70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Coraz bardziej Obcy

Zapomina się często, że tzw. nowe mniejszości etniczne w krajach zachodniej Europy to osoby, które nie są imigrantami, ale urodziły się w danym kraju i od tego momentu mają jego obywatelstwo. Pomimo to wciąż postrzegane są jako imigranci: Inni, a czasami Obcy. Ten stygmat obecny jest nawet na poziomie oficjalnego języka, który często określa potomków imigrantów imigrantami w drugim lub trzecim pokoleniu.

Poverty Among Immigrant Children in Europe to książka napisana przez niekonwencjonalny duet. Powstała dzięki współpracy naukowców reprezentujących bardzo odległe, wydawałoby się, dyscypliny naukowe: ekonomię i filozofię. Obaj są wybitnymi specjalistami w swoich dziedzinach, wykładowcami prestiżowych uniwersytetów, autorami wielu wpływowych prac. Tym, co połączyło ich wysiłki, jest pytanie o szansę na godne życie, jaką dzieci imigrantów mają w bogatych europejskich społeczeństwach. Dwóch autorów łączy również troska o etyczny wymiar porządku społecznego, w którym kategoria sprawiedliwości nie jest postrzegana jako puste hasło pochodzące z nomenklatury krytykowanych przez ostatnie trzydzieści lat orędowników państwa bezpieczeństwa socjalnego, ale jako realny imperatyw.

Kiedy kilkanaście lat temu po raz pierwszy wyjechałem do Wielkiej Brytanii, pierwszym spostrzeżeniem, które przyszło mi na myśl tuż po wylądowaniu na londyńskim lotnisku było to, że – w przeciwieństwie do najbardziej egzotycznie wyglądających podróżnych swobodnie pokonujących kontrolę paszportową – zarówno ja, jak i moi rodacy musieliśmy ustawić się w długiej kolejce. Strumień ludzi reprezentujących kultury, rasy i religie całego świata układał się przed naszymi oczami w najdziwniejsze wzory jak w kalejdoskopie. To oni byli normalni, zwykli, codzienni, objęci standardowymi procedurami, my zaś pochodziliśmy ze świata obcego, którego przedstawiciele traktowani są z podejrzliwością. Byliśmy imigrantami. To wspomnienie wraca za każdym razem, kiedy myślę o tym, do jakiego stopnia społeczeństwa zachodniej Europy zmieniły się pod wpływem powojennej imigracji, jak bardzo stały się wielokulturowe i jak bardzo ta wielokulturowość stanowi element krajobrazu życia codziennego. Szacuje się, że w Londynie, mieście pod tym względem najbardziej zróżnicowanym, niemal połowa mieszkańców urodziła się poza Anglią. Mówi się tam około trzystoma językami, a na terenie metropolii żyje ponad pięćdziesiąt napływowych wspólnot liczących sobie co najmniej dziesięć tysięcy osób. Londyn to miasto wyjątkowe, była stolica największego imperium w historii świata. Ale ta nowa jakość życia społecznego nie dotyczy tylko postkolonialnych centrów takich jak Paryż, Amsterdam, Lizbona czy Madryt. Nawet krótka wizyta w jakiejkolwiek stolicy zachodnioeuropejskiej przekona nas, że wieloetniczność stała się trwałym elementem również w tych krajach, z których które jeszcze kilka dekad wstecz emigrowało wielu obywateli. Ta zmiana nie powinna jednak nas dziwić. W końcu Europejczycy należeli jeszcze do niedawna do najbardziej mobilnych społeczeństw i – jak twierdzą specjaliści – ponad dwukrotnie więcej ludzi opuściło Stary Kontynent, niż na niego przybyło.

Podobieństwo doświadczeń krajów Unii Europejskiej spowodowało, że jednym z najbardziej palących wyzwań stało się stworzenie wspólnej polityki imigracyjnej, która w obliczu zmieniających się globalnych trendów demograficznych jest z jednej strony potrzebą (dlatego że imigranci są w Europie pożądani), a z drugiej koniecznością (ponieważ Europy zamknąć przed imigrantami się nie uda). Nie da się we współczesnej Europie myśleć i działać w tej kwestii w ramach tradycyjnych struktur państwa narodowego. Strefa Schengen, będąca dla większości Europejczyków obszarem, na którym zrealizowano marzenie o świecie bez granic, kreuje również przestrzeń, w której swobodnie przemieszczają się marzący o lepszym świecie przybysze spoza Europy. To państwa położone na obrzeżach Unii są teraz najbardziej narażone na ciężary związane z napływem imigrantów, co uświadomili sobie już mieszkańcy krajów basenu Morza Śródziemnego. Żadne z nich nie jest w stanie stawić czoła nowym wyzwaniom samodzielnie, stąd kolejne unijne inicjatywy o charakterze solidarnościowym. Warto o nich przypominać i zwracać na nie uwagę również w Polsce, która od kilku lat ma jedną z najdłuższych zewnętrznych granic w Unii Europejskiej i która w sytuacji kryzysu stać się może pierwszym krajem schronienia dla uciekinierów ze Wschodu.

Zapomina się często, że tzw. nowe mniejszości etniczne w krajach zachodniej Europy to osoby, które nie są imigrantami, ale urodziły się w danym kraju i od tego momentu mają jego obywatelstwo. Pomimo to wciąż postrzegane są jako imigranci: Inni, a czasami Obcy. Ten stygmat obecny jest nawet na poziomie oficjalnego języka, który często określa potomków imigrantów imigrantami w drugim lub trzecim pokoleniu. Powstaje pytanie, ile pokoleń musi minąć, aby imigrant przestał być imigrantem? W przypadku Europejczyków niewiele, lecz w przypadku przybyszów o innym kolorze skóry odpowiedzi na razie nie ma. Problemy związane z integracją stają się przedmiotem powszechnego zainteresowania w momencie kryzysów i konfliktów na masową skalę. Zamachy terrorystyczne i samochody płonące na przedmieściach francuskich miast przypominają o tym, że nie wszyscy mieszkańcy europejskich metropolii znajdują w nich swoje miejsce. Nie każdy czuje się w nich obywatelem na równych prawach, nawet jeśli formalnie posiada taki sam paszport jak inni Europejczycy. Postępująca marginalizacja społeczności postimigranckich i ich wielowymiarowe wykluczenie to jeden z najważniejszych problemów w tych krajach. Na przedmieściach Paryża bezrobocie wśród młodych mieszkańców sięga pięćdziesięciu procent. Ten stan rzeczy wydaje się dotyczy każdego kolejnego pokolenia i coraz częściej mówi się o zaklętym kręgu, z którego nie mogą się wyrwać tzw. obywatele drugiej kategorii.

Co zatem robić? Dla większości mieszkańców państw europejskich obecność przybyszów interpretowana jest w kategoriach ich własnych wyborów, które skłoniły ich do podjęcia decyzji o pozostawieniu własnej ojczyzny i szukaniu szczęścia gdzie indziej. Taka indywidualistyczna perspektywa jest jak najbardziej zgodna ze zdroworozsądkowym podejściem, nie uwzględnia jednak kilku bardzo istotnych spraw. Masowa obecność imigrantów powoduje strukturalne problemy, których nie da się rozwiązać bez interwencji władz. Spontaniczna samoregulacja procesów społecznych jest w przypadku tempa zmian we współczesnym świecie niczym nieusprawiedliwioną iluzją. Iluzja ta może być tym bardziej szkodliwa, jeśli nie dotyczy wolnych i odpowiedzialnych jednostek, ale tych, którzy ponoszą konsekwencje ich wyborów, czyli dzieci. Jak słusznie bowiem zauważają autorzy książki, dzieci same na siebie nie sprowadzają biedy – czynią to ich rodzice.

Dlatego autorzy Poverty Among Immigrant Children in Europe krytykują w swojej książce tradycyjne sposoby oceny zjawiska biedy wśród imigrantów, zwracając uwagę na to, że w przypadku dzieci należy opierać się na podejściu, które bierze przede wszystkim pod uwagę ich prawa oraz ideę sprawiedliwości społecznej. Taka perspektywa oceny położenia dzieci imigrantów w bogatych uprzemysłowionych krajach Europy przyniosła niezwykle wartościowe efekty. Autorzy precyzyjnie kreślą siatkę pojęciową, w której definiują różne rodzaje i stopnie ubóstwa. Takie wielowymiarowe podejście spowodowało, że książka nie ma charakteru suchego raportu, naszpikowanego danymi statystycznymi. Filozof i ekonomista definiują ubóstwo nie tylko w kategoriach finansowych, ale co dużo ważniejsze, również w kategoriach społecznych i kulturowych. Widać tutaj wyraźne inspiracje pracami wielkiego ekonomisty, laureata nagrody Nobla, Amartyi Sena, który jako jeden z pierwszych starał się udowodnić, że po to, aby sensownie mówić o jakości życia społeczeństw, nie wystarczy redukować jej do wysokości dochodu.

A.S. Bhalla i P. McCormick na przykładzie Francji i Szwajcarii sprawdzają skrupulatnie, czy wprowadzane są w życie międzynarodowe konwencje dotyczące praw dzieci, czy te prawa są respektowane; do jakiego stopnia dzieci imigrantów mogą korzystać z owoców powszechnego kształcenia; jak wygląda ich sytuacja mieszkaniowa, dostęp do opieki medycznej oraz instytucji kulturalnych. Zadają również pytanie, jak te warunki mogą wpływać na poczucie ich osobistej godności. To ostatnie pytanie jest kluczowe, gdyż autorzy traktują niwelację nierówności wśród dzieci jako kwestię fundamentalnie etyczną, będącą dla bogatych społeczeństw sprawdzianem stopnia poszanowania przez nich „ludzkiej godności, prawości i szlachetności”. Nie chodzi bowiem po prostu o wysokość zasiłków czy socjalnych apanaży dla rodziców, ale o systemowe rozwiązania zmierzające do tego, aby standardy materialne dawały również szansę na podmiotowy rozwój, na włączenie się w główny nurt społeczeństwa, na poczucie, że posiada się szansę, która dopełniona indywidualną pracą i talentem tworzy podstawy szacunku dla siebie, a przez to dla całego porządku społecznego. Bez stworzenia takich szans zlikwidowanie podziałów w społeczeństwie może okazać się niemożliwe. Francja i Szwajcaria są pod tym względem wyjątkowo dobrymi przykładami, gdyż należą do tych społeczeństw, gdzie poziom życia jest najwyższy, a mimo to konflikty społeczne na tym tle należą do najbardziej gorących.

Niestety, diagnoza autorów nie jest optymistyczna. Pod wieloma względami sytuacja dzieci w Europie, a sytuacja dzieci imigrantów szczególnie, w ostatnich latach stopniowo się pogarsza. I to właśnie nie tylko w wymiarze materialnym. Francuzi i Szwajcarzy nie respektują wielu zasad, które sami wprowadzali do międzynarodowego porządku prawnego. Okazuje się, że konwencje o ochronie praw dziecka są przez nich nagminnie łamane. Syte europejskie społeczeństwa, do niedawna przybierające postawę mentorów w stosunku do krajów biednych i rozwijających się, nie są w stanie sprostać ideom praw człowieka, w momencie kiedy realne problemy ubóstwa dzieci przestały być doniesieniami z trzeciego świata, ale stały się elementem codzienności w środku Europy. I to nie dlatego, że brakuje pieniędzy, ale głównie dlatego, że sytuacja dzieci imigrantów wynika z szerszej polityki wobec imigracji. Prawa dziecka stały się zakładnikami politycznego pragmatyzmu. Czy tak być musi? W ostatnim zdaniu autorzy wyrażają nadzieję, że niekoniecznie. Właśnie temu służyć ma Poverty Among Immigrant Children in Europie, książka, której nadrzędnym celem jest przypominanie rządom krajów europejskich, że jednym z ich najważniejszych zadań jest to, żeby stać na straży zasad, które zrodziły się w Europie.


A.S. Bhalla i Peter McCormick, Poverty Among Immigrant Children in Europe, Palgrave Macmillan 2009.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter