70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Jezus historii – Chrystus wiary

Z czasem pytający o Jezusa przestali skupiać się na dogmacie, dostrzegając przede wszystkim Jego ludzkie dzieje. Problemem stało się pytanie, czy Jezus – żydowski rabbi z Nazaretu, i Chrystus – zmartwychwstały Syn Boży, to jedna i ta sama osoba.

Osoba Jezusa Chrystusa od dwóch tysięcy lat jest przedmiotem namysłu i fascynacji. Zagadką i tajemnicą. Ludzie wciąż na nowo stawiają sobie pytanie: kim był Cieśla z Nazaretu, ukrzyżowany w Jerozolimie około 30 roku? Wędrownym uzdrowicielem, filozofem-moralistą, fałszywym żydowskim mesjaszem – czy też Synem Boga, Panem i Zbawicielem?

Rzecz ciekawa, jako jeden z pierwszych pytanie to zadał swoim uczniom sam Jezus: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” (Mt 16, 13). Padały wówczas różne odpowiedzi. I tylko Szymon Piotr wyznał: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16, 16).

Jego słowa po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, i po zesłaniu Ducha Świętego stały się fundamentem wiary Kościoła.

Dogmat

Wiara w Jezusa Chrystusa, Boga wcielonego, od początku budziła kontrowersje. Co i rusz pojawiały się kwestionujące ją nurty myśli teologicznej. Takie między innymi jak arianizm (zaprzeczał bóstwu Jezusa) czy doketyzm (zaprzeczał Jego człowieczeństwu). W tej sytuacji konieczne okazały się wyznanie wiary i definicja dogmatyczna. Sformułowano je na soborach –  Nicejskim (325; Credo) i Chalcedońskim (451; dogmat):

Jest jeden i ten sam Syn, Pan nasz Jezus Chrystus, (…) prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, ten sam złożony z duszy rozumnej i ciała, współistotny Ojcu co do Bóstwa i współistotny nam co do człowieczeństwa, „we wszystkim nam podobny oprócz grzechu” (…).

Jednego i tego samego Chrystusa Pana, Syna Jednorodzonego, należy uznawać w dwóch naturach: bez zmieszania, bez zmiany, bez podzielenia i bez rozłączania. Nigdy nie zanikła różnica natur przez ich zjednoczenie, ale zostały zachowane cechy właściwe obu natur, także kiedy się spotkały, aby utworzyć jedną osobę i jedną hipostazę.

Nie jest [On] rozdzielony ani podzielony na dwie osoby, lecz jeden i ten sam – Syn, Jednorodzony, Bóg, Słowo i Pan Jezus Chrystus (Chalcedon).

Ta definicja, sformułowana przy pomocy pojęć filozofii greckiej, rodzi pewne ważne dla nas pytanie. Czy my, współcześni chrześcijanie, rzeczywiście wierzymy w człowieczeństwo Jezusa ze wszystkimi Jego przypadłościami (wszystkimi „oprócz grzechu”), takimi jak poczucie ograniczoności i śmiertelności? A może jesteśmy w gruncie rzeczy… doketami wyznającymi, iż Wszechmocny i Nieśmiertelny stał się wprawdzie człowiekiem, ale w taki sposób, jak gdyby włożył jedynie ludzki kostium? Na pierwszy rzut oka: człowiek, ale w środku: Bóg z Jego wszechmocą, wszechwiedzą i pewnością, że wprawdzie teraz przeżywa cierpienie, ale już wkrótce z-martwych-powstanie.

Jak wyjaśnić – albo choćby sobie wyobrazić – zjednoczenie dwóch natur w jednej osobie Jezusa z Nazaretu? Im więcej na ten temat rozmyślam, tym bardziej jestem świadom, że – stawiając takie pytania – przypominam Augustyna, który zobaczył kiedyś dziecko próbujące przelać morze do wykopanego przez siebie dołka.

Prędzej ono tego dokona, aniżeli ja zrozumiem… Mam bowiem do czynienia z tajemnicą.

Poszukiwanie Jezusa historycznego

Z czasem pytający o Jezusa przestali skupiać się na dogmacie, dostrzegając przede wszystkim Jego ludzką historię. Problemem stało się wówczas pytanie, czy Jezus – żydowski rabbi z Nazaretu, i Chrystus – zmartwychwstały Syn Boży, to jedna i ta sama osoba. Uczeni (już nie dogmatycy, ale historycy i bibliści) coraz częściej

podejmowali poszukiwanie (…) „prawdziwego Jezusa” (…). Powstało podstawowe rozróżnienie: pomiędzy człowiekiem – Jezusem z Nazaretu, którego „odkrywają” historycy, a Chrystusem tradycji kościelnej[1].

Znawcy tematu mówią, że owo poszukiwanie miało trzy wyraźne etapy, a jego początki sięgają oświecenia.

1.

Jako pierwszy problem Jezusa historii, całkowicie różnego od Chrystusa (zafałszowanego jakoby przez Kościół), postawił Hermann S. Reimarus (XVIII w.). Za nim poszli inni, na przykład Ernest Renan czy Dawid F. Strauss. Ta faza poszukiwań a priori odrzucająca Tradycję Kościoła nosi nazwę Leben-Jesu-Forschung. Zakończyła ją dopiero krytyka podjęta przez Alberta Schweitzera, autora Dziejów badań nad życiem Jezusa (1913), który pokazał, że przedstawicielom owego nurtu zabrakło obiektywizmu – każdy z nich szukał Jezusa na miarę własnych ideałów i tęsknot. Tymczasem jest On Kimś radykalnie Innym, a

tym, którzy Mu będą posłuszni, mędrcom i prostaczkom, objawi się poprzez to, co dane im będzie w jedności z Nim przeżyć dla pokoju, działania, walki i cierpienia. Wówczas poznają niewypowiedzianą tajemnicę, kim On jest…[2]

To ważne słowa, pokazujące, że aby naprawdę zrozumieć Jezusa Chrystusa – trzeba za Nim pójść.

Jako chrześcijanin dopowiem: trzeba w Niego i Jemu uwierzyć.

2.

W pierwszej połowie XX wieku, dzięki rozwojowi biblistyki, zwłaszcza protestanckiej, narodziła się druga faza poszukiwań Jezusa historycznego.

Jej zrozumienie wymaga najkrótszego choćby wprowadzenia w tzw. historię form (Formgeschichte). Chodziło w niej o opisanie procesu powstawania Ewangelii kanonicznych, począwszy od tradycji ustnej poprzez kolejne etapy redakcji tekstu etc. Ważną rolę odgrywało tu rozpoznanie życiowego środowiska pierwszych gmin chrześcijańskich (Sitz im Leben), bowiem pisma Nowego Testamentu – tworzone przecież po Zmartwychwstaniu – rodziły się w odpowiedzi na potrzeby młodego Kościoła. Ich autorom – powiadali bibliści z tego kręgu – nie chodziło więc o to, co Jezus faktycznie mówił i czynił…

Tę myśl podjął Rudolf Bultmann, którego w ogóle nie interesował Jezus historii (wiemy o Nim, jego zdaniem, bardzo niewiele: jedynie to, że istniał i że umarł na krzyżu) – tylko Chrystus wiary, widziany w perspektywie wielkanocnej, popaschalnej. Stanowisko to wkrótce poddali krytyce jego uczniowie (m.in. Ernst Käsemann) i tacy uczeni jak Joachim Jeremias, stawiając tezę, że pomiędzy nauczaniem i życiem Jezusa a orędziem (kerygmatem) pierwotnego Kościoła istnieje wyraźna kontynuacja, i że, nie rezygnując z ujęcia teologicznego, warto mówić o Jezusie w perspektywie historii – także dlatego, że może się to okazać pomocne dla naszej wiary.

Jako chrześcijanin dopowiem: znajomość historii Jezusa z Nazaretu, zwłaszcza Jego sposobu bycia wobec Boga i ludzi, ma znaczenie fundamentalne dla doświadczenia życia wiarą.

3.

Trzeci etap poszukiwań Jezusa historycznego (Third Quest) narodził się w ostatnich latach XX stulecia i stanowił reakcję na wcześniejsze podkreślanie różnic między Jezusem a współczesnym Mu judaizmem (dzięki czemu można było dostrzec Jego oryginalność, nad-zwyczajność). Natomiast według przedstawicieli Third Quest (na przykład Gezy Vermesa czy Johna D. Crossana), owe różnice nie były aż tak wielkie – z tego powodu opisują oni Jezusa jako Żyda swoich czasów. Badacze ci z góry rezygnują z teologii (boskości Jezusa) – interesuje ich jedynie historia (Jego człowieczeństwo). A co za tym idzie: mniej zajmują się Nowym Testamentem, bardziej zaś rękopisami z Qumran, żydowską literaturą międzytestamentalną, apokryfami…

Nie akceptując takiego totalizmu metodologicznego („tylko historia”) ani ostatecznych wniosków (negacja bóstwa Jezusa), dostrzegam – jako chrześcijanin – wagę badań nad żydowskim środowiskiem Nazarejczyka. One mogą okazać się niezwykle pomocne dla zrozumienia tego, jakim On był człowiekiem, a także dla odkrycia głębokiej więzi łączącej Nowy Testament ze Starym.

Zamiast zakończenia 

Warto badać historię Jezusa, pamiętając jednak, że

zainteresowanie Jezusem nie jest po prostu zainteresowaniem wybitną postacią historyczną. (…) Czy chcemy tego, czy nie, pytając o Jezusa, nie jesteśmy neutralni, obiektywni i obojętni – zbyt wiele zależy od odpowiedzi na to pytanie, za bardzo chodzi o nas i o nasze życie[3].


[1] Ks. H. Seweryniak, Tajemnica Jezusa, Warszawa 2001, s. 25.

[2] A. Schweitzer, Z mojego życia…, tłum. I. Salamon, Warszawa 1981, s. 48.

[3] Ks. Tomasz Węcławski, Jezus. Bóg, któremu wierzymy, Poznań 1992, s. 7.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata