negatywnie odbije się na całym świecie. Czy robi to skutecznie? Z całą pewnością tak.

Książka składa się z czterech zasadniczych części (i dwóch dodatków o PAH-u i Afganistanie). Pierwsza z nich stanowi wprowadzenie w tematykę. W kolejnej autorzy badają dogłębnie wpływ światowej gospodarki na kraje rozwijające się oraz ujawniają nieskuteczność zachodniej pomocy w walce z problemami globalnego Południa. Trzecia część zbioru, zatytułowana Polityka rozwojowa, obejmuje cztery artykuły dotyczące kolejno problemów klimatycznych, polityki UE wobec krajów rozwijających się, rozliczenia Milenijnych Celów Rozwoju w Afryce Subsaharyjskiej oraz spojrzenia genderowego na rozwój. Wszyscy autorzy poddają rewizji strategie Zachodu nie tylko wobec krajów rozwijających się, ale również wobec świata w ogóle.

Część czwarta poświęcona jest przede wszystkim nowym możliwym drogom rozwoju, jednak trudno jest opisać ją jednym zdaniem, ponieważ artykuły ułożone są tu niespójnie i niezbyt dobrze z sobą współgrają. Jedną z wad publikacji jest właśnie chaotyczne rozmieszczenie tekstów. I tak na przykład w części pierwszej, traktującej w głównej mierze o definicjach pojęć kluczowych dla całości tematu, znajdujemy pracę dotyczącą Międzynarodowego Trybunału Karnego oraz postępującej „globalizacji sprawiedliwości”. Niespójności jest więcej, nie wpływają one jednak negatywnie na odbiór całości tekstu. Po przestudiowaniu bowiem wszystkich zawartych w zbiorze prac nasuwają się klarowne wnioski.

Otóż przyczyna nieskuteczności pomocy tkwi w schematycznym podejściu krajów bogatych do krajów rozwijających się. Zachód nie bierze pod uwagę przyczyn zjawisk występujących w owych krajach i narzuca rozwiązania sprawdzone w swojej kulturze, bezpodstawnie uznane za uniwersalne. Madeleine Leonard w artykule dotyczącym pracy dzieci udowadnia, jak niebezpieczne skutki ma wprowadzenie na modłę europejską całkowitego zakazu ich pracy oraz bojkotowanie przez zachodnie społeczeństwa wytwarzanych przez nie produktów. Joanne McGarry z kolei przedstawia współczesny system udzielania pomocy, porównując go z tym, który panował do lat dziewięćdziesiątych. Okazuje się, że choć dzisiaj kraje rozwijające się traktowane są mniej instrumentalnie, to nadal nie potrafią przeforsować własnych wizji rozwoju, ponieważ są uzależnione od międzynarodowych instytucji finansowych. Organizacje takie, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy, w zamian za pomoc w restrukturyzacji długu żądają  przeprowadzania niemożliwych do przyjęcia lub zrealizowania reform gospodarczych. Jak wyraził się Jeffrey Sachs, były doradca MFW: „To wbrew logice, żeby grupka 1000 ekonomistów z Dziewiętnastej Ulicy w Waszyngtonie dyktowała, w jakich warunkach ma żyć 1,4 mld osób w 75 rozwijających się krajach” (s. 142).

Właśnie to niedopuszczenie globalnego Południa do głosu w swoich sprawach powoduje, że większość działań pomocowych okazuje się nieskuteczna, a czasami wręcz szkodliwa. Zastrzeżeń do polityki UE nie kryje także Gerard McCann. Tłumaczy, że Wspólnota Europejska, coraz bardziej skupiając się na sobie, marginalizuje kraje rozwijające się. Ponadto wymusza na nich otwarcie rynków na import z UE, co nota bene jest sprzeczne z  wewnętrznymi europejskimi regulacjami handlowymi. Do tych oskarżeń Maeve Taylor dorzuca brak zrozumienia dla różnic kulturowych. Autorka udowadnia, że głębokie różnice społeczne między Południem a Północą uniemożliwiają zastosowanie „północnych” zasad.    Ponadto podkreśla, że nie wystarczy wprowadzanie reform, „potrzebna jest odpowiednia edukacja, ponieważ reformom nie towarzyszą rzeczywiste zmiany społeczne” (s. 88).

Kolejne przewinienia Zachodu wylicza Nessa Ní Chasaide, która przeprowadza analizę zadłużenia państw rozwijających się. Autorka zaznacza, że wartość długu znacznie przekracza kwoty, jakie państwa dostają w formie pomocy. Okazuje się, że w polityce finansowej wobec tych krajów działa swoiste sprzężenie zwrotne: „bogate rządy i instytucje dają krajom Południa pilnie potrzebne im środki jednym kanałem, a zabierają drugim”(s. 54) w postaci raty długu. Autorka podaje przykład Kenii, która na spłaty wydaje 20 procent swojego budżetu, co stanowi równowartość budżetów najważniejszych ministerstw. W takiej sytuacji kraje te nie są w stanie zapewnić społeczeństwu odpowiedniego szkolnictwa i służby zdrowia, ponieważ ich rządy są ścigane przez firmy windykacyjne. Przykładem jest tu Zambia pozwana o 55 milionów dolarów za nieterminową spłatę pożyczki w wysokości 3 milionów dolarów (s. 57).

Także forsowane przez instytucje finansowe neoliberalne rozwiązania, o których pisze Denis O’Hearn, przynoszą krajom rozwijającym się jedynie szkody. Okazuje się, że państwa te tracą na handlu z globalną Północą, ponieważ „otrzymują niepełną wartość swoich podstawowych dóbr w zamian za przeszacowane dobra przetworzone”. Dodatkowo „kraje bogate mogą zapewnić sobie, że kraje Południa dalej będą produkować dobra wymagające niższych cen i przynoszące niższe zyski, lub wesprzeć korporacje, które mogą objąć monopolem najbardziej dochodowe produkty” (s. 44). Autor obala także teorię wolnego rynku, wskazując, że tak naprawdę produkcja i handel są kontrolowane przez transnarodowe korporacje. Jest to zawoalowana, nowa forma kolonializmu. Biedniejszym krajom narzuca się podział pracy, nie zwracając uwagi na ich tradycyjne gałęzie przemysłu oraz nie dając szansy na rozwój poprzez produkowanie towarów bardziej zaawansowanych technologicznie. „Farmerom w krajach takich jak Gwatemala można zaoferować zredukowane ceny za ziarna kawy, mimo że luksusowe sieci kawiarni w Ameryce Północnej wypalają je i sprzedają z rekordowym zyskiem” (s. 47). Autor, opierając się na przykładzie Europy Zachodniej w XIX wieku i Azji Wschodniej w XX wieku, które osiągnęły wysoki poziom rozwoju poprzez określoną politykę protekcjonizmu, dowodzi, że w krajach globalnego Południa powinno się wprowadzić podobną zasadę chroniącą lokalne rynki.

Wreszcie Stephen McCloskey, omawiając przyczyny kryzysu finansowego, udowadnia, że najbardziej dotknął on właśnie kraje rozwijające się. Wzrost cen paliw i żywności „doprowadził do głodu dodatkowe 24 mln ludzi w Afryce Subsaharyjskiej” (s. 5). Ponadto przedstawia szokujące zestawienie wydatków przeznaczonych na ratowanie gospodarek Zachodu (2–4 bilionów dolarów) z oszacowanymi w Raporcie Sterna kosztami związanymi z zapobieganiem zmianom klimatu. Według niego „540 mld dolarów wystarczyłoby, by opanować emisję gazów cieplarnianych” (s. 6). Dla porównania FAO wyliczyło, że za 30 miliardów dolarów można by wyżywić 862 miliony głodujących, a Water Aid wyceniło dostarczenie czystej wody i urządzeń sanitarnych dla 2,5 miliona ludzi na 37 miliardów funtów.

Cechą wspólną wszystkich umieszczonych w książce tekstów jest wskazanie na brak humanizmu w dyskursie rozwojowym. W tekstach zawarte jest głębokie przesłanie, aby nie patrzeć na kraje rozwijające się jak na uciążliwy problem, a raczej jak na biednych, potrzebujących ludzi. Bo choć dużo się mówi o potrzebie udzielania pomocy tym krajom, gdy nadchodzi pora działania, Zachód umywa ręce. Z artykułu Anny Morvern dowiadujemy się na przykład o zaostrzeniu prawa imigracyjnego w Wielkiej Brytanii i innych krajach Europy. Uchodźców z terenów objętych wojną traktuje się jak zwykłych przestępców i zamiast udzielić im azylu, bez żadnych skrupułów odsyła się ich do ojczyzny, nierzadko na pewną śmierć.

Rozwiązania większości problemów dręczących globalne Południe autorzy upatrują w edukacji. Dotyczyć ma ona nie tylko samego Południa, ale także państw globalnej Północy. W tych pierwszych, zgodnie z teorią Freiera, w szkołach powinno się uczyć krytycznego myślenia. Ponadto powinny one być dostosowane do wymogów rynku pracy oraz kultury danego regionu. W tych drugich zaś należy pobudzać świadomość społeczną, zaczynając od najmłodszych – ucząc ich myślenia globalnego.

Dobrym początkiem takiej edukacji mogłoby być na przykład wprowadzenie książki Lokalnie-globalnie do kanonu szkolnych podręczników z zakresu rozwoju. Otwiera nam ona oczy na prawdziwe problemy krajów rozwijających się, ukazując je z nowej perspektywy. Dużym plusem, a zarazem nowością w publikacji jest postrzeganie oraz prezentowanie krajów rozwijających się jako pełnoprawnych członków globalnego systemu, którzy chcą, a także potrafią sami o sobie decydować. Mocną stroną książki jest także to, że niemal każdy artykuł wzbudza w czytelniku moralne oburzenie, które może zmotywować społeczeństwo do przyjęcia nowej definicji rozwoju, obejmującej różnice kulturowe poszczególnych regionów, zrównoważony rozwój oraz demokratyzację światowego zarządzania gospodarką. Moralne oburzenie może się stać motorem lokalnego działania na rzecz całego świata.


Gerard McCann, Stephen McCloskey, Lokalnie-globalnie. Kluczowe zagadnienia studiów nad rozwojem, tłum. K. Makaruk, T. Krzyżanowski, Warszawa: Polska Akcja Humanitarna, 2010.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata