70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Rehabilitacja precyzji

Precyzja nie polega na projektowaniu ostrej, czarno-białej wizji nierealnego świata, lecz na możliwie jak najwierniejszym poznawczym odzwierciedleniu tego, co realne, i na adekwatnym jego rozumieniu i opisie. Taka precyzja nie jest wrogiem etyki, nauki Kościoła, żywej tradycji ani sumienia.

Myślę, że precyzja wypowiedzi nie zawsze musi być najwyższa, a jej poziom jest wystarczający wtedy, kiedy następuje skuteczna komunikacja myśli, powodująca adekwatne jej rozumienie przez odbiorcę. Wyższy poziom precyzji rozbudowuje i przedłuża wypowiedź, czasami niepotrzebnie, ale nie stanowi zagrożenia dla prawdy. Niestety, pani redaktor Halina Bortnowska w swoim artykule Precyzja osłabia rolę precyzji w prezentacji nauczania Kościoła, sprawiając błędne wrażenie, jakoby większą precyzję osiągało się często kosztem prawdy. Tymczasem dbałość o precyzję jest tak oczywistym warunkiem racjonalności i komunikacji myśli, że nie bardzo wiadomo, jak odpowiedzieć temu, kto ją podważa. Wówczas bowiem nie wiemy czy odpowiadamy na to, co ktoś chciał nam przekazać, czy coś innego jest treścią jego przekazu, co w wyniku zamierzonego braku precyzji staje się dla nas niedostępne. Rezygnacja z postulatu precyzji może prowadzić do poglądów elastycznych i wygodnych wniosków, a niedostępny z braku precyzji przekaz może nawet sprawiać wrażenie głębi. Odbywa się to jednak kosztem zabezpieczenia rzetelności rozumowania. Nie da się zastąpić rzetelności i precyzji wypowiedzi troską o wyważenie jej emocjonalnego tonu. Brak precyzji może eliminować bolesny podział dyskutantów na wygranych i przegranych, ale może się okazać, że za złudny pokój takiego dialogu płacimy życiem w prawdzie.

Myślę, że moja troska o wierny przekaz nauczania Kościoła i postulat związanej z tym precyzji nie zostały właściwie zrozumiane przez Halinę Bortnowską. Może właśnie byłem zbyt mało precyzyjny, kiedy o tym mówiłem. Byłem wtedy skupiony na zasadniczym temacie naszej dyskusji, który stanowiło kościelne nauczanie dotyczące zapłodnienia pozaustrojowego, a przecież wszystkiego na raz nie da się powiedzieć. Chciałbym więc doprecyzować, iż nie uważam jakoby zawsze należało używać wobec wszystkich wiernych fachowego języka teologii. Nie oczekuję także od każdego z wiernych Kościoła ogromnych nakładów pracy celem zrozumienia precyzyjnie przekazywanej doktryny. Stąd wydaje mi się nieuniknione istnienie w Kościele grupy ekspertów, którzy będą mieli większą wiedzę i będą starali się rozumieć więcej niż reszta wiernych. Nie przeszkadza to jednak, aby pewne aspekty doktryny, zwłaszcza te bardziej narażone na błędy w określonych okolicznościach, starać się w miarę możliwości wyjaśniać wiernym głębiej, używając bardziej precyzyjnego języka. Nie można przecież z góry zakładać, że wierni Kościoła nie są zdolni do rozwoju intelektualnego i dorastania do rozumienia bardziej precyzyjnych ujęć. Takie założenie uwłaczałoby ich godności.

Precyzja jest cechą racjonalności, a nie mamy niczego lepszego w poznawaniu prawdy niż nasza racjonalność. Dlaczego zatem nie mielibyśmy wykorzystywać najgłębszych jej pokładów zwłaszcza w kwestiach dotyczących naszego zbawienia? Obawa przed precyzją w prezentacji nauczania Kościoła stawia pytanie o to, czy nie obawiamy się przypadkiem tego nauczania i samego autorytetu Kościoła. Jeśli zaś nasze obawy mają być czymś więcej niż tylko pewną formą zabobonu, to muszą mieć postać racjonalnej odpowiedzi na treść nauczania. Adekwatność zaś takiej odpowiedzi będzie tym większa, im precyzyjniej rozumie się kontrowersyjne nauczanie. Poza tym to właśnie kontrowersje dotyczące nauczania stają się bodźcem do większej precyzji w późniejszym jego formułowaniu. Z postulatu bowiem precyzji przekazu nauczania kościelnego nie wynika w sposób konieczny to, że dogłębnie znana przez fachowców doktryna musi być „gotowa, niezmienna, zamrożona, definitywna”. Precyzja nie tylko nie jest wrogiem autentycznego rozwoju doktryny, ale jest jego wypróbowanym sprzymierzeńcem.

Granica pomiędzy różnymi elementami poznawanej rzeczywistości nie zawsze jest ostra, jak na przykład ta pomiędzy nocą a dniem. Wówczas precyzyjny język z jednej strony opisze różnice zachodzące pomiędzy tymi elementami, a z drugiej strony wyrazi także wspomnianą nieostrość granic pomiędzy nimi. Zrozumiałe są zatem obawy przed wprowadzaniem nieadekwatnych, zbyt ostrych dystynkcji tam, gdzie w rzeczywistości ich nie ma, ale wówczas myślenie i język, który się nimi posługuje, najwyraźniej nie jest precyzyjny. Precyzja nie polega na projektowaniu ostrej, czarno-białej wizji nierealnego świata, lecz na możliwie jak najwierniejszym poznawczym odzwierciedleniu tego, co realne, i na adekwatnym jego rozumieniu i opisie. Taka precyzja nie jest przecież wrogiem etyki, nauki Kościoła, żywej tradycji ani sumienia. Wzrost poznania i rozumienia rzeczywistości oraz pragnienie komunikowania poznanych treści wymusza na nas tworzenie bardziej rozbudowanego i precyzyjnego języka. Której nauce, etyce czy szlachetnej tradycji zależałoby na odcinaniu się od autentycznych ludzkich osiągnięć poznania i rozumienia? Któremu sumieniu zależałoby na budowaniu swojej wolności i tworzeniu własnych sądów w oderwaniu od takiego poznania i rozumienia?

Odniesienie ogólnych norm moralnych do nowych przypadków, które niesie życie, wymaga dalszej specyfikacji tych norm, aby precyzyjniej regulowały szczegółowe kwestie. Zgadzam się z Haliną Bortnowską, że w etyce nie da się osiągnąć precyzji takiej jak w naukach formalnych. Nie od razu przecież rozumiemy w wystarczającym stopniu naturę nowych problemów, stąd niełatwo je ocenić moralnie. W takich sytuacjach, kiedy szczegółowa wiedza nie jest jeszcze możliwa, poprzestajemy na bardziej ogólnych wskazaniach moralnych, niepozbawionych przecież właściwego im stopnia precyzji, i kierujemy się ostrożnością. Jeśli więc mamy pewne przesłanki do moralnej obawy, że określone działanie może być moralnie złe, to lepiej od niego odstąpić. Taki wniosek opiera się na maksymalnym poziomie precyzji myślenia, jaki w określonych okolicznościach mogliśmy osiągnąć, i nie podważa postulatu dbałości o precyzję. Przecież z faktu, że nie wszędzie da się osiągnąć precyzję, nie wynika, że należy z niej zrezygnować tam, gdzie jest ona osiągalna.

Rzetelny dialog sprzyja większej precyzji myślenia, zrozumieniu i przyjęciu prawdy, także tej nauczanej przez Kościół. Celem dialogu jest więc prawda, ale nie odwrotnie: dialog nie jest celem prawdy i nie może dokonywać się jej kosztem. Prawda nie powinna stanowić przedmiotu obaw, jakby jej osiągnięcie miało położyć kres dialogowi. Dlatego sprzyjająca prawdzie precyzja nie jest sprzymierzeńcem zwolenników dialogu jako celu samego w sobie.

Poza tym Kościół nie jest jedynie partnerem w dialogu pomiędzy równouprawnionymi wolnymi sumieniami. Nie jest on także prostą sumą indywidualnych sumień. Kościół to także autorytet, świadek, nauczycielka i matka, i ma on do przekazania pewną prawdę, której zbiór indywidualnych sumień nie tworzy. Stąd celem Kościoła jest nie tylko dialog z wiernymi, ale także nauczanie. Nauczanie nie musi być sprzeczne z jakąś formą wzajemności czy interakcji w wymianie myśli pomiędzy nauczającym i nauczanym, jednak nauczanie nigdy nie będzie tym samym, co zbiorowa intelektualna produkcja równouprawnionych sumień. Najbardziej interaktywna lekcja, zmuszająca uczącego do poszukiwania trafniejszych środków przekazu, modyfikująca jego uprzednie zamiary, nie przerodzi się przecież w dialog równorzędnych partnerów. Uczący zaś nie spełni swojej funkcji, jeśli utraci porządek i precyzję przekazu, a zyska jedynie świetną komunikatywność treści, których nie zamierzał uczyć. Nauczanie zawsze zakłada autorytet uczącego, a uczniowie nie decydują o merytorycznym programie nauczania. Chociaż duszpasterstwo może szeroko angażować elementy dialogu, to jednak w istocie swojej nie sprowadza się wyłącznie do dialogu, lecz do nauczania życia w wierze przekazanej, strzeżonej i coraz głębiej rozumianej w Kościele. Jezus nie mówił o sobie, że jest dialogiem, lecz prawdą, i dodał, że nie dialog nas wyzwoli, lecz prawda. Rozumiem, że Halina Bortnowska może mi zarzucić, iż nie zrozumiałem jej przesłania, i może chcieć dalej je wyjaśniać. Czyż nie będzie to dowodem na potrzebę precyzji?

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata