70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Historyk jako ekumenista

Książka księdza Bielawnego jest co prawda pozycją specjalistyczną, ale nie sposób przecenić jej wielkiej wagi. Choć jest już niestety nieosiągalna w księgarniach, koniecznie powinni sięgnąć po nią duchowni Kościoła ewangelicko-augsburskiego i katolickiego (i to nie tylko na Warmii i Mazurach!), spełnia ona bowiem kryteria historii dialogu ekumenicznego w pełnym tego słowa znaczeniu. Autor nie stroni od prezentacji złożonych relacji Kościoła ewangelicko-augsburskiego z Kościołem metodystycznym, niekiedy bardzo drażliwych, wręcz krytycznych.

Kościół ewangelicko-augsburski na Warmii i Mazurach po II wojnie światowej w spojrzeniu historyczno-ekumenicznym jest ponadto cennym wkładem w zrozumienie specyfiki Mazurów, ich mentalności, wreszcie przedstawia w zarysie historycznym ich tragiczne dzieje po II wojnie światowej, w tym prześladowania nie tylko ze strony władz, ale i ludności napływowej. Schemat: Polak to katolik, a ewangelik zawsze Niemiec długo pokutował na tych terenach. Rodziło to także problemy językowe w obu Kościołach i w życiu codziennym. Znam przypadek pastora, który uciekł wraz z żoną do RFN, chociaż w ogóle nie znał języka niemieckiego! Ciężkie to były dla ewangelików czasy, a ks. Krzysztof Bielawny prezentuje te wydarzenia z podziwu godną skrupulatnością. Z tego względu uznaję książkę za wręcz modelową dla historyków; mogą się z niej nauczyć, jak prezentować arcytrudną problematykę ludnościową i międzykonfesyjną.

Autor wykorzystał olbrzymi materiał źródłowy, akta różnych ministerstw oraz Urzędu ds. Wyznań, liczne archiwa zarówno diecezji warmińskiej, jak i mazurskiej, Archiwum Akt Nowych czy Archiwum Państwowe w Olsztynie, materiały IPN w Białymstoku, w szczególności materiały informacyjne, archiwalne i operacyjne SB, UB i MO dotyczące na przykład pojedynczych duchownych Kościoła ewangelicko-augsburskiego. Bielawny wykorzystał też inne źródła, w tym drukowane, pamiętniki i opracowania. Słowem – wykonał benedyktyńską pracę!

Rodzi się jednak zasadnicze pytanie: dlaczego dziejami Kościoła ewangelicko-augsburskiego na trudnym, zwłaszcza po wojnie, terenie, zajmuje się duchowny bratniego Kościoła, a nie luteranin? To nie jest odosobniony przypadek. Ksiądz Bielawny opisuje nader rzetelnie przejmowanie ewangelickich budynków kościelnych przez katolików (kilkaset; zaraz po wojnie i w latach 70. i 80., niekiedy niekonwencjonalnymi metodami, na przykład w Ukcie), ich profanacje i rozbiórki, wreszcie niszczenie i sprzedaż. Podobną pracę wykonał swego czasu naukowiec z Uniwersytetu Gdańskiego w odniesieniu do Pomorza i znowu nie był to luteranin!

Ksiądz Bielawny skoncentrował się na historii ewangelików. Autor z reguły „wtapia” te dzieje w kontekst rzymskokatolicki, dzięki czemu książka nabiera ekumenicznego charakteru. Oddzielny rozdział poświęcony został koegzystencji obu Kościołów przed II Soborem Watykańskim i po nim. Na uwagę zasługuje tu zgoda prymasa Polski Józefa Glempa na wykorzystywanie Kościołów katolickich w celu odprawiania w nich nabożeństw ewangelickich, gdyby ewangelicy sobie tego życzyli. Autor wspomina też o spotkaniach Kościoła rzymskiego z innymi (na przykład starokatolickim), dzięki czemu uzyskujemy pełniejszy obraz sytuacji ekumenicznej na Warmii i Mazurach. Te fragmenty książki dają świadectwo jedności chrześcijaństwa mimo różnic konfesyjnych. Na samej Warmii mozaika Kościołów mniejszościowych po 1992 roku jest nader barwna – autor wymienia ich trzynaście.

Podziwu godna jest absolutna bezstronność i naukowy obiektywizm Autora. Na ogół trudno się zorientować, że jest katolikiem. W kwestiach drażliwych, na przykład dotyczących współpracy ewangelickich duchownych z UB i SB, nie ocenia, odsyła do źródeł, pozostawiając oceny samym czytelnikom, a rozwiązanie spraw – samym ewangelikom. Jeżeli jednak czytam, że w IPN Autor przejrzał materiały dotyczące pewnego duchownego, które obejmowały okres 1968–1989, mam wszelkie podstawy przypuszczać, że stopień zaangażowania tej osoby musiał być znaczny (jak się okazało, było ponad 100 udokumentowanych kontaktów) . Autor książki jednak nie rozstrzyga, czy była to współpraca świadoma czy nie. Można w tym kontekście przypuszczać, że ta właśnie prezentacja dała asumpt Luterańskiej Komisji Historycznej do zapoznania się z tymi materiałami i wyciągnięcia określonych wniosków (to hipoteza robocza, wymagająca zapewne weryfikacji). Autor-katolik zachował się w tym przypadku i w wielu innych taktownie i ekumenicznie, nie ingerując w wewnętrzne sprawy różnych wspólnot religijnych. Zasługą księdza Bielawnego jest też wymienienie nazwisk zdecydowanej większości duchownych, którzy nie ulegli perfidnym metodom (szantażom, pomówieniom, prowokacjom, fałszywym oskarżeniom o szpiegostwo) wiadomych służb. To bardzo liczni „cisi” bohaterowie totalitarnego reżimu, którzy nie ulegli presji służb specjalnych, zachowując się godnie. Zadziałała tu zapewne wskazówka biskupa Andrzeja Wantuły: oficjalne kontakty – tak, nieoficjalne – nie! Wyłamywanie się z tej zasady mogło kończyć się współpracą. Autor w wielu miejscach książki opisuje esbeckie metody fabrykowania czy prób wykorzystywania tak zwanych „komprmateriałów” dla pozyskiwania duchownych do współpracy. Przy okazji okazało się, że tłumaczenia w rodzaju: przecież w dokumentacji esbeckiej nie ma mojego podpisu dotyczącego zgody na współpracę”, nie może uchodzić za usprawiedliwienie. Oficer SB stwierdza:

Kandydat jako osoba duchowna posiada określony stopień zaangażowania religijnego, dlatego z tego stanu faktycznego wyjście z propozycją napisania zobowiązania mogłoby ujemnie rzutować na jego postawę. (…) Z doświadczenia wynika, że osoby tej kategorii na stawiane im propozycje w tej formie reagują krytycznie odmawiając kontaktów ze Sł. Bezp., gdyż uważają, że angażuje się ich w roli konfidentów (…) zarejestrowanie duchownego jako TW nie musiało być związane z uzyskaniem od niego formalnej zgody na współpracę.

Jeśli, czytamy dalej, po kilku (dwóch) rozmowach wstępnych sprawiał wrażenie, że przychylnie ustosunkowuje się do współpracy, „rezygnowano z formalizowania zgody na współpracę” (podkreślenia K.T.) .

Ksiądz Bielawny, cytując najprzeróżniejsze materiały źródłowe, ukazuje dramatyczną sytuację wszystkich zresztą duchownych w Polsce (począwszy zwłaszcza od 1953 roku), których nominacje, osadzanie na probostwach, przenoszenia itd. musiały być akceptowane przez władze państwowe. Wymagano od nich dodatkowo złożenia ślubowania na rzecz wierności reżimowi PRL. To zapewne tłumaczyło wskazówkę bpa Andrzeja Wantuły, bowiem kontakty z SB i UB oraz agentami administracyjnymi państwa (Urzędami ds. Wyznań) stawały się przez to nieuniknione.

Nie byłby Autor duchownym, gdyby nie skoncentrował się na działalności duszpasterskiej ewangelików – charytatywnej, diakonijnej i społeczno-kulturalnej. Pisze on o ich wszechstronnej, a zaraz po wojnie wręcz pionierskiej działalności daleko wybiegającej poza zwykłe obowiązki kościelne. Oddaje im swoisty hołd! – a Kościół ewangelicko-augsburski winien mu za to słowa wielkiej wdzięczności.


Krzysztof Bielawny, Kościół ewangelicko-augsburski na Warmii i Mazurach po II wojnie światowej w spojrzeniu historyczno-ekumenicznym, Wydawnictwo „Hosianum”, Olsztyn 2008.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata