70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Kulturowy eksport. Polska we współczesnych Indiach

Kluczem do polskiego sukcesu w Indiach i innych krajach Azji może stać dialog z miejscową kulturą, polegający na wyszukiwaniu i łączeniu wspólnych elementów – tych, które są bliskie wszystkim naszym społeczeństwom.

Każdy odkrywa Indie na swój własny sposób. Większość z nas przyjeżdża tu, szukając odpoczynku na plażach Goa, Kerali czy Tamil Nadu albo wspinając się na wyżyny Kaszmiru czy Himaćal Pradeś. Zwabieni brytyjskimi wspomnieniami kolonialnej przeszłości przybywamy, aby odnaleźć miejsca znane z takich filmów jak Droga do Indii czy Dalekie pawilony. Czasami szukamy własnej drogi duchowej (jakby w Europie nie można było jej znaleźć), wędrując śladami pism Wiwekanandy, Anthony’ego de Mello, Bede Griffithsa lub przeżyć Beatlesów. Wtedy najczęściej trafiamy do świętych miejsc hinduizmu, gdzie przyjmuje się nas ciepło i życzliwie, lecz w których nadal pozostajemy obcy. Oglądamy Indie z okien klimatyzowanych autobusów, trzygwiazdkowych hoteli, wdychamy ich zapach w motorowej rikszy lub w czasie wielogodzinnej podróży pociągiem. Kiedy stamtąd wracamy, wydaje się nam, że dotknęliśmy tego, co opisywane jest w reklamowym sloganie jako „incredible India”. To już są nasze Indie.

Dla mnie, dyplomaty pochodzącego z kraju, który jest młodszą (o całe tysiąclecia) i mniejszą siostrą Indii, odkrywanie tego subkontynentu ma szczególne znaczenie. Jest ogromnym wyzwaniem. Jak bowiem można zaprezentować polską kulturę z jej muzyką, sztukami czy literaturą społeczeństwu, które stworzyło starożytne miasta Harappę i Mohendżo Daro, słynne płaskorzeźby Khadżuraho, świątynie Mamallipuram czy Konaraku, taniec kathak? Jak przedstawić muzykę Chopina, teatr Wyspiańskiego czy poezję Herberta Indusom, z dnia na dzień coraz bardziej dumnym z własnej historii i cywilizacji, którą stworzyli, którzy sami na nowo „odkrywają” Indie? Swoje Indie…

Skoro bowiem nie ma jednych Indii, nie można stosować jednolitych formułek, pomysłów czy rozwiązań w promocji własnej kultury. Obok supernowoczesnych wieżowców Bombaju, galerii handlowych Gurgaon czy Noidy (miast-satelitów Delhi) są tu ubogie wsie Radżastanu i Orisy. Urzędowy hindi współistnieje na równych prawach z dwudziestoma ośmioma językami urzędowymi. Zupełnie inne zainteresowania artystyczne przejawia mieszkaniec Kalkuty i Amritsaru, co innego zaś wzbudza poklask publiczności w Madrasie (Chennai) i Guwahati. Innej muzyki słucha młodzieniec biegający z iPodem od jednego markowego sklepu do drugiego, a innej ten, który czeka na pociąg trzeciej klasy na dworcu w New Delhi. Stosowanie utartych wzorców promocji odczuły boleśnie Unia Europejska, Rosja i Stany Zjednoczone w działaniach swojej dyplomacji kulturalnej. I wszyscy wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski.

It’s good to listen… It’s good to talk

Powyższe slogany, pochodzące z reklam British Telecom, najlepiej oddają zasady, jakimi kieruje się dyplomacja kulturalna w Indiach. „Dawna cywilizacja Indii różni się od kultur Egiptu, Mezopotamii i Grecji tym, że jej tradycje dotrwały do dzisiejszego dnia bez żadnych luk”, piszą znawcy[1]. Kultura Indii w znacznej mierze nie uległa zmianie. Podlegała (i wciąż podlega) kulturalnej indoktrynacji, wchłaniała (i wciąż wchłania) wiele elementów innych cywilizacji, ale w swym rdzeniu pozostaje indyjska – lub hinduska, bo jak zauważają autorzy indyjscy (m.in. Kavalam Madhava Panikkar), jest to kultura narodu w osiemdziesięciu procentach hinduistycznego. Jego specyfika wyraża się także w tym, że według ostatnich danych sześćdziesiąt osiem procent społeczeństwa Indii potrafi pisać i czytać, a niemała część posługuje się językiem angielskim. Tradycyjne społeczeństwa mają zwykle tendencję raczej do „krzepnięcia” i zamykania się w sobie niż otwierania się na wpływy obcych kultur. Importowanie pewnych rozwiązań jest możliwe, jeżeli służy awansowi cywilizacyjnemu, ale nigdy nie oznacza pełnej akceptacji wartości czy zasad wyznawanych w innych społeczeństwach. Rewolucja Meiji w Japonii w drugiej połowie XIX wieku nie spowodowała roztopienia się miejscowego stylu życia i wartości w potoku westernizacji, lecz raczej była impulsem do użycia nowoczesnych, zachodnich narzędzi w celu stymulowania rozwoju kraju. Indie pod tym względem są bardzo podobne.

Polska nie może porównywać się z wielkimi graczami na regionalnym rynku – Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią, Rosją, Niemcami czy Francją – jeśli chodzi o skalę inwestycji, pieniędzy przeznaczanych na promocję kulturalną czy edukacyjną lub wreszcie wpływ polityczny. Nie powinniśmy bynajmniej rozdzierać szat z tego powodu. Nie mamy bowiem ambicji odgrywania w Azji roli supermocarstwa, lecz jedynie sprawdzonego partnera narodów tego kontynentu. Czasami pomagają nam historyczne doświadczenia. Nad Gangesem, na przykład, nasz kraj ciągle jest dobrze wspominany i określany jako niezawodny przyjaciel Indii. [W Indiach] Wciąż pamięta się tutaj, że Polska pomagała w odbudowie gospodarki po uzyskaniu przez Indie niepodległości oraz – co niezwykle istotne – wykształciła wielu miejscowych specjalistów. Dysponujemy też czymś, co może być bardzo użyteczne i pomocne: wolą wsłuchiwania się i kontynuowania dialogu. To upodabnia nas do samych Indusów.

Jak to odkryć? Wystarczy wyjść na ulice starego Delhi. Jest to rejon opisywany często jako magiczny – przy pierwszym poznaniu wręcz rodzaj piekła Dantego, do którego jednak wraca się przy najbliższej nadarzającej się okazji. To w takich miejscach mieszka znaczna część mieszkańców miast tego narodu liczącego ponad miliard i dwieście milionów mieszkańców: są tam ciasne, tłoczne uliczki, życie toczy się w sklepikach i kramach. Tu dzielnica muzułmańska, tam dzielnica hinduska, gdzieś indziej gurudwara – sikhijska świątynia… Większość osób zagadniętych na ulicy nie zna angielskiego. Ci, którzy znają, to najczęściej ludzie młodzi, uczący się w państwowych szkołach z angielskim jako językiem wykładowym. Pytani o zainteresowania artystyczne, wymieniają: indyjska muzyka pop (tzw. pendżabi pop, nawiązujący do tradycyjnej muzyki indyjskiej), taniec (najlepiej tradycyjny), film (prawie zawsze indyjski). Czy znają artystów z Europy? Po takim pytaniu zapada cisza. Może czasem padnie tytuł jakiegoś zachodniego filmu, który widzieli w kinie lub w jednej z setek stacji telewizyjnych. „To, co indyjskie, jest najlepsze”, kończą rozmowę z uśmiechem.

Nikt nie przygotowywał nas na takie odpowiedzi. Przecież od zawsze wiedzieliśmy, że to nasza europejska cywilizacja stworzyła współczesny świat, dała Michała Anioła i Zygmunta Freuda, katedry w Chartres i Lincoln, muzykę Mozarta i Chopina. A tu nagle okazuje się, że istniał genialny poeta Kalidas, cesarz Aśoka Wielki setki lat temu tworzył skalne edykty, a Amitabh Bachchan (prowadzący też popularny blog w Internecie) jest uznawany za jednego z najlepszych aktorów na całym świecie.

To dlatego szukając sposobów promocji Polski, zmuszeni zostaliśmy do przygotowania planu bitwy o duszę Indusów. Jaka powinna być nasza grupa docelowa? Co ich zainteresuje? Co najlepiej „sprzeda się” na rynku indyjskim? Nie zdobędziemy duszy każdego Indusa. Naszym celem stała się więc grupa należąca do elit gospodarczych, politycznych i naukowych oraz klasa średnia, coraz potężniejsza w związku ze wzrostem ekonomicznym kraju, licząca według oficjalnych danych ponad 300 milionów obywateli. Słuchamy i rozmawiamy z nimi. Podpatrujemy ich zachowania. Bywamy w tym samych miejscach co oni. Czy różnią się od nas? Pod wieloma względami tak, choć miejsca spotkań czy upodobania mają podobne – kawiarnie, restauracje, galerie handlowe z ich labiryntami markowych sklepów. Łączy nas też marzenie życia w lepszym świecie oraz zakorzenienie w tradycyjnej kulturze, wywierającej na nas ogromny wpływ, choć do tego nie zawsze chcemy się przyznać. 

Dialog międzykulturowy 

Dwa lata temu ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Polski Rafał Wiśniewski uznał, że rezultatem działań naszej dyplomacji powinno być wywarcie kilkuletniego wpływu na lokalne społeczeństwo i nakłonienie go do zainteresowania się naszą kulturą, edukacją i nauką. Nie ma niestety jednej skutecznej recepty, aby to osiągnąć, brak szablonu, który sprawdziłby się chociażby w Stanach Zjednoczonych czy Japonii.

Dialog międzykulturowy jest naturalnym narzędziem promocji kultury kraju, z którym większość indyjskich odbiorców zetknęła się najczęściej przy okazji lektury gazet lub w wiadomościach telewizyjnych. Pierwszą osobą,  która to zaobserwowała, był prof. Maria Krzysztof Byrski. Jako ambasador RP w New Delhi nie tylko odkrywał Indie dla Polaków i nawet samych Indusów (na przykład taniec kathak został dla mieszkańców północnych Indii „odkryty” właśnie przez niego), ale rozpoczął  skuteczny dialog z kulturą indyjską.

Polska dała światu wielu znakomitych twórców, a dzieła naszej kultury i nauki są stale obecne w regionach bliskich nam cywilizacyjnie. Nie mamy więc powodów do kompleksów. W państwach takich jak Indie należy jednak pokazać to, co jest wspólne dla obu narodów. Taniec, malarstwo, teatr, film i poezja to dziedziny, które pozwalają skutecznie zwrócić uwagę i zaabsorbować mieszkańców Indii. Przykładem może być taniec ludowy, który w Polsce na ogół uważa się za nudny i zaściankowy. W Indiach tymczasem – podobnie jak w całym regionie subkontynentu indyjskiego, gdzie tradycja widowisk ludycznych jest bardzo trwała, zaś taniec tradycyjny przeżywa swoisty renesans – polskie tańce ludowe cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Ambasada polska w New Delhi zaprosiła do Indii studencki zespół folklorystyczny „Jedliniok” z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. W programie znalazły się tańce ze Śląska i Beskidu Żywieckiego. Pierwszy koncert zorganizowany z okazji Święta Niepodległości był dla nas wielką niewiadomą. Spodoba się publiczności czy też nie? Najpierw nerwowe oczekiwanie, obserwacja widowni. Przytupują, uśmiechają się – to dobry sygnał. Na zakończenie otrzymujemy propozycję udostępnienia sali na następny występ i opłacenia wszystkich z tym związanych kosztów. I pytanie: a może wystąpiliby wspólnie z zespołem stąd lub zatańczyli do tradycyjnej muzyki indyjskiej? A więc był to sukces – strzał w dziesiątkę, co potwierdziły koncerty w Pendżabie: w Ludhianie i Amritsarze. Tam sale były wypełnione głównie młodymi ludźmi. Największy szał ogarnął widownię w chwili, gdy członkowie polskiego zespołu przyłączyli się do tańca rodem z Bollywood i wspólnie z indyjskimi kolegami tańczyli na scenie. Sytuacja powtórzyła się w Tamil Nadu, Nepalu i Bangladeszu. Pojawiły się propozycje wspólnego programu, w którym połączone elementy polskie i indyjskie mogłyby zaoferować coś nowego miejscowej publiczności.

Ten przykład odnosi się nie tylko do tańca ludowego. Podobne, wspólne pomysły kulturalne od kilku już lat realizuje się w Indiach. Jednym z nich jest projekt zainicjowany przez Balet Dworski „Cracovia Danza” i Sanjiba Bhattacharyę – „Poland – India: Conversations”, opierający się na programie obejmującym polskie tańce dworskie epoki baroku z wykorzystaniem tradycyjnych dziewięciu tak zwanych ras, czyli smaków estetycznych, opisanych w III w. p.n.e. w dziełach zwanych Natjaśastra. Bogactwo strojów, tak typowe dla obu kultur, taniec i indyjskie gesty stosowane do dziś w tańcu klasycznym – to wszystko przemawia do miejscowej widowni i przykuwa jej uwagę na dłużej niż tylko na czas spektaklu.

A teatr i film? Te dwie sztuki mają wspólne korzenie i tożsamość ekspresji. Nieprzypadkowo teatr Grotowskiego jest tak popularny w Indiach. Czerpał on w znacznej mierze z tradycji indyjskich. Eksperymentalne przedstawienia polskich zespołów teatralnych, jak na przykład ubiegłoroczne uliczne spektakle w Dżajpurze Teatru Biuro Podróży z Poznania, do dziś wspominane są przez mieszkańców. Podobnie filmy Kieślowskiego, Zanussiego i Wajdy znajdują wiernych widzów. Traktują bowiem o sprawach uniwersalnych dla całego świata, w tym zwłaszcza dla Indii, dla których filozofia (rozumiana trochę inaczej niż w świecie zachodnim) jest jednym z ważniejszych punktów odniesienia.

A muzyka? Chopin (czytany z francuska) to jeden z naszych największych skarbów. Jego muzyka, jak wierzymy, uskrzydla i przenika słuchacza. Znać muzykę Chopina to należeć do elity intelektualnej swojego kraju. „A, Chopin… Znam, znam. Wie pan, są tylko dwa źródła muzyki na świecie: zachodnie i indyjskie” – powiedział mi jeden z sześćdziesięciu gości koncertu chopinowskiego w Delhi. „Może gdybyśmy namówili Shri Ravi Shankara, aby zagrał Chopina w swojej aranżacji i z użyciem tradycyjnych indyjskich instrumentów, słuchaczy byłoby więcej?” – dopytuję.„Na pewno przyszłyby ich setki”, odpowiedział mój rozmówca. Chopin „po indyjsku” jest bardzo akceptowany, ale w „wydaniu polskim”, owszem, budzi zachwyt, ale tylko przez chwilę. Podobnie jest z innymi kompozytorami: Lisztem, Debussym lub Czajkowskim…

Oczywiście, postępując w ten sposób, ryzykujemy trochę, że nasza rodzima kultura zatraci się w obcej cywilizacji. Wcale jednak nie musi się tak stać, jeśli dialog międzykulturowy pozostanie dialogiem, czyli konwersacją kultur, wymianą ich doświadczeń i idei. Ważnym doświadczeniem było dla mnie przygotowanie wystawy fotograficznej Jacka Woźniaka India. My First Impression. Pomysł był prosty: pokażmy tutejszym mieszkańcom zdjęcia Indii i ich mieszkańców wykonane przez Polaka i zobaczmy, jak reagują na „europejskie” spojrzenie na ich kraj. Wystawę pokazywaliśmy przez dwa tygodnie na głównym placu Uniwersytetu Delhijskiego (ponad 80 tysięcy studentów). Wpisy do księgi pamiątkowej potwierdziły, że wystawa stała się okazją do „dyskusji nad Indiami”. Studenci zobaczyli Indie na nowo, oczami Europejczyka. Projekt spodobał się na tyle, że planowana jest podobna wystawa o Polsce, tym razem przygotowana przez mieszkańca Indii. Zobaczymy, jakie reakcje w nas samych wzbudzą wykonane przez Indusa zdjęcia Polski.

Ideę wykorzystania dialogu międzykulturowego doceniła też Unia Europejska. Rok 2008 został ogłoszony Rokiem Dialogu Międzykulturowego. Dialog z Indiami, także w wymiarze kulturalnym, wydaje się zatem jedynym sensownym krokiem do promocji własnej kultury. Polska miała w nim swój ogromny udział.

Wzajemne przenikanie kultur jest jednym z najważniejszych zjawisk obserwowanych we współczesnym świecie. Dotyczy to szczególnie Azji, która – jak podkreślają autorzy naukowych opracowań – staje właśnie do walki o światowe przywództwo. Indie, z ich dynamicznie rozwijającą się gospodarką, należą do państw, które odgrywać będą ogromną rolę w tym stuleciu. Są świadome swojej roli, a rosnący wpływ samych Indusów w światowej gospodarce i nauce sprzyjać będzie budowaniu przeświadczenia, że „wszystko, co dobre, jest indyjskie”.

Polska i inne kraje Europy chcą być kulturowo obecne na tym subkontynencie. W naszym wypadku nie musimy obawiać się kolonialnej przeszłości, ale nie możemy też urządzać kulturalnych fajerwerków, jak robi na przykład Rosja. Nie stać nas na to, zwłaszcza że – jak  mówił wspomniany wcześniej minister Wiśniewski – podatnik nad Wisłą jeszcze przez kilka lat zainteresowany będzie sytuacją w bezpośredniej bliskości Polski, a nie w „dalekich, zamorskich krajach”. Kluczem do polskiego sukcesu w Indiach i innych krajach Azji może stać się dialog z miejscową kulturą, polegający na wyszukiwaniu i łączeniu wspólnych elementów – tych, które są bliskie wszystkim naszym społeczeństwom. Łączeniu rozumnym, bez „zatracenia się”. W New Delhi dobrze to rozumiał profesor Byrski oraz jego następcy.

 


[1] A.L. Basham, Indie, Warszawa 1964, s. 24; por. również K.M. Panikkar, Dzieje Indii, tłum. K. Kęplicz, Warszawa 1967, s. 231.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata