70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ojczyzna Jana Pawła II

Ojczyzna Jana Pawła II nie jest jakimś etnicznym, plemiennym monolitem rozpoznawalnym biologicznie po „krwi polskiej”. Jego Ojczyzną jest Rzeczpospolita wielu narodów i wielu religii.

Ojczyzna – kiedy myślę – wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam,

mówi mi o tym serce, jakby ukryta granica, która ze mnie przebiega ku innym,

aby wszystkich ogarnąć w przeszłość dawniejszą niż każdy z nas:

z niej się wyłaniam… gdy myślę Ojczyzna – by zamknąć ją w sobie jak skarb.

Pytam wciąż, jak go pomnożyć, jak poszerzyć tę przestrzeń, którą wypełnia.

                                                         (Karol Wojtyła, Myśląc Ojczyzna…)

Moim zdaniem, nie zawsze i nie wszyscy zgadzali się z Janem Pawłem II w jego rozumieniu Polski. Były, są – i pewnie będą – takie spory o Polskę, w których wielu Polaków trochę inne niż on proponuje rozstrzygnięcia i inaczej niż on rozumie Ojczyznę. Stawiam więc pytanie: Czy nasza Ojczyzna zawsze jest (była) jego Ojczyzną? Czy tak samo jak Papież rozumiemy nasz dom ojczysty – Polskę?

Zacznijmy od tego, jak naszą narodową historię przedstawia Jan Paweł II.

Najważniejsze dla powstania tego narodu, z punktu widzenia etnicznego, jest chyba zespolenie dwóch wielkich plemion: Polan na północy, a na południu Wiślan. Nie były one jednak wyłącznym tworzywem narodu polskiego. Tworzywo to stanowiły również takie plemiona jak Ślężanie, Pomorzanie czy Mazowszanie. Od momentu chrztu plemiona te zaczynają bytować jako naród polski (Pamięć i tożsamość, s. 81–82).

Historycznie polskość ma za sobą bardzo ciekawą ewolucję. Takiej ewolucji nie przeszła prawdopodobnie żadna inna narodowość w Europie. Naprzód, w okresie zrastania się plemion Polan, Wiślan i innych, to polskość piastowska była elementem jednoczącym: rzec można, była to polskość „czysta”. Potem przez pięć wieków była to polskość epoki jagiellońskiej: pozwoliła ona na utworzenie Rzeczypospolitej wielu narodów, wielu kultur, wielu religii. Wszyscy Polacy nosili w sobie tę religijną i narodową różnorodność. Sam – pisze o sobie Papież – pochodzę z Małopolski, z terenu dawnych Wiślan, silnie związanych z Krakowem. Ale nawet i tu, w Małopolsce – może nawet w Krakowie bardziej niż gdziekolwiek – czuło się bliskość Wilna, Lwowa i Wschodu (Pamięć i tożsamość, s. 91–92).

Jan Paweł II mówi o narodzie w sensie etnicznym, czyli o polskości piastowskiej, która następnie – w epoce jagiellońskiej – ewoluowała. Z epoki jagiellońskiej wywodzi się „Rzeczpospolita wielu narodów (…) i wielu religii”. „Wszyscy Polacy – dodaje Ojciec Święty – nosili w sobie tę religijną i narodową [w sensie etnicznym – przyp. R.J. W-W.] różnorodność”, jednocześnie stanowiąc rzeczywistość „jednego narodu polskiego w sensie obywatelskim i  politycznym”.

Poczynione rozróżnienie jest bardzo ważne. O ile bowiem naród w sensie etnicznym wywodzi się ze wspólnoty plemiennej, rodowej, i przy takim – wąskim jego rozumieniu – podkreśla się przede wszystkim wspólnotę biologiczną (wspólnotę krwi), to naród w sensie obywatelskim i politycznym jest przede wszystkim wspólnotą kultury, łączącą wiele narodów (etnicznych), języków i religii.

Zauważmy zresztą, że kiedy mówimy o człowieku jako takim, postrzegamy go również jako organizm, twór biologiczny. Ale przecież tym, co stanowi o jego człowieczeństwie, nie jest biologia (ciało i krew), lecz zdolność do zachowań rozumnych i wolnych (odpowiedzialnych). To znaczy, że człowiek jako człowiek wyraża siebie nie poprzez swoją strukturę biologiczną, ale przede wszystkim poprzez rzeczywistość kultury.

Jan Paweł II w słynnym przemówieniu w UNESCO w 1980 roku powiedział: 

Człowiek żyje prawdziwie ludzkim życiem dzięki kulturze. (…) Kultura jest właściwym sposobem istnienia i bytowania człowieka. (…) Kultura jest tym, przez co człowiek jako człowiek staje się bardziej człowiekiem: bardziej „jest”.

I dalej:

Naród (…) jest tą wielką wspólnotą ludzi, którą łączą różne spoiwa, ale nade wszystko właśnie kultura. Naród istnieje  „z kultury” i „dla kultury”. I dlatego właśnie jest ona tym znamienitym wychowawcą ku temu, aby „bardziej być” we wspólnocie, która ma dłuższą historię niż człowiek i jego rodzina.

W tym samym przemówieniu Ojciec Święty przypomniał, że jest synem

narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, który wielokrotnie sąsiedzi skazywali  na śmierć – a [on] pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród – nie dzięki potędze fizycznej, a jedynie dzięki własnej kulturze, która okazała się w tym wypadku potęgą większą od tamtych potęg.

Kiedy zaś Papież pielgrzymował po Polsce w roku 1991, w przemówieniu wygłoszonym w dwusetną rocznicę Konstytucji 3 Maja mówił o tym dokumencie, że „przemawia w nim dusza narodu – a raczej wielu narodów, które stanowiły (…) ówczesną Rzeczpospolitą”.

A zatem Ojczyzna Jana Pawła II nie jest jakimś etnicznym, plemiennym monolitem rozpoznawalnym biologicznie po „krwi polskiej”[1]. Jego Ojczyzną jest Rzeczpospolita wielu narodów i wielu religii. W innej ważnej książce, Przekroczyć próg nadziei,  Papież pisze:

Przez wieki swojej tysiącletniej historii Polska była państwem wielu narodów i wielu wyznań chrześcijańskich i nie tylko chrześcijańskich. Tradycja ta sprawiła i chyba nadal sprawia, że właściwa umysłowości Polaków jest raczej tolerancja i otwartość na ludzi inaczej myślących, mówiących innymi językami czy też inaczej wierzących i inaczej modlących się, inaczej sprawujących te same tajemnice wiary (s. 116).

Skoro mowa o polskiej tolerancji i otwartości, Jan Paweł II często zwracał uwagę, iż na terenach Rzeczypospolitej krzyżowało się chrześcijaństwo zachodnie ze wschodnim i chyba stąd brało się przekonanie o potrzebie uznania wolności religijnej. W wielu miejscach i przy różnych okazjach Papież Polak przypominał  postawę polskiego króla, Zygmunta Augusta, który mówił swoim poddanym: „Nie jestem królem waszych sumień”. Była to postawa wyjątkowa w porównaniu z tą, której przestrzegano w Europie zachodniej tamtych czasów. Europa Zachodnia  w XVI wieku pogrążała się, niestety, w wojnach religijnych, którym usiłowano  zapobiegać, przyjmując zasadę: Cuius regio, eius religio (czyja władza, tego religia). Nie dopuszczała ona żadnej tolerancji. Natomiast Rzeczpospolitą wielu narodów w czasach Zygmunta Augusta charakteryzowała otwartość i tolerancja, tendencja do porozumień i jednoczenia: z jednej strony w polityce (unia z Litwą) a z drugiej – w życiu kościelnym (unia brzeska pomiędzy Kościołem katolickim a częścią biskupów prawosławnych). Nie było w Polsce wojen religijnych. Dzięki temu – przypomina Papież – wiek XVI słusznie nazywany jest tu „złotym wiekiem”. Był on też szczególnie pomyślny dla polskich Żydów; z tego właśnie okresu wywodzi się określenie Rzeczypospolitej jako paradisus Judeorum („raj Żydów”).

A czy w Ojczyźnie Jana Pawła II było miejsce dla Żydów?

Tak jak Mickiewicz napisał o Jankielu: „Żyd poczciwy ojczyznę jako Polak kochał”, tak ja z całą odpowiedzialnością za słowo odważę się powiedzieć o papieżu Wojtyle, że „Żydów jak swych braci kochał”.

Chyba najpełniej i najbardziej uroczyście wyraził tę swoją miłość i szacunek do Żydów podczas pielgrzymowania w roku Wielkiego Jubileuszu (2000) po Ziemi Świętej. Gdy odwiedził żydowskie państwo Izrael i  jego stolicę Jerozolimę, to na wzgórzu Herzla, w Instytucie Jad Waszem, w miejscu, w którym czci się pamięć pomordowanych Żydów, powiedział: 

W tym miejscu pamięci umysł, serce i dusza odczuwają wielką potrzebę ciszy. Ciszy, która pozwala pamiętać. Ciszy, w której można podjąć próbę nadania sensu powracającej fali wspomnień. Ciszy, bo nie ma słów dość mocnych, aby wyrazić ból z powodu straszliwej tragedii Szoa. Ja sam przechowuję wspomnienia o wszystkim, co działo się, gdy hitlerowcy okupowali Polskę podczas wojny. Pamiętam moich żydowskich przyjaciół i sąsiadów: niektórzy z nich zginęli, inni przeżyli. (…) Od tamtego czasu minęło ponad pół wieku, ale wspomnienia pozostały.

Tutaj, podobnie jak w Oświęcimiu i wielu innych miejscach w Europie, ze wszystkich stron słyszymy echo rozdzierającego płaczu milionów ludzi. Mężczyźni, kobiety i dzieci wołają do nas z otchłani udręki, jakiej zaznali. Czyż moglibyśmy nie usłyszeć ich krzyku? Nikt nie może zapomnieć ani lekceważyć tego, co się stało. Nikt nie może pomniejszać rozmiarów tych wydarzeń.

Papież przemawiając, był bardzo wzruszony, widoczne były łzy na jego policzkach. A kiedy skończyły się oficjalne przemówienia, otoczył go tłum Żydów i prawie wszyscy mówili po polsku, pokazywali zdjęcia z Polski. Jakaś starsza Żydówka spod Krakowa płacząc, dziękowała za to, że ją ratował, niosąc na własnych rękach.

Zdaje się, że tamta zapłakana Żydówka i wiele innych ratowanych w latach wojny Żydów, bardzo pragnęło, by dłonie i twarze ich ratujące, należały do Karola Wojtyły. I wcale nie jest istotne, czy były to autentyczne wydarzenia, czy tylko pragnienia. Ważne jest to, że tamta grupa Żydów wiedziała, iż goszczą przyjaciela. Skąd o tym wiedzieli? Z Wadowic, z miasta, w którym urodził się i wzrastał Karol Wojtyła. Tam, w szkole podstawowej, jak w każdej polskiej szkole przed wojną, były również dzieci żydowskie; Karol siedział w jednej ławce z Józkiem Bielensztokiem. Grał w piłkę, jak wszyscy chłopcy – ale on stał na bramce w drużynie żydowskiej. Występował w teatrze razem z koleżanką Ginką Beer, która jeszcze przed wojną wyjechała do Palestyny z powodu antysemityzmu. Ale tam, już w Izraelu, nie jeden raz opowiadała, że Lolek i jego ojciec nie okazywali nigdy najmniejszego przejawu wrogości wobec Żydów.

W rodzinnych Wadowicach, jeszcze w latach szkolnych, Wojtyła odwiedził synagogę, by posłuchać śpiewu słynnego kantora Mojsze Kusowieckiego. Najbliższym kolegą Karola był Jurek Kluger, syn najszacowniejszej rodziny żydowskiej w mieście. Ta przyjaźń przetrwała wojnę. Rodzinę Klugera przyjął Karol Wojtyła, już jako papież, na pierwszej prywatnej audiencji. A w 50. rocznicę zburzenia synagogi w  Wadowicach to właśnie Jerzy Kluger, żydowski przyjaciel Papieża, przywiózł do Wadowic i odczytał list Jana Pawła II, napisany specjalnie na tę uroczystość.

Ojciec Święty przy różnych okazjach dawał wyraz swojej pamięci o społeczności Żydów polskich. Wspomnę tu tylko niektóre jego wystąpienia.

I tak wydaje mi się bardzo znamienne, że już w czasie pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, w roku 1979, Papież pamiętał o społeczności żydowskiej. Przemawiając na placu, zwanym wówczas placem Zwycięstwa, powiedział:

Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę wedle tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. To jest najgłębszy nurt kultury. To jej najmocniejszy zrąb.

Dzieje narodu polskiego to, zdaniem Ojca Świętego, również „dzieje ludów, które żyły wraz z nami i wśród nas, jak choćby ci, których setki tysięcy zginęły w murach warszawskiego getta”.

Pamięć o polskich Żydach towarzyszyła Papieżowi również wtedy, gdy w Rzymie gościł swoich rodaków. Podczas audiencji środowej, 26 września 1990 roku, Jan Paweł II, nawiązując do okrutnych lat wojny, powiedział: 

lud Patriarchów, Mojżesza i Proroków, dziedzictwo wiary Abrahama (…). Ten naród żył z nami przez pokolenia, ramię w ramię na tej ziemi, która stała się jakby nową ojczyzną jego rozproszenia. Temu narodowi zadano straszliwą śmierć w milionach synów i córek. Naprzód napiętnowano ich szczególnym piętnem, potem zepchnięto do getta w osobnych dzielnicach. Potem wywożono do komór gazowych, zadając śmierć – tylko za to, że byli synami i córkami tego narodu. Mordercy czynili to na naszej ziemi – może po to, aby ją zhańbić. Ale nie można zhańbić ziemi śmiercią niewinnych ofiar. Przez taką śmierć ziemia staje się świętą relikwią.

To bardzo poruszające słowa. Czy uświadamiamy sobie, że Polska jest największym na świecie żydowskim cmentarzem? Czy ci wszyscy, którzy świadomie lub nie wypisują na murach: „Żydzi do gazu”lub rysują gwiazdy Dawida na szubienicy, uprzytamniają sobie, ze brudzą polską ziemię, że ją profanują?

Ale Jan Paweł II wspominał nie tylko pomordowanych Żydów. Szczególny charakter z tego właśnie powodu miała obecność i modlitwa Ojca Świętego w Warszawie, na Umschlagplatzu, 11 czerwca 1999 roku. Byłem tam wówczas. Obecność Papieża w tamtym miejscu przywiodła mi na pamięć jego wizytę w rzymskiej synagodze w roku 1986. I tam, i tu następca Piotra był poniekąd gościem Żydów; w rzymskiej synagodze – gościem żyjącej wspólnoty żydowskiej; zaś na Umschlagplatzu dotknął miejsca, w które wsiąkły łzy i krew pomordowanych. Program głosił, że Jan Paweł II będzie się modlił za ofiary Szoa. Papież natomiast, i to właśnie wydaje mi się bardzo interesujące, odmówił na Umschlagplatzu modlitwę przez siebie ułożoną i przeznaczoną dla Kościoła w Polsce na Dzień Judaizmu:

Boże Abrahama, Boże Proroków, Boże Jezusa Chrystusa, (…). Wysłuchaj naszych modlitw, jakie zanosimy za lud żydowski, który – ze względów na swoich przodków – jest Tobie nadal  bardzo drogi. 

Z miejsca, będącego symbolem tych wszystkich miejsc, w których realizowano szatański program Zagłady, Jan Paweł II modlił się – zauważmy – nie tyle za pomordowanych Żydów, ile za lud żydowski„nadal bardzo drogi” Bogu! Modlił się również „za nowe pokolenia – młodzież i dzieci tegoż ludu – aby niezmiennie wierne Bogu trwały w tym, co stanowi szczególną tajemnicę ich powołania”. A więc modlił się, żeby młodzi Żydzi pozostali Żydami! Na Umschlagplatzu następca Piotra – i to również należy zauważyć i podkreślić – modlił się nie tylko za lud żydowski, ale również prosił Boga o to, aby ów lud doznawał szacunku i miłości ze strony tych, którzy jeszcze nie rozumieją wielkości doznanych przez niego cierpień, oraz tych, którzy solidarnie, w poczuciu wzajemnej troski, wspólnie odczuwają ból zadanych mu ran.

Wielu Polaków nosi w sercu obraz Papieża rozmawiającego ze swoimi rodakami na wadowickim rynku i wspominającego kremówki. Warto pamiętać, że podczas tego niezapomnianego spotkania Jan Paweł II, w sposób sobie właściwy, przypomniał swoich żydowskich kolegów i sąsiadów.

Chciałbym na zakończenie powrócić do książki Pamięć i tożsamość, którą otrzymaliśmy już po śmierci Papieża. Oto, jak kończy się jeden z jej rozdziałów (Naród a kultura): 

Niezmiernie ważnym czynnikiem etnicznym w Polsce była także obecność Żydów. Pamiętam, iż co najmniej jedna trzecia moich kolegów z klasy w szkole powszechnej w Wadowicach to byli Żydzi. W gimnazjum było ich trochę mniej. Z niektórymi się przyjaźniłem. A to, co u niektórych z nich mnie uderzało, to był ich polski patriotyzm. A więc polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie. Wydaje się jednak – kontynuuje Papież – że ten „jagielloński” wymiar polskości (…) przestał być, niestety, w naszych czasach czymś oczywistym.

No właśnie…

Czy zatem Ojczyzna  Jana Pawła II jest rzeczywiście naszą Ojczyzną? Na to pytanie każdy z nas musi sam sobie odpowiedzieć.


[1] Wprawdzie śpiewamy o „czerwonych makach na Monte Cassino”, że „z polskiej wzrosły krwi”, ale używamy tego zwrotu symbolicznie. A na cmentarzu w Monte Cassino są też groby żydowskich żołnierzy, którzy tam polegli, walcząc w polskiej armii gen Andersa.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata