70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Iluzje kosmopolityzmu

Kosmopolityzm ładnie i szlachetnie brzmi, ale jest iluzją, która ­–jak to z mrzonkami bywa – jest niebezpieczna. Bardziej pożytecznym przedsięwzięciem byłoby rozróżnienie między „narodowością” jako naturalnym komponentem człowieka i ekscesami oraz wynaturzeniami popełnianymi w imię „nacjonalizmu” – czyli między patriotyzmem szlachetnym i nieszlachetnym.

Zostałam zaszczepiona przeciw kosmopolityzmowi w młodym wieku1. Tuż po wybuchu II wojny światowej w ramach kursu historii dla pierwszoroczniaków nasz profesor wyjaśniał, że obserwujemy przedśmiertne drgawki nacjonalizmu. Nacjonalizm miał być fenomenem dziewiętnastowiecznym, romantycznym produktem ubocznym państwa narodowego w jego rozkwicie. Ledwo co przetrwał pierwszą wojnę światową, a druga miała nieuchronnie doprowadzić do jego końca, dając początek porządkowi kosmopolitycznemu, wiernemu uniwersalistycznym ideałom Oświecenia. Ów profesor, znakomity uczony, mówił przekonująco, gdyż dysponował osobistą i naukową wiedzą na ten temat. Jako świeży niemiecki emigrant posiadł intymne, tragiczne doświadczenie tego anachronizmu zwanego nacjonalizmem.

Ale nawet wtedy, jako szesnastolatka, wiedziałam, że coś w tym scenariuszu szwankuje. Przypomniałam sobie z wcześniejszych wykładów tego kursu, że przecież samo Oświecenie zrodziło agresywny nacjonalizm. A jako Żydówka byłam boleśnie świadoma tego, że zajadły patriotyzm niedawno przekształcił kraj oświecony i cywilizowany w barbarzyński i zbrodniczy. Także mój młodzieńczy flirt z trockizmem nie rozwiał wątpliwości co do nadciągającego tryumfu kosmopolityzmu. Byłam gotowa wierzyć w większość założeń doktryny marksistowskiej – w walkę klas, nieuchronność rewolucji, tryumf proletariatu – lecz nie w zanikanie państwa. Przykład Związku Radzieckiego, wzmocniony przez lekturę Michelsa i Pareta, raczej nie budził zaufania do tej szczególnej zasady.

Jeśli nawet snułabym uporczywe fantazje kosmopolityczne, rozwiałyby się one po londyńskiej konwencji Independent Labour Party, w której wzięłam udział zaraz po wojnie. Konwencja jednogłośnie i entuzjastycznie przyjęła rezolucję na rzecz Zjednoczonej Europy. Wizy, paszporty i inne stygmaty obywatelstwa miały być zniesione, jednocząc Anglików i Europejczyków w powszechnym braterstwie. (W tamtym czasie „braterstwo” było wciąż dopuszczalnym terminem). W ślad za tą rezolucją natychmiast pojawiła się następna opowiadająca się za niepodległą Szkocją. Ta także została jednogłośnie przyjęta. Pół wieku później kwestie Zjednoczonej Europy i niepodległej Szkocji są wciąż żywe – i ci sami ludzie są rzecznikami obu, nie będąc świadomi sprzeczności.

Esej Marthy Nussbaum Patriotyzm i kosmopolityzm przywołuje te młodzieńcze wspomnienia2. Pean na cześć kosmopolityzmu nie mógł przyjść bardziej w porę lub nie w porę, jak mógłby ktoś pomyśleć. Właśnie teraz, gdy Unia Europejska staje przed ogromem problemów, a „eurosceptycyzm” szerzy się w Wielkiej Brytanii i gdzie indziej, gdy dewolucja rodzi obawy zredukowania Wielkiej Brytanii do „małej Anglii”, a multikulturalizm w Stanach Zjednoczonych rzuca wyzwanie samej idei e pluribus unum, gdy – co bardziej złowrogie – w byłej Jugosławii i w byłym Związku Radzieckim wybuchły krwawe wojny nacjonalistyczne i gdy nacjonalizm sprzymierzony z fundamentalizmem religijnym udowadnia, że jest nieprzemijającym źródłem nie tylko konfliktu na Bliskim Wschodzie, ale także terroryzmu w Stanach Zjednoczonych, Nussbaum śmiało wzywa nas do popierania starożytnego ideału kosmopolityzmu. Nasza lojalność, jak mówi, winna kierować się ku „światowej wspólnocie ludzi”. Jest to nie tylko ideał, do którego winniśmy aspirować; jest on bardziej rzeczywisty niż nacjonalizm, „odpowiedniejszy dla naszej sytuacji w świecie współczesnym”. Co więcej, nacjonalizm i jego owoc patriotyzm są nie tylko przestarzałe, lecz także niemoralne: „Duma patriotyczna jest zarówno moralnie niebezpieczna, jak i ostatecznie szkodliwa dla pewnych szlachetnych celów, którym patriotyzm chce służyć (…) ideałów moralnych sprawiedliwości i równości”3.

Kosmopolityzm w sensie stoickim, o czym zapewnia nas Nussbaum, nie zakłada stworzenia „państwa światowego”4. Lecz w następnych zdaniach (co powtarza się później) mówi o „obywatelu świata” i „światowym obywatelstwie” – pojęciach, które niewiele znaczą poza kontekstem państwa5. To nie jest drobiazg, bo sięga samej istoty jej eseju, jej wysiłku, by osadzić uniwersalną moralność w uniwersalnej – i bezpaństwowej – wspólnocie. Jeśli – jak powiada – narodowość jest dla kosmopolitycznego ideału „moralnie nieistotna”, równie nieistotne są dlań definiujący naród system polityczny (polity) i idea obywatelstwa6. Także cała historia, której podstawowymi kategoriami są narodowość i państwowość, a nawet historia starożytna, do której odwołuje się jako do bardziej szlachetnego i odpowiedniego ideału dla nowoczesności.

Nussbaum dość obszernie cytuje stoików jako orędowników uniwersalnej „wspólnoty moralnej” i „światowego obywatelstwa”7. Ale w ogóle nie cytuje Arystotelesa, choć jego powiedzenie, że „człowiek z natury jest zwierzęciem politycznym”, okazało się znacznie bardziej sugestywne niż doktryna stoicka. W sercu filozofii politycznej Arystotelesa stoi grecka polis. Nie jest ona z pewnością nowoczesnym państwem. Ale jest systemem politycznym. I to nie światowym systemem politycznym, lecz specyficznym, historycznym systemem politycznym – rządami z prawami i instytucjami zaprojektowanymi dla konkretnego narodu, w konkretnym czasie i miejscu. I to za sprawą tych rządów – Arystoteles sądził, że wyłącznie za ich sprawą – człowiek może spełnić swą naturę poprzez świadome i racjonalne ustanowienie sprawiedliwego porządku i dążenie do dobrego życia.

Nussbaum mówi o „materialnych wartościach uniwersalnych sprawiedliwości i prawa”, „światowej wspólnocie sprawiedliwości i rozumu”, „moralnej wspólnocie opartej o człowieczeństwo wszystkich ludzi”, „wspólnych celach, aspiracjach i wartościach” rodzaju ludzkiego8. Ale gdzie mamy znaleźć te materialne, uniwersalne, wspólne wartości? I czym one są w szczególności, konkretnie i egzystencjalnie? By odpowiedzieć na te pytania, trzeba wkroczyć do świata rzeczywistego, który jest światem narodów, państw, społeczeństw i systemów politycznych.

W jednym punkcie Nussbaum zdaje się być na progu świata rzeczywistego, kiedy wzywa nas do zastanowienia się, „jak rozmaicie są one [wspólne cele, aspiracje i wartości rodzaju ludzkiego] reprezentowane w wielu kulturach i ich dziejach”. Stoicy, jak przekonuje, podkreślali, że istotnym celem edukacji jest „żywe wyobrażanie tego, co inne”9. Lecz ona sama nie praktykuje tego „wyobrażania tego, co inne”. Gdyby to robiła, odkryłaby, że wartości kosmopolityczne, do których się odwołuje – „sprawiedliwość i równość”, „sprawiedliwość i prawo”, „sprawiedliwość i rozum”, „rozum i miłość rodzaju ludzkiego” – nie są „rozmaicie (…) rozcieńczone” w wielu kulturach i dziejach, które ubarwiają świat10. Zaiste zbyt często te wartości, jak pojmuje je większość ludzi Zachodu i sama Nussbaum, są rażąco gwałcone. Rozcieńczone są zupełnie inne wartości, które mają niewiele wspólnego z tymi, które są jej bliskie.

Za cenę obniżenia tonu dyskusji możemy przetłumaczyć egzaltowane idee Nussbaum na kategorie przyziemne, by sprawdzić, czy rzeczywiście żywi je cała ludzkość. „Sprawiedliwość” można ująć jako zasadę prawa; „równość” jako równe uczestnictwo w systemie politycznym i ekonomii; „prawo” jako obywatelskie prawa jednostek i mniejszości; „rozum” jako swobodne praktykowanie racjonalnego dyskursu, a „miłość rodzaju ludzkiego” jako humanitarne traktowanie ludzi. Nawet najżarliwszy kosmopolita nie mógłby utrzymywać, że są to w istocie wartości „rodzaju ludzkiego jako takiego”. Wręcz przeciwnie, są one nie tylko praktycznie ignorowane i podważane przez dużą część ludzkości; nie są akceptowane co do zasady – jako wartości – przez całą ludzkość. Są one w przeważającej mierze, być może wyłącznie, wartościami zachodnimi. I to właśnie narody wspierające się na zachodnich zasadach i tradycjach próbowały nadać im egzystencjalną realność poprzez wcielenie ich do swych państw i społeczeństw.

Katalog kosmopolitycznych wartości, który sporządza Nussbaum, wyraźnie pomija demokrację i wolność, które skądinąd są jej drogie. Może to wynikać z tego, że są one jeszcze bardziej dystynktywne dla kultury Zachodu – bardziej „kulturowo-zakotwiczone”, jak ujmuje to niewdzięczna fraza, niż abstrakcyjne pojęcia „sprawiedliwości”, „prawa” lub „rozumu”. Są one także – by tak rzec – bardziej „politycznie-zakotwiczone”: bardziej zależne od politycznych instytucji, ale znów tych typowych dla zachodnich narodów i rządów. Zakrawa to na ironię, że patriotyzm jest dzisiaj bardziej w defensywie (przynajmniej wśród intelektualistów) w krajach, które pielęgnują te wartości, niż w tych, które tego nie robią. To w krajach Zachodu i w tych, które odwołują się do modelu zachodniego, najmodniejsze są teorie „rewizjonistyczne” – te, które pomniejszają lub oczerniają swe własne dzieje, tradycje i instytucje11.

Inne zasady i działania polityczne, które Nussbaum przypuszczalnie ceni – społeczne programy związane z państwem opiekuńczym, publiczna edukacja, wolność religijna i tolerancja, zakaz dyskryminacji na tle rasowym i seksualnym – wspierają się nie na mglistym porządku kosmopolitycznym, lecz na silnym porządku administracyjnym i prawnym wywodzącym swój autorytet od państwa. Pierwszym warunkiem istnienia państwa opiekuńczego jest państwo. Znów zatem pierwszym wymogiem międzynarodowej współpracy, którą Nussbaum uważa za niezbędną dla mocnej ekonomii i zdrowego środowiska, jest istnienie państw zdolnych do zawarcia i egzekwowania międzynarodowych umów mających służyć promocji ich ekonomii i ochronie środowiska. Pierwotnym składnikiem przymiotnika „międzynarodowy” jest w końcu słowo „narodowy”.

Są jeszcze inne znaczące braki w jej eseju – by wspomnieć choćby o muzułmańskim fundamentalizmie, który może przywodzić na myśl przykre obrazy podporządkowania i wykorzystywania kobiet, nietolerancji i prześladowań religijnych, pracy dzieci i analfabetyzmu oraz wojowniczego, agresywnego, a nawet opresywnego nacjonalizmu, który trudno pogodzić z rozwijaną przez Nussbaum wizją powszechnej „moralnej wspólnoty”.

Kosmopolityzm przesłania wszelkie tego rodzaju niepożądane fakty – przesłania w istocie realność świata, w którym wielu ludziom przyszło rzeczywiście mieszkać. Jest utopijny nie tylko ze względu na nierealistyczne założenie o powszechności celów, aspiracji i wartości, lecz także w swoim nieuzasadnionym optymizmie. Zachodnie państwa narodowe mają z pewnością swe mankamenty i przypadłości. Lecz są mankamentami i przypadłościami, które są choćby częściowo uleczalne w ramach demokratycznego systemu politycznego i solidnego systemu prawnego. A nawet w swym najgorszym wydaniu bledną, jeśli porównać je z mankamentami i przypadłościami niektórych krajów spoza Zachodu.

Poza wszystkim kosmopolityzm przysłania, a nawet kwestionuje podstawowe dane egzystencji: rodziców, przodków, rasę, religię, dziedzictwo, historię, kulturę, tradycję, wspólnotę – i narodowość. To nie są, jak chce Nussbaum, akcydensy urodzenia12. To są istotne cechy jednostki. Nie przychodzimy na świat jako dryfujące, autonomiczne jednostki. Przychodzimy nań ukończeni – z przodkami, rodzicami i wszelkimi innymi poszczególnymi, określającymi nas cechami, które tworzą w pełni uformowanego człowieka, obdarzonego tożsamością. Tożsamość nie jest ani akcydensem, ani kwestią wyboru. Jest dana, a nie wybrana. Możemy w toku naszego życia odrzucić lub zmienić te czy inne fakty egzystencji, być może mając po temu ważne powody. Lecz czynimy to jakimś kosztem naszego ja. Owo „proteuszowe ja”, które aspiruje do stworzenia tożsamości de novo, to jednostka bez tożsamości, tak jak osoba, która odrzuca swą narodowość, pozbawiona jest narodu.

Ślubowanie swej podstawowej lojalności kosmopolityzmowi, do czego zachęca nas Nussbaum, to próba wykroczenia nie tylko poza narodowość, ale także poza wszelkie konkrety, właściwości i realia życia, które konstytuują w równym stopniu naszą tożsamość naturalną i narodową. Kosmopolityzm ładnie i szlachetnie brzmi, ale jest iluzją, która – jak to z mrzonkami bywa – jest niebezpieczna. Bardziej pożytecznym przedsięwzięciem byłoby rozróżnienie między „narodowością” jako naturalnym komponentem człowieka i ekscesami oraz wynaturzeniami popełnianymi w imię „nacjonalizmu” – czyli między patriotyzmem szlachetnym i nieszlachetnym. Kosmopolityzm jest nie tylko oderwaniem się od tego pilniejszego zadania; sprzeciwia się mu, gdyż poprzez zaprzeczanie temu rozróżnieniu, delegitymizuje to, co legalne, naturalne i sprawiedliwe, a legitymizuje to, co nielegalne sztuczne i niesprawiedliwe.

Ponad sto pięćdziesiąt lat temu kwestię tę zamknął w swej słynnej mowie pożegnalnej ku czci Henry’ego Claya Abraham Lincoln. Powiedział, że Clay: „kochał swój kraj po części dlatego, że był to jego kraj, ale przede wszystkim dlatego, że był to kraj wolny; podejmował wszelkie wysiłki dla jego rozkwitu, (…), bo widział w tym rozkwit, pomyślność i chwałę wolności, prawa człowieka i ludzkiej natury”13. To ostateczna racja patriotyzmu: synowskie (lub narodowe) oddanie w służbie tym wiecznym (nie kosmopolitycznym) wartościom, które usprawiedliwiają i uszlachetniają to oddanie.

Tłumaczył Łukasz Tischner

© Gertrude Himmlefarb, publikujemy za łaskawą zgodą Autorki.


1 Artykuł ukazał się pierwotnie w zbiorze For Love of Country? Debating the Limits of Patriotism (red. J. Cohen, Boston 2002) jako polemika z esejem M. Nussbaum, Patriotism and Cosmopolitanism. Następnie znalazł się w zbiorze G. Himmelfarb, The New History and the Old: Critical Essays and Reappraisals, Cambridge (Mass.) 2004. Warto dodać, że Martha Nussbaum zmodyfikowała później swe poglądy na temat patriotyzmu. Por. M. Nussbaum, Globalnie czuły patriotyzm, tłum. S. Kowalski, „Gazeta Wyborcza”, 21 listopada 2009; pierwodruk oryginału: „Daedalus”, vol. 137:3, Summer 2008 (przyp. red.). 2M. Nussbaum, Patriotism and Cosmopolitanism, w: For Love of Country? Debating the Limits of Patriotism, red. J. Cohen, Boston 2002 (esej był pierwotnie publikowany w „Boston Review” październiklistopad 1994). 3 Tamże, s. 4. 4 Tamże, s. 7. 5 Tamże, s. 7, 8, 11. 6 Tamże, s. 5. 7 Tamże, s. 7. 8 Tamże, s. 5–9. 9 Tamże, s. 9–10. 10 Tamże, s. 4, 5, 8, 15. 11 Ofiarą takiego rewizjonizmu jest w ostatnich latach Izrael. Zob. Y. Hazony, The Jewish State. The Struggle for Israel’s Soul, New York 2000. 12 M. Nussbaum, dz. cyt., s. 7. 13 A. Lincoln, Lincoln: Speeches, Letters, Miscellaneous Writings, New York 1989, s. 264 (6 lipca 1852).

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter