70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Kalwaria Zebrzydowska: od teologii biblijnej do religijności ludowej

 To, co mnie w Kalwarii osobiście zachwyciło już od pierwszego nawiedzenia i co wzbudza podziw do dzisiaj, to przede wszystkim jej pasyjny wymiar, tak realistycznie wkomponowany w tutejszy pejzaż. Jest to niezwykłe miejsce, gdzie tajemnica odkupienia tak mocno współgra z elementami środowiska geograficznego, że stanowi z nimi jakąś wyjątkową jednię.

W ostatnim ćwierćwieczu o kalwaryjskim sanktuarium mówiło się i pisało dużo. Dlaczego? Po pierwsze, czas demokratycznych przemian i rozwój niezależnych środków masowego przekazu objął swoim wnikliwszym zainteresowaniem życie religijne, a między innymi działalność ośrodków pielgrzymkowych. Coraz częściej zatem i bardziej regularnie zaczęto informować opinię publiczną o wydarzeniach – niekoniecznie stricte liturgicznych – które dotyczyły tych miejsc, w tym także Kalwarii, podkreślając przy tym jej wieloaspektowy wymiar, nawet jeśli forma czy styl relacji pozostawiały niekiedy wiele do życzenia. Po drugie, żywym nośnikiem religijnych treści, które ewokują Dróżki, byli i są sami pielgrzymi, którzy, dzieląc się swoimi duchowymi doświadczeniami, stają się mimo woli rzecznikami tego pątniczego skrawka podbeskidzkiej ziemi.

Jest jeszcze coś bardzo istotnego w tym procesie wychodzenia sanktuarium z obszaru zawężonego, regionalnego oddziaływania. Myślę o trzech papieskich pielgrzymkach: Jana Pawła II (1979, 2002) i Benedykta XVI (2006). Wizyty dwóch kolejnych następców św. Piotra sprawiły, że o Kalwarii Zebrzydowskiej dowiedział się niemal cały chrześcijański świat.

Pieczęcią uwierzytelniającą kulturotwórczą powagę i sakralne znaczenie omawianego sanktuarium był wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w grudniu 1999 roku. Zaskakujące w decyzji Komitetu Organizacji jest to, że po raz pierwszy w uzasadnieniu wniosku odwołano się do wartości duchowych obiektu. Czytamy w orzeczeniu, że:

Kalwaria Zebrzydowska stanowi wyjątkowy pomnik kultury, w którym krajobraz kulturowy posłużył jako rama symbolicznego przedstawienia Pasji Chrystusa w formie kaplic i alej. Jest to więc krajobraz kulturowy o wielkim pięknie i wielkiej wartości duchowej, w którym elementy natury i stworzone przez człowieka łączą się harmonijnie. 

Powołanie się w cytowanym dokumencie na wartości niematerialne – co stanowi zupełną nowość w procedurze weryfikacji wniosków składanych do UNESCO – uwzględnia oryginalność Kalwarii Zebrzydowskiej jako miejsca, które integruje w sobie piękno naturalne, cele duchowe i koncepcję ideału parku barokowego.

Spróbujmy teraz określić teologię kalwaryjskiego sanktuarium, co nie jest łatwe, bo mówić o teologii miejsca znaczy wziąć pod uwagę możliwie wszystkie elementy, i to niekoniecznie o wymiarze ściśle duchowym, stanowiące ramy, w obrębie których można zawrzeć własne, osobiste rozumienie tego miejsca. Chodzi tu głównie o zakres pojęć, które wyznaczają w miarę obiektywne, poprawne odczytanie tego wyjątkowego locus theologicus i które, co więcej, umożliwią bezpieczne poruszanie się w jego oryginalnym obszarze sacrum.  

Przyzna wszak każdy, że “charyzmat” świętego miejsca określa w jakiś sposób nie tylko formę pobożności, ale, co najważniejsze, kształtuje sam jej profil. Jeśli mówimy zatem o pewnych granicach, w jakich zamyka się bogactwo religijnego doświadczenia człowieka, dotykamy samego nerwu teologii miejsca, w którym krzyżują się dwa światy – Boski i ludzki. Wiedziony poniekąd moim osobistym spojrzeniem na Kalwarię i przeżywaniem jej tajemnicy, chciałbym ustosunkować się do pojęć charakteryzujących jej teologiczną treść, a w konsekwencji także jej religijną specyfikę.

Co zastaje pielgrzym, który przyjeżdża do sanktuarium w Kalwarii? Ten, kto nawiedził owo miejsce – może więcej niż jeden raz – odpowie, że bazylikę z kaplicą i słynącym łaskami obrazem Matki Bożej Kalwaryjskiej, a także ciąg Dróżek Pana Jezusa i Maryi. Przyzna również, że w okresie Wielkiego Postu wystawiane są Misteria Męki Pańskiej, a w sierpniu, w barwnym procesyjnym orszaku odtwarzane jest Misterium Zaśnięcia i Wniebowzięcia Błogosławionej Dziewicy. Bez większego zastanowienia można przyznać, że istotnie tak jest, że są to elementy charakterystyczne dla Kalwarii. Jest to również całe bogactwo miejsca, które wyrażają zarówno stojące materialnie struktury kaplic, jak i liturgiczne czy paraliturgiczne celebracje tajemnic zbawienia. Gdzie tu jednak miejsce na teologię? Czy pielgrzymi dotykają jakiejś misteryjnej głębi? Czy w tych wzrokowo namacalnych kalwaryjskich budowlach lub odpustowych obchodach kryje się jakaś teologiczna intuicja?

Odpowiadając na te pytania, można zastosować ogólną zasadę, według której w każdej rzeczy da się wyodrębnić zewnętrzne racje jej istnienia i wewnętrzną istotę. Prawidłowość dostrzegalna jest również w Kalwarii i w innych tego typu miejscach pielgrzymkowych. Można wyróżnić w niej więc zewnętrzną rację bytu i wewnętrzną tkankę, którą ukształtowało Boskie działanie i ludzkie współdziałanie. Zewnętrzną racją istnienia Kalwarii jest wola ludzi, a konkretnie rodu Zebrzydowskich, wyrażająca oczywiście określone wewnętrzne pragnienie, którego źródła należałoby upatrywać w Boskim natchnieniu. To zaangażowanie Zebrzydowskich w budowanie obiektów sakralnych ma swoje przedłużenie w działaniach rodziny Czartoryskich, a później w inicjatywach franciszkańskich zakonników z reformowanej gałęzi, zwanych bernardynami. Zasługi w tym zewnętrznym wymiarze istnienia kalwaryjskiego sanktuarium mają niewątpliwie wszyscy darczyńcy i konserwatorzy, którzy finansowym wsparciem i fachowym renowacyjnym działaniem starali się, aby cały kompleks możliwie dobrze funkcjonował.

Mnie chodzi jednak o nakreślenie duchowego wizerunku sanktuarium, czyli o teologię, która stanowi o specyfice miejsca i jest zdolna nie tyle zachwycać oko pięknem struktur i ich wyposażenia, ile raczej poruszyć serce i ukształtować człowieka bardziej dojrzałego religijnie. Elementami tej wewnętrznej ramy są w kalwaryjskiej rzeczywistości: pasyjność, maryjność, eklezjalność oraz antropologiczna głębia. Wszystkie te czynniki mają swe źródło w powadze biblijnego przekazu.

Zapraszam więc do wejścia w ten wewnętrzny kalwaryjski świat, nawet jeśli jedynym środkiem poruszania się w nim będzie wyobraźnia. Na pierwszym planie owego duchowego wizerunku pojawia się pasyjność miejsca. Jest ona swoistym konarem kalwaryjskiej teologii. To z niej, niczym gałęzie, wyrastają inne elementy teologicznego przesłania sanktuarium. Maryjność, eklezjalność czy antropologiczność tłumaczy się tu przez pryzmat tajemnicy odkupienia widzianej z perspektywy krzyża Chrystusa. Kiedy stawiamy swoje kroki na wzgórzu określanym jako Mons Calvariae, to nie możemy, chcąc uniknąć ryzyka spłycenia własnego przeżycia tajemnicy miejsca, nie udać się na rozważanie Męki Pańskiej, chociażby w najkrótszej formie czternastu stacji Drogi Krzyżowej. W Kalwarii oznacza to udanie się na trasę modlitewną rozpoczynającą się od kaplicy u “Piłata”. Możemy obejść także i całe Dróżki Pana Jezusa, które inicjuje tak zwana droga pojmania z wieczernikową stacją ustanowienia Eucharystii włącznie.

Jeśli zdecydujemy się pójść nawet na Dróżki Matki Bożej, chcąc rozważyć jej tajemnice życia i śmierci, to będziemy musieli najpierw medytować z Nią tajemnicę męki Jej Syna. Refleksję zaczniemy wówczas od kaplicy Grobu Pańskiego. Na zasadzie retrospekcji nawiedzamy kolejne kaplice z serii Drogi Krzyżowej, aż do Wieczernika. Ta pasyjna refleksja na Dróżkach maryjnych  – określana inaczej “drogą współcierpienia” – przypomina przewijanie sekwencji filmowych do tyłu, aby w ten sposób wrócić do scen i treści, których było się świadkiem i nad którymi chciałoby się raz jeszcze przemedytować i tym samym lepiej utrwalić je w pamięci.

To, co mnie w Kalwarii osobiście zachwyciło już od pierwszego nawiedzenia i co wzbudza podziw do dzisiaj, to przede wszystkim jej pasyjny wymiar, tak realistycznie wkomponowany w tutejszy pejzaż. Jest to niezwykłe miejsce, gdzie tajemnica odkupienia tak mocno współgra z elementami środowiska geograficznego, że stanowi z nimi jakąś wyjątkową jednię. Oczywiście, należałoby zacząć od samej intencji fundatora Kalwarii, mianowicie od zamysłu Mikołaja Zebrzydowskiego (1553-1620), marszałka wielkiego koronnego i wojewody krakowskiego, który podejmując decyzję dotyczącą budowy pierwszej kaplicy, wiedziony głęboką pobożnością, jasno określił jej pasyjny charakter. Późniejsze inicjatywy promujące rozwój miejsca i konkretne działania podejmowane w celu ich realizacji pod patronatem Mikołaja i kolejnych fundatorów z rodu Zebrzydowskich oraz Czartoryskich, były wyłącznie konsekwencją tej pierwszej.

Gwoli jasności przypomnę tylko, że pierwszą budowlą, którą postawił Mikołaj, była kaplica św. Krzyża na wzgórzu Żarek, leżącym po przeciwległej stronie zamku w Lanckoronie, rodowej rezydencji Zebrzydowskich. Wznoszenie tego obiektu rozpoczął w roku 1600, a więc w czasie obchodów wielkiego jubileuszu Odkupienia, który ogłosił papież Klemens VIII. Kaplica, o której mowa, służyła lokalnym proboszczom i ich wiernym do organizowania procesji w dni krzyżowe, natomiast Zebrzydowscy uczestniczyli w niej we mszy i w nabożeństwie Męki Pańskiej w piątki Wielkiego Postu. Ten pasyjny rys pobożności Mikołaja – tak osobliwie skonkretyzowany w materialnym znaku kaplicy św. Krzyża – odpowiadał ogólnemu nastawieniu w Kościele po soborze trydenckim, który jako odpowiedź na reformację protestancką odnowił w katolickim życiu nabożeństwo pasyjne.

Zakładane w Europie liczne kalwarie na wzór jerozolimskiej były poniekąd pokłosiem odnowionego kultu Męki Pańskiej, który wzrastał także dzięki pielgrzymkom do Ziemi Świętej. Inicjatywa Mikołaja nie była zatem wcale oryginalna. Jedynie zaktualizowała ona na ziemiach polskich jakieś powszechne wewnętrzne pragnienie ludzi Kościoła, by zbliżyć się do Chrystusa przez medytację największej tajemnicy zbawienia, jaką jest Pascha.

Trudno się zatem dziwić, że tajemnica, która wypływa z głębi Chrystusowego posłannictwa, była zawsze głoszona z należnym jej pietyzmem przez tradycję Kościoła, znalazła swoje miejsce w samym centrum ludzkich serc czy myśli i że stanowiła ową złotą nić wplecioną już nie tylko w teologiczny materiał, rozumiany jako owoc refleksji nielicznych, ale również – a może przede wszystkim – w pobożnościową szatę, w którą przyodziana była większa część Ludu Bożego.

Z ogromnym szacunkiem patrzę na Mikołaja Zebrzydowskiego i na jego odważne przedsięwzięcie mające na celu stworzenie na ziemiach polskich pierwszej kalwarii na wzór tej z Jerozolimy. To nie było krótkotrwałe duchowe uniesienie, ale kierowane opatrznościową ręką Boga dzieło, które wybiegało daleko w przyszłość i miało objąć swym oddziaływaniem ogromną liczbę ludzkich serc bijących rytmem chrześcijańskiej nadziei. Świadczy o tym chociażby decyzja sprowadzenia bernardynów, których Mikołaj znał z krakowskiego konwentu, a także obietnica wybudowania niedużego klasztoru dla zakonników pragnących poświęcić się surowszym praktykom pokutnym.

W ogóle sam fakt, że spośród kilku zgromadzeń, z jakimi wojewoda utrzymywał kontakty, a trzeba tu wymienić jeszcze jezuitów, augustianów, karmelitów i bonifratrów, na stróżów zarówno kaplicy św. Krzyża, jak i przyszłych pasyjnych obiektów wybrał właśnie bernardynów. Świadczy to, że wybór podyktowany był przede wszystkim samą intencją stworzenia ośrodka kultu Męki Pańskiej, którego krzewicielami byliby synowie św. Franciszka z Asyżu, już od lat strzegący w Ziemi Świętej miejsc uświęconych życiem i zbawczą śmiercią Chrystusa Pana. Śmiem twierdzić, że oddanie pierwszej kalwarii bernardynom – którzy wzięli na siebie współodpowiedzialność za personalne czy finansowe wspieranie pracujących w Jerozolimie współbraci – dawało gwarancję rozwoju kultu pasyjnego w tworzącym się ośrodku. Faktycznie, od samego początku z ich inicjatywy, dla większego zrozumienia treści biblijnych przez prostych ludzi, pisano książki i modlitewniki dróżkowe zarówno po łacinie, jak i po polsku. Przekazy biblijne trafiały w ten sposób pod strzechy.

Wypada dodać w tym kontekście, że przewodnia rola bernardynów w promocji kultu pasyjnego na przełomie XVI i XVII wieku obejmowała także inne miejsca zwane nawet “bernardyńskimi kalwariami”. Chodzi głównie o krzewienie nabożeństwa Drogi Krzyżowej i w ogóle propagowanie pobożności pasyjnej również poprzez twórczość malarską, rzeźbę czy muzykę. Ta Zebrzydowska nie była więc jedyną kalwarią, chociaż najbardziej znaną i uczęszczaną. Oprócz niej istniała bowiem jeszcze Góra Kalwaria koło Warszawy, a także Cytowiany na Litwie. Rozszerzanie kultu Męki Jezusa Chrystusa zaowocowało zakładaniem stacji Drogi Krzyżowej we wszystkich bernardyńskich kościołach i powstaniem sanktuariów Cierpiącego Chrystusa w Alwerni, Tarnowie, czy Paradyżu koło Opoczna.

Dróżki rozbudowane w takim zakresie jak w Kalwarii Zebrzydowskiej, na których można medytować Pasję Chrystusa w różnorodności jej aspektów, nie miały jednak sobie równych. Tu każdy ciąg kaplic wprowadza pielgrzyma w misterium odkupienia. Można powiedzieć językiem współczesnym, że Kalwaria jest “pasyjnie” sformatowana. Nie chodzi tu bynajmniej o samo Wzgórze Ukrzyżowania, o górę Żarek, na której stanęła pierwsza kaplica św. Krzyża, lecz także o cały kompleks z bazyliką i przynależnymi jej strukturami włącznie. Obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej, z oryginalnym złączeniem twarzy Jezusa i Maryi, odsyła nas także do tajemnicy nierozerwalnej więzi Matki z Synem na Golgocie.

Jak zaznaczyłem wcześniej, pasyjność teologii Kalwarii wyrasta bezpośrednio z biblijnego przekazu. Co więcej, nie ogranicza się wyłącznie do nowotestamentowej realizacji planu zbawczego z jego szczytowym momentem śmierci krzyżowej, ale sięga do zapowiedzi Starego Przymierza o Sądzie Ostatecznym. Chodzi tu o przepowiednię z Księgi Joela mówiącą o zgromadzeniu narodów na sąd w Dolinie Joszafat: “Niech ockną się i przybędą narody te na Dolinie Joszafat, bo tam zasiądę i będę sądził narody okoliczne” (Jo 4, 12). Jest to poniekąd końcowy akord całego dzieła zbawienia, który w kalwaryjskiej topografii łączy się z doliną i z górującym nad nią kościołem Grobu Matki Bożej. Miejsce to odzwierciedla przekonanie Kościoła, że ludzie wszystkich pokoleń zmierzają do wiecznego przeznaczenia, że wszyscy, wzorem Maryi, zostaniemy doprowadzeni do doliny Joszafat, gdzie będziemy oczekiwać sądu nad naszym życiem.

Każdy, kto przynajmniej raz uczestniczył w wielkotygodniowym misterium Męki Pańskiej, przyzna, że owa pasyjność teologii osiąga swój niepowtarzalny wyraz w scenicznym przedstawieniu ostatnich godzin z życia Jezusa Chrystusa. Ten sakralny pochód od kaplicy do kaplicy to niemal wierna kalka biblijnego przekazu o męce Chrystusa, zgodna w wielu punktach ze współczesnymi jej realiami, otwierająca przed tłumnie zgromadzonymi pątnikami przestrzeń zbawienia. Podkreślają ten odkupieńczy klimat dodatkowo rozważania kaznodziejów oraz wielostrofowe pieśni, owoc rodzimej pobożności pasyjnej. Te ostatnie – można powiedzieć – odzwierciedlają ludową twórczość nacechowaną niezwykłą wrażliwością i pietyzmem wobec tajemnicy paschalnej Chrystusa. Interesującym zabiegiem byłaby ich filologiczna analiza. Sądzę, że zabieg ten pozwoliłby na uwypuklenie różnic między przekazem zawartym w teologii biblijnej i tym, który reprezentuje tzw. ludowa koncepcja rzeczywistości. Te dwa ujęcia wzajemnie się na Kalwarii przeplatają.

Do tego pasyjnego namiotu, rozbitego przed czterema wiekami przez Bożą Opatrzność, wszedł ongiś Karol Wojtyła, późniejszy metropolita krakowski i biskup Rzymu. Wprowadził go tam jako dziewięcioletniego chłopca jego ojciec i powierzył Matce Bożej Kalwaryjskiej. O ile to pierwsze spotkanie z bogatym duchowym dziedzictwem mogło ograniczyć się do zewnętrznego zachwytu nad imponującymi budowlami i większym niż zazwyczaj w parafialnych wspólnotach zgromadzeniem modlącego się Ludu Bożego, to już każde późniejsze nawiedzenie sanktuarium wprowadzało Karola Wojtyłę w świat wiary coraz wyraźniej kreślony linią odkupieńczej męki Jezusa Chrystusa i mierzony wartością krzyża. Dość powiedzieć, że ta dróżkowa przestrzeń Kalwarii zaczęła mocniej wyciskać na jego duszy znamię chrzcielnego zanurzenia w śmierci Zbawiciela oraz rzeźbić w duchowości przyszłego papieża charyzmę bezgranicznego, ofiarniczego oddania się Chrystusowi i Kościołowi. O tym, że ów ofiarniczy profil mógł się w nim kształtować i wzmacniać, świadczą chociażby nowe i coraz bardziej odpowiedzialne zadania podejmowane w Kościele, z papieską posługą włącznie, wypełnianą z iście charyzmatycznym, służebnym oddaniem. Czy zasadne jest wobec tego pytanie o rolę kalwaryjskich Dróżek w życiu i posługiwaniu Karola Wojtyły, Jana Pawła II? Tak, co więcej, myślę, że rola pasyjno-maryjnego sanktuarium w Kalwarii jest pod tym względem nie do przecenienia.

Można się z tym zgodzić lub nie, ale, moim zdaniem, fascynacja Papieża Kalwarią brała się przede wszystkim z czystego, biblijnego źródła. Z niego bowiem wylała się obficie łaska odkupienia na te wzgórza, z niego uformowała się też pasyjność Dróżek. Misterium paschalne w swej biblijnej wierności odcisnęło się na tej ziemi w postaci Jezusowych ścieżek, na których spotyka się wymiar boski z ludzkim, na których człowiek – wedle swej duchowej “pojemności” – może otworzyć się i przyjąć dar w postaci ofiarowującej się na krzyżu Miłości. Tak autorytatywnie potwierdzona na Kalwarii prawda o zbawczej ofierze Syna Bożego – od wieków wiążąca ludzi wiary i, co najważniejsze, skutkująca w ich życiu łaską miłosierdzia i komunii, czyli łaską wyciągniętej ręki Boga w kierunku człowieka znajdującego się w potrzasku grzechu – była dla Papieża dostateczną racją, która powodowała, że możliwie często nawiedzał sanktuarium i szukał na Dróżkach rozwiązania palących problemów codzienności. Mamy więc do czynienia z jakąś wewnętrzną siłą, to znaczy motywacją wpisaną w głębię samej natury miejsca, rzec by można, teologiczną.

Śmiem twierdzić, że przywiązanie Jana Pawła II do Kalwarii miało jeszcze jedną rację, tym razem zewnętrzną. Chodzi tu o sam Lud Boży, licznie przybywający do sanktuarium i gromadzący się nie tylko w czasie programowo ustalonych uroczystości odpustowych. Szczególnym pod tym względem podmiotem papieskiej fascynacji byli świeccy kalwaryjscy przewodnicy, osoby odpowiedzialne zarówno za przygotowanie, jak i za przebieg tradycyjnych pielgrzymek. Wzięcie przez ludzi świeckich odpowiedzialności za oprowadzanie po Dróżkach i animowanie modlitw w powierzonej sobie grupie było, według Karola Wojtyły, jedną z konkretnych form powojennego odradzania się struktur Akcji Katolickiej. Kalwaryjscy przewodnicy stanowili niegdyś wyjątkową grupą animatorów życia duchowego w środowiskach parafialnych i są nią nadal. Oni to, przez organizowanie pielgrzymek do Kalwarii, nie tylko pomagają innym wzmocnić swoje siły wewnętrzne do lepszego życia wiarą i z wiary, ale także są autentycznymi ambasadorami tego świętego miejsca.

Jak zielona odrośl wyrasta z pasyjności maryjność, którajest drugim elementem kalwaryjskiej teologii. Można właściwie powiedzieć, że maryjność tego miejsca jest w tej mierze wiarygodna, w jakiej łączy się z misterium pasyjnym Chrystusa. Zaznaczę od razu, że maryjności sanktuarium nie mierzy się wyłącznie obecnością słynącego łaskami Obrazu Matki Boskiej Kalwaryjskiej, którego sprowadzenie datuje się na 1641 rok, ale łączy się ściśle z powstaniem pierwszych kaplic wyznaczających drugi po Chrystusowym ciąg pielgrzymkowy, mianowicie Dróżek Matki Bożej. Znowu zostajemy zaskoczeni intuicją fundatorów, którzy w planie pierwszej polskiej kalwarii  przewidzieli szczególne miejsce dla Matki Odkupiciela.

Projekt ten nie ograniczał się bynajmniej do tradycyjnej stacji spotkania Syna z Matką na Drodze Krzyżowej – która w założeniu architektonicznym jest budowlą na planie serca, synchronizującą tym samym architekturę z tajemnicą – ale przewidywał dróżkowy ciąg, który w pierwszym etapie miał się zupełnie pokrywać z Chrystusową drogą na Kalwarię w tak zwanej drodze współcierpienia (via compassionis). Kolejne dwa ciągi miały natomiast objąć drogę pogrzebu (via funebris) i wniebowzięcia (via assumptionis)[1].

Dość powiedzieć, że kalwaryjskiej maryjności nie sposób zrozumieć inaczej, jak tylko przez pryzmat tajemnicy odkupienia i krzyża, będącego jej najbardziej charakterystycznym środkiem wyrazu. Mówiąc Pani Kalwaryjska, ma się na myśli obraz z Kalwarii i Matkę stojącą pod krzyżem. W tym splocie wątku chrystologicznego i maryjnego jest coś oryginalnego, niepowtarzalnego. Co znamienne, kaplica ze słynącym łaskami obrazem nie jest punktem docelowym pielgrzymujących do Kalwarii – jak to bywa na przykład w Częstochowie czy w innych maryjnych sanktuariach – a raczej punktem wyjścia w przestrzeń modlitewnych ciągów dróżkowych Chrystusa lub Maryi. Pielgrzym czuje się wręcz zobligowany do wyjścia w drogę razem z Maryją, by spotkać Jej Syna w ofiarniczym geście dokonanym z miłości na kalwaryjskim wzgórzu.

Opisywane centrum religijne należy do tych miejsc pielgrzymkowych, w których – właśnie dzięki owemu harmonijnemu przyporządkowaniu treści maryjnych do chrystologicznych – cała teologia ukazuje się w swej strukturalnej poprawności, bez zaciemnień i zniekształceń. Pasyjno-maryjne sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej jest więc doskonałym przykładem soborowego modelu zintegrowanej teologii, w której poszczególne jej tajemnice tłumaczą się nawzajem w ścisłej od siebie zależności (por. nexus mysteriurum).

Popatrzmy na konkretną ilustrację takiej współzależności tajemnic, która, mimo iż jest subtelnie odzwierciedlona na Dróżkach, to jednak nie dla wszystkich może być oczywista. Nikt nie zaprzeczy, że życie i posłannictwo Maryi tłumaczy tajemnica Jej Syna, ale w świadomości niewielu czytelna jest ukryta zależność tajemnicy zmartwychwstania – przemilczanej na Chrystusowych Dróżkach, kończących się kaplicą Grobu – która emanuje swoją doktrynalną ekspresją nie gdzie indziej, jak na trzecim etapie Dróżek maryjnych, to jest na drodze wniebowzięcia. Mamy tu do czynienia z niezwykle oryginalnym rozwiązaniem, które podkreśla zbawcze działanie paschalnej tajemnicy w jej konkretnym spełnieniu się w człowieku, w tym przypadku w Maryi, pierwszym owocu tej skuteczności.

Tę subtelną współzależność tajemnic Syna i Matki rozważał na Dróżkach Karol Wojtyła. Podczas jednego z sierpniowych odpustów wyraził ją w niezwykle sugestywnych słowach:

I oto właśnie tutaj na dróżkach Wniebowzięcia, na tej uroczystej procesji odkrywamy równocześnie prawdę Chrystusowego Zmartwychwstania. Bo Chrystusowe Zmartwychwstanie najpełniej się powtórzyło w Jego Matce, w Jej Wniebowzięciu… Tu na Kalwarii widzimy naocznie ten ścisły związek, jaki zachodzi pomiędzy życiem Chrystusa, Jego męką, śmiercią, Jego Zmartwychwstaniem a Jej życiem: od poczęcia niepokalanego po Wniebowzięcie. I uczymy się tutaj na Kalwarii tajemnicy Maryi poprzez Chrystusa, ażeby równocześnie uczyć się i pogłębiać tajemnicę Chrystusa poprzez Maryję. To jest to szczególne bogactwo Kalwarii naszej (Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia N.M.P., 16 VIII 1970).

Kreśląc dalej ów teologiczny depozyt Kalwarii, wypada wspomnieć o jej charakterystycznym wymiarze eklezjalności. Mogę się spotkać z zarzutem, że mówienie o eklezjalności miejsca kultu jest jałowym przypominaniem o kwestii, która absolutnie nie podlega dyskusji lub – przeciwnie – że stwarza wrażenie uzurpacyjnego postulatu opatrzonego klauzulą wyłączności. Czyż każda najmniejsza wspólnota ludzi wierzących, która gromadzi się wokół ołtarza Chrystusowego bez względu na wielkość domu Bożego, nie jest społecznością na wskroś eklezjalną? Oczywiście, że tak. Co zatem należy rozumieć pod pojęciem eklezjalności kalwaryjskiego sanktuarium i na czym polega jej oryginalność? Otóż, fascynujące jest w niej to, że łączy w sobie elementy wielorakich form ludowej pobożności – niekiedy określanej jako regionalna – wnoszącej już nie tylko odmienność sposobów wyrażania przynależności do eklezjalnej wspólnoty, ale również wewnętrznego jej odczuwania – z głębią tajemnicy odkupienia, która stoi przecież u podstaw posłannictwa Kościoła powszechnego.

Pielgrzymi kalwaryjscy, mimo wspomnianych różnic, odnajdują się w jedności tajemnicy, nad którą pochylają się w medytacyjnym zamyśleniu. Szczególnie widoczne jest to w czasie dorocznych uroczystości odpustowych, kiedy wielotysięczne tłumy pątników różnego pochodzenia  przemierzają szlak dróżkowy, jednocząc myśli i serca wokół tajemnic Chrystusa i Jego Matki. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie tajemnica paschalna leży u podstaw eklezjalnej komunii zgromadzonych w sanktuarium wiernych, ale intensywniejszemu jej odczuwaniu i przeżywaniu służą typowo kalwaryjskie desygnaty. Chodzi tu mianowicie o wypracowaną przez pokolenia misteryjną formę ilustrowania prawd dotyczących życia i śmierci Syna Bożego (misterium Męki Pańskiej) i Jego Matki (misterium Pogrzebu i Wniebowzięcia) oraz o wspomniane już wyżej pieśni kalwaryjskie zarówno pasyjne, jak i maryjne, które powstały wyłącznie na potrzeby tego miejsca z uwzględnieniem jego eklezjalnej specyfiki.

Moim zdaniem, polska Golgota, jak zresztą wszystkie inne miejsca kultu pasyjnego, utrwalają w świadomości wierzących autentyczną orientację antropologiczną. Człowiek dostrzega tam siebie w zbawczym schemacie uniżenia i wywyższenia. O ile to pierwsze wyrażone zastało najpełniej przez cały ciąg dróżkowy Pana Jezusa, wprowadzający stopniowo w misterium cierpienia i śmierć Syna Bożego, a także przez dwa pierwsze etapy dróżek Maryi, czyli współcierpienia i pogrzebu, o tyle wywyższenie – jak to już zaznaczyłem wyżej – odzwierciedla maryjny ciąg wniebowzięcia. Każdy więc pielgrzym opiera ufność w swe ostateczne wywyższenie w niebie, które jest tożsame ze zmartwychwstaniem, na przykładzie Maryi. Ona to, jako pierwsza z ludzi, w pełni skorzystała z daru paschalnej tajemnicy i jawi się jako pierwszy spełniony przez wiarę człowiek.

Ta rodzima Golgota kryje w sobie jeszcze jeden antropologiczny wątek – dla wielu być może nieznany czy mało istotny – który sprzyja człowieczej dyspozycji do przeżywania komunii z Bogiem. Mam ma myśli pustelniczy charakter kalwaryjskich budowli i rozpostartej wokół nich sakralnej przestrzeni. Nie jest to wcale jakieś mało zasadne założenie, ponieważ czytamy o nim w kronice. Mikołaj Zebrzydowski już na samym początku, kiedy zaczął wznosić kolejne kaplice, miał na względzie ich pustelniczą naturę. Jednak z chwilą, gdy przy wybudowanych obiektach zaczęły gromadzić się liczne rzesze rozmodlonych pielgrzymów, idąc za swoim pustelniczym upodobaniem, postanowił wybudować pustelnię z dala od ciągów modlitewnych[2]. Mam na myśli pustelnię św. Magdaleny na szczycie Żarku, która w najbliższym czasie – po stosownym remoncie i adaptacji – ma ponownie służyć jej właściwym celom.

Jak odbieramy ten wielobarwny obraz teologii Kalwarii Zebrzydowskiej? Jak postrzegamy tę zasadniczą czerwień pasyjności i niebieskość maryjnej tonacji? Przyznać należy z pewnością, że odkrywa ona przed nami przebogaty skarbiec wiary przeszłych pokoleń, które dodawały do niego własne doświadczenia. To zaskakujące i wzruszające zarazem, że pątnicy, krzyżując własne drogi życia z drogami Jezusa i Maryi, wnosili swój egzystencjalny bagaż zmagań o przetrwanie w doczesności i o zbawienie w wieczności. W tę przestrzeń, w którą od wieków wsączał się, jak w spragnioną deszczu ziemię, człowieczy szept lub krzyk o łaskę miłosierdzia, wszedł także w swoim czasie Jan Paweł II, który przez oficjalną obecność w Kalwarii na uroczystościach wielkopostnych i sierpniowych, a bardziej może przez prywatne nawiedzenia i modlitwę na Dróżkach, zanurzał się w tajemnicy ofiarowującej się na krzyżu Boskiej Miłości. Nie pomylę się z pewnością, jeśli stwierdzę, że w jakiejś mierze także w Kalwarii rodziły się w jego umyśle i sercu refleksje, których echo odnaleźć można w tekstach papieskich encyklik: Redemptor hominis, Dives in misericordia czy Redemptoris Mater.

Kalwaria, mimo iż przenosi w jerozolimskie realia i przywołuje dopełnioną tam przez Syna Bożego ofiarę paschalną, kieruje wzrok nawiedzających to miejsce w przyszłość, daje nadzieję ostatecznego spełnienia w wieczności. Z pewnością należy spoglądać na kalwaryjskie szlaki pątnicze jako na dróżki tłumaczące sens codziennego zmagania się z trudnościami życia i jako ścieżki ukazujące radość z ich ufnego przezwyciężania w znaku wiary. Jest to bowiem miejsce, które dla wszystkich może stanowić bezpieczną przestrzeń spotkania z Jezusem Chrystusem i Jego Matką Maryją. Gdzie człowiek mógłby lepiej wyszeptać treść swojego życia, wypełnionego cierpieniami i zranieniami pochodzącymi od świata, czy też pragnienie prawdy i dobra, jeśli nie pod krzyżem Odkupiciela? Takiej przestrzeni spotkania z Bogiem, takiej Kalwarii – miejsca łaski – której potrzebuje człowiek, będziemy strzec. O takiej pierwszej polskiej Jerozolimie będziemy opowiadać. Do takiej Kalwarii, w której tradycje biblijna i ludowa przemawiają do pielgrzymów jednym głosem, zapraszamy.


[1] O teologii maryjnych dróżek pisałem szerzej w książce Kalwaryjskie Stabat Mater, Kalwaria Zebrzydowska 2003.

[2] Zob. H. E. Wyczawski, Kalwaria Zebrzydowska. Historia klasztoru Bernardynów i kalwaryjskich Dróżek,Kalwaria Zebrzydowska 2006, s. 113.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata