70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ortodoksja a tolerancja

W ramach pożądanej samokrytyki warto zapewne przy rozważaniach na temat „obcego Boga w naszym domu” zająć się również aspektem etycznym tego problemu.

Może to być szczególnie pożyteczne przy rozwiązywaniu rozmaitych konfliktów wewnątrzkościelnych. Według wyników badań Instytutu Demografii w Allensbach[1] Kościołowi katolickiemu zarzuca się, że zbyt mało uwagi zwraca na ludzkie oczekiwania, że niedostatecznie uzasadnia swoje stanowisko w różnych kwestiach, że posługuje się językiem częściowo przestarzałym, że nadmiernie trzyma się zdezaktualizowanych norm; w związku z tym wielu ludzi w łonie Kościoła zajmuje wobec niego postawę krytyczną. Ten ostatni problem traktują niektórzy – nie tylko outsiderzy – tak poważnie, że przepowiadają nawet nowy rozłam w Kościele katolickim[2].

1. Sytuacja

Trudny proces odnowy soborowej jeszcze się bynajmniej nie zakończył, a niespokojna sytuacja wewnątrzkościelna została teraz jeszcze zaostrzona przez śmiałe i zdecydowane wstąpienie na arenę postmodernizmu. Nurt ten kontynuuje konsekwentnie główne linie modernizmu, tak że – jak się wydaje – z grecko-rzymsko-żydowsko-chrześcijańskiego fundamentu Europy niewiele już pozostało. Filozoficzny postmodernizm artykułuje w swojej zamianie paradygmatów coraz większą niechęć wobec wyraźnie zarysowanych struktur myślenia, działania i społeczeństwa. Na groźne skutki tego procesu wskazują z troską m.in. niektórzy politycy, jak na przykład czeski prezydent Václav Havel. Opowiada się on publicznie za efektywną moralnością, która jego zdaniem jest raczej niemożliwa bez odniesienia do transcendencji. Podobną opinię wyraził już w roku 1939 Albert Einstein: ludzkości nie wystarczy nauka i technika, ważna jest żydowsko-chrześcijańska formacja religijna z jej tradycjami i obrzędami.

Wydaje się, że postmodernizm zajmuje wobec religii stanowisko bardziej pozytywne niż modernistyczny materializm i ateizm. Czy jednak letnia, rozmyta religijność nie jest w gruncie rzeczy bardziej niebezpieczna, pokaże niedaleka przyszłość. W każdym razie postmodernistyczna duchowa „samoobsługa” stanowi zagrożenie dla każdej religii objawionej. Nie jest tajemnicą, że również pewni teolodzy nie mają nic przeciwko takiemu pojmowaniu religii. „Boga nie należy już rozumieć jako indywidualnej Osoby, która stoi ponad wszystkimi […] lecz raczej jako symbol”[3]. Także w katolickiej teologii moralnej pojawiają się koncepcje, dla których Bóg i Biblia są czymś zupełnie zbędnym.

Magisterium kościelne reaguje na to wyzwanie defensywnie i stara się umacniać swoją pozycję. Powstałe w ten sposób napięcie między Urzędem Nauczycielskim a znaczną częścią katolików, której kompetentnymi rzecznikami są przeważnie teologowie, trwa nadal. Wprawdzie w ostatnim czasie dialog wewnątrzkościelny przyniósł pewne dobre owoce[4], a co najmniej przyczynił się do postępu w dziedzinie ekumenizmu, jednakże w sferze moralności i w stylu kierowania Kościołem ze strony hierarchii w dalszym ciągu niewiele daje się wyczuć ducha odnowy soborowej. Proklamowanym celem „dysydentów” pozostaje nadal demokratyzacja albo nawet protestantyzacja Kościoła.

Główne zadanie Soboru, aggiornamento, ujawniło pewien konkretny problem: napięcie między tożsamością Kościoła a jego przystosowaniem w relacji do świata. Gwałtowne kontrowersje wywołują dwa wynikłe stąd nurty: Progresywna tendencja sekularyzacyjna grozi w przypadku krańcowym utratą tożsamości i zatonięciem Kościoła w morzu coraz to nowych koncepcji antropologicznych. Konserwatywna tendencja zachowawcza skrzydła tradycjonalnego petryfikuje w przypadku granicznym Kościół, czyniąc z niego obce ciało w nieustannie rozwijającej się ludzkiej społeczności, i sprzeniewierza się w ten sposób wyznaczonemu przez Boga zadaniu ewangelizacji.

Jako konkurenci są sobie przeciwstawiane w postaci konkretnej ortodoksja i tolerancja, w sensie eklezjologicznym – Magisterium i teologia. Na głębszym poziomie wchodzą tu w biegunową relację względem siebie takie fundamentalne wartości jak prawda i wolność, w związku z czym wkraczamy na pole etyki. Chciałbym w tym miejscu wyrazić pewne refleksje natury etycznej, związane z przedstawianą tutaj problematyką. Czynię to m.in. na tle najnowszych doświadczeń Kościoła czeskiego. W dyskusji na temat chrześcijańskiej społeczności trzeba niewątpliwie postawić pytanie, jak w sposób etycznie właściwy należy rozwiązywać istniejące problemy. Chodzi tu o kontekstualnie dane wartości i odpowiedź na nie.

2. Ortodoksja

W sferze wiary ortodoksja oznacza głoszoną w sposób wiążący przez kompetentny autorytet „prawdziwą wiarę”. Za istotę autentycznie chrześcijańskiego życia uważa się sumę prawd wiary i ortopraksję, do czego dochodzi również dobry stosunek do kierownictwa Kościoła jako znak wyraźnej przynależności do wspólnoty wierzących. Wszystko to razem można rozumieć jako ortodoksję w szerszym znaczeniu.

Analogicznie do ortodoksji również takie ogólne pojęcia jak tożsamość i lojalność są postrzegane jako podstawowe elementy składowe społeczności. Każda społeczność musi na zewnątrz wyznaczyć sobie pewne granice i zdefiniować się, a wewnątrz stworzyć związany ze swymi celami wyraźny ustrój. Nie tylko wielkie twory społeczne, lecz również mała grupa, a nawet każdy pojedynczy człowiek potrzebuje pewnego rodzaju „ortodoksji” jako mentalnego i moralnego ukierunkowania w życiu.

3. Autorytet

Rozumiany w szerokim sensie autorytet oznacza, że pewien podmiot kieruje społecznością w sposób władczy. Kierowanie bez władzy nad innymi podmiotami w państwie, w przedsiębiorstwie, w rodzinie czy innej grupie byłoby absurdalne[5]. Tym bardziej dotyczy to Kościoła, gdzie chodzi o doniosłe, przez Boga dane wartości, związane ściśle z celem ludzkiego życia. Odpowiedzialne jest za nie kierownictwo Kościoła, które posiada „depositum custodi”[6]. Odpowiedzialność ta zawiera w sobie pewne obowiązki przełożonych: wierność wobec źródeł wiary, ufność w pomoc Ducha Świętego, pokorę wobec prawdy, gotowość uczenia się od specjalistów i ludu Bożego[7].

Już sama tylko przynależność do Kościoła implikuje odpowiedzialność za niego i jego misję: zachowywanie wiary, chrześcijańskie życie, szacunek dla autorytetu i ewentualne kompetentne wspieranie teologów oraz osobiste wspieranie wierzących w rozumieniu „sensus fidei”.
Jak to jest z prawem do zabierania głosu?
Każdy rząd, nawet najbardziej demokratyczny, musi mieć pełną swobodę decyzji, ponieważ ponosi za swoje działania pełną odpowiedzialność. W Kościele istnieją mechanizmy mające chronić przed nadmiernymi szkodami spowodowanymi przez błędne decyzje, które zostają użyte w przypadku herezji czy choroby psychicznej papieża.

Czy my, teolodzy, mielibyśmy pozostawać absolutnie nienaruszalni? We wszystkich świeckich strukturach specjaliści mają wysoką pozycje, ale decyzje podejmuje tylko legalnie ustanowione kierownictwo.

W ten sposób doszedłem do progu ważnego konfliktu między Urzędem Nauczycielskim a nauką teologiczną, w którym spór toczy się o prawdę wiary i obowiązki moralne.

4. Prawda

Prawda jako taka jest jedną z podstawowych ludzkich wartości. Jest ona czymś niezbędnym nie tylko dla życiowej praktyki, ale także ze względu na swoistą godność człowieka. Wynika stąd dla niej odpowiednio wielka odpowiedzialność etyczna. Wartość prawdy objawionej jest zaś o tyle wyższa, że stawia nas ona w relacji do objawiającego Boga, który udziela nam osobiście samego siebie i daje absolutną perspektywę życiową.

Już w Nowym Testamencie spotykamy radykalne stanowiska zajmowane wobec heretyków. Gorzej było w dobie christianitas, kiedy Kościół występował przeciw heretykom, posługując się jednostronnie pojmowanym napomnieniem „compelle intrare”[8], a władcy świeccy, kierując się własnymi interesami, stosowali wobec nich przemoc. Wobec tych przerażających, jeszcze dla dzisiejszego wizerunku Kościoła bardzo szkodliwych wydarzeń należy, jak sądzę, zająć z etycznego punktu widzenia dwojakie stanowisko: (1) nie potępiać anachronistycznie, lecz obok momentu zbrodniczego widzieć w nich coś „arcyludzkiego” i nieprzezwyciężalną ślepotę, a także uznać, że były one wyrazem szczerej troski ówczesnych ludzi o wyższe wartości; (2) zgodzić się z dzisiejszą mentalnością humanistyczną, zdystansować wobec nieludzkiej nietolerancji, jaka w dziejach miała miejsce – i to oficjalnie i raz na zawsze. Takiej pokuty domaga się stanowczo ewangelia miłości. Jak można było zobaczyć w kilku przypadkach precedensowych, może to być tylko z pożytkiem dla misji Kościoła.

Nasuwa się tu pytanie, czy Urząd Nauczycielski Kościoła jest dziś w ogóle konieczny, a nawet czy nie jest czymś szkodliwym. Jedni uważają, że „dorosły” pod względem psychologicznym i socjologicznym człowiek na progu trzeciego tysiąclecia ceni i chroni swoją wolność, i dlatego z trudem przychodzi mu znosić nad sobą jakąś zwierzchność. Inni z kolei obawiają się niebezpieczeństwa anarchii. Obie skrajne postawy – permisywizm i autorytaryzm – są niedobre. Trzeba przyjąć sytuację w jej całości, m.in. również dobre strony dzisiejszego szczebla rozwoju.

5. Wolność

Wolność można zdefiniować jako stan wolny od ograniczeń, podporządkowania czy przymusu. Wolność należy do podstawowych wartości kondycji ludzkiej, jest w naturalny sposób związana z rozumem i wolą i sygnalizowana pozytywnie przez wewnętrzną skłonność. Z teologicznego punktu widzenia dążenie do absolutnej wolności[9] można tłumaczyć tym, że jesteśmy podobieństwem Boga. Ale tylko podobieństwem, nie zaś istotą absolutną. Zasada etyczna brzmi: Tyle wolności, ile to tylko możliwe, i tyle ograniczenia, ile konieczne. Zasada ta była w dziejach stosowana bardzo różnie. Jednostka miała w różnych epokach całkiem odmienny zakres możliwości swobodnego decydowania o sobie; wystarczy porównać epokę kamienną z dzisiejszą w naszym świecie dobrobytu.

Dążenie do większej wolności z pewnością nie jest sprzeczne z zamysłem Stwórcy i Odkupiciela. Zarazem jest też prawdą, że również dawniej, kiedy ludzie przyjmowali strukturę społeczną paternalizmu jako coś naturalnego,  wśród masowo chrzczonych chrześcijan mogły dzięki Duchowi Świętemu rozkwitać prawdziwa miłość Boga i świętość. Już na długo przed Oświeceniem istniało też w chrześcijaństwie ziarno braterstwa i wzajemnego szacunku[10].

6. Wiara dzisiaj

W trakcie gwałtownych dyskusji w przedmiocie wolności wiary kardynał praski Beran wskazywał na Rz 14,23 oraz na gorzkie owoce takich wydarzeń w dziejach religijnych narodu czeskiego, jak spalenia na stosie Jana Husa i dokonywana przemocą rekatolizacja. Pomimo to fundamentaliści apelowali do biskupów, aby protestującym katolikom wskazać drzwi.

Sobór Watykański II postanowił przejść od dawnej formuły „extra Ecclesiam nulla salus” do nowego, głębszego ujęcia prawdy, że dla zbawienia konieczna jest wiara i Kościół[11]. Podstawy do tego dostarczyły współczesne nauki humanistyczne, pozwalające wejrzeć głębiej w ludzką duszę i jej nie-/możliwości. Powinniśmy wierzyć tym, którzy uczciwie przyznają: „Chciałbym wierzyć, ale nie mogę”. Poza tym można dzisiaj lepiej rozumieć z jednej strony to, czego uczy dogmatyka o konieczności łaski Bożej, z drugiej zaś to, co mówi duszpasterstwo o konieczności swobodnego przyjęcia prawdziwej wiary jako pełnej miłości relacji z Bogiem. Wiąże się to również z dzisiejszą wysoką oceną szczerości i odrazą do obłudy.

Etyczne i moralnoteologiczne wnioski brzmią następująco: Naszą wolność respektuje sam Bóg – i tak samo powinien też czynić Kościół. Pod kątem praktycznym ma to związek z surowym, a nawet wrogim potępianiem ludzi inaczej wierzących i niewierzących. Trzeba pozbyć się wyobrażenia, że wszyscy, którzy opuszczają Kościół, zdradzają wiarę i są skazani na piekło; nierzadko znajdują oni gdzie indziej nieprzeczuwaną i nie znalezioną w Kościele duchową głębię.

7. Utożsamienie cząstkowe

Zlaicyzowany świat jest jakby targowiskiem idei o barwnej ofercie. Wskutek dzisiejszej nieufności do autorytetów również dla ludzi wierzących dobrej woli bardzo trudne jest przyjęcie pełnej ortodoksji bez skreśleń. Badania ankietowe pokazują, że jedynie mniejszość akceptuje całe Credo. W średniowieczu[12] zakładano, że raz poznana i przyjęta wiara nie może zostać odrzucona, choćby tylko częściowo, bez zdrady. Ten ciężki i niebezpieczny społecznie grzech musiał podlegać surowej karze. Tych, którzy aż do śmierci obstawali przy swojej „herezji”, uważano za nieprzejednanych wrogów prawdy. Tymczasem oni jako autentyczną ortodoksję postrzegali właśnie swoją prawdę[13].

Laicyzacja i indywidualizacja rozluźniły więź z Kościołem i jego nauką. Z drugiej strony uczyniły one wiarę sprawą bardziej osobistą, co z kolei było bardzo pozytywne. Pytanie, czy Kościół powinien ponownie wprowadzić dawną surową praktykę[14], czy też przeciwnie: zliberalizować treść wiary i moralność, było dylematem fałszywym. Rozwiązanie podsunęły czasy nowożytne.

8. Tolerancja

Wobec zjawisk etycznie złych wskazana jest postawa zdecydowanie negatywna: nie akceptować, nie wspierać, nie przechodzić obojętnie, lecz zwalczać. Ponieważ jednak w każdym człowieku współistnieją ze sobą dobro i zło, należy samego człowieka postrzegać zawsze ambiwalentnie.

Dlatego trzeba starannie rozróżniać i stosownie do tego postępować. Świat całkowicie bezgrzeszny jest utopią. Radykalne kroki wymierzone przeciwko złu mogą spowodować wiele szkody. Szczególnego respektu wymaga to, co stanowi serce osoby – sumienie. Moralnopolityczny fanatyzm nie jest postawą chrześcijańską[15].

Zasadniczym stanowiskiem wobec zła jest więc nietolerancja, ale dodatkowym – tolerancja. Jest ona nieodzowna w sytuacjach, kiedy ludzkie współżycie byłoby bez niej niemożliwe albo narażone na poważne szkody[16]. Znalezienie w życiu i w kierowaniu Kościołem takiej syntezy nietolerancji i tolerancji, stanowiącej drogę pośrednią między rygoryzmem i permisywizmem, jest rzeczą zarówno bardzo ważną, jak i trudną. Czy istnieją jakieś tego reguły?

Trzeba powiedzieć, o co tu głównie chodzi. Otóż w wierze chodzi o człowieka i jego zbawienie. Celem Objawienia, Krzyża, ortodoksji, moralności, kultu, Kościoła jest umiłowany przez Boga człowiek. W tym kontekście stanowi on centralną wartość. To dla niego istnieje Kościół, jego posługa, jego odpowiedzialność. W jego interesie Kościół może i powinien polecać przyjęcie pełnej prawdy i życie zgodnie z objawioną wolą Boga, przy czym jednak winien uwzględniać jego możliwości.

Ultra posse nemo obligatur” – ta stara reguła prawna[17] powinna jako ogólna etyczna norma ramowa towarzyszyć też wszelkim działaniom związanym z kierowaniem, wychowaniem, duszpasterstwem itd. Ograniczoność ludzkiej możności pojmowania tego, co boskie, potwierdza też św. Paweł[18]. Oczywiście, chwilowa niemożność może zostać później przezwyciężona. Jest też w tym kontekście prawdą, że ścisłe, opatrzone sankcją normy mogą być przy tym pomocne[19] – jednakże tylko pod warunkiem, że dana władza jest uznawana i dostatecznie silna, w przeciwnym razie bowiem presja powoduje wzmożenie oporu.

Człowiek musi tu być postrzegany nie tylko w liczbie pojedynczej, ale także mnogiej. Istnieje bowiem ryzyko, że tolerancja wobec jednostki odniesie negatywny skutek w stosunku do społecznej całości[20]. Trzeba się z tym liczyć zwłaszcza w dzisiejszej epoce, w której tak wielką rolę odgrywają media,. Ale jak można takie trudne problemy roztropnie rozwiązywać?

Z jednej strony byłoby rzeczą nieroztropną publicznych petycji, protestów itp. nie traktować poważnie. Przecież są one niekiedy „vox populi – vox Dei”, stanowią sygnał konieczności aggiornamenta. Z drugiej strony jednak odpowiedzialne kierownictwo winno zawsze dobrze rozważyć, czy postulat pewnej grupy petentów jest odzwierciedleniem powszechnej opinii, i zadać sobie pytanie, czy spełnienie go nie będzie ze szkodą dla innych[21].

W tym kontekście kierownictwo Kościoła powinno bardzo poważnie podejść do problemu pluralizmu i stopniowo zmierzać do czegoś w rodzaju federalizacji. Istnieją historyczne, a także współczesne przykłady uzasadnionego podziału odpowiedzialności zgodnie z zasadą pomocniczości.

9. Granice tolerancji

Wraz z odłączonymi Kościołami wschodnimi Kościół katolicki kładzie nacisk na dogmatyczny rdzeń treści wiary. Cechą typowo katolicką jest szczególne podkreślanie strukturalnej jedności Kościoła[22]. Kiedy się patrzy na postępujący proces rozczłonkowania w protestantyzmie[23], trudno tego nie doceniać. Podzielonemu chrześcijaństwu z trudem przychodzi realizacja jego posłannictwa misyjnego. Również na forum międzynarodowym jeden Kościół powszechny mógłby reprezentować chrześcijaństwo o wiele skuteczniej.

Zdrowy rozwój musi móc budować na ciągłości. Trendu, który dzisiaj zwycięża, nie należy absolutyzować. Odnowa zbyt śmiała, rewolucyjna, jest z powodu swej dynamiki jednostronna i niebezpieczna, ponieważ przygotowuje pole dla własnej „antytezy”. Szczególne znaczenie ma tu tożsamość. Powinniśmy mieć zrozumienie dla młodzieńczych idealnych wyobrażeń, ale nie możemy się przyglądać, jak sprawa[24] wskutek nieodpowiedzialnych eksperymentów zostaje poważnie zagrożona.

10. Teologia

Nie jest tajemnicą, że rozwój i inkulturacja wiary oraz rozwiązywanie trudnych problemów pozostają od zarania związane z myślą teologiczną. Początek tej myśli dali teologizujący apostołowie[25], następnymi teologami byli przeważnie biskupi, aż wreszcie w II tysiącleciu dokumenty soborów, synodów i papieży zaczęli przygotowywać i oddziaływać na nie „fachowi” teolodzy. Dzisiaj, pod wpływem kultury naukowej i teologii protestanckiej, a także po kilku korekturach – wskutek krytyki teologicznej – dawniejszych deklaracji Magisterium teologia katolicka rości sobie prawo do swobody badań, nauczania i publikowania. Widzi w tym swoją posługę dla Magisterium i bierze mu za złe, że jako doradcy powoływani są tylko ci teolodzy, których opinia popiera bez zastrzeżeń oficjalną linię. Byłoby lepiej, gdyby zadanie krytyczne można było pełnić przed proklamowaniem pewnych orzeczeń, a nie dopiero potem.

W protestantyzmie mówi się o magisterium teologów. W Kościele katolickim nie ma zbyt wiele głosów, które by wysuwały takie roszczenie. Niemniej słychać protesty przeciwko kontrolowaniu osób nauczających na wydziałach teologicznych. Powinniśmy, jak myślę, szczerze przyznać, że generacja uniwersyteckich teologów, pozbawionych autentycznej wewnętrznej więzi z Kościołem, mogłaby spowodować w nim gwałtowne zmiany i ewentualnie – albo nawet prawdopodobnie – rozłam. Przyszłość Kościoła wymaga, aby wychowawcami duszpasterzy byli teolodzy wierni wierze: ani ulegli słudzy, ani zadufani w sobie „gwiazdorzy”.

11. Dialog

Bez gotowych do dialogu partnerów, którzy mogą mieć do siebie podstawowe zaufanie, autentyczny dialog nie jest możliwy. Wtedy bowiem „rozmawia się” ze sobą z jednej strony za pomocą represji, z drugiej – protestów, krytyk, publicznych deklaracji czy oskarżeń. W „socjalistycznym obozie pokoju” mieliśmy do dyspozycji takie tylko środki. Komu natomiast dzisiaj służy wołanie o „totalitarnym” Watykanie – niechby byli doświadczyli tego totalitaryzmu! – poza nieprzyjaciółmi wiary?

Obie strony powinny nie zapominać – i przyznawać to także publicznie – że są tylko ludźmi i w związku z tym mogą popełniać błędy[26]. Niemniej jednak wierni, aby być dobrymi chrześcijanami, potrzebują pewnych linii wytycznych, choćby były one niedoskonałe i mogły podlegać zmianom[27]. Również państwo ustanawia dla swoich obywateli nie zawsze doskonałe prawa. W atmosferze całkowitej dowolności życie ludzkie nie jest możliwe.

Ważną cnotą wszelkiego rodzaju przełożonych jest cierpliwość. Zasadę tę można także odwrócić. Kiedy dzisiaj demokratyczny sposób myślenia oddziaływanie i krytykę skierowane od dołu ku górze uważa za coś normalnego, my, chrześcijanie, powinniśmy tym bardziej okazywać tej „górze” cierpliwość i zrozumienie, ponieważ tylko w ten sposób zwiększy się szansa udzielania jej „braterskiego napomnienia”.

W szczególny sposób chciałbym tu zwrócić uwagę na partnerów dialogu dotychczas nie uwzględnianych: duszpasterzy wszystkich stopni. Są oni dla konkretnych ludzi bezpośrednio przeżywanym Kościołem. Wiedzą więcej niż hierarchia i teologia i dwie te instancje powinny ich traktować bardzo poważnie. To oni wiedzą najlepiej, jak wygląda ów sensus fidei, o którym się tak wiele mówi, i jak rozmaite opinie, nurty i dążenia zderzają się ze sobą na gruncie duszpasterskim. Zwykły proboszcz może oddać hierarchii niemałe przysługi, jeśli zachęci się go do mówienia.

12. Napięcia

Historia składa się z ciągu zmian. Niektóre z nich dojrzewają organicznie i spokojnie, inne natomiast dokonują się w atmosferze biegunowych napięć. Napięcia te są w sposób naturalny związane z kondycją ludzką, która zawiera w sobie element braku absolutności. Negatywnej ocenie etycznej winny podlegać tylko te napięcia, które w ostatecznym rezultacie powodują niedopuszczalne szkody w dziedzinie wartości.

W naszym kontekście istnieje wiele dwu- lub wielobiegunowych napięć, które często przebiegają nawet ruchem wahadłowym – zależnie od tego, który człon bierze górę. W naszych czasach przejściowych szczególnie dają o sobie znać następujące biegunowości:
porządek – wolność
struktura – samorealizacja
wierność – rozwój
posłuszeństwo – spontaniczność
przystosowanie – kreatywność
pewność – otwartość
stare – nowe
jedność – pluralizm
prawda – mniemanie

Obie szpalty wykazują pokrewność swoich członów, co m.in. może być uznane za znak czasu i pozwala na swobodniejszą ocenę.

Chcąc zwięźle zarysować dzisiejsze napięcie między Urzędem Nauczycielskim a teologią, trzeba stwierdzić, że występuje ono między następującymi biegunowymi wartościami:

prawda wiary
swobodne poszukiwanie prawdy
jedność Kościoła
odnowa soborowa Kościoła

W przypadku idealnym oba bieguny komplementarnie się uzupełniają, czasami możliwe jest ich istnienie paralelne, częstokroć jednak nie daje się uniknąć konfliktu.

13. Konflikty

Konflikty stanowią nieuchronny element życia. Każdy człowiek ma obowiązek bronić nie tylko siebie samego i bliźniego, ale także wartości duchowych. Z powodu wiary toczono też niestety krwawe walki. W Nowym Testamencie czytamy o kontrowersjach i sporach wokół właściwej interpretacji słowa Bożego i surowe ostrzeżenia przed heretykami. Wszystko to świadczy o tym, że dar wiary był bardzo wysoko ceniony.

­
Pismo Święte napomina, aby konflikty i nieporozumienia rozwiązywać pokojowo. Zaleca cnoty, które powściągają właściwą ludzkiej naturze wojowniczość. Jest tam także mowa o działaniu kościelnego autorytetu. Jako model rozwiązywania wewnątrzkościelnych sporów może służyć tak zwany sobór jerozolimski: była to swobodna dysputa przedstawicieli całej gminy, po której nastąpiła decyzja apostołów, przyjęta przez wszystkich jako (kompromisowe) rozwiązanie.

Po upływie dwóch tysięcy lat istnienia Kościoła jego struktura musi wyglądać inaczej niż u jego początków. Były jednak okresy, w których rozmaite problemy teologiczne przedkładano uniwersytetom w celu ich zbadania i rozwiązania. Po reformacji nastąpiło umocnienie centralnego kierownictwa Kościoła. Dzisiaj przyszedł czas na to, aby zgodnie z duchem Soboru ustanowić nowe, przystosowane do nowej sytuacji struktury dialogu, z uwzględnieniem odpowiedniego udziału teologów oraz przedstawicieli wiernych obojga płci.

Magisterium pozostaje stale w tym dialogu z urzędu partnerem sui generis. Kościół nie jest totalitarnym systemem wodzowskim. Jego Głową jest Pan. Nie jest też demokracją, w której „suwerenny lud jest źródłem wszelkiej władzy” i rozstrzyga o wszystkim większością głosów. Władza, której fundamentem jest Chrystus, pozostaje „inter mundanas varietates” – wśród zmienności świata -w służbie królestwa Bożego.

Czy publiczne akcje protestacyjne wiernych, mające na celu spełnienie ich postulatów, są etycznie uzasadnione? W przypadkach skrajnych, kiedy jakaś poważna sprawa nie powinna być już dłużej przez władzę kościelną niedostrzegana, należy z pewnością odpowiedzieć na to pytanie twierdząco. Również wtedy trzeba się jednak upewnić, czy intencja protestujących jest szczera i czy Boża sprawa nie poniesie nieproporcjonalnie dużej szkody.

14. Kilka słów o metodzie

Wstępnym warunkiem pozytywnego rozwiązywania kontrowersji jest – obok miłości i nadziei – cnota cierpliwości i tolerancji. Idealnym celem jest przekształcenie konfliktu we współpracę.
Stopniowe kroki:
Gotowość zaangażowania: w duchu służby, a nie walki.
Wytyczenie celu: Podobnie jak przy wszelkim działaniu, jest tu konieczne jasne wytyczenie celu pod kątem obiektywnym i subiektywnym.
Personalizacja: Partnera konfliktu można postrzegać dwojako: jako coś złego albo jako człowieka, którego pomimo wszystko szanuje się jako tego innego[28]. Totalitarni i fundamentalistyczni fanatycy muszą tego innego demonizować, aby przesłonić to, co w nim jest wartościowe i móc go bez przeszkód nienawidzić jako „czyste zło”.
Postawa dialogu: Milczenie jest murem, który może sygnalizować obojętność albo nawet wrogość czy nienawiść. Rozmawiając z tym drugim, uznaje się go przynajmniej za możliwego partnera.
Określenie tematu: Treść dialogu powinna obejmować aktualnie palące problemy szczegółowe oraz te aspekty sprawy głównej, co do których można wspólnie dążyć do trwałego porozumienia.
Uwzględnienie kontekstu: Spojrzenie na problem pod kątem jego rzeczowego, osobowego, społecznego, historycznego transcendentnego itd. kontekstu pozwala lepiej go zrozumieć w jego pełni i złożonym charakterze.
Wyeliminowanie emocji: Emocje, uprzedzenia, nastrój i rozmaite momenty irracjonalne czy podświadome stanowią często większe przeszkody niż konkretne fakty i różnice poglądów.
Określenie optimum: Optimum jest to maksimum w ramach tego, co aktualnie możliwe. Należy wkalkulować czynnik czasowy – nie zawsze to, co osiąga się najszybciej, jest najlepsze. Potrzeba cierpliwości, wytrwałości, nadziei, modlitwy, zaufania Bożemu zrządzeniu. „Każdy czas jest czasem Boga”.

Dialog jest w formie idealnej dialogiem równych partnerów. Jeśli w konkretnym przypadku tak nie jest, należy w miarę możności tę nierówność niwelować. W próbie sił trudno jest bowiem znaleźć właściwe wartości. Przy poszukiwaniu prawdy nie ma miejsca dla mentalności walki, lecz potrzebna jest pokorna wola służenia prawdzie, ludziom i królestwu Bożemu.

Dążenie do prawdy i dobra jest jednym z najwznioślejszych celów ludzkości i dotyczy również sfery transcendentnej.

Znamy złotą regułę, którą należy się kierować w sporach dotyczących Boga i Jego darów: In necessariis unitas, in ceteris libertas, in omnibus caritas.

15. Na zakończenie

Wielki odnowiciel Kościoła, papież Jan XXIII, wyznaczył Soborowi program aggiornamenta w ciągłości – nowego sformułowania dawnych prawd. Posługa wierzącym wymaga jednego i drugiego. W nadchodzących, być może trudnych czasach, w których pełna miłości postawa chrześcijan i godny zaufania autorytet papieża winny nieść zagrożonej ludzkości nadzieję i pomoc, będzie to zapewne jeszcze ważniejsze.

Bardzo się cieszę, że wśród biskupów są ludzie myślący teologicznie, a wśród teologów tacy, którzy myślą „po biskupiemu” odpowiedzialnie. Moje szczere podziękowanie wyrażam Kolegom mającym na tyle odwagi i pokory, by bezinteresownie – publicznie i niepublicznie – służyć Urzędowi Nauczycielskiemu i ludowi Bożemu.

Literatura
Scolas, P. (1990), Vérité et tolerance: La Foi et le temps, 5.
Kremer, J. (1993), Konflikte und Konfliktlösungen in der Urkirche und der frühen Christenheit, w: Gründel, J. (red.(, Zwischen Loyalität und Widerspruch, Regensburg.
Rahner, K. (1983; 1989), Dialog und Toleranz als Grundlage einer humanen Gesellschaft, w: „Stimmen der Zeit”, 9.
Bujo, B. (1990), Autorität und Normsetzung, w: „Stimmen der Zeit”, 10.
Gründel, J. (1992), Zurück zum Gehorsam, w: Neuner, P. (red.), In Verantwortung für den Glauben, Freiburg.
Katholische Identität (1994), w: „Concilium”, 5.
Kehl, M. (1993), Das Problem der „partiellen Identifikation”, w: tenże, Die Kirche, Würzburg.
Mieth, D. (1994), Die Morallehre der Kirche und der Glaubenssinn des Volkes Gottes, w: „Diakonia”, 5.
Schürmann, H. (1993), Immunschwäche – Die Situation des Christentums am Ende des 2. Jahrtausends, w: Erneuerung in Kirche und Gesellschaft II.
Lauter, H.J. (1994), Bricht die katholische Kirche auseinander?, w: „Pastoralblatt”, 12.
Wanke, J. (1995), Chancen und Grenzen des Dialogs in der Kirche, w: Neue Herausforderungen – bleibende Aufgaben, Leipzig.
Mádr, O. (1992), Tolerance v kontextu etiky, w: Slovo o této dobĕ, Praha.

przeł. Juliusz Zychowicz


[1] Styczeń 1993.
[2] Kardynał Simonis 1994.
[3] Kaufmann, G.D. (1987), Theologie für das Nuklearzeitalter, 88.
[4] Biblistyka.
[5] Max Weber: „Władza jest to zdolność pewnych jednostek i grup oddziaływania w pożądanym kierunku na zachowanie innych nawet wbrew ich oporowi”. Cyt.: „Diakonia” 1989, 2, 106.
[6] 1 Tm 6,20.
[7] „Nos sumus Ecclesia docens!”.
[8] Łk 14,23.
[9] A także do absolutnej wiedzy i do absolutnej mocy.
[10] 1 Tm 5,1n.
[11] Ekonomia zbawienia, ekumenizm, inne religie, niewierzący.
[12] Podobnie jak jeszcze dziś w islamie.
[13] Hasło husytów brzmiało: „Prawda Pana zwycięży”.
[14] „Cała wiara bez skreśleń”.
[15] Por. Jk 1,20.
[16] Por. nacisk, jaki Biblia kładzie na cierpliwość, miłosierdzie itp.
[17] Por. Celsus, Digesta 50,17,185.
[18] 1 Kor 13,9.12.
[19] Augustyn.
[20] Parafii, Kościoła partykularnego, Kościoła powszechnego.
[21] W skali światowej mogłoby to nasuwać pytanie, czy np. to, co rozwija się w Europie, nie może mieć ujemnych skutków na innych kontynentach.
[22] J 17,21.
[23] Podobno istnieje już ponad 20 000 Kościołów z prawem do autonomicznej interpretacji Biblii.
[24] Kościół.
[25] Paweł i Jan.
[26] Wyjąwszy przypadki oficjalnej dogmatyzacji.
[27] Por. J. Wanke.
[28] Jako bliźniego – kogoś stworzonego i kochanego przez Boga.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata