70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Operacja na przepuklinie

Dekret prezydenta Nigru z sierpnia 2007 roku, kraju w zachodniej Afryce, żyjącego z pomocy międzynarodowej i wpływów z wydobycia uranu, oddał władzę w połowie kraju – regionie Agades, w ręce wojska i policji. Ponad dwa lata wojny w górach Aïr, gdzie liczbę ludności szacowano nawet na 100 tys. (głównie Tuaregów), obróciły północną część, jednego z najbiedniejszych i najsłabiej rozwiniętych krajów świata, w ruinę.

Tuaregowie giną, kończy się ich żywot.

Ryszard Kapuściński, Heban

Modlący się w stronę Mekki żandarmi nie zwrócili na nas uwagi jak ciężarówką wjechaliśmy do pierwszej nigerskiej wioski, między Dori w Burkina Faso a Téra w Nigrze. „Burkina jest biedna – wskazał Martin, który jedzie do znajomych w Nigrze, na glinianą chatkę pograniczników, gdy czekamy na pozwolenie przejazdu – ale u nas czegoś takiego na żadnej granicy nie widziałem”. W tej południowo-zachodniej części Nigru od 2004 roku kanadyjskie firmy wydobywają złoto.

Początek września 2007 roku. Za Dosso, na południu kraju, idąc za radą Nigerczyka pracującego w polu, złapałem ciężarówkę. Chciałem się wydostać na wschód, a kiedy zacznie się ramadan, na północ. Wtedy ma ucichnąć rebelia koczowniczych Berberów Sahary – Tuaregów. Zwyczaj, kiedy mówiący językiem tamaszek Tuaregowie, w tym miesiącu „niechają napaści i przestają niepokoić karawany” zauważył już w XIV wieku podróżnik Ibn Battuta. „Nawet rozbójnicy berberyjscy, skoro znajdą jakowąś rzecz na drodze w miesiącu ramadan, nie ruszają jej” – pisał w swoim epokowym dziele „Osobliwości miast i dziwy podróży. 1325-1354” (Warszawa 1962, tłum. Tadeusz Majda i Halina Natorf). Ale co zrobi armia Nigru (FAN), zdominowana przez, w większości też muzułmańską, ale osiadłą, ludność południa?

Zatrzymuje się cysterna. Kierowcą jest Tuareg. Obok niego siedzi pomocnik, z czarnoskórego ludu Zarma. Powiedział po francusku, że wiozą środek do materiałów wybuchowych, dla kopalni uranu. Jasnoskóry Tuareg trzyma stronę FAN, ale nie zna francuskiego. Między sobą porozumiewają się w języku hausa.

W północnej części sawanny, przez którą właśnie jedziemy, w średniowieczu powstały wielkie państwa Sudanu Zachodniego. Cały pas Afryki, od Senegalu po Wyżynę Abisyńską, od Sahelu (południowego brzegu Sahary) po lasy tropikalne nazywa się Sudan (od arabskiego słowa asład – czarny).

Największym ich bogactwem było złoto. Znajdowało się ono jednak w południowym Sudanie. Historyk Marian Małowist zwraca uwagę na reakcję łańcuchową. Konsolidacja północnego Sudanu, następowała w wyniku ataków ze strony nomadów z Sahary. Powstałe państwa były jednak zagrożeniem dla swych sąsiadów z południa, skąd grabiły złoto i porywały niewolników. Zapuszczały się również na Saharę, gdzie na obszarze dzisiejszego regionu Agades w Nigrze, w XIV wieku państwo Mali eksploatowało kopalnię miedzi w Tekedda (dziś Azelik), a państwo Songhaj w XVI wieku zajmowało pobliskie góry Aïr.

Tego dnia, wyboistą drogą dojechaliśmy tylko do Dogondoutchi. Mijaliśmy ludzi zasypujących dziury w drodze. Kobieta z garnkiem, gdzie indziej starzec z gałęziami i grupka dzieci z łopatą. Po przejechaniu dziury, ktoś zawsze biegł za cysterną i Tuareg dawał mu trochę franków.

Na noc pozwolili mi zostać w kabinie, a pomocnik rozłożył Tuaregowi łóżko z moskitierą obok cysterny. Na parkingu dzieci chodziły z niewidomymi rodzicami i zbierały pieniądze. Następnego dnia, za Birnin Konni zatrzymuje nas dwóch żandarmów. Mam wysiąść razem z pomocnikiem. Po francusku próbujemy ich przekonać, że jadę tylko na wschód, a nie na północ. Zniecierpliwiony Tuareg przyszedł zobaczyć co się dzieje. Szybko się jednak zorientował, że nie ma wspólnego języka z wojskowymi i tylko nam przytakiwał. W końcu mogliśmy pojechać dalej. Gdy wsiadaliśmy do cysterny, Tuareg wskazał ręką na swój kolor skóry. W Nigrze podejrzewano, że to Francja i Libia podsycają rebelię. Francja straciła monopol na uran – Chiny chcą go wydobywać w Azelik; a Kaddafi w latach 80. XX wieku mówił, że w Libii jest ojczyzna wszystkich Tuaregów. Właśnie co zdezerterował z armii tuareski kapitan, który ochraniał powstającą drugą największą na świecie kopalnię uranu w Imouraren, zarządzaną przez francuską grupę energetyki jądrowej Areva. W konsekwencji Niger wyrzucił jej lokalnego dyrektora.

Jednak Francję i Niger ciągle łączy nie tylko uran, wydobywany od 1971 roku i wspólny język, ale też współpraca wojskowa i w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego. Libia również nie okazała się dla Tuaregów ziemią obiecaną – „Wmawiano nam, że Libia jest naszą ojczyzną, ale Libijczycy i Algierczycy często nami gardzili, co było przykre i bolesne. W Nigrze było o wiele gorzej, była cela, przesłuchania, tortury” – wspomina tuareski muzyk Abdallah Oumbadougou w książce burmistrza miasta Tchirozerine w regionie Agades, Issoufa ag Mahy „Touareg du XXIe siècle” (Brinon-sur-Sauldre 2006).

„Ogromna przepuklina” – tak Francuzi mówili na Niger, który odstawał od zwartego terytorium Francuskiej Afryki Zachodniej. Zaczęli go podbijać w ostatnich latach XIX wieku. W 1901 roku generał Gouraud spotkał w południowym Nigrze Tuaregów. Usłyszał od nich – „Nie żądaj zbyt wiele. Jesteśmy biedni, jesteśmy ludźmi Sahary, mamy tylko powietrze i przestrzeń!” („Zinder – Tchad”, Paryż 1944).

Północ Nigru Francja utrzymywała prawie 50 lat pod władzą wojskową, a resztą kraju rządziła przez dekrety administracyjne. Francuzi stłumili w Nigrze kilka powstań, w tym rebelię Tuaregów w górach Aïr. W grudniu 1916 roku Kaocen zajął Agades i prawie trzy miesiące oblegał francuski garnizon, zanim posiłki z Zinder odbiły miasto. Na rozkaz Francuzów, wszystkich marabutów (pobożnych muzułmanów) w Agades podczas pacyfikacji ścięto.

Francja nie miała z tej kolonii wielkiego pożytku, do czasu, gdy trzy lata przed uzyskaniem w 1960 roku przez Niger niepodległości odkryto złoża uranu, na zachód od gór Aïr. Niezadowolenie Francji z chęci renegocjacji jego ceny przez Niger w 1974 roku, uważa się za jeden z powodów zamachu stanu i objęcia władzy przez dowódcę armii Seyni Kountché. Do dzisiaj władzę w Nigrze sprawują ludzie, którzy wyszli spod jego skrzydeł. Kountché pozbywał się sukcesywnie konkurentów ze swojego otoczenia, a wielu Tuaregów musiało emigrować do Libii i Algierii. Mamadou Tandja, członek pierwszej ekipy wojskowej, która rządziła Nigrem oddelegowany do prefektury i na pozycję ambasadora miał jednak okazję zdobyć kapitał polityczny. Przywrócony do łask po śmierci Kountché, jest ministrem spraw wewnętrznych, gdy w 1990 roku armia zabija kilkaset osób w Tchin-Tabaradene – Tuaregów protestujących przeciwko aresztowaniom. Kiedy próby z demokracją się nie powiodły, władzę objął dowódca armii Ibrahim Mainassare Baré (przez zwolenników nazwany „IBM”), do którego Kountché miał zaufanie. „IBM” zaangażował się w pojednanie narodowe, jednak po trzech latach, w 1999 roku grupa niższych rangą oficerów zabija go na lotnisku. Tandja wygrywa wybory prezydenckie i teraz sam, pod przykrywką demokracji, usuwa niewygodnych ludzi, a pieniądze z uranu, zamiast na rozwój regionu Agades, wykorzystuje do prowadzenia wojny.

Jedni uważają, że Tuaregowie powinni się przystosować do „cywilizacji ludzi osiadłych”, skazując ich często na życie w slumsach. Inni idą za słowami włoskiego reportera Tiziano Terzaniego, że „bogactwo ludzkości leży w różnorodności. Dlaczego Tuaregowie muszą koniecznie nosić kalesony? Pozwólmy im przecież zostać Tuaregami!”. Naturalista Théodore Monod i geograf Edmond Bernus, dla których Sahara była częścią życia, solidaryzowali się z Tuaregami. Jednak ci uczeni zmarli kilka lat temu. Obecnie angielski antropolog Jeremy Keenan, mówi o krytycznej sytuacji w Nigrze, ale jest to jeden z nielicznych głosów ze świata nauki.

W lutym 2007 roku, grupa dowodzona przez Tuaregów poszukiwanych przez władze za actes de banditisme i dezercję z armii, zaatakowała garnizon wojskowy w Iferouane, największej miejscowości w górach Aïr. W marcu do grupy wstępuje Aghali ag Alambo – były rebeliant i podprefekt Arlit, miasta, w okolicach którego Areva zarządza kopalniami uranu. Dzięki nim Niger jest jednym z głównych producentów uranu na świecie. Powstaje Ruch Nigerczyków na rzecz Sprawiedliwości (MNJ). Alambo zostaje jego prezydentem. Z Iferouane uciekają wszyscy mieszkańcy. FAN tworzy tam bazę wojskową. MNJ chce większego udziału w zyskach z wydobycia uranu dla marginalizowanego przez władze regionu Agades, gdzie jedna osoba przypada na dwa kilometry kwadratowe.

Kiedy amerykańskie wojska w 2003 roku wchodzą do Iraku, Chiny ogłaszają plan wybudowania ponad 30 reaktorów jądrowych. Podobne chęci mają Indie, Rosja i Korea Południowa. Areva, światowy potentat w tej branży, w Chinach wybuduje kilka nowych elektrowni. Rok 2007 jest szczytem kolejnego, po ostatnim w latach 70. XX wieku, boomu uranowego. Niger zaczął wydawać pozwolenia na poszukiwania złóż, na obszarach pasterskich, zagranicznym firmom. Tuaregowie widzą nadzieję wyjścia z odwiecznej biedy, ale też zagrożenia dla środowiska w którym żyją.

Gdy zaczęło się ściemniać, kierowca busa się zatrzymał. Każdy z pasażerów szukał miejsca na poboczu drogi, żeby spędzić noc. Bardziej przezorni mieli pod ręką koce. Znalazłem małą ławkę. Ali dostawił drugą. Zaproponował herbatę z pobliskiego stoiska. Jest byłym wojskowym. Wraca do domu niedaleko Zinder. Całą drogę kurczowo trzymał przy sobie pudełko z odtwarzaczem DVD. Służba w armii pozwoliła mu poznać cały kraj. „Dlaczego rząd nie chce rozwiązać rebelii drogą pokojową i zgodzić się na podział zysków z uranu” – dziwi się. O świcie jedziemy dalej.

Issouf ag Maha latem 2007 roku jest we Francji. W książce „Touareg. Le destin confisqué” (Paryż 2008), napisze: „Każda osoba aresztowana poza obszarami miejskimi jest od razu zabijana. Nigdy w historii Nigru nie widziano takiej postawy. 11 września 2007 roku ogłosiłem moje wstąpienie do MNJ i dołączyłem do komórki politycznej w Europie”.

W Diffie kupuję bilet, na autobus następnego dnia o 5 rano, do Zinder. Na nocleg zabiera mnie do siebie poznany Nigerczyk. Dostałem materac, a w pokoju obok jego dzieci spały pod moskitierami. Mimo, że w tym domu, oprócz materaców i motocykla, prawie nic innego nie ma, te dzieci mają coś więcej niż przeciętny mieszkaniec tego kraju. W domu jest prąd i kran z wodą na podwórzu. We Francji, prawie co trzecia żarówka świeci dzięki uranowi z Nigru, a kopalnie w regionie Agades pobierają wodę z jedynego źródła jakim są wody głębinowe, współcześnie nie zasilane, w takich ilościach, że za 40 lat w regionie nie będzie wody. Kiedy uran w Nigrze się skończy w połowie XXI wieku, odejdzie z nim pasterstwo Tuaregów.

Obudziłem się po planowanym odjeździe, a był to jedyny autobus tego dnia. Zebrałem się i wybiegłem na główną ulicę miasta. Ludzie z autobusu chodzili już po okolicznych domach i pytali się o mnie. „Adam, gdzie byłeś – zawołał kierowca. – Szukaliśmy ciebie. Nie mamy czasu”. Chwilę później odjechaliśmy.

Autobus miał kilka awarii po drodze. Kiedy poszła rura wydechowa, wyszliśmy na pobliskie pole. Część pasażerów, głównie kobiety z dziećmi, została zabrana do najbliższego miasta przejeżdżającą ciężarówką, by tam oczekiwać na nasz autobus. Naprawa trwała dwie godziny. O zmroku dojechaliśmy do Zinder, drugiego największego miasta w Nigrze, a była już połowa września i zaczynał się ramadan.

Rano jest komplet osób do busa, głównie Tuaregów. Jedziemy do Agades, oddalonego o 450 km. Za miastem pierwsza kontrola dokumentów przez policję. Kilka kilometrów dalej tzw. bariera żandarmerii. Znaleźli u mnie aparat fotograficzny. Każą wszystkim wysiąść.

– Pan niech zostanie – usłyszałem od żandarma, który wsiadł z bronią.

Oprócz mnie została jeszcze starsza Tuareżka, która miała problem z opuszczeniem busa z racji swojego wieku. Zawracamy na żandarmerię w Zinder. Zabierają paszport. Po kilkudziesięciu minutach odprawili bus na barierę i zwrócili mi pieniądze za bilet. Mam czekać.

Po południu jedziemy na Policję.

– To już tylko formalność – zapewnia żandarm.

Zaciągają mnie do pokoju na parterze. Oprócz Nigerczyka za biurkiem zostaje tu jeszcze jeden inspektor.

– Wszystko z plecaka na podłogę! – rozkazał najwyższy rangą policjant tutejszej komendy, na którego mówią patron – Masz coś dużo książek o Nigrze… – zamyśla się przeglądając materiały, które kupiłem w stolicy Niamej. Trafia na gazety. Przegląda okładki: Sahel Horizons z 29 sierpnia – „Zerwanie z Kaddafim i Arevą. Sen czy rzeczywistość?” oraz „Nouhou Arzika: Opcja wojenna” (Arzika chce zmobilizować bezrobotnych ludzi ulicy i wesprzeć armię). Libération z 30 sierpnia – „Północny Niger – Zamęt”.

– Dlaczego jechałeś do Agades?

– Jestem studentem, chciałem poznać geografię Nigru.

– Geografię Nigru możesz sobie studiować w Polsce, ale nie w Nigrze! – wykrzyknął i zaczęło się przesłuchanie. – Ile wziąłeś pieniędzy jak wyjeżdżałeś?! Kto Ciebie finansuje?! Jaką trasą jechałeś?!

Kiedy chciałem, żeby się przedstawił z imienia i nazwiska, powiedział, że to on zadaje tutaj pytania:

– Jeżeli będziesz sprawiał problemy, będzie to trwało długo… – ostrzegł.

Po ponad godzinie przepytywania kazał zebrać wszystko z podłogi i rozsiadł się w fotelu. Zdążył przesłuchać kawałek Marleya „Exodus” na swojej komórce.

– Dostaniesz na noc materac i masz czekać! – usłyszałem.

Są tutaj trzy cele. Dwie z jednej strony, między którymi jest kantorek strażników i jedna naprzeciwko, granicząca z ulicą. Posadzili mnie na ławce pośrodku. Zaczyna się ściemniać. Do Nigerczyków z cel, przeważnie nastolatków aresztowanych za drobne przestępstwa, przychodzą matki. Siadają pod celami na krzesłach i rozmawiają między sobą, podczas gdy strażnik co jakiś czas wypuszcza ich synów na kilka minut. Mogą porozmawiać i zjeść to co im one przyniosły. Noc spędziłem na materacu rozłożonym między celami. Tutaj też zaparkowanych było kilkadziesiąt skonfiskowanych motocykli. Te lepsze, z naklejkami Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju, używali policjanci.

Następnego dnia zabierają mnie i ośmiu chłopaków z jednej z cel na pobranie odcisków palców. Jak wychodzą widzę, że ich cela ma około dwa na dwa metry. Drzwi do niej otwierały się tylko gdy wynosili wiadro z odchodami, jak przychodziły matki i teraz.

Jeden z nigerskich inspektorów jest katolikiem, ale zorientowałem się, że to Patron tutaj rządzi. Wielki reporter niemiecki Heinrich Barth, który przemierzył góry Aïr w 1850 roku, długo nie mógł zapomnieć rozmów z muzułmańskim uczonym Hadż Mohamedem Omarem. „Ostatniego dnia mojego pobytu w Agades – zanotował Barth w swoim dzienniku– wrócił do tematu religii i zapytał mnie, w sposób wyrażający wielkie zdziwienie, jak to się stało, że chrześcijanie i muzułmanie byli tak zawzięcie nastawieni przeciwko sobie, mimo, że ich wiary, w podstawowych zasadach, tak bardzo były zbliżone. Odpowiedziałem, że według mnie powód leży w tym, że większość chrześcijan i muzułmanów zwracała mniejszą uwagę na dogmaty swojej wiary, niż na zewnętrzne sprawy, które mają bardzo mało lub żadnego związku z samą religią. (…) Wzajemnie zadowoleni naszą rozmową, z żalem się rozstaliśmy.”

Trzeciego dnia rano mija 48 godzin od zatrzymania na barierze. Mówię o tym przechodzącemu inspektorowi. Nie może powiedzieć dlaczego mnie trzymają, ale jeżeli podejrzewają o atteinte à la sureté de l’Etat (atak na bezpieczeństwo państwa) to nie muszą mi nic mówić przez miesiąc!

Dzwonię do polskiej ambasady w Trypolisie (Niger jest w gestii placówki dyplomatycznej w Libii). Kiedy mówię, gdzie leży Zinder, słyszę za plecami głos Patrona. Po chwili strażnik wyrywa mi telefon komórkowy i prowadzi do kantorka.

– Wszystko z kieszeni na stół! Ściągaj buty! – rozkazuje.

Zaciągnęli mnie do celi naprzeciwko. Strażnik już zakładał kłódkę na drzwi, ale spojrzał na mnie i wszedł znowu do środka.

– Zegarek i okulary! – zażądał i wyciągnął rękę.

– Tylko nie okulary, s’il vous plaît! – zacząłem błagać. Przyszedł drugi strażnik i przekonał go, żebym mógł je zatrzymać.

Właściwie nie jest to cela, ale klatka długa, szeroka i wysoka na mniej więcej dwa metry. W środku czarnoskóry Tuareg i dziesięcioletni chłopiec Aliou. Tuareg siedzi tu już od prawie tygodnia. Jest handlarzem i wrobił go wspólnik. Codziennie biorą go na przesłuchania, ale nic z nich nie wynika. Mówią mu to samo co mi, że jeszcze tylko coś wydrukują, i po południu będzie wiadomo. Po południu, okazuje się, że dopiero rano. I tak w kółko. Aliou zamknęli, bo nie chciał chodzić do szkoły, nawet koranicznej.

Kiedy dotarło do mnie gdzie się znalazłem, postanowiłem sforsować drzwi, które były nienajlepszej jakości. Chciałem się znaleźć tam gdzie byłem przed chwilą, czyli też na ograniczonej przestrzeni, ale jednak większej niż niecałe 4 metry kwadratowe. Strażnik widząc moje zamierzenie, wskazał tylko na cele po drugiej stronie. Tam, przez mały otwór w masywnych drzwiach, widać było wpatrujące się w nas czyjeś oczy. Tutaj nie było wiadra z odchodami, także, gdy strażnik się zgodzi, można liczyć na chwilowe wyjście z celi za potrzebą.

Około południa Tuareg poprosił nas, żebyśmy się przesunęli. Chciał się pomodlić. Za kratami widzę, że strażnik rozkłada dywanik i zwraca się w tym samym kierunku.

Strażnicy ogłosili, że wypuszczą każdego, kto wpłaci kaucję 8000 franków (około 12 euro). Ale nie dotyczy to naszej celi. Z niej za kaucją się nie wychodzi. Doszedł nas głos jednego nieszczęśnika z naprzeciw, że nie tylko nie ma na kaucję, ale też od dwóch dni nic nie jadł. Nie wywołało to żadnego wzruszenia wśród strażników. Na wolność wyszło kilka osób.

Wieczorem, Mohamed, który tego dnia też znalazł się w naszej w celi, gdyż miał „sprzedać komuś kradziony telefon komórkowy”, powiedział po arabsku khubz, co znaczy chleb, gdy zobaczył przyjaciela Tuarega niosącego nam jedzenie. Wcześniej posiłkiem dzielili się ze mną strażnicy, teraz w celi musimy liczyć na współtowarzyszy niedoli. Kto nie ma bliskich ten głoduje.

Jaka to wielka strata czasu. Bariery, arbitralne aresztowania. Kradzież czasu i ziemi. Straconego czasu nigdy nie można odzyskać. Nigerczyk i tak nie ma go za wiele, żyje średnio 45 lat. Zmarnowany czas na przesłuchania i brak słuchania, zamiast na słuchanie, próbę zrozumienia i porozumienie zwaśnionych stron.

W środku nocy wrzucili do celi młodego Nigerczyka. Ułożył się koło nas na betonie. Po pewnym czasie zdjął koszulę. Leżąc, co kilka minut się nią uderzał, próbując odgonić komary.

Przed świtem otworzyli celę. Na zewnątrz stoi czterech policjantów z bronią automatyczną. Mam wyjść. Pojedziemy do Niamej.

– Do zobaczenia! – powiedział Tuareg podając mi rękę.

– Powodzenia! – uściskałem go i przeskoczyłem nad leżącym chłopakiem.

Zajechaliśmy na dworzec autobusowy. Abdou – policjant, z którym pojadę, zagadał kierowcę, by ten zajął dla nas przód autobusu. Przed nami prawie 1000 km do stolicy. Drogą, w miejscu której jeszcze na początku XIX wieku, geografowie w Europie uważali, że rzeka Niger płynie na wschód, w kierunku Nilu. Szkot Mungo Park przed wyruszeniem na wyprawę w 1805 roku, nie wykluczał nawet, że Niger i Kongo to jedna rzeka, ale dopiero wyprawa braci Lander w 1830 roku rozwiązała problem Nigru. W połowie XIX wieku Europejczycy zaczęli używać chininy w profilaktyce malarii, co było kluczowe dla podboju wnętrza Afryki.

Na każdym przystanku szukam telefonu, ale Abdou nie odstępuje mnie na krok. Przed Dogondoutchi, około 300 km od Niamej zwracam uwagę na góry stołowe w oddali. Powiedział, że jeszcze tu kiedyś przyjadę. „Kiedyś” – jest to pierwsze określenie, odnoszące się do przyszłości, które słyszę od czterech dni.

Trzy miesiące później zostaną tutaj aresztowani francuscy dziennikarze Thomas Dandois i Pierre Creisson. Po zrobieniu reportażu z północy Nigru dla telewizji Arte, wyjechali z Zinder o trochę późniejszej godzinie niż my, dlatego w tym miejscu gór stołowych mogli już nie widzieć. Postawieni przed prokuratorem usłyszą oskarżenie o atteinte à la sureté de l’Etat. Grozi za to kara śmierci.Według kodeksu karnego w Nigrze podlegają jej „wszystkie osoby, które dają uzbrojonym bandom wsparcie techniczne, finansowe, materialne lub inne”.

– „Kara śmierci? Za reportaż?” – zdziwił się Dandois.

– „Kara śmierci nie jest zniesiona w naszym kraju – sprecyzował prokurator – Może będzie to przedmiotem jakiegoś reportażu w przyszłości”.

Ich zwolnienie z więzienia po miesiącu, czyli po okresie dwa razy dłuższym, na jaki mógł sobie pozwolić w czasach kolonialnych francuski administrator, żeby aresztować arbitralnie Nigerczyka, stanowiło część pakietu porozumienia między Arevą i Nigrem o wydobyciu uranu. Po okresie napięcia, Areva zapewniła sobie przychylność Tandji w sprawie kopalni Imouraren.

Wieczorem jesteśmy na Policji w Niamej. Czeka na mnie cela. Na podłodze leżą trzy maty z liści palmowych. Jest tutaj chłopak, którego deportowano do Nigru „za sprawę kryminalną”. Wsadzono go do samolotu tak jak stał – w kurtce i z kopertą z dokumentami. Marzy o pracy dla firmy górniczej, na przykład Arevy, ale nie w Nigrze. Tu nie widzi przyszłości, a deportacja popsuła jego plany. Przeżywa pobyt tutaj, mówi:

– To mój kraj, a pierwsze co jak tu przyjechałem, to wsadzili mnie do celi!

Strażnicy zaproponowali nam obejrzenie z nimi filmu. Właśnie dostali odtwarzacz DVD. W nocy słyszałem odgłosy strzelaniny dobiegające od ich telewizora – film akcji. Jednak o prawdziwej wojnie, tej kilkaset kilometrów stąd, w telewizji się nie mówi.

Nigerczyka na noc wzięli do innej celi, gdzieś w środku budynku. Rano wrócił przerażony i pogryziony przez komary, ale tego samego dnia go zwolnili. Do celi wszedł Abdou. Powiedział, że tutejszy dyrektor jeszcze się nie zabrał za moją sprawę. Może to potrwać z dwa, trzy dni. On wraca do Zinder.

Mogłem czekać przed celą, zaraz przy jej drzwiach. Przewijali się tędy różni ludzie. Nigerczycy z zaciekawieniem, ale też z zaniepokojeniem zagadywali strażników o „białego”. Europejczycy, będący przejazdem w Nigrze lub mieszkający w Niamej, w pośpiechu załatwiali swoje sprawy i nie spoglądali w stronę celi. Z poczucia osamotnienia obudziły mnie słowa pewnego pułkownika.

– Pochodzę z Indii – przedstawił się.

Przeszliśmy na angielski i wyjaśniłem w jakim położeniu się znajduję. Z uwagą mnie wysłuchał.

– C’est dommage! – powiedział zasmucony, na co strażnicy przytaknęli. – Chyba można stąd dzwonić? – zwrócił się do nich po chwili. Strażnicy nie wyrazili sprzeciwu i Pułkownik podał mi swój telefon.

Skąd znasz Pułkownika – dziwili się strażnicy z kolejnej zmiany. Gdy przed nim salutowali, on kiwał do mnie porozumiewawczo. Zmieszani, pozwolili mi usiąść obok nich na ławce i wieczorem podzielili się jedzeniem. Na noc zostawili otwarte drzwi do celi.

Szóstego dnia od zatrzymania, przed południem przyszedł po mnie inspektor. Idziemy do Dyrektora. Siedząc za biurkiem, mówi:

– Właśnie dostaliśmy faks z ambasady Francji [przedstawiciela Unii Europejskiej w Nigrze]. Pytają się o polskiego studenta.

Oddali mi rzeczy i dwie godziny później odstawili na granicę z Burkina Faso.

W tym samym dniu, Moussa Kaka, nigerski dziennikarz Radio France Internationale, za relacjonowanie tego co się dzieje w górach, trafił za kratki. W Nigrze zabroniono debat o sytuacji na północy kraju.

MNJ w czasie ramadanu zaprzestał ataków. Armia i służby bezpieczeństwa Nigru kontynuowały arbitralne aresztowania i tortury ludności. Coraz więcej osób, nie widząc innego wyjścia, wstąpiło do MNJ. 2 października 2007 roku rządowy dziennik Le Sahel podał, że pułkownik Maliki Boureima został mianowany inspektorem armii lądowej. To jego wyznanie w 1991 roku (jeszcze jako kapitana), jak mordował Tuarega, przyjęte aplauzem, dało podwaliny pod poprzednią rebelię.

Zamiast skonfiskowanego reportażu telewizyjnego, Dandois i Creisson napisali książkę. „En territoire interdit” (Paryż 2008) przeniknięta jest zdziwieniem, które gna na północ Nigru każdego reportera – jak to możliwe, że wystarczy dekret prezydenta, by odciąć ponad 300 tys. ludzi, połowę obszaru 13-milionowego państwa, od reszty świata? Francja wydobywa tam uran, z którego pieniądze idą na finansowanie armii i policji Nigru. Chiny oferują za niego jeszcze więcej pieniędzy, a także chcą wydobywać ropę naftową na wschodzie kraju, który w 1936 roku przemierzał polski podróżnik Kazimierz Nowak.

W marcu 2008 roku dostałem e-mail od jednego z Tuaregów. Właśnie wyszedł z celi, po sześciu miesiącach. Pisze: „(…) byłem aresztowany przez niesprawiedliwość. (…) wiele kobiet z Agades jest aresztowanych (…), inni uciekli z kraju”.

29 marca, tuareski przedstawiciel oficjalnie poinformował Narody Zjednoczone o ludobójstwie dokonywanym przez armię Nigru. Według organizacji Human Rights Watch, FAN dopuszcza się zbrodni wojennych.

W kwietniu, kolejny e-mail od Tuarega: „Starsi ludzie, którzy zostali, poszli w góry, w stronę MNJ, bo się czują z nimi bezpieczniej. Armia nie zostawia nic za sobą. Co jest poważne – klasa polityczna jest współwinna. Żadna deklaracja, żeby zakończyć masakry w regionie, nie wychodzi ze Zgromadzenia [Narodowego]”.

E-mail z sierpnia: „(…) opuściłem definitywnie Niger”.

W połowie 2008 roku, sekretarz generalny ONZ mianował specjalnego wysłannika, kanadyjskiego dyplomatę Roberta Fowlera, w celu znalezienia rozwiązania kryzysu w Nigrze. Naciski Fowlera w 2000 roku, na skuteczniejsze działanie sankcji przeciwko „krwawym diamentom” Savimbiego w Angoli, przyczyniły się do zakończenia tamtejszej wojny. W grudniu 2008 roku, w drodze do kopalni złota, kilkadziesiąt kilometrów od Niamej, został porwany. I cisza trwa dalej.

W tekście wykorzystano cytat z książki Tiziano Terzaniego „Das Ende ist mein Anfang”(Monachium, 2008, s. 298, tłum. C. Rhein) i Henry Bartha “Travels and Discoveries in North and Central Africa. 1849-1855” (Nowy Jork 1857, vol. 1, s. 359).

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata