70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wszechświat, Kant i Heller. O książce Michała Hellera Filozofia i wszechświat

Kilka miesięcy temu ksiądz profesor Michał Heller stał się naszym bohaterem narodowym. Przyznanie mu prestiżowej Nagrody Templetona sprawiło, że ten skromny, poza kręgiem filozofów, naukowców i czytelników literatury popularnonaukowej właściwie nieznany człowiek, znalazł się nagle na pierwszych stronach gazet, a do czytania jego książek przyznawał się sam premier.

Heller jest oczywiście postacią wyjątkową nie tylko za sprawą swojej obecnej medialnej popularności: rzadko można spotkać autora, który byłby prawdziwie kompetentny zarówno w dziedzinie filozofii jak i współczesnej nauki. Co więcej zaś, ma niezwykły talent wyjaśniania w prosty i rzetelny sposób najciekawszych zagadnień współczesnej fizyki.

Dlaczego Filozofia i wszechświat jest w dorobku Michała Hellera tak ważna? Po pierwsze dlatego, że dotyczy dziedziny stanowiącej, jak się wydaje, główny nurt zainteresowania Hellera: filozofii fizyki, czy też filozofii w fizyce i filozofii wokół fizyki. Co więcej, w jakimś sensie, stanowi zwieńczenie badań w tej dziedzinie. Jak pisze sam autor, nie jest to gotowy, dopracowany owoc badań, lecz raczej „kompromis między presją czasu a czymś podobnym do wywiązania się z moralnego obowiązku” (s. 13) – autor celowo opóźniał wydanie publikacji czekając, aż będzie pełniejsza i bardziej dopracowana. I wreszcie, słabość owa – nieukończone dzieło – stanowi kolejny atut książki: pomyślana ona została jako zadanie-wyzwanie dla czytelników. Pojawia się w niej wiele wątków, które domagają się dopracowania, pomysły, którymi Heller dzieli się, bardziej niż autorstwo ceniąc sobie samo poszukiwanie rozwiązania. W wielu miejscach książki pojawia się zwrot: „temat ten oczekuje na całościowe opracowanie” – dotyczy zagadnień tak ciekawych jak na przykład strukturalna stabilność przyrody i jej niestabilność umożliwiająca ewolucję oraz pojawianie się zupełnie nowych tworów, specyfika ludzkiego poznania i umysłu pozwalająca na rozumienie matematyczności przyrody, relacyjna fizyka, czy nieliniowa logika, że już o rozważaniach nad unifikacją teorii względności i teorii kwantów za pomocą nieprzemiennych geometrii nie wspomnę.

Kompromis na jaki autor poszedł z upływającym czasem polega na tym, że Filozofia i wszechświat jest zbiorem artykułów „z szuflady”, nie zaś od nowa napisanym dziełem. Jest to jednak równocześnie na nowo zredagowana i w przemyślany sposób ułożona całość. Swój zamysł i główne wątki autor przedstawia we wstępie, podobnie każdy z rozdziałów poprzedzony jest wprowadzeniem, które informuje o układzie i najważniejszych zagadnieniach poruszanych w danej części. Nie będę zatem powtarzać tego, co czytelnik może znaleźć na kilku pierwszych stronach i wyliczać najważniejszych poruszanych przez Hellera tematów. Zamiast tego wspomnę o kilku wątkach, które wydały mi się szczególnie ciekawe.

Zadziwiające, jak wiele z podejmowanych przez Hellera tematów można rozumieć jako zmaganie się z filozofią Kanta (lub przynajmniej jej popularną interpretacją). Z jednej strony wydaje się, że mamy tu do czynienia z jej zupełnym zdyskredytowaniem. Od powstania geometrii nieuklidesowych wytyka się filozofowi z Królewca, że to co uważał za konieczne wcale konieczne nie jest. Heller, korzystając z najnowszych osiągnięć nauki, pokazuje, że nie tylko nie jesteśmy zmuszeni do ujmowania świata w kategorie Euklidesowej geometrii i Newtonowskiej fizyki, ale że nie musimy także w ogóle rozumieć świata jako tworu, w którym podstawowymi kategoriami są czas i przestrzeń. I nie chodzi tylko o to, że w ogólnej teorii względności (która wydaje się trafnie opisywać zjawiska makro- i megaświata), miast osobno rozpatrywać czas i przestrzeń należy widzieć czasoprzestrzeń: wymiar czasu jest bowiem w trudny dla nas do wyobrażenia sposób powiązany z wymiarami przestrzennymi a ich rozdzielenie może wypadać różnie w zależności od różnych parametrów. Okazuje się, że we współczesnych poszukiwaniach podstawowych teorii fizycznych, które miałyby modelować najbardziej fundamentalny poziom rzeczywistości, klasycznie rozumiane czas i przestrzeń znikają zastąpione bardziej ogólnymi pojęciami. Nawet jeżeli teorie te nie są właściwymi modelami naszego wszechświata, pokazują, że można postrzegać rzeczywistość bez kategorii czasu i przestrzeni, że te podstawowe formy mogą zostać dopiero wyprowadzone z bardziej podstawowej struktury.

Dalej, filozofia Hellera jest i dlatego antykantowska, że autor Filozofii i wszechświata opowiada się za realizmem i to w duchu mocno platońskim. Podejmując ulubiony wątek matematyczności przyrody przekonuje, że zadziwiająca skuteczność matematyki w odkrywaniu tajemnic świata coraz bardziej świadczy o tym, że rzeczywistość jest (to już pewna nadinterpretacja autora, który jest ostrożniejszy w swych pisanych tezach) Matematyką – pewną bogatą, subtelną i… piękną strukturą matematyczną.  Do wątku tego jeszcze wrócimy, ale zauważmy tu drugą stronę odniesienia do Kanta. Otóż słowo „Matematyka” w odniesieniu do rzeczywistości Heller lubi pisać dużą literą i nie utożsamia jej z matematyką rozwijaną przez uczonych. Na poparcie sensowności tego rozróżnienia przytacza kilka argumentów, między innymi fakt, że najważniejsze teorie współczesne – w książce szczegółowo przeanalizowana jest akurat teoria względności – można przedstawić za pomocą różnych formalizmów matematycznych. Wydaje się, że jest to możliwe dzięki temu, że każdy z nich to poniekąd „rzut” struktury Matematycznej – struktury rzeczywistości, na strukturę matematyczną – tę, którą udaje się uchwycić uczonym. Matematyczna struktura rzeczywistości byłaby więc poniekąd odpowiednikiem rzeczy w sobie Kanta – nieuchwytnej w swej ostatecznej postaci. Oczywiście występuje tu zasadnicza różnica: o strukturze Matematycznej rzeczywistości możemy wnioskować na podstawie naszych naukowych teorii zwracając uwagę na to, co pozostaje niezmienne przy zmianie różnych ujęć teoretycznych.

Wydaje się jednak, że nawet w fizyce istnieje „efekt Kanta” polegający na tym, iż nasza nauka i nasze poznanie są naszym, czyli ludzkim poznaniem, nie zaś czymś na kształt kopii rzeczywistości. Ów efekt staje się jeszcze bardziej widoczny, kiedy przechodzimy do interpretacji teorii fizycznych. Okazuje się wówczas, że często nasz obraz świata kształtujemy zgodnie z naszymi oczywistymi przekonaniami. Jednakże równie często zapominamy, że przekonania te są zazwyczaj rezultatem przyzwyczajenia ukształtowanego przez codzienne doświadczenie – nie na tu żadnych podstaw do twierdzenia, że to do czego przywykliśmy w naszym zakątku Wszechświata i w naszym zakresie wielkości (na przykład zwykłe kategorie czasu i przestrzeni) musi obowiązywać zawsze i wszędzie. Heller pokazuje, jak wiele z tych naszych oczywistych przekonań zostało faktycznie sfalsyfikowanych przez współczesną fizykę. W tym sensie wydaje się, że właściwie interpretowana fizyka – a wedle Hellera właściwa interpretacja polega na „egzegezie matematycznych struktur” teorii fizycznych – wymusza poszerzenie naszej wyobraźni. Że nie jest to łatwe, pokazuje analiza dwóch błędnych interpretacji teorii względności autorstwa tak uznanych filozofów jak Bergson i Whitehead. Ciekawe jest uzmysłowienie sobie na tych konkretnych przykładach, jak filozoficzne przesłanki kształtują nasze rozumienie teorii fizycznych.

I tak przechodzimy do kolejnego poziomu, na którym dopatrzeć można się tego, przed czym ostrzegał Kant. Heller wyróżnia w argumentacji filozoficznej „składową logiczno-dedukcyjną” oraz „składową wizjonerską”. Ta ostatnia nie poddaje się jasno określonym regułom i najczęściej wymyka się spod (samo)kontroli filozofa. Niemniej jednak jest nieuniknionym elementem każdej filozofii, da się ją nawet odnaleźć w tak rygorystycznym rozumowaniu jak twierdzenie Gödla. Jest odpowiedzialna za nasze rozumienie znaczeń pojęć i w tym sensie nie można wyjść poza jakąś „wizję”, choć – jak pisze Heller –  często zaburza ona „poprawne spostrzeganie stanów rzeczy i ciągi logicznych dedukcji” (s.94). Niemniej, podobnie jak w przypadku „chwytania” struktury Matematyki za pomocą metod matematycznych, sytuacja nie jest beznadziejna –   nie jesteśmy skazani na nieuchronne tkwienie w granicach naszej subiektywnej perspektywy: o ile tylko dana filozofia poddaje się rygorowi „dyskutowalności”, możliwe są jej korekty, a tym samym zbliżanie się jej do owego poprawnego ujmowania stanów rzeczy i poprawnych rozumowań. Mam nadzieję, że zwolennicy i kontynuatorzy tradycji kantowskiej poddają się owemu postulatowi „dyskutowalności” i nie odsądzą takich odwołań do filozofii Kanta od czci i wiary.

Sam Heller kilkukrotnie wprost nawiązuje do Kanta. Szczególnie zaś ciekawe wydaje się jego ujęcie tego, co nazywa „efektem Kanta”. Efekt ten ma polegać na tym, że nasza racjonalność najprawdopodobniej „sprzężona” jest z racjonalnością świata i to w sposób przypominający oddziaływanie nieliniowe. A znaczyłoby to, że nie da się w prosty sposób wydzielić „składowej światowej” i „składowej ludzkiej”, i powiedzieć, jaki jest świat poza naszym ujęciem.

Obok „efektu Kanta” w książce Hellera odnaleźć można coś, co nazwałabym „efektem Anzelma”.  Pojawia się on w różnych kontekstach i odcieniach znaczeniowych, ale z grubsza chodzi tu o to, że, jak już wspomniałam, dla Hellera rzeczywistość jest przede wszystkim Matematyczna. Jego realizm jest realizmem strukturalnym (realizmem naukowym w sensie Mac Mulina, por. s.396); kiedy pisze o założeniu elementarności przyrody, rychło okazuje się, że elementarne dla fizyki jest „tworzywo matematyczne”(a nie na przykład cząstki elementarne); wyjaśnienie jakiegoś fragmentu rzeczywistości oznacza zaś odnalezienie teorii matematycznej, która by ją trafnie modelowała.

Heller wprost nawiązuje do ontologicznego dowodu Anzelma przytaczając w pewnym momencie jego Tomaszową krytykę, ale w innym kontekście widząc też analogię do niego we współczesnych poszukiwaniach całkowicie samozwartej tzw. teorii Wszystkiego. Taka pożądana przez fizyków teoria unifikowałaby całą znaną fizykę a nadto sama określałaby swoje wartości brzegowe. Jednak, jak pisze Heller, „i tak bez odpowiedzi pozostałoby pytanie: jak od matematycznych wzorów, za pomocą których taka teoria by się wyrażała, przejść do rzeczywistego istnienia świata” (s.410).

Temat racjonalności a szczególnie matematyczności przyrody sam autor wskazuje jako centralny w Filozofii i wszechświecie. W książce pojawiają się jednak wielokrotnie także inne motywy. Jednym z nich jest wspomniany wyżej wątek nieliniowości (i związany z nim problem samoodniesienia). Heller jest nim wyraźnie zafascynowany i znajduje jego „wcielenia” w tak różnych kontekstach jak poziom struktur matematycznych, poziom ewolucji życia i warunków możliwości pojawienia się życia w historii wszechświata w odpowiednich modelach kosmologicznych, teoria chaosu, ale także zagadnienie racjonalności i rozwijania filozoficznej argumentacji. Dopatrując się w paradygmacie nieliniowym z jednej strony koniecznego środowiska powstawania nowych struktur w rzeczywistości, z drugiej zaś sposobu nietrywialnego myślenia, Heller wręcz postuluje poszukiwanie nowej, nieliniowej logiki.

W kilku odsłonach powracają także zagadnienia z pogranicza kosmologii i filozofii: na przykład hipotezy wielu światów. Heller przedstawia historię tego typu hipotez, wylicza sposoby, w jakie można wiele różnych światów „wyprodukować”, jak i poddaje krytyce zdroworozsądkowe rozważania na ich temat – dalej, wyjaśnia na czym polegają kłopoty z traktowaniem tej hipotezy jako pełnoprawnej teorii naukowej, i na koniec pokazuje, jaka jest, pomimo wszystkich wątpliwości, wartość tego typu pomysłów.

Innym niezmiernie ciekawym wątkiem, który opisywany jest w wielu kontekstach, jest problem czasu. Wspomniałam już o tym, że Heller w zasadny sposób kwestionuje częste wśród filozofów przekonanie, że czasowość jest koniecznym warunkiem istnienia albo rozumienia istnienia. Jednak, choć z punktu widzenia współczesnej fizyki kategoria czasu wydaje się mniej podstawowa niż dotychczas sądzono, okazuje się, że odpowiednie teorie matematyczne zaprzężone na użytek fizyki pozwalają na odkrycie tak bogatej struktury czasowej, o jakiej dotychczas nie śniło się filozofom. Okazuje się, że czas ogólnej teorii względności jest „spleciony” z przestrzenią, a mówienie o nim na poziomie najbardziej podstawowych teorii fizycznych być może nie ma sensu. Heller pokazuje także, jak bardzo skomplikowane warunki musi spełniać Wszechświat (widziany z perspektywy rozwiązań równań Einsteina) żeby dało się w nim mówić o jednym globalnym czasie i w jaki sposób owe warunki wyznaczają jednocześnie przyczynową strukturę takiego Wszechświata.

Takie wielokrotne powracanie tych samych wątków może znużyć niektórych czytelników. Dla innych jednakże stanowić będzie zaletę: problemy, którymi zajmuje się Heller są subtelne i złożone – ujęcie ich w różnych kontekstach pozwala na lepsze zrozumienie. A autor, choć w znakomity sposób pokazuje jak współczesna nauka każe poszerzać granice naszej wyobraźni, nie pozwala sobie na uproszczenia, dające czytelnikowi miłe, lecz błędne wrażenie, że zrozumiał już wszystko, co ma do powiedzenia współczesna fizyka. Bardziej zaś ambitnym czytelnikom podpowiada literaturę, w której dane zagadnienie omówione jest bardziej szczegółowo (choć często i w sposób bardziej techniczny).

Filozofia i wszechświat to przede wszystkim niezmiernie ciekawa książka. Nie tylko dzięki bogactwu zajmujących tematów przedstawionych przez kompetentnego autora. Ale także dlatego, że widać w niej pasję człowieka ciekawego (Wszech)świata, cierpliwie i z zachwytem odgadującego jego tajemnice.


Michał Heller, Filozofia i wszechświat, Universitas, Kraków 2006.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata