70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Patriotyzm po europejsku

Rozważania o patriotyzmie postanowiliśmy uzupełnić o krótkie i osobiste odpowiedzi ankietowe. Do zagranicznych Autorów zwróciliśmy się z pięcioma pytaniami: Czy czuje się Pani/Pan patriotą?; Czym się Pani/Pana patriotyzm wyraża?; W jakich okolicznościach się uzewnętrznia?; Czy łączy się jedynie z poczuciem dumy czy także wstydu, odpowiedzialności za jakieś zło historyczne?; Jaki typ patriotyzmu dominuje w Pani/Pana kraju?

 

KAI BUMANN

Dla mnie – Niemca urodzonego w 1961 roku w Berlinie Zachodnim i od wielu lat mieszkającego w Polsce, która coraz bardziej staje się moją nową ojczyzną – pytanie, czy czuję się patriotą, w pierwszej chwili jest bardzo irytujące. Natychmiast pojawia się kolejne: który z tych dwóch krajów jest mi ostatecznie najbliższy? I czym jest patriotyzm – ogólnie i dla mnie osobiście?

Z pewnością myśli się najpierw o umiłowaniu, a nawet o dumie z kraju, z którego się pochodzi – jego język, przyroda, ale nade wszystko kultura, są bliższe aniżeli wszystko inne w świecie. Bez własnej zasługi stajemy się częścią całości, wobec której czujemy się zobowiązani. W tym sensie w Niemczech zostałem zapewne wychowany na patriotę, choć pojęcia tego unikano. Przylgnęła do niego bowiem skaza z okresu między rokiem 1933 a 1945. Naturalnie opowiadano również o straszliwej przeszłości, nikt jednak nie wpadł na pomysł, by traktować poczucie odpowiedzialności za popełnione przez nas, Niemców, zbrodnie jako element niemieckiego patriotyzmu. By uniknąć tego problemu w całej jego głębi, pytanie o patriotyzm po 1945 roku potraktowano po prostu jako nieistotne. Dopiero po zjednoczeniu obu niemieckich państw, a właściwie po wyborze Gerharda Schroedera na kanclerza, zdawało się, że mroczna przeszłość została jakby zamknięta – staliśmy się znów „normalnym krajem”. Coraz częściej zaczęto – niestety z narastającą przesadą – pokazywać patriotyzm, ale tylko od strony radości i dumy. Doprowadziło to w ostatnich latach do wytworzenia się jego całkowicie bezrefleksyjnych form. Przykładowo po wyborze Josepha Ratzingera na papieża można było przeczytać w prasie bulwarowej: „My jesteśmy papieżem” – mimo że Kościół katolicki nie jest w Niemczech dobrze postrzegany, a Joseph Ratzinger jeszcze jako kardynał nie był oceniany pozytywnie. Natomiast odpowiedzialność za czyny poprzednich pokoleń została sprowadzona do gestów w czasie oficjalnych uroczystości i przeniesiona do muzeów. Zamiast tego poucza się inne kraje: na przykład były niemiecki minister finansów Peer Steinbruck chciał do Szwajcarów „iść z pejczem”, gdyż nie ustępowali w polityczno-finansowym sporze. W Niemczech wypowiedź ta nie spotkała się z jakimikolwiek reakcjami lub sprzeciwem. Trudno o gorszy znak braku prawdziwego patriotyzmu.

W tym sensie z pewnością nie jestem niemieckim patriotą. Najnowsza historia mojego kraju zawstydza mnie tak bardzo, że muszę występować jako reprezentant Niemiec zawsze w kontekście historycznej katastrofy – i postrzegam to jako mój patriotyczny obowiązek, co jest niekiedy bardzo trudne i gorzkie.

A w Polsce? Cieszy mnie, gdy o Polsce mówi się dobrze. Być może nie mam prawa być rzeczywiście dumny z wielkich myślicieli i artystów tego kraju, ale jestem, gdyż są oni częścią Polski, a więc i mojego życia. Nie wypada mi głośno krytykować tego, co mi się tutaj nie podoba lub mnie martwi; ale intensywnie uczestniczę w myśleniu o przyszłości tego kraju. Na zewnątrz zawsze chcę pokazywać najlepsze strony Polski, tak

by i innych nią oczarować. I cierpię, jeżeli w czasie wizyt gości z zagranicy coś nie gra. Prawdopodobnie mogę powiedzieć, że od dawna już jestem polskim patriotą.

Tłumaczyła Anna Tischner


CHANATAL DELSOL

1. Tak, czuję się patriotką, ale nie nacjonalistką. Bycie patriotą oznacza, że kocha się swoją ojczyznę, tak jak można kochać kogoś, kogo się nie wybrało, ale z kim łączą nas więzi zakorzenienia: swoich rodziców czy rodzeństwo. Kochamy swoją ojczyznę, bo przyjęła nas w momencie urodzenia, jest to zarazem przypadek i przywiązanie wynikające z bliskości, więź uczuciowa i kulturowa. Dzisiejsi ludzie niesłusznie uważają, że można (lub musi się) kochać to tylko, co wybrało się samemu.

Bycie nacjonalistą oznacza, że uważa się swoją ojczyznę za kraj lepszy od innych. Wiem, że mój ojciec nie jest lepszy, ale kocham go bardziej niż innych ojców po prostu dlatego, że jest mój. Podobnie jest z ojczyzną.

2. Mój patriotyzm wyraża się, podobnie jak u wszystkich, na sposób codzienny i czasem nieświadomy. Moim studentom podaję dwa przykłady, żeby im uświadomić, iż kochają swoją ojczyznę, nawet o tym nie wiedząc.

Stoję przed Luwrem i widzę grupę roześmianych Japończyków z aparatami fotograficznymi na piersiach. Jestem dumna. Mówię sobie: „My, Francuzi, zbudowaliśmy takie pomniki, które wszyscy podziwiają”. Tymczasem to nie ja postawiłam Luwr i być może nie lubię nawet za bardzo jego klasycznego i formalnego charakteru. A jednak jestem dumna, jakby ten monument należał do mnie osobiście.

Idąc do pracy, każdego dnia spotykam dwóch czy trzech młodych żebraków z tabliczką: „Jestem głodny”. Czuję wstyd. Tymczasem ci młodzi ludzie nie są ani moimi braćmi, ani dziećmi, nie znam ich, a w dodatku płacę podatki na ich zasiłki. Nie jestem odpowiedzialna za ich nieszczęście. A jednak jest mi wstyd. Myślę: „To niemożliwe, żeby nasz kraj, tak bogaty, nie mógł temu zaradzić”. To jest wyraz patriotyzmu.

3. Naturalnie, mój patriotyzm przejawiałby się w sposób wyraźny w okresie tragicznym, nawet jeśli, nie znając okoliczności, nie wiem, czy byłabym zdolna do takiego męstwa, jakim odznaczali się niektórzy z moich przodków. Ale w okresach spokoju, jak teraz, patriotyzm objawia się wtedy, gdy czujemy, że nasza ojczyzna jest znieważana, zapomniana czy ośmieszana. Ja czuję się osobiście poniżona, gdy widzę, że przyznaje się (co zdarzyło się kilka tygodni temu) nagrodę fotografii, na której jakiś człowiek podciera się francuską flagą, czy że prezydent Chirac zrobił wszystko, żeby uniemożliwić wprowadzenie do konstytucji europejskiej wzmianki o chrześcijańskich korzeniach – ponieważ reprezentował wówczas całą Francję jako ziemię niewdzięczną i pyszną. Przeciwnie, jestem szczęśliwa, kiedy Francja wygrywa jakiś wielki mecz piłki nożnej (skoro dzisiaj gra zastąpiła wojnę, na co ostatecznie nie ma powodu się uskarżać), i biję brawo, tak jak biłabym brawo jej zwycięskiemu synowi, ze świadomością, że to gest subiektywny, ale przepełniony ludzkim uczuciem, jakie wiąże się z takimi sytuacjami. Jest mi wstyd, kiedy widzę, że Francja nie potrafi podejść realistycznie do problemów budżetowych i podjąć wysiłków oszczędzających przyszłym pokoleniom długów, z którymi my żyjemy tak swobodnie. Jestem dumna, kiedy widzę, że Amerykanie, tak bardzo przewyższający nas w wielu dziedzinach, szczerze podziwiają blask naszej kultury.

4. Oczywiście, nie cała historia Francji jest dla mnie powodem do dumy i niewesoło było mi opowiadać moim dzieciom, kiedy były małe, o odwołaniu Edyktu Nantejskiego czy kolaboracji rządu Vichy. Myślę jednak, że trzeba przyjmować dziedzictwo w całości: nie da się dostać zamku bez długów, czyż nie? To, jak obecnie odrzuca się niektóre epizody naszej historii, zbyt przypomina nieodpowiedzialną selekcję. Jesteśmy synami Pasteura, a także Robespierre’a i mieszczan z Calais, jak również dziedzicami kolumn piekielnych z Wandei. Selekcjonowanie tego byłoby zaparciem się samych siebie.

5. Kilka lat temu karykaturzysta Faizant narysował serię postaci z różnych krajów, które krzyczały: „Niech żyje Portugalia!”, „Niech żyje Kuba!”, „Niech żyje Palestyna!”. Pod każdą z nich był podpis: „dzielny patriota”. Ale pod Francuzem w berecie, który krzyczał: „Niech żyje Francja!”, podpisano: „stary palant szowinista, ksenofob, przypuszczalnie faszysta”… Humoreska, która miała pokazać, do jakiego stopnia patriotyzm się u nas zdewaluował. Widzę trzy tego przyczyny: tradycję uniwersalistyczną, która każe nam nienawidzić partykularyzmu; perwersje, jakim oddawał się patriotyczny reżim Vichy; generalne odrzucenie jednego wieku nacjonalizmu. Pierwsza wojna światowa była dla patriotyzmu francuskiego katastrofą, można powiedzieć, że go sprofanowała. Poświęcenie tylu milionów młodych ludzi dla zachowania całości terytorialnej ojczyzny uważane było później za zbyt wielka ofiarę. Można kochać swoją ojczyznę, ale nie wolno mówić: Niech przepadnie świat, aby tylko została nasza ojczyzna… A jeśli jeden z moich synów przyszedłby mi powiedzieć, że jest gotów umrzeć za to, by Korsyka pozostała przy Francji, spojrzałabym na niego z konsternacją…

Tłumaczyła Dorota Zańko


OŁEŚ HERASYM

1. Tak, czuję się patriotą, ale nie w ogólnie przyjętym rozumieniu. Nigdy nie zastanawiałem się nad ostateczną formułą, co to dla mnie znaczy „być patriotą”. Traktuje to raczej jako pewien nurt myślenia, czucia i działania aniżeli kodeks jasno wyznaczonych reguł czy zasad.

Za jeden z ważnych elementów mojego patriotyzmu uważam patriotyzm obywatelski, wykraczający poza kategorie ściśle narodowe, choć jednocześnie uważam, że położenie języka ukraińskiego jest dziś u nas czymś bardzo niezadowalającym. Będę zatem podejmował wysiłki na rzecz należnego poszanowania praw naszego języka, z jednym zastrzeżeniem – trzeba to robić wyłącznie za pomocą demokratycznych procedur.

2. Mój patriotyzm wyraża się, jak sądzę:

a) w konsekwentnym wypełnianiu obowiązku uczestnictwa w wyborach – inaczej niż u wielu moich współobywateli (do 30%), którzy do wyborów nie przystępują;

b) w popieraniu tych sił politycznych, które przynajmniej deklarują przychylność dla demokracji, poparcie dla idei wstąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej i NATO, a także w niechętnym stosunku do sił propagujących poglądy separatystyczne (autonomia Rusi Halickiej, Krymu etc.) czy, tym bardziej, dążących do sojuszu z Rosją, co oznaczałoby w gruncie rzeczy utratę wolności i niebezpieczeństwo wejścia na drogę autorytaryzmu;

c) w mojej działalności zawodowej. Jestem tłumaczem z języka polskiego – mój patriotyzm wyraża się tu, po pierwsze, w doborze dzieł, które tłumaczę, po drugie zaś, w realizacji zasady, zgodnie z którą działalnością patriotyczną jest poszerzanie intelektualnych horyzontów ukraińskich czytelników, zaznajamianie ich z tzw. wielkim światem. Poza tym tłumaczenie to także praca nad udoskonalaniem języka ojczystego…

3. Trudno mi o tym pisać, być może szczególnie jaskrawym przejawem mojego patriotyzmu był udział w Pomarańczowej Rewolucji. Można mówić o powszednim, codziennym patriotyzmie i o patriotyzmie, który uzewnętrznia się w sytuacji krytycznej dla ojczyzny.

4. Moje uczucie patriotyzmu nie są właściwie związane z poczuciem dumy czy też wstydu za wydarzenia z przeszłości. Mój patriotyzm jest raczej związany z przyszłością, dla której w miarę możliwości próbuję coś robić.

5. O tym nie mogę mówić, nie dysponując wynikami badań socjologicznych. Ale biorąc pod uwagę rezultaty kilku ostatnich wyborów, mogę wysnuć wniosek, że żadne z najbardziej znanych znaczeń patriotyzmu nie ma u nas charakteru dominującego.

Tłumaczyła Agnieszka Ostapczuk


ALGIS KALEDA

1–3. Tak, czuję się patriotą, aczkolwiek do pełnego uświadomienia tej kategorii, do pojmowania podobno-odmiennych patriotyzmów, do jaśniejszego rozumienia, czym jest/może być patriotyzm we wspołczesnym świecie, potrzebowałem przetrawić niemało doświadczeń osobistych, jakoś je uporządkować. Jestem przekonany, iż nowoczesny patriotyzm generalnie nie rożni się od postaw patriotycznych naszych praojców.

Może tylko tym, że żyjemy w „globalnej wiosce” oraz że mamy możliwość szybkiego poruszania się po całej ziemi, a więc zdobywania nowych doświadczeń, szerszej wiedzy o innych społeczeństwach. Zdawałoby się, że istnieją wszelkie przesłanki do bycia patriotą globalnym Ale tu jestem sceptykiem: krótkość naszego życia, możliwości naszego mozgo nie mogą sprostać przeolbrzymiemu napływowi informacji, toteż nie sposób oczekiwać, że dobrze poznamy i polubimy wszystkie (jakże wspaniałe!) inne narody. Wszakże rodzimy się i kształtujemy się w danym czasie, w określonym miejscu i właśnie te okoliczności w głównej mierze determinują nasze wyobrażenia oraz preferencje. Ponieważ jestem przedstawicielem generacji powojennej (rocznik 1952), patriotyzm był dla mnie dosyć długo pojęciem zgoła mglistym, niemającym statusu aksjologicznego, a nawet (jak zrozumiałem później) – uwarunkowanym przez jakąś schizofreniczną atmosferę sowieckiej rzeczywistości. W szkole, w podręcznikach, w środkach masowego przekazu na ogól wpajano poczucie wyższości kultury sowiecko-rosyjskiej, dążono do ukształtowania ludzi bez historycznej pamięci narodowej, swego rodzaju mankurtow; natomiast w domu, w rodzinie i wśród otoczenia, zarówno rówieśników, jak i starszych, postawy prosowieckie zazwyczaj wyśmiewano, traktowano je z pewną pogardą i przyjmowano jako oczywiste kłamstwa. W żywej pamięci ludzi funkcjonowały obrazy wkraczającej w 1940 roku na Litwę obdartej i grabieżczej Armii Czerwonej, wspomnienia i pieśni o ofiarnej bohaterskiej walce partyzantów litewskich (leśnych braci) z okrutnym okupantem, o wywózkach na Sybir etc. Dopiero w ostatnich latach szkolnych wyrobiłem sobie wystarczająco trwałe pojęcie o patriotyzmie jako pewnym układzie wartości stricte narodowych – w czym największa zasługa mego Nauczyciela ś.p. Stasysa Žaldokasa. Lata studiów na Uniwersytecie Wileńskim, a później – na Uniwersytecie Jagiellońskim, nadały mej postawie patriotycznej głębsze treści oraz szersze wymiary, zwłaszcza w lepszym rozumieniu patriotyzmu ludzi o innym pochodzeniu etnicznym. Obecnie, jak sądzę, me postawy patriotyczne wyrażają się przez określenie siebie w konkretnym czasie i w konkretnej przestrzeni (Litwy–Polski–Europy–Świata?). Jestem Litwinem, polonistą, mieszkam na Litwie, czuję się swojsko w Polsce, nawet (w mniejszym stopniu) – w krajach Unii Europejskiej. Dążę do pełniejszego zapoznania z litewską kulturą i literaturą ludzi innych narodowości, staram się pokazać piękno polskiej literatury swoim studentom.

4. Oczywiste poczucie dumy z bycia Litwinem dość często jest u mnie rozcieńczone nie tyle przez wstyd, ile raczej przez żal z powodu dawnych oraz współczesnych niecnych zachowań, głupoty, braku tolerancji, wypaczonej wiedzy moich ziomków o innych narodach. Każda zresztą demonizacja jakiegokolwiek narodu, jak i absolutyzacja jego dobrych i złych cech jest, moim zdaniem, jałowa i zamiast zbliżać odmienne kraje prowadzi w ślepy zaułek.

5. Obecnie na Litwie patriotyzm ma kilka oblicz. Począwszy od totalnej jego negacji (bez żadnej żenady publicznie wypowiadane jest hasło: „patriota – idiota”), kończąc na hałaśliwym nacjonalizmie z hasłami w rodzaju „Litwa dla Litwinów!”. Ale większość społeczeństwa po niebywałej fali patriotyzmu lat 1988–1990, po odrodzeniu niepodległego państwa dzisiaj żyje w jakiejś depresji, w zamęcie wartości. To widać zwłaszcza po zachowaniach młodzieży – dla dużej jej części patriotyzm jest pojęciem „nienowoczesnym”. Najwięcej obaw jednakże budzi olbrzymia emigracja, a to dla nielicznego narodu może mieć bardzo tragiczne skutki.


PETER OLIVER LOEW

1. Wychowałem się w Republice Federalnej Niemiec w latach 70. i 80. Pamięć o zbrodniach dokonanych przez Niemców i w imieniu Niemiec była wówczas bardzo obecna, więc jakakolwiek demonstracja niemieckiego patriotyzmu napotykała na poważne trudności. Nie byłem patriotą, nie odczuwałem żadnej potrzeby artykułowania uczuć patriotycznych. Dziś sprawa ma się trochę inaczej, choć nadal stawiam pytanie – jaka jest moja patria? W sensie politycznym są to oczywiście Niemcy – chodzę na wybory, bacznie obserwuję życie i dyskusje polityczne. W tym znaczeniu jestem więc siłą rzeczy patriotą politycznym, bo chodzi o sprawy dotyczące warunków mojego życia. W innych kontekstach moja patria nie pokrywa się z granicami Niemiec: pisząc i czytając po niemiecku, jestem członkiem grupy niemiecko języcznej. Mieszkam w tej chwili w Darmstadt, więc moja patria ma też wymiar lokalny czy regionalny. Zresztą ojczyzna jest tam, gdzie się czuje u siebie, „daheim”, tak że czasami jestem również patriotą polskim czy europejskim. Problem polega jednak na tym, że poczucie patriotyczne wiąże się niechybnie z poczuciem „wyższości” lub „lepszości”. Chcę być zadowolony, może nawet dumny z – powiedzmy – Darmstadt, ale nie chcę, żeby na tym ucierpiały inne miasta. Nie chcę być „patriotą” wyścigowym, lecz łagodnym, poruszającym się w odmiennych, leżących na rożnych płaszczyznach partiach równocześnie.

2. Uczestnictwem. Uczestnicząc w życiu politycznym, społecznym czy kulturowym danej partii, jestem patriotą. Czuję się emocjonalnie związany z moją partią lub z moimi partiami, bardziej niż z innymi dużymi lub małymi ojczyznami. Potrafię gniewać się lub serdecznie cieszyć z czegoś, co dotyczy mojej konkretnej partii bądź to Niemiec, bądź to Polski, Europy, Hesji czy jakiejkolwiek innej z moich partii.

3. Jeśli chodzi o okoliczności, w jakich uzewnętrznia się mój patriotyzm, podam banalny przykład. Podczas gry piłkarskiej reprezentacji Niemiec potrafię krzyczeć „Deutschland!”. Jednak skład drużyny występującej na Mistrzostwach Świata w RPA pokazuje, że duma lub zadowolenie z wygranej naszej jedenastki nie wiąże się (już) wcale z jakimś poczuciem identyfikacji etnicznej. Moim współpatriotą może być więc człowiek urodzony w Gliwicach, w rodzinie tureckiej lub gdzieś w Afryce. Zresztą tak samo potrafię się cieszyć z wygranej reprezentacji Polski – o ile pamiętam, bo ostatnio jakoś Wam (czy nam?) nie wyszło. Powiedzmy tak: mój patriotyzm uzewnętrznia się wówczas, kiedy nie mogę zostać obojętny na jakieś wydarzenie, na jakąś dyskusję lub jakąś pamięć historyczną o znaczeniu dla całej danej partii.

4. Pytanie to naprowadza jakby automatycznie na pewną płaszczyznę patriotyzmu, która się wiąże z historią państwa narodowego. Owszem, państwo narodowe jest ważnym składnikiem mojej tożsamości, ale naturalnie tylko jednym spośród wielu. Tak więc jest tylko jedną z moich wielu partii. Ta poszczególna, „narodowa” patria natomiast napawa mnie czasami dumą, ale jak najbardziej też wstydem. Duma moja jest wielokształtna, bo może się odnieść do osiągnięć pierwszej czy drugiej Rzeszy lub RFN, do jakiejś historii regionalnej, których mamy w Niemczech bardzo dużo, ale też do tradycji i etosu kultury umysłowej rożnych epok lub do sukcesu gospodarczego pojedynczych osób, przedsiębiorstw lub regionów. Będąc jednak historykiem, tym bardziej historykiem o wrażliwości wzbogaconej o przemyślenia ponowoczesności, wiem o skomplikowanym splątaniu dumy i wstydu oraz o tym, jak trudno być wyłącznie dumnym, jak trudno widzieć wyłącznie to, co dobre. Przecież jako Niemiec noszę ze sobą cały ciężar tego, co Niemcy – a w tym przypadku zawsze jestem skłonny do uwypuklenia mojej przynależności do „narodu niemieckiego” – czyli „my” wyrabialiśmy zwłaszcza w latach 1933–1945. Doskonale znam też rożne próby wyjaśnienia tej niemieckiej tragedii – lub tej tragedii, która Niemcy zgotowały światu – z historii Niemiec. Dlatego osobiście nigdy nie mogę być niepodzielnie dumny z mojej „narodowej partii”, Niemiec, zresztą – po co miałbym być? Duma przecież zaślepia. Wystarczy, że jestem mniej lub bardziej zadowolony z obrotu tej czy innej sprawy, niosąc zawsze odpowiedzialność za pamięć o naszym szczególnym, narodowym złu historycznym.

5. Nie chciałbym używać tu żadnych politologicznych czy innych pojęć i powiem tylko: dominuje chyba jakiś „patriotyzm łagodny”, „patriotyzm ostrożny”, patriotyzm, który respektuje wiele innych patriotyzmów i który sam na siebie patrzy z wielką dozą nieufności. Dlatego też Niemcy od wielu dziesięcioleci są wielkim orędownikiem Zjednoczonej Europy, gdyż pozwala to rozwijać uczucia patriotyczne, które nie zawsze i nie jedynie odnoszą się do własnego zła.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata