70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Od powietrza, głodu, ognia i wojny…

Na tle innych okresów historii pokolenia urodzone po drugiej wojnie światowej są wyjątkowo szczęśliwe. Stara pieśń błagalna „Od powietrza, ognia, głodu i wojny zachowaj nas, Panie” wydaje się odległa od realiów współczesnej Europy. Wprawdzie podczas pierwszej połowy XX wieku dwie wojny światowe oraz komunizm pochłonęły setki milionów ofiar, to jednak w ciągu ostatnich 64 lat Europejczycy żyli w pokoju, a ci spoza bloku sowieckiego – w szybko rosnącym dobrobycie.

Systematyczna i wydajna praca w dobrze funkcjonującym systemie politycznym i ekonomicznym przynosiła pożądane efekty. W 12 najbogatszych krajach Europy wartość dochodu na głowę mieszkańca ciągle rosła po 1945 roku,  z niewielkimi zachwianiami na początku lat siedemdziesiątych (kryzys paliwowy) oraz na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Mieszkania, a potem domy i samochody, stabilna i godziwie wynagradzana praca, opieka zdrowotna na wysokim poziomie, zabezpieczenie na starość i na wypadek kalectwa – wszystko to stawało się dostępne rosnącej liczbie mieszkańców krajów uprzemysłowionych Europy Zachodniej, ale także Ameryki Północnej, Japonii czy Australii. Bezrobotnych nie było wielu, mogli oni liczyć na pomoc państwa, a osoby starsze na godne emerytury pozwalające na podróże po świecie. Renesansowe hasło carpe diem stało się bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Bogate społeczeństwa zaspokoiły podstawowe potrzeby materialne, przykładając coraz większą wagę do indywidualnego rozwoju osobistego, samorealizacji, ochrony środowiska[1] .

Nie dostrzegamy miecza Damoklesa 

Szczęśliwe pokolenia ostatniego półwiecza bagatelizowały zagrożenia wynikające z działania sił natury lub człowieka. Machiavelli pisał: „Najczęstszy ludzki błąd – nie przewidzieć burzy w piękny czas”. Zagrożenia istnieją i dziś. Wzrasta nawet ich skala i zasięg.

Aktywna obecność 6,7 miliarda ludzi, „rozpychających się” w środowisku naturalnym[2], niesie zagrożenia. Przed 10 tysiącami lat zamieszkiwało naszą planetę zaledwie 5–10 milionów ludzi, a więc mniej niż dziś mieszka tylko w jednym z 26 megamiast, o liczbie mieszkańców przekraczającej 10 milionów.

Jeszcze silniejsza od dynamiki wzrostu liczby ludności okazała się dynamika wzrostu produktu globalnego brutto, produkcji energii czy emisji dwutlenku węgla. Człowiek, jak jeszcze nigdy dotąd, ma wpływ na sprawy globalne – na procesy przenoszenia energii i materii, na skład atmosfery, na bieg rzek, na wielkoskalowe pokrycie powierzchni Ziemi. Za sprawą człowieka nie tylko rośnie potencjał strat, które mogą być wywołane naturalnymi kataklizmami, ale też ryzyko ich wystąpienia. Laureat Nagrody Nobla Paul Crutzen zauważył, że Ziemia przestała być systemem naturalnym2. Ludzkość stała się geologiczną siłą sprawczą, porównywalną z takimi naturalnymi procesami jak erozja czy erupcje wulkanów. Crutzen ochrzcił więc obecną epokę terminem „antropocenu”.

Wiele współczesnych zagrożeń ma globalny zasięg – nie można przed nimi uciec, nawet jeśli przyczyny leżą geograficznie bardzo daleko[3]. Skażenie środowiska w następstwie katastrofy w elektrowni jądrowej w Czarnobylu dostrzeżono na całym świecie, nawet o wiele tysięcy kilometrów od miejsca wybuchu. Fala tsunami na Oceanie Indyjskim, która zdewastowała wybrzeża południowo-wschodniej Azji, spowodowała śmierć tysięcy Europejczyków spędzających Boże Narodzenie w egzotycznych stronach. Polacy również podróżują po całym świecie, bardziej niż kiedykolwiek w historii, czasem stając się ofiarami katastrof i klęsk żywiołowych.

Obecny kryzys finansowy i ekonomiczny dotknął wszystkie kraje, łącznie z tymi, które nie miały nic wspólnego z rozwojem rynku kredytów hipotecznych i skomplikowanych produktów finansowych. Globalizacja oznacza bowiem istnienie naczyń połączonych. Połączone są ekonomia i finanse, więc problemy jednego kraju dotykają wszystkich.

Część zagrożeń, na przykład zdrowotne, wydawała się pokonana. Jednak ludzkość jest wciąż narażona na choroby, znane i nieznane. Mimo ogromnego postępu medycyny i opieki zdrowotnej nie potrafimy przewidzieć, ani tym bardziej kontrolować, mutacji bakterii i wirusów. Świat stał się globalną wioską, więc wirusy przenoszą się z jednego końca świata na drugi w ciągu tygodni. Stąd bierze się paniczny lęk przed pandemią. Boimy się nieznanego – relacje o bioterroryzmie, SARS, „ptasiej” czy „świńskiej” grypie trafiały na czołówki mediów. W latach 1918–1919 wirus grypy „hiszpanki”, o podobnym genotypie i serotypie co wirus grypy „świńskiej” z wiosny 2009, zabił dziesiątki milionów ludzi, przy czym jesienna kulminacja w 1918 roku była silniejsza niż wiosenna.

Tymczasem jednak, wśród przyczyn zgonów w Polsce[4], których w roku 2006 zarejestrowano 96,9 na 100 000 ludności, dominują nieepidemiczne: choroby układu krążenia (46%) oraz nowotwory (ponad 25%, przy czym rośnie względny udział nowotworów wśród przyczyn zgonu). Przyczyny zewnętrzne są odpowiedzialne za prawie 7% wszystkich zgonów, w tym niemal ćwierć przyczyn zewnętrznych stanowią samobójstwa i tyle samo – wypadki komunikacyjne.

Jesteśmy wciąż narażeni na zagrożenia znane od dawna, ale pojawiają się też nowe. Wielki niepokój budzą te ryzyka, które zmaterializowały się podczas pierwszej dekady XXI wieku. Są to, oprócz obecnego kryzysu kredytowego, finansowego, i ekonomicznego, również ataki terrorystyczne o niespotykanej wcześniej skali (zwłaszcza atak na World Trade Center w Nowym Jorku 11 września 2001); kryzys paliwowy, kryzysy giełdowe (np. „pęknięcie bańki mydlanej” giełdowych firm internetowych), kreatywna księgowość. Zagrożenia dotyczą też systemów informatycznych – czyhają wirusy komputerowe i trojany, hakerzy i cyber-terroryzm.

Zagrożenia przekraczają nie tylko granice geograficzne, ale też czasowe. W wielu obszarach kupujemy bezpieczeństwo i komfort, „zamiatając problemy pod dywan”. Od czasu do czasu wracają one jednak w sposób dramatyczny. Konsumpcja w najbogatszych krajach opierała się na zasadzie: kupuj teraz, płać później[5]. W efekcie wartość kredytów hipotecznych osiągnęła astronomiczne rozmiary, np w Stanach Zjednoczonych 14 bilionów (14 x 1012) dolarów[6]. A więc statystyczny obywatel USA (włączając niemowlęta) jest zadłużony hipotecznie na niemal 50 tysięcy dolarów.

Okazuje się, że w dobie spadku cen nieruchomości, zobowiązania płatnicze niejednego z kredytobiorców przewyższają obecną wartość rynkową domu, na kupno, czy budowę którego został zaciągnięty kredyt (w czasie, kiedy domy kosztowały znacznie więcej). To stało się poważnym problemem – nie tylko dla pojedynczego kredytobiorcy i banku, ale z uwagi na masowość zjawiska i wszechobecność powiązań między systemami – dla społeczeństwa amerykańskiego, a w końcu dla całej ludzkości.

Zagrożenia naturalne

Katastrofa naturalna zachodzi na ogół wtedy, gdy zmienne geofizyczne przyjmują ekstremalne wartości na obszarze o znacznym potencjale strat. Inaczej mówiąc, powstają straty jeśli na terenach zamieszkałych przez człowieka, lub o znaczeniu gospodarczym, wieje bardzo silny wiatr, jest bardzo gorąco lub bardzo zimno, czy też pojawia się niszczący nadmiar albo długotrwały brak wody. Nie prowadzi do katastrofy wystąpienie rekordowego upału na bezludnej pustyni, czy też rekordowego mrozu na Antarktydzie.

W ostatnich dekadach zaobserwować można na całym świecie wyraźny wzrost negatywnych skutków społecznych i ekonomicznych powodowanych przez naturalne kataklizmy. Analizy trendów pokazują[7], że straty materialne spowodowane zjawiskami pogodowymi wzrosły 8-krotnie (po uwzględnieniu inflacji) między latami 1960-tymi i 1990-tymi, a więc szybciej niż liczba ludności i produkt globalny. Pojedyncze katastrofy naturalne przynoszą w ostatnich latach straty o wysokości sięgającej dziesiątek miliardów dolarów. Bezpośrednie skutki huraganu Katrina (w roku 2005), który spowodował zalanie Nowego Orleanu, wycenia się na conajmniej 100 miliardów US$. Jest charakterystyczne, że wielkość strat spowodowanych klęskami pogodowymi rośnie bardziej dynamicznie niż np straty na skutek trzęsień ziemi.

Choć Polska nie jest krajem szczególnie narażonym na niszczące katastrofy naturalne (np. w porównaniu z Japonią, gdzie skupione są ryzyka kataklizmów wszelkiej maści), jednak i w naszym kraju występuje szereg zagrożeń. Na terenie Polski nie ma zagrożenia tsunami, ani erupcją wulkanu, bo takowego nie posiadamy. Nasz kraj nie jest jednak wolny od zagrożeń sejsmicznych, czego dowodem są nie tylko liczne mikrowstrząsy na terenach znajdujących się pod wpływem górnictwa. W dniu 21 września 2004 r. zaobserwowane silniejsze wstrząsy na północno-wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej, z epicentrum w regionie Kaliningradu.

W Polsce dominują klęski żywiołowe związane z ekstremalnymi zjawiskami meteorologiczno-hydrologicznymi. Straty są powodowane przez mrozy, fale upałów, susze, pożary lasu, wichury, sztormy, ulewne deszcze, powodzie, gradobicia, obfite opady śniegu, osuwiska, lawiny śnieżne i błotne, mgłę, szadź, gołoledź i uderzenia pioruna. Klęską może być jednak nie tylko nadmiar śniegu, ale także dotkliwy brak śniegu w górach w sezonie zimowym, wyraźnie zmniejszający dochody ludności żyjącej z turystyki.

Katastrofalna powódź w Polsce w lipcu 1997 spowodowała 55 ofiar śmiertelnych i straty materialne o wartości przekraczającej obecne 10 miliardów zł. W latach następnych wystąpiło jeszcze kilka dramatycznych powodzi z ofiarami w ludziach (np. 1998, 2001). Powodzie mniejszej skali zdarzają się częściej. Według GUS, w roku 2005 straty powodziowe wyniosły prawie 220 mln zł, a w roku 2007 sięgnęły 322 mln zł. Podczas długotrwałej i rozległej suszy w roku 1992 zanotowano znaczny spadek produkcji rolniczej oraz liczne pożary lasów. Susze o mniejszym natężeniu wystąpiły także w latach 2003, 2006 i 2008, a fala upałów w lipcu 2006 spowodowała negatywne skutki zdrowotne. Podczas mroźnej zimy 2005/2006 w Polsce ponad 200 osób zamarzło na śmierć. Obfitość śniegu w styczniu 2006 spowodowała zawalenie się dachu budynku Targów Katowickich i śmierć 65 osób. Przymrozki w maju 2007, po ciepłych dniach kwietniowych powodujących bujny rozwój wegetacji, wywołały dotkliwie straty w sadownictwie. Huraganowe wiatry powodują straty w infrastrukturze (zerwane dachy i przewody energetyczne czy telefoniczne) i w drzewostanie (wiatrołomy). „Biały szkwał” na Mazurach 21 sierpnia 2007 spowodował śmierć 12 osób. W roku 2008 zanotowano liczne przypadki silnych, niszczących wiatrów, np. w sierpniu trąba powietrzna spowodowała w województwie opolskim straty, szacowane na 50 mln zł.

Istnieje szereg czynników wpływających na wzrost ryzyka katastrof naturalnych. Rośnie potencjał strat i ekspozycja. Liczne katastrofy naturalne mają związek z ekstremami pogodowymi i klimatycznymi. Stąd wielkie zainteresowanie zmianami klimatu i wpływem tych zmian na zjawiska ekstremalne. 

Ryzyko wynikające ze zmian klimatu

Narasta świadectwo obserwacji zmian klimatu. Globalne ocieplenie nie ulega wątpliwości. Już od dawna każdy kolejny rok należy do najcieplejszych w historii obserwacji. Obecne zmiany klimatu różnią się jednak od wcześniejszych okresów ocieplenia w historii Ziemi. Obserwujemy bardzo wysokie, i ciągle rosnące, atmosferyczne stężenie gazów cieplarnianych (dwutlenku węgla, metanu i podtlenku azotu), powodujące nasilenie efektu cieplarnianego i w konsekwencji – wzrost temperatury. Badając skład pęcherzyków powietrza uwięzionych w głębokich odwiertach stwierdzono, że obecne stężenie dwutlenku węgla jest wyższe niż kiedykolwiek w przeszłości, do jakiej możemy sięgnąć analizując rdzenie lodowe, tzn. 650 000 lat wstecz. Stało się tak, ponieważ człowiek emituje do atmosfery coraz większe ilości gazów cieplarnianych, a poprzez zmiany użytkowania terenu zmniejsza możliwość wiązania dwutlenku węgla przez rośliny.

Zaobserwowano szereg efektów towarzyszących ociepleniu – kurczenie się kriosfery, wzrost poziomu morza i ekstremów pogodowych. Projekcje na przyszłość zapowiadają nie tylko silniejszy wzrost temperatury, ale też inne, niepokojące zmiany. Przewiduje się wzrost ryzyka niekorzystnych zmian w systemach unikalnych i zagrożonych (np. masowe ginięcie gatunków) oraz wzrost ryzyka wynikającego z ekstremów klimatycznych, które staną się częstsze i bardziej intensywne. Rozkład konsekwencji zmian klimatu również budzi niepokój – będą wygrani i przegrani. Kraje rozwinięte mogą skorzystać, ale straci większość krajów rozwijających się. Czym silniejszy wzrost temperatury i intensywność efektów towarzyszących, tym straty, np. w Afryce, będą bardziej dotkliwe. Przy znaczniejszym ociepleniu wygranych może nie być, a zagregowane globalne wskaźniki ekonomiczne wykażą znaczne spadki[8].

Pośród systemów i sektorów szczególnie wrażliwych na zmiany klimatu są niektóre ekosystemy (np. górskie i arktyczne, nadmorskie i rafy koralowe); zasoby wodne na obszarach suchych; rolnictwo w niskich szerokościach geograficznych, oraz zdrowie ludzkie tam, gdzie zdolność do adaptacji jest niska. Szczególne wrażliwymi regionami są: Afryka, nisko położone obszary nadmorskie i wyspy, oraz delty wielkich rzek w Azji i Afryce[9].

W Polsce temperatura przeciętnego roku w latach 2020-tych (określmy ten punkt jako 2025) będzie o ok. 0,3oC wyższa niż obecnie. Oznacza to, że śnieg będzie padał rzadziej, a deszcz w zimie – częściej. Natomiast w lecie czeka nas dużo suchych i gorących dni, a jeśli już spadnie deszcz, to może być tak intensywny, że kanalizacja miejska nie będzie w stanie odprowadzić mas wodnych. Fale upałów przybiorą na sile i temperatury maksymalne częściej przekraczać będą 30, czy 35 oC. Wyższa będzie temperatura wody w Bałtyku, ale poziom morza się podniesie, zagrażając piaszczystym plażom i wysokiemu klifowi.

W kontekście zmian klimatu wracamy do treści starej pieśni błagalnej. Mamy ciągle powody, by obawiać się „powietrza, ognia, głodu i wojny”, a zmiany klimatu mogą spowodować zaostrzenie się problemów.

Termin „powietrze” interpretować można szerzej niż tylko „morowe powietrze” (dawna nazwa zarazy). Również bardziej dosłownie – jako zagrożenia związane bezpośrednio z atmosferą – z falami upałów, silnymi wiatrami, intensywnymi deszczami lub długotrwałym i dotkliwym ich brakiem, czy też z unoszącymi się w powietrzu alergenami.

Ocieplenie klimatu przynosi wzrost wielu zagrożeń zdrowotnych, m.in. z powodu zmiany zasięgu chorób. Wzrasta zagrożenie chorobami przenoszonymi przez kleszcze, których zasięg występowania, wraz z ociepleniem, przesuwa się na północ, a okres zagrożenia wydłuża się. Zagrożenia przynoszą też nowe, migrujące w kierunku północy gatunki roślin. Na Węgrzech istnieją już regulacje prawne zmuszające właścicieli nieruchomości do usuwania obcego gatunku – ambrozji, silnie alergogennej rośliny, która szybko się rozprzestrzenia. Upały w lecie 2003 roku spowodowały w Zachodniej Europie kilkadziesiąt tysięcy dodatkowych zgonów.

Obawiamy się ognia. Pożary lasów zdarzają się często podczas suszy, a ogień trawi również zabudowania. W lecie roku 1992 zanotowano w Polsce niemal 11 900 pożarów lasów, w których spłonęło blisko 43 800 hektarów powierzchni leśnych[10]. W lecie roku 2003, podczas dramatycznej suszy, jaka nawiedziła znaczną część Europy, płonęły wielkie obszary leśne – we Francji, Portugalii i Hiszpanii, a w lecie roku 2007 – w Grecji. We wszystkich tych pożarach ginęli ludzie. Według projekcji klimatycznych, w przyszłości susze nasilą się – będą częstsze i bardziej intensywne.

Szczęśliwie w Europie i w Polsce nie ma klęski głodu (mimo znacznych obszarów ubóstwa i niedożywienia w biednych rodzinach). Jednak liczbę głodujących na świecie ocenia się na ponad 900 milionów. Co sekundę gdzieś na świecie umiera z głodu człowiek, a co 5 sekund – dziecko. Ludzi przybywa na świecie w tempie niemal 100 milionów rocznie, więc dramatycznie maleje ilość wody i powierzchnia gruntów uprawnych na głowę ludności. W miarę wzrostu zamożności ludzi, dieta staje się „bogatsza”. Jednak do wyprodukowania kilograma mięsa potrzeba ponad 10-krotnie więcej wody niż do produkcji kilograma pszenicy. Dostępność wody odgrywać więc będzie krytyczną rolę. Ryzyko głodu rośnie wraz z ociepleniem klimatu i niekorzystnymi zmianami w przestrzennym i czasowym rozkładzie deszczy. Można oczekiwać powstania licznej kategorii uchodźców klimatycznych, opuszczających tereny, gdzie nie da się żyć.

Zagrożenie wojną na świecie też nie minęło, choć – szczęśliwie – Europa wydaje się stabilna i bezpieczna, nawet jeśli Europejczycy, również Polacy, giną w wojnach na innych kontynentach. Być może ludzkość znajdzie sposoby rozwiązywania sporów bez środka ostatecznego – wojny. Może dyplomacja prewencyjna pozwoli uniknąć gwałtownych konfliktów i wojen związanych z wodą[11], ze skutkami zmian klimatu, czy odpowiedzialnością za nie.

Zmiany klimatu są większym zagrożeniem dla krajów rozwijających się niż dla krajów bogatych. Jest tak, mimo, że liczne kraje Trzeciego Świata nie są nawet w najmniejszym stopniu odpowiedzialne za antropogeniczne ocieplenie.

Zabezpieczenia przed zagrożeniami

Zagrożenia naturalne zawsze towarzyszyły człowiekowi. Aby ochronić sie przed zagrożeniami, ludzie migrowali na tereny bezpieczniejsze, budowali ochronną infrastrukturę i rozwijali pomoc wzajemną. Pomoc rodziny, wspólnoty lokalnej i parafii była (i często wciąż jest) najważniejszym źródłem pomocy w przypadku powodzi, pożaru i innych nieszczęść. Rosnąca zamożność powoduje jednak, że ludzie mają coraz więcej do stracenia. Czym bogatsze i bardziej rozwinięte społeczeństwa, tym większe wysiłki (i nakłady), by zminimalizować ryzyko. Katastrofy naturalne (np. powodzie) przynoszą straty zarówno w krajach rozwiniętych jak i biednych. W tych pierwszych, straty materialne mogą być znaczne, ale istnieją też większe możliwości ich kompensowania. Bogatsze kraje mają więcej zasobów, lepszą infrastrukturę i organizację, co pozwala „zamortyzować” szok.

Zapobieganie, obejmujące szereg powiązanych ze sobą działań, ma na celu zmniejszanie prawdopodobieństwa wystąpienia katastrofy, lub zmniejszenie wielkości strat. Jeśli katastrofa już wystąpiła, potrzebna staje się pomoc i kompensacja zniszczonych zasobów. W przypadku zagrożeń naturalnych, a w szczególności w zagrożeń klimatycznych, potrzebne są działania mitygacyjne i adaptacyjne. Podejmując mitygację, zakłada się, że ludzka aktywność powoduje zwiększenie poziomu zagrożeń (i w konsekwencji strat), więc możliwe jest minimalizowanie zagrożeń, poprzez odpowiednie zmiany zachowania człowieka. Mitygację można zinterpretować jako leczenie przyczynowe (niwelowanie „przyczyn choroby”) przez zmniejszenie ciągle rosnących emisji gazów cieplarnianych, „nakręcających” globalne zmiany klimatu). Pojawiają się jednak poważne praktyczne trudności, gdyż skuteczne przeciwdziałanie zmianom klimatu wymaga solidarnej współpracy globalnej. Skomplikowane losy Protokołu z Kyoto (który, nota bene jest dalece niewystarczający do powstrzymania ocieplenia) pokazują ostrość problemów. Ponieważ zmiany klimatu niosą nieuchronne zagrożenia, potrzebna jest adaptacja – działania dostosowujące do skutków zmian klimatu, które powodują zmniejszenie strat i dolegliwości.

Adaptację można uznać za „leczenie objawowe”. Okolicznością utrudniającą podejmowanie działań mitygacyjnych i adaptacyjnych jest duża doza niepewności w oszacowaniach przyszłych zmian klimatu i ich skutków.

Współcześnie, zabezpieczenia przed zagrożeniami sprofesjonalizowały się. Z jednej strony, państwo bierze na siebie wiele obowiązków w tym zakresie. Z drugiej strony, rozbudował się znacznie sektor komercyjnych ubezpieczeń, które powodują rozproszenie ryzyka między wielu ludzi, w przestrzeni i w czasie. Ubezpieczenia znane są od dawna. W Polsce, na Żuławach ubezpieczenia wzajemne istniały już od XVII wieku. Nie miały celu komercyjnego, lecz były formą redukcji ryzyka poprzez budowę wzajemnej solidarności między członkami społeczności. Początkowo ubezpieczenia dotyczyły najczęściej pożarów. Juz w 1757 roku w Poznaniu działała Kasa Ogniowa. Ubezpieczenia dotyczyły też płodów rolnych. Po drugiej wojnie światowej, polskie zakłady ubezpieczeniowe zostały upaństwowione i państwo zaczęło odgrywać rolę gwaranta.

Mimo rozwoju ubezpieczeń nie pokrywają one strat – nawet w krajach bogatych[12] i nie obejmują wielu grup. Podejmuje się próby przygotowania takich form ubezpieczeń, które mogłyby być wykorzystane w krajach biednych i takich, gdzie ubezpieczenia są rzadkością  Rozwój ubezpieczeń nie jest jednak sprawą prostą. W Europie istnieje kilka systemów ubezpieczeń: w niektórych krajach są one dobrowolne, w innych obowiązkowe, zaś jeszcze w innych – dobrowolne lecz wspomagane przez państwo.

Próby rozwoju ubezpieczeń są trudne między innymi ze względu na „efekt uboczny” w postaci „hazardu moralnego”, którego istota polega na tym, że osoby mające świadomość gwarancji kompensacji ryzyka przestają dbać o zabezpieczenie, wiedząc, że jeśli stracą – zostanie im to zrekompensowane[13]. Kazimierz Tarchalski przytacza ciekawy przykład hazardu moralnego, jakim była późnośredniowieczna praktyka handlu odpustami. Jeśli możliwe było kupowanie odpuszczenia grzechów, które pokutnik miał zamiar popełnić w przyszłości, to oczywiście był on bardziej skłonny grzeszyć[14].

W odniesieniu do zagrożeń naturalnych, hazard moralny ma poważne znaczenie i pojawia się w dwóch zasadniczych postaciach. Po pierwsze, w przypadku osób ubezpieczonych (od powodzi, od strat spowodowanych wiatrem, gradobiciem, czy suszą), pewność kompensacji ze strony ubezpieczyciela skłania do ignorowania i bagatelizowania zagrożenia przez ubezpieczonego. Nie podejmuje on działań zmniejszających ryzyko i wielkość strat. Klasycznym przypadkiem są programy przeciwpowodziowe, realizowane w latach 1930-tych w Stanach Zjednoczonych. Po wdrożeniu kosztownego programu zabezpieczeń okazało się, że straty powodziowe wcale nie zmalały. Mieszkańcy dyskontowali bowiem większe bezpieczeństwo i skłonni byli do podejmowania większego ryzyka – np. budując domy na terenach chronionych obwałowaniami, lecz wciąż narażonych na zalanie. Wiara w absolutną skuteczność strukturalnych metod osłony jest jednak nieuzasadniona. Nawet bezpiecznie zaprojektowane (tzn. z zapasem – znacznym marginesem bezpieczeństwa) i doskonale utrzymane urządzenia (np. obwałowania) nie gwarantują ochrony, gdy nastąpi ogromna powódź, o amplitudzie znacznie przewyższającej założenia projektowe. Projektujemy osłonę na określony poziom wody (np 100-letniej, który przekroczony jest, średnio, raz na sto lat), więc nie mamy gwarancji bezpieczeństwa, jeśli zdarzy się większa woda.

Hazard moralny przybiera też inną postać. Gwarancje rekompensat, nawet jeśli są iluzoryczne, skłaniają do przyjęcia założenia, że jakaś pomoc się pojawi – „państwo pomoże”. W efekcie, niska jest skłonność do dobrowolnego ubezpieczania się od strat powodziowych i innych zagrożeń. Pokazują to badania prowadzone na Węgrzech[15], ale podobna sytuacja występuje w Polsce. W efekcie, gdy już dojdzie do katastrofy, szuka się środków w budżecie państwa, by pomóc poszkodowanym. Podejmuje się więc próby skłonienia obywateli do przyjęcia większej odpowiedzialności za swoje bezpieczeństwo. Na Węgrzech wdrażany jest program uzależniający udzielania pomocy powodzianom ze strony państwa od wcześniejszego dobrowolnego ubezpieczenia. W Polsce stosuje się np. dopłaty do ubezpieczeń płodów rolnych. Rozwiązaniem może być wprowadzenie systemu powszechnych i obowiązkowych ubezpieczeń. Jest to jednak trudne politycznie, gdyż oznacza de facto nakładanie nowych podatków. Dodatkowo, w ostatnich latach spektakularne katastrofy (zwłaszcza powodzie) stały się okazją dla polityków, by się pokazać w dobrym świetle, podczas przekazywania pomocy poszkodowanym. Oczywiście, pogłębia to zakres zjawiska moralnego hazardu.

Co dalej?

Badania naukowe pokazują, że prawdopodobieństwo katastrof żywiołowych będzie wzrastać. Obywatele bogatych społeczeństw (Polskę można też tu dołączyć) przyzwyczaili się do wysokiego poziomu gwarantowanych rekompensat i nie są skłonni do ograniczania konsumpcji by zabezpieczać się przez nadchodzącymi zagrożeniami. Być może zmiana tego stanu jest jednym z najważniejszych wyzwań stojących przez społeczeństwami, zwłaszcza w kontekście skutków zmian klimatu. Pewne działania są już podejmowane. Na przykład, Unia Europejska stworzyła Fundusz Solidarności, o budżecie 1 mld Euro, który ma służyć pomocą krajom członkowskim w przypadku wielkich katastrof naturalnych. Jednak zjawisko hazardu moralnego wydaje się raczej narastać niż zanikać.

Dobrostan, jaki pojawił się po drugiej wojnie światowej w bogatych krajach, obejmował nie tylko wymiar materialny, lecz także rosnące gwarancje bezpieczeństwa w wielu obszarach życia. Wydaje się jednak, że bezpieczeństwo było złudne, a dostatek – w pewnej mierze – na kredyt. Systemom emerytalno-rentowym w wielu krajach grozi upadek, systemy ekonomiczne są niestabilne (jak pokazuje ostatni kryzys finansowy), a bezpieczeństwo zatrudnienia staje się iluzoryczne. Dodatkowo, budowa dobrobytu wymagała intensywnej eksploatacji zasobów naturalnych. Zmiany klimatu pokazują, że nie da się tego robić bezkarnie przez długi czas. Choć wolelibyśmy o tym nie myśleć, żyjemy i będziemy żyć z odwiecznymi i nowymi zagrożeniami.


[1] Międzynarodowe badania wartości społecznych prowadzone od lat przez Ronalda Ingleharta pokazują, że wraz z rosnącym PKB na głowę ludności, zmieniają się społeczne preferencje (Inglehart R, 1997, Modernization and Postmodernization: Cultural, Economic and Political Change in 43 Societies, Princeton University Press.

[2] Kundzewicz Z. W. i Kowalczak P. (2008) Zmiany klimatu i ich skutki, Wyd. Kurpisz, Poznań.

[3] Zwraca na to uwagę wielu autorów, przykładowo: Beck U. (1992) Risk society. Towards a New Modernity, Wyd. Sage, Londyn; Giddens A. (1990) The consequences of Modernity, Wyd. Polity, Cambridge.

[4] Rocznik Demograficzny (2008) Zakład Wydawnictw Statystycznych, Warszawa.

[5] Frederick Studemann – Pokoleniu wyżu demograficznego – serdeczne dzięki (Financial Times, www.onet.pl)

[6] Według szacunków Jeremy Rifkina przedstawionych na wykładzie „Leading the way to the Third Industrial Revolution” (Wskazując drogę do trzeciej rewolucji przemysłowej) otwierającym sesję Research Connection w Pradze, 7 maja 2009.

[7] Mills E. (2005) Insurance in a climate of change. Science 309, 1040-1044.

[8] W Raporcie Sterna szacuje się, że brak skutecznych działań powstrzymujących zmiany klimatu doprowadzi do spadku dochodu (GDP) o 35% do roku 2200 (Stern Review, 2007 – dostępny na stronie: http://www.hm-treasury.gov.uk/stern_review_report.htm). Inne szacunki są mniej alarmistyczne, a są też takie, które wskazują na lokalne korzyści ze zmiany klimatu.

[9] Międzyrządowy Panel d/s Zmian Klimatu (IPCC) (2007) Synthesis Report of the Intergovernmental Panel on Climate Change, Contribution of Working Groups I, II and III to the Fourth Assessment Report of the Intergovernmental Panel on Climate Change, Cambridge University Press. Raport syntezy jest dostępny w internecie:  http://www.ipcc.ch/pdf/assessment-report/ar4/syr/ar4_syr.pdf

[10] Polna M. (2005) Zróżnicowanie natężenia pożarów leśnych w Polsce w latach 1990-2003, Acta Sci. Pol., Silv. Colendar. Rat. Ind. Lignar. 4(2) 81-90.

[11] Kundzewicz Z. W. (2000) Gdyby mała wody miarka. Zasoby wodne dla trwałego rozwoju. PWN, Warszawa.

[12] Munich Re (2009) Natural Catastrophes 2008. Analyses, Assessments, Positions, Monachium.

[13] M. V. Pauly traktuje hazard moralny jako: “skłonność do prowokowania niematerialne strat spowodowaną przez fakt ubezpieczenia” (The economics of moral hazard, American Economic Review, 58, 1968). Odnosi się to szeregu sytuacji. Jeśli mamy przekonanie co do pełnego zwrotu kosztów w razie kradzieży samochodu, nie szukamy dodatkowych zabezpieczeń do swojego auta. Gwarancja zatrudnienia mniej skłania do ciężkiej pracy niż widmo bezrobocia. Student płacący za studia bardziej przykłada się do nauki od studenta zwolnionego z opłat itp. Termin „moralny” wywodził się z języka matematyków badających procesy decyzyjne i oznaczał tyle co „subiektywny”, choć oczywiście istnieje tu pewien pierwiastek normatywny.

[14] Tarchalski K. (1999) Hazard moralny jako problem w gospodarce, Kraków.

[15] Vári, A., Linnerooth-Bayer, J. Ferencz, Z. (2003) Stakeholder views on flood risk management in Hungary’s Upper Tisza Basin, W: Linnerooth-Bayer J. i A. Amendola (red.), Special Edition on Flood Risks in Europe, Risk Analysis,23:537-627.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata