70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Święty Franciszek z Asyżu i stworzenia

Znany badacz franciszkanizmu, francuski brat mniejszy, Eloi Lec­lerc w jednej ze swych publikacji pisze: Pewnego dnia miałem referat na temat Pieśni stworzeń. Było to w Montrealu.

W trakcie wymiany myśli po moim wystąpieniu bardzo szacowna osoba zrobiła następującą uwagę: Świat, w którym żył św. Franciszek, miał przednaukowy sposób myślenia. I św. Franciszek myślał w ten sam sposób. Mógł więc mówić o naszej siostrze wodzie. My natomiast, uformowani w duchu naukowym, nie możemy już tak się wyrażać. Powinniśmy mówić nawet nie o wodzie, ale o H20”[1].

Jak się wydaje, ten przykład bardzo celnie charakteryzuje naszą współczesną mentalność, kiedy to nadużywając słowa „nauka” odzie­ramy ludzką rzeczywistość z głębi teologicznej, ze spojrzenia na świat oczyma wiary. A przecież św. Franciszek mówi nie tylko o siostrze wodzie, ale także wszystkie inne stworzenia określa mianem brata czy siostry. Dla niego nie jest to jakaś jedynie poetycka przenośnia, lecz prawdziwa rzeczywistość. Ta rzeczywistość ma swój fundament w jego głębokiej wierze w Boga, Stwórcę i Pana wszystkiego. Innymi słowy cały świat, wszelkie stworzenie ma swoje źródło w Bogu i Jemu zawdzięcza swe istnienie. Jak pisze Tomasz z Celano, św. Franciszek wydawał się zaiste nowym i z innego świata człowiekiem[2], doskonałe więc rozumiał sens stworzenia. Całe mówiło mu ono o Bogu. Wszędzie dostrzegał ślady Jego obecności i dobroci. Wszystko pobudzało i prowadziło go do miłości Boga. W drodze ku Niemu rzeczy tego świata były Franciszkowi cenną pomocą – śladami, po których postępował za Panem. Przyjmował stworzenia jako stopnie prowadzą­ce do tronu Bożej chwały.

1.      Stworzenie – drabiną do Boga

To bardzo ważne stwierdzenie dla zrozumienia Franciszkowej miłości do świata stworzonego, jako – z jednej strony – pochodzącego od Boga, a z drugiej – prowadzącego nas do Niego. Stąd można powiedzieć, że św. Franciszek patrząc na świat, szczerze go kochał. Ale nie kochał człowieka dla samego człowieka czy rzeczy dla rzeczy: człowiek i świat były dlań widzialnymi znakami Bożej obecności. Dlatego też uważał, że człowiek, który stoi u szczytu całego stworzenia, powinien w szczególny sposób wielbić Boga. „Człowieku, zastanów się – mówi św. Franciszek w piątym Napomnieniu – do jak wysokiej godności podniósł cię Pan Bóg, bo stworzył cię i ukształtował według ciała na obraz umiłowanego Syna swego i na podobieństwo według Ducha. I wszystkie stworzenia, które są pod niebem, służą na swój sposób swemu Stwórcy, uznają Go i słuchają, lepiej niż ty”. A w Liście do wiernych wzywa: „Niech wszelkie stworzenie, które jest w niebie, na ziemi, w morzu i przepaściach, oddaje jako Bogu sławę, chwałę, cześć i błogosławieństwo, ponieważ On jest naszą mocą i siłą”[3].

Mamy więc pochwałę stworzenia, ale zaraz przy tym wezwanie do odpowiedzialności za nie; jest wzruszenie jego pięknem, a równocześnie apel o większą miłość do Stwórcy tego piękna. Oczywiście pochwała stworzenia u św. Franciszka nie rodzi się z czystej wrażliwości na piękno – jakkolwiek miał on bardzo wyczulony zmysł artystyczny – ale z głębokiej wizji teologicznej i chrystologicznej wszystkiego, co istnieje i żyje. Potwierdza to jednoznacznie św. Bonawentura, który w Życiory­sie większym św. Franciszka pisze: „Aby zaś wszystko pobudzało go do miłości Bożej, radował się wszystkimi dziełami (Ps 91, 5) rąk Pańskich i poprzez ich widzialne piękno wznosił się do ich ożywiającej Przyczyny i Racji Ostatecznej. We wszystkim co piękne widział Najpiękniejszego: szedł śladami zostawionymi w rzeczach i wszędzie znajdował Ukochanego, ze wszystkiego robiąc sobie drabinę, po której wstępował, aby spotkać Tego, który jest cały godny pragnienia (Pnp 5, 16). Ogarnięty nie­słychanym uczuciem pobożności, rozkoszował się ową źródlaną dobrocią w poszczególnych stworzeniach jak w potokach. Słysząc niebiańską muzykę w harmonii mocy i działań stworzonych przez Boga, zwyczajem proroka Dawida zachęcał je słodko do wielbienia Pana”[4].

2.      Szczególne symbole Chrystusa

Święty Franciszek był niezrównanym naśladowcą Chrystusa. Przez swe radykalnie ewangeliczne życie tak bardzo upodobnił się do swego Pana i Mistrza, że został nazwany drugim Chrystusem. Ze względu więc na Chrystusa szczególną sympatią i miłością darzył te istoty i rzeczy, które mu w jakiś sposób Pana przybliżały czy symbolizowały. Ilekroć przeto spotykał człowieka biednego, widział w nim, jakby w lustrze, odbicie ubóstwa Chrystusa[5]. Podobnie miała się sprawa ze zwierzętami o czym biograf napisał następujące słowa: „Miał kochające serce nie tylko dla ludzi będących w potrzebie, ale także dla niemego bydła i zwierząt chodzących, latających i innych stworzeń, obdarzonych życiem zmysłowym i bez zmysłów. Jednak ze wszystkich rodzajów zwierząt szczególną miłością i uczuciem kochał baranki, a to dlatego, że w Piśmie świętym bardzo często upodabnia się i w sposób najbardziej odpowiedni przyrównuje pokorę Jezusa Chrystusa do baranka”[6].

Na osobne podkreślenie zasługuje podziw św. Franciszka dla piękna przyrody. Zwłaszcza zachwycał się kwiatami, które przypominały mu piękno Chrystusa – Kwiatu Bożego. „Jaką radość ducha przynosiło mu – czytamy u Tomasza z Celano – piękno kwiatów, kiedy oglądał ich różne kształty i odczuwał ich słodki zapach? Zaraz zwracał się do rozważania piękna tego kwiatu, który pełen blasku wiosenną porą wyszedł z korzenia Jessego i wonią swoją wskrzesił niezliczoną ilość pomarłych. Gdy napotkał dużo kwiatów, przemawiał do nich i zapraszał ich do chwalenia Pana, tak jakby miały rozum. Podobnie z najczystszą szczero­ścią zachęcał do miłości i do radosnej służby Bożej zasiane pola i winnice, kamienie i lasy, całe piękno pól, źródła wód i zielone ogrody, a także ziemię i ogień, powietrze i wiatr”[7]. Inny biograf dodaje, że Święty chciał, aby w ogrodzie była zawsze jakaś działka przeznaczona na uprawę kwiatów, a także skrawek ziemi, gdzie mogłyby spokojnie rosnąć różne polne kwiaty na cześć Jezusa, który jest nazwany kwiatem polnym i lilią padolną[8]. Podobnie też z wielkim szacunkiem i delikatnie stąpał św. Franciszek po kamieniach i skałach – ze względu na Chrystusa – który nazwany jest skałą[9]. Widząc zaś robaki na drodze, zbierał je i przenosił w bezpieczne miejsce, aby nie zostały rozdeptane przez przechodniów. Czynił tak przez pamięć o Tym, o którym Pismo święte mówi: „Jam jest robak, a nie człowiek”[10].

3.      Szacunek względem stworzeń

Z powyższego widać, że cześć i szacunek wobec stworzenia stały się dla św. Franciszka tym, co oddawanie czci samemu Bogu. Była to naturalna i logiczna konsekwencja odpowiedzialnej miłości za dar stworzenia. I tylko w ten sposób można zrozumieć niemal baśniowo brzmiące dla nas dzisiaj zapisy z życia Świętego, który tak wielkim uczuciem miłości otaczał stworzenia i znajdował w nich bardzo wielką rozkosz. „Duch Franciszka zaś zdjęty był tak wielką litością i współczuciem wobec nich, że oburzał się, ilekroć ktoś obchodził się z nimi okrutnie. Tak z nimi rozmawiał przepełniony radością wewnętrzną i zewnętrzną, jakby te stworzenia odczuwały Boga, rozumiały i mówiły”[11].

Stąd też św. Franciszek nie pozwalał braciom ścinać nigdy całego drzewa, ponieważ przez Boga powołane do istnienia i ostatecznie do Niego należące, musiało mieć możliwość powtórnego wypuszczenia zielonych gałęzi[12]. Równie troskliwie obchodził się ze światłem, gasił je z wielką niechęcią, bo było mu skinieniem światła wiecznego[13]. Nie chciał też, aby wyrzucano ogień czy żarzące się drzewo, ale by kładziono je delikatnie na ziemi przez cześć dla Tego, który stworzył ogień[14]. Z szacunkiem odnosił się także do wody. Gdy mył sobie ręce, wybierał takie miejsce, aby woda z obmycia nie była deptana następnie nogami[15].

Miłość i szacunek św. Franciszka względem stworzeń nie ograniczała się tylko do uczuć, podziwu i pięknych słów pod ich adresem, ale wyrażała się również w prawdziwie matczynej trosce o nie. Ileż to razy interweniował w sprawie tych swoich umiłowanych braci i sióstr, aby zapewnić im pożywienie czy wypuścić je na wolność lub uchronić od śmierci! To nie było jedynie współczucie rozumiane jako braterstwo ze stworzeniami, ale właśnie matczyna, odpowiedzialna troska.

Znany jest przykład, kiedy to św. Franciszek spotkawszy mężczyznę niosącego na targ związane dwa baranki, tak się wzruszył, że za swój dopiero co otrzymany płaszcz wykupił je, a następnie oddał z powrotem mężczyźnie, nakazując mu, aby ich nigdy nie sprzedawał, ani nic złego im nie czynił, lecz by je strzegł, karmił i pilnie chował[16]. Innym razem przyczynił się w podobny sposób do uwolnienia schwytanych w sidła turkawek[17]. Wiemy też, że zamierzał prosić cesarza o wydanie specjal­nego rozporządzenia, aby nikt nie łapał, nie zabijał i nie czynił nic złego braciom skowronkom. Z tego także powodu chciał, aby wszyscy burmistrzowie miast, panowie zamków i wiosek byli zobowiązani co roku w Święto Bożego Narodzenia zachęcać ludzi do rozrzucania zboża na drogach, aby bracia skowronki, a także inne ptaki, miały co jeść w tak uroczystym dniu[18]. W czasie mroźnej zimy kazał dostarczać pszczołom miód i najlepsze wino, by nie poginęły z głodu[19].

Bratanie się z niższymi stworzeniami nie oznacza dla św. Franciszka rezygnacji z posługiwania się nimi i korzystania z nich dla swoich potrzeb, zgodnie z wolą Stwórcy. Święty znał użyteczność rzeczy i stworzeń. Są one braterskie właśnie dzięki swej użyteczności dla człowieka. Brat słońce rozdaje nam światło, daje dzień. Brat wiatr swoim silnym podmuchem krzepi wszystkie żyjące stworzenia. Siostra woda jest wyraźnie opiewana jako pożyteczna. Brat ogień rozjaśnia noc. Natomiast siostra nasza matka ziemia żywi nas, rodząc różne owoce.

Człowiek, który brata się ze stworzeniami, uznaje także siebie za stworzenie i powraca do wielkiej rodziny istot stworzonych. Wobec Najwyższego, którego Imienia żaden człowiek nie jest godzien wzywać, Franciszek staje pośród stworzeń z wielką pokorą (Pieśń słoneczna). W ten sposób uznaje, że tylko Bóg jest Panem.

4.      Wolność dzięki ubóstwu

Braterską i pełną miłości postawę św. Franciszka wobec stworzeń możemy lepiej zrozumieć pamiętając o jego radykalnym ubóstwie. Ono właśnie pozwoliło mu z całym podziwem stanąć wobec wszelkiego Bożego dzieła. Franciszek całkowicie ubogi, wyzuty z wszelkich wyma­gań, żądzy posiadania i egoizmu osiąga prawdziwą wolność wewnętrzną i we wszystkich stworzeniach doświadcza Bożego ojcostwa. Przez swoje ubóstwo powraca do zgodnego z Bożym zamysłem odniesienia do stworzeń. Poczuwa się do braterskiej więzi z nimi. Niczego bowiem nie żąda dla siebie i niczego nie uważa za swoje. Wszystko odnosi do Boga, we wszystkim dostrzega i uznaje Jego własność. „I wszelkie dobro — mówi w Regule z 1221 r. — odnośmy do Pana Boga Najwyższego i uznawajmy za Jego własność. I dziękujmy za wszystko Temu, od którego pochodzi wszelkie dobro. I On sam, najwyższy, jedyny i praw­dziwy Bóg, niech ma, odbiera i otrzymuje wszelką cześć”[20].

Tę postawę Świętego, który w duchu ubóstwa wszystko przyjmuje z wdzięcznością od Boga, świadom, że jest to Jego dar, doskonale ilustruje następujący epizod. Oto Franciszek i br. Masseusz uzbierali dla siebie w pewnej wiosce coś do jedzenia. Po skończeniu kwesty, aby posilić się otrzymanymi darami, udali się na miejsce odosobnione, znaleźli tam piękną fontannę, a obok niej szeroki kamień w kształcie stołu. Na kamieniu tym złożyli użebrane kawałki chleba. Spoglądając na fontannę, na kamienny stół i na kromki chleba Franciszek zawołał: O, bracie Masseuszu, nie jesteśmy godni tak wielkiego skarbu. Ponieważ powtórzył te słowa kilka razy, br. Masseusz zapytał: Ojcze, jak możesz mówić o skarbie tu, gdzie tyle ubóstwa i brak tego wszystkiego, co niezbędne. Nie ma tu ani obrusu, ani noża, ani misy, ani stołu, ani domu. Franciszek odrzekł: To właśnie uważam za wielki skarb, że nie ma tu nic przyrządzonego przez łudzi, lecz wszystko jest darem Bożym: uproszony chleb, bardzo piękny stół kamienny i przejrzysta woda fontanny[21].

Przyjęte dobrowolnie ubóstwo pozwalało Świętemu, aby wszystko odnosić do Boga. Ubóstwo przyniosło mu całkowitą wolność, a zara­zem radość. Mógł więc wdzięcznym sercem modlić się: „Wszechmogący, najświętszy, i najwyższy Boże, Panie, Królu nieba i ziemi, dzięki Ci składamy z powodu Ciebie samego, że Twoją świętą wolą i przez jedynego Syna Twego stworzyłeś z Duchem Świętym wszystkie byty duchowe i cielesne”[22].

„My, którzyśmy byli z nim — dodaje inny autor — widzieliśmy, że tak bardzo cieszył się wewnętrznie i zewnętrznie wszystkimi stworzeniami, iż wydawało się, że dotykając lub widząc je, duch jego był nie na ziemi, lecz w niebie”[23].

5.      Odpowiedź stworzeń

W Roku Świętym 1975 Paweł VI w adhortacji apostolskiej O radości chrześcijańskiej zauważył, że spośród świętych, którzy w sposób szczególny promieniowali radością, na pierwszym miejscu należy wymienić Franciszka z Asyżu. Papież pisze o naszym Świętym: „Opuściwszy wszystko dla Chrystusa, nabył przez Panią Biedę coś – że tak powiemy – z pierwotnej szczęśliwości, kiedy to świat co dopiero wyszedł nie­skażony z rąk Stworzyciela. Całkowicie wyzbyty ze wszystkiego, już prawie niewidomy, potrafił śpiewać nieśmiertelną Pieśń o stworzeniach, pochwałę naszego brata słońca, pochwałę całej przyrody, która była dla niego jakby jasnym i czystym zwierciadłem boskiej chwały”[24].

Można powiedzieć, że poprzez życie św. Franciszka niejako został odnowiony raj na ziemi. Biedaczyna z Asyżu jako człowiek w pełni pojednany z Bogiem i całkowicie należący do Niego, żył w przedziwnej przyjaźni i miłości także z całym stworzeniem. Stworzenia stają się posłuszne temu, który sam jest posłuszny Bogu. Są przyjazne wobec tego, który darzy je miłością i szacunkiem. Tomasz z Celano mówi: „Wszystkie stworzenia starały się odwzajemnić Świętemu miłością i od­powiedzieć swą wdzięcznością za jego usługi; gdy je pieścił, łasiły się; gdy je prosił, przyzwalały; gdy im nakazywał, słuchały”[25].

Nieprzypadkowo w literaturze franciszkańskiej występują porów­nania o Ewangelii podarowanej nam po raz wtóry w życiu św. Franciszka. Można też odwołać się bezpośrednio do Ewangelii i znaleźć w niej charakterystyczne szczegóły zbliżające do siebie postacie Chrys­tusa i św. Franciszka. Oto jeden z nich, zapisany u św. Marka. Ewangelis­ta ten zaznacza, że Pan Jezus przebywając w czasie 40-dniowego postu na pustyni, żył tam wśród zwierząt (Mk 1, 12). To stwierdzenie oznacza pojednanie i pokojowe współistnienie Chrystusa – człowieka z dzikimi zwierzętami pustyni, które również są stworzeniami Boga. To była, można powiedzieć, pokojowa odpowiedź innych stworzeń. Franciszek jako drugi Chrystus żyje także pojednany z wszystkimi stworzeniami oraz zwierzętami. I te stworzenia ze swej strony starają się mu służyć. Nawet kiedy są to przedmioty martwe.

Przykładem nieco dramatycznym, ale i bardzo wymownym może być przypalanie rozżarzonym żelazem skroni Franciszka, aby ratować jego bardzo chore i już gasnące oczy. Przed tym zabiegiem Biedaczyna prosi: „Bracie ogniu, Pan cię stworzył szlachetnym i użytecznym dla wszystkich stworzeń. Bądź dla mnie życzliwy tej godziny, gdyż zawsze cię kochałem i będę się starał nadal to czynić z miłości do Pana, który cię stworzył. Proszę więc naszego wspólnego Stwórcę, aby złagodził twój żar, bym mógł go znieść. I jak potem sam oświadczył, nie czuł żadnego bólu, ani nawet żaru ognia”[26]. Innym razem zachęca ptaki różnego rodzaju, których zebrała się wielka gromada, aby chwaliły Boga. Na słowa Franciszka owe ptaki „w przedziwny sposób, po swojemu zaczęły okazywać radość, wyciągać szyjki, rozciągać skrzydła, otwierać dzioby i na niego patrzeć. On zaś chodził między nimi tam i z powrotem, a szatą swą dotykał ich główek i ciał”[27]. Jeszcze kiedy indziej licznie zebrane jaskółki swoim świergotem przeszkadzały Świętemu w głoszeniu kazania. Polecił im więc, aby się uciszyły i razem z ludem słuchały słowa Bożego. A ptaszęta, ku zdumieniu i podziwowi wszystkich obecnych, natychmiast zamilkły i nie ruszały się z tego miejsca, aż skończył kazanie[28].

Ponieważ wszystko, co stworzone, należy do Pana i ma Go chwalić, dlatego Franciszek w stosunku do stworzeń wykluczał jakiekolwiek panowanie nad nimi czy egoistyczne wykorzystywanie ich tylko dla siebie. Stąd też zwierzęta nie mają przed nim strachu i nie srożą się czy uciekają. One po prostu jakby wyczuwały, że znajdują się wobec istoty, która jest im naprawdę przyjazna i życzliwa. Dlatego zapewne stworze­nia są posłuszne Franciszkowi. Ogień jest dla niego uprzejmy. Ptaki słuchają jego poleceń i wyrażają radość z jego obecności. Schwytany w sidła zajączek kryje się w fałdach jego habitu. Konik polny zeskakuje z gałęzi drzewa na jego dłoń i rozwesela go swoim śpiewem. Sokół każdego rana budzi go w pustelni na modlitwę. A gdy Święty czuł się bardzo zmęczony, sokół okazywał mu wyrozumiałość i nie wyznaczał mu tak wczesnego czuwania[29].

Świat św. Franciszka to – można powiedzieć – włączenie człowieka i stworzeń na nowo w wielki obieg miłości odnowionej przez Syna Bożego: Bóg – człowiek – stworzenia – Bóg. Stawszy się nowym człowiekiem Franciszek pełni funkcję jakby kapłana całego stworzenia, pośrednika między Bogiem a stworzeniem. Od każdej istoty stworzonej, choćby najmniejszej, należy się cześć Bogu, Najwyższemu Dobru. Dlatego więc każdą istotę obejmuje on miłością w imię Boga. Jako pośrednik wyraża Bogu miłość wszystkich stworzeń, a powracając do nich przynosi im pocałunek Boga, który jest Miłością. Miłość jest tajemnicą Franciszka. Rozumie on stworzenia, bo je kocha. W każdym z nich dostrzega odbicie odwiecznej Miłości.

Wracając słowem do początku naszej refleksji o współczesnym poznaniu naukowym, które nierzadko odziera człowieka i świat z teolo­gicznej głębi, trzeba by życzyć światu ponownego spotkania ze św. Franciszkiem. Jak bardzo jego wizja stworzenia różni się od tej, jaką ma współczesny człowiek! On, św. Franciszek, widzi stworzenia takimi, jakimi są w swej istocie. I właśnie ten jego realizm wskazuje drogę, którą należy iść również dzisiaj, a także wzywa nas, abyśmy właściwie oceniali osiągnięcia nauki i techniki.

Przyroda daje nam ciągle lekcję doskonałości, piękna i skuteczności. Przyroda jest i zawsze pozostanie mistrzynią. Próżny tryumf, że się pokonało i przezwyciężyło przyrodę, jest naiwną iluzją. Wielcy uczeni i technicy wiedzą to dobrze. Problemy, jakie stwarzamy przez naszą nieodpowiedzialną ingerencję w przyrodę, zmuszają nas do pokory i do podziwu jej piękna oraz mądrości Boga, której ona jest odbiciem.

 

Moje (Eryka Hoppe OFM) sugestie redakcyjne: zamienić Wczesne Źródła Franciszkańskie z roku 1981 na nowe wydanie z roku 2005

oraz

Pisma św. Franciszka z 1982 na nowe wydane w 2002 r

 


[1] Eloi Leclerc, Le chant des sources, Paris 1975, 5.

[2] Wczesne źródła franciszkańskie (dalej: WŹF), ATK Warszawa 1981, t. 1, 60.

[3] Pisma św. Franciszka z Asyżu, Ojcowie Kapucyni, Warszawa 1982, 39-174. * W: F t. 1, 279. s Tamże, 134.

[4] TU ZNALEŹC ODPOWIEDNI PRZYPIS

[5] BYĆ MOŻE TAK JAK WYŻEJ

[6] Tamże, 58.

[7] Tamże, 60.

[8] WŹ F t. 2, 259.

[9] Tamże, 141.

[10] WŹ F t. 1, 59.

[11] WŹ F t. 2, 140.

[12] Tamże, 259.

[13] WŹ F t. 1, 167.

[14] WŹ F t. 2, 141.

[15] Tamże.

[16] WŹ F t. 1, 59.

[17] Kwiatki św. Franciszka z Asyżu, IW Pax, Warszawa 1978, 58

[18] WŹ F t. 2, 256.

[19] WŹ F t. 1, 167.

[20] Pisma św. Franciszka, 78-79.

[21] Kwiatki św. Franciszka, 41.

[22] Pisma św. Franciszka, 87.

[23] WŹ F t. 2, 259.

[24] Paweł VI, Adhortacja Apostolska O radości chrześcijańskiej, Pallotinum, Poznań – Warszawa 1987, 20-21.

[25] WŹ F t. 1, 167.

[26] WŹ F t. 2, 140.

[27] WŹ F t. 1, 51.

[28] Tamże.

[29] Tamże, 168.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata