70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

(Nie)doskonały hermeneuta

W wstępie do swej monografii Świat poezji Stanisława Barańczaka Krzysztof Biedrzycki pisał w połowie lat 90.: „Nie wiem wprawdzie, czy emocje powinny towarzyszyć poważnej rozprawie, dlatego postaram się je okiełznać, jednak – bądźmy szczerzy – bez nich trudno by było szczerze i z pasją podjąć trud pisania o poezji”.

Najnowsza książka Biedrzyckiego Wariacje metafizyczne. Szkice i recenzje o poezji, prozie i filmie wpisuje się w ten właśnie sposób myślenia o lekturze, o przeżyciu estetycznym, które towarzyszy każdemu kontaktowi z dziełem sztuki. I nie chodzi tutaj o fakty proste – Wariacje metafizyczne zbierają teksty pisane na przestrzeni dwudziestu lat, w książce pomieszczone zostały szkice będące naturalną kontynuacją dotychczasowych zainteresowań autora (pierwszych niemal 100 stron to teksty skupione wokół poezji Barańczaka; odnaleźć można artykuł poświęcony „Jeżycjadzie”). Chodzi raczej o szczególny kontakt z dziełem (czytaną książką, oglądanym filmem), o szczególne jego przeżywanie. Warto przemyśleć ów specyficzny tryb lektury i zapytać o jego stawkę.

Książka Biedrzyckiego swój tytuł zawdzięcza jednemu z zamieszczonych w niej szkiców. Tak zatytułowana została interpretacja Barańczakowego wiersza Drogi kąciku porad, który krytyk czyta jako „wyraz głębokiego pesymizmu egzystencjalnego”, dodając: „Nie należy jednak ujednoznaczniać jego lektury, skoro cała strategia utworu oparta jest na grze paradoksów i pozornej nieprzystawalności. Bohater wiersza nie odnajdzie łatwej pociechy, ale w swojej edukacji metafizycznej wyzwoli się spod wszechwładzy banału i bezmyślności”. Wydaje mi się, że to właśnie „edukacja metafizyczna” stanowi sedno czegoś, co na wstępie określiłem specyficznym trybem lektury.

Na czym miałaby polegać metafizyka w epoce postmetafizycznej? Na marginesie przyznać muszę, że nie wszystkie metafizyczne wariacje są dla mnie w pełni zrozumiałe. Postaram się więc powiedzieć o trzech, które, moim zdaniem, stanowią ciekawą propozycję. Zacznijmy od pierwszego rozumienia wariacji. Już we wstępie Biedrzycki pisze: „W mojej lekturze każda poetyka to wariacja wokół tego samego tematu, tematu sensu tego, co jest”. I rzeczywiście, krytyk za Miłoszem „sięga samej istoty rozważań o sensie istnienia”; za Różyckim włącza się w poetycki proces porządkowania świata etc. Co jednak ważne, zdania te pozostają w trybie niedokonanym. Innymi słowy, metafizyka pozostaje tu zawsze kolejną wariacją, ostatecznie pragnieniem metafizycznym, nie spełnieniem. Po drugie, jak zdaje się przekonywać Biedrzycki, metafizyka rodzi się z zauważania sprzeczności, sprzeczności pomiędzy pragnieniem (które w ramach tej książki bywa nazywane śladem kolejnych lektur różnorodnie – pragnieniem: harmonii, kosmosu przeciw chaosowi, punktu stałego, Sensu), a nieredukowalnym odczuciem – że powiem za szkicem o Chirurgicznej precyzji – „dotknięcia czegoś, co wydaje się tyleż ważne, ile tajemnicze i nieodgadnione”. Biedrzycki, wmyślając się (jakże często!) w rozpoznania Dostojewskiego, nazywa owo coś złem metafizycznym. Mówiąc najprościej, element tremendum (grozy) wyprzedza tu element fascinans (oczarowania). W tej perspektywie nie dziwią zdania w rodzaju: „Mędrzec mądry mądrością niepewności” (zanotowane na marginesie lektury Przesłania Pana Cogito). Metafizyka, którą odsłania Biedrzycki w kontakcie z literaturą i filmem, nie ma nic wspólnego z pewnością afirmacji, bliższa jest raczej zgodzie na (niejawne) przebolenie sprzeczności.

Po trzecie wreszcie warto także zwrócić uwagę na leżące u podstaw większej części analiz przeświadczenie Biedrzyckiego o „przenikaniu się estetyki z metafizyką”, a wreszcie o „zwycięstwie sztuki”. Cóż by to miało oznaczać? Za tą swoistą wiarą w sztukę kryje się przekonanie zasadniczej wagi – Wariacje metafizyczne zdają się pokazywać, że od spraw estetyki (czystości frazy poetyckiej, kunsztu rzemiosła) zależą losy świata, człowieczeństwo. Co warto dodać, patos tak sformułowanego projektu zupełnie nie razi, zostaje bowiem potwierdzony serią konkretnych przeżyć (estetycznych).

We wstępie do swej książki Krzysztof Biedrzycki deklaruje: „dzieło literackie czy filmowe nie jest dla mnie pretekstem. Ono samo w sobie jest przedmiotem zainteresowania i przeżycia”. Stwierdzenie to o tyle ważne, że wyznacza dwie drogi, jakimi podążają lektury autora Wariacji metafizycznych.

Na marginesie Wahadła Foucaulta Umberto Eco, odnaleźć można znaczącą uwagę: „Śledztwo to sztuka interpretacji w swej najczystszej postaci. Doskonałym hermeneutą jest właśnie detektyw”. I tak też zdaje się zachowywać czytający Biedrzycki: zmierza ku temu, co najistotniejsze, podąża cierpliwie za sensem książek ujawniającym się stopniowo, wytrwale szuka klucza interpretacyjnego, wreszcie – co warto podkreślić – nie unika (szczególnie przyglądając się dziełom filmowym) wnikliwych, rozbudowanych analiz. Czyniąc przedmiotem swego zainteresowania kolejne teksty, filmy, autor Wariacji metafizycznych unika jednak doskonałości. Jak to rozumieć? Przede wszystkim jest hermeneutą, który ponad gestem sięgania po sens dzieła, odsłaniania i wyjawiania prawdziwych znaczeń stawia trud zadawania istotnych pytań (często tymi właśnie kończą się interpretacje Biedrzyckiego). Nie tyle więc śledzi dzieło, co stara się podjąć z nim rozmowę, zdając sobie jednocześnie sprawę, że zwykle „dialog nie kończy się rozstrzygnięciem” (to ponownie swoista lekcja Barańczaka). I wreszcie jeszcze jedna uwaga. Nie wszystkie szkice i recenzje pomieszczone w Wariacjach metafizycznych były wcześniej drukowane. Podejrzewam, że stawką tych tekstów jest nie tyle, nie wyłącznie (krytycznoliteracki) kontakt z czytelnikiem, poszukiwanie wspólnej płaszczyzny zainteresowania, co własne życie Krzysztofa Biedrzyckiego.

„Sztuka zostaje, jeśli są ci, którzy ją prze-żywają”, pozwolę sobie wynotować na zakończenie.

Krzysztof Biedrzycki, Wariacje metafizyczne. Szkice i recenzje o poezji, prozie i filmie, Kraków 2007, ss. 442.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata