70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Książki, które na nas czyhają

Małgorzata Łukasiewicz nie pisała oczywiście żadnych „recenzji”. Utwory zamieszczone w tomie Rubryka pod różą przekraczają podziały gatunkowe: są znakomitą prozą eseistyczną, czyli próbą całości. Małgorzata Łukasiewicz rozmawia z bohaterami swoich esejów i jest to poważna rozmowa, dotycząca najbardziej elementarnych spraw związanych z pisaniem i z życiem. Eseje Małgorzaty Łukasiewicz najbardziej przypominają Próby Montaigne’a, chociaż ten bohater nie znalazł się w żadnej „stopce” zamieszczonej w książce.

 

1.

Każdy esej zawarty w książce Małgorzaty Łukasiewicz opatrzony został rodzajem „stopki” sprawiającej wrażenie, iż mamy do czynienia z recenzjami. Wyliczmy zatem, kto w owych stopkach się znalazł. Zapewniam, że wylicznaka będzie wielce interesująca (wyliczam po kolei): Grass, Mann, Apollinaire, Kochanowski, Naborowski, Kornfeld, Proust, Ransmayr, Walser, Prus, Gombrowicz, Frisch, Goethe, Benjamin, Keller, Mickiewicz, Kant, Lichtenberg, Miłosz, Nietzsche, Constant, Jeleński, Tournier, von Schmidt, Sebald, Wittgenstein, Adorno, Diogenes Laertios, Kubiak, Herder, Balzac, Kracauer, Aragon, Chesterton, Broch, Hofmannstahl, Perec, Thoreau, Collodi, Owidiusz, Hawthorne, Shelley, Fontane, Bachelard, Heine, Krajewski, Chamisso, Arendt, Pasternak, Sobolewska, Szymborska, Bereza, Andersen, Bieńczyk, Nabokov, Rorty, Burger, Kehlmann, Bułhakow, Molier, Szekspir, Rousseau, Platon, Schopenhauer, Heidegger, Camus, Capote, Baudelaire, Kolumb, Wittlin, Flaubert. Niektórzy bohaterowie powracają w stopkach wielokrotnie, między innymi Benjamin, Mann i Nietzsche.

2.

Małgorzata Łukasiewicz nie pisała oczywiście żadnych „recenzji”. Utwory zamieszczone w tomie Rubryka pod różą przekraczają podziały gatunkowe: są znakomitą prozą eseistyczną, czyli próbą całości. Małgorzata Łukasiewicz rozmawia z bohaterami swoich esejów i jest to poważna rozmowa, dotycząca najbardziej elementarnych spraw związanych z pisaniem i z życiem. Eseje Małgorzaty Łukasiewicz najbardziej przypominają Próby Montaigne’a, chociaż ten bohater nie znalazł się w żadnej „stopce” zamieszczonej w książce.

3.

W eseju Historia z morałem Małgorzata Łukasiewicz napisała, że w znakomitej Bibliografiii niemieckiej w polskich przekładach opracowanej przez Jacka St. Burasa na pierwszym miejscu pod względem liczby wydań w Polsce znajduje się niejaki Christoph von Schmidt. Zajmuje on w bibliografii dwadzieścia trzy strony i wyprzedza o wiele długości zarówno braci Grimm, Goethego, jak i Tomasza Manna. Kim jest Christoph von Schmidt? Autorka Rubryki pod różą nie wiedziała, jej znajomi nie wiedzieli, a ja dowiedziałem się o nim od Małgorzaty Łukasiewicz.

Lider niemieckich autorów tłumaczonych na polski żył w latach 1768-1854, był księdzem katolickim i autorem licznych opowieści dydaktycznych, nawiązujących do romansów oraz hagiografii.

Małgorzata Łukasiewicz:

Nie ma się co przejmować, nie ma co szlochać i wpadać w zwątpienie, gdy na aktualnych listach bestsellerów próżno wypatrujemy prawdziwie dobrej literatury. Nie ma się co martwić. Tacy ulubieńcy publiczności przychodzą i odchodzą, nie pozostawiając po sobie żadnych śladow.

I tego się trzymałam, póki niedawno nie sięgnęłam znów po Lalkę. Czytuję Lalkę regularnie i jeszcze się chyba nie zdarzyło, żebym podczas kolejnej lektury nie odkryła czegoś, na co przedtem nie zwróciłam uwagi. Dochodzę do rozdziału Dusza w letargu i proszę: Wokulski “zaczął czytać książki znane mu jeszcze z epoki dzieciństwa albo z piwnicy Hopfera. Z niewymownym wzruszeniem odświeżał w pamięci: Żywot św. Genowefy, Różę z Tannenburgu, Rinaldiniego, Robinsona Kruzoe, a nareszcie – Tysiąc i jedną noc. Znowu zdawało mu się, że już nie istnieje czas ani rzeczywistość i że jego raniona dusza uciekłszy z ziemi błądzi po jakichś czarodziejskich krainach, gdzie biją tylko szlachetne serca, gdzie podłość nie stroi się w maskę obłudy, gdzie rządzi wieczna sprawiedliwość kojąca bóle i nagradzająca krzywdy…“.

Okazuje się, że od lat trzydziestych dziewiętnastego wieku do drugiej wojny światowej na polskiej ziemi wydawano książki Christopha von Schmidta bezustannie: w Chełmie, Przemyślu, Wadowicach, Grudziądzu, Mikołowie, Poznaniu, Warszawie, Brodnicy, Rzeszowie, Bytomiu, Gnieźnie, Krakowie, Lesznie, Bochni, Lwowie i Chicago.

Christoph von Schmidt jest autorem Żywotu św. Genowefy, który tak fascynował Wokulskiego.

Ja również sięgam do Lalki często, szczególnie wtedy, kiedy jest mi źle. I też za każdym razem odkrywam w Lalce coś nowego. Dzięki Rubryce pod różą, dowiedziałem się o fascynacji Wokulskiego Schmidtem. Odkryłem ponadto, że Małgorzata Łukasiewicz czyta książki tak jak Wokulski, z zafascynowaniem i fascynująco. Czyta książki, które na nas czyhają…

4.

Spotkanie z książką, podobnie jak spotkanie z kobietą, potrafi zmienić nasze życie, niespodzianie, przypadkiem będącym najwyższą formą konieczności. Książka, która spowoduje, że nasze oczy staną się szeroko zamknięte, że uwierzymy lub zwątpimy, że pokochamy lub znienawidzimy, czeka na nas. Czeka cierpliwie. Na półce przecen, wciśnięta w róg regału, w zapomnianym magazynie bibliotecznym, falująca na wietrze.

Ona czeka cierpliwie tuż obok książki, której – jak się nam wydawało – przyszliśmy szukać. Jeśli książka przeżyła, gdziekolwiek na ziemi, zanurzona nawet przez wieki w milczeniu, to czyha na swego odkrywcę. Czeka i przyzywa.

Walter Benjamin o tym wiedział, Borges stworzył mitologię: książka przepełniona milczącą mocą sensu nigdy się nie niecierpliwi.

5.

Wielki filozof George Steiner uważa, że jednym z najbardziej charakterystycznych objawów kryzysu kultury europejskiej stał się zanik umiejętności lektury. Przez wieki funkcjonowała grupa hommes de lettres, jednym z ostatnich wielkich jej przedstawicieli był Walter Benjamin. Lektura wymaga czasu  i wymaga skupienia, wymaga też samotności. Wieża Montaigne’a. Pustelnia Rousseau.

W dzisiejszych czasach tylko niewielka grupa happy few może sobie pozwolić na lekturę, która jest współpracą z autorem. Prawdziwy lektor „pracuje” z autorem. Prawdziwy lektor prze-powiada przepowieść. Péguy pisał o „lekturze dobrze zrobionej”, tak jak się powiada o „dobrze zrobionym” utworze. Nasze powinowactwa z wyboru z książką nabierają cech wzajemności: my czytamy książkę, ale również książka nas czyta.

Taką lektorką jest Małgorzata Łukasiewicz. W eseju Kwiat opowieści dotyczącym prozy Sebalda napisała:

Opowiadanie o tym, co się przeczytało, to właśnie specjalność samego Sebalda. Opowieści składające się na Czuję. Zawrót głowy są ostentacyjnie zrobione na motywach ze Stendhala (dziennika, listów, Życia Henryka Brûlard, O miłości) i z Kafki (dziennika, listów, notatników, Myśliwego Grakchusa). Stendhal napisał swoje, Kafka swoje, mogłoby więc nasunąć się pytanie: po co papugować, po co mówić cudzymi słowami? Jedną z możliwych odpowiedzi już dawno udzieliła napisana przez Borgesa historia Pierre’a Menarda, który zafascynowany był Don Kichotem do tego stopnia, że musiał napisać go jeszcze raz. W wersji mniej skrajnej: takie książki biorą się z poczucia, że przeczytać książkę to, przynajmniej w wypadku niektórych książek, za mało. Nie wystarczy przeczytać – trzeba coś z tym zrobić. Z tego chyba – no bo z czego? – wzięła się nauka o literaturze, krytyka literacka, praktyka przekładu. I na tym gruncie, z tej pokusy, z tej gwałtownej potrzeby, wyrastają też piękne kwiaty opowieści.

6.

„Piękne kwiaty opowieści” są skutkiem twórczej pracy lektury. Stendhal zaskoczony artykułem Balzaca o Pustelni parmeńskiej postanowił wysłać do niego list, który redagował kilkakrotnie i nigdy go w końcu nie wysłał. Przygotował też dla Balzaca egzemplarz Pustelni parmeńskiej, który poprzetykał pustymi kartkami, i chciał prosić, żeby „wielki powieściopisarz” napisał tę książkę na nowo, po swojemu, lepiej.

Stendhal tęsknił do prawdziwego lektora-współtwórcy.

7.

Sztuka lektury uprawiana przez Małgorzatę Łukasiewicz przypomina budowanie biblioteki przez jednego z największych historyków sztuki dwudziestego wieku i twórcę „nauki bez imienia”, jak powiada Giorgio Agamben.

Aby Warburg budował bibliotekę przez całe życie i prawdopodobnie to ona była dziełem, któremu poświęcił najwięcej energii. O powstaniu biblioteki zdecydowało pewne wydarzenie z dzieciństwa. W wieku lat trzynastu Aby, najstarszy syn w rodzinie bankierów, powiedział młodszemu bratu Maksowi, że zrzeknie się prawa starszeństwa, jeśli Maks obieca, że będzie kupował wszystkie książki, o które go poprosi.

Maks się zgodził, nie przypuszczając, że dziecinny żart przemieni się w ciąg nieustannych obligacji. Aby Warburg ustawiał książki nie w porządku alfabetycznym, ale według ich przydatności do potrzeb myśli czytelnika, co powodowało, że układ się zmieniał za każdym razem, kiedy Aby Warburg modyfikował temat i metodę pracy. Warburg kierował się zasadą „dobrego sąsiada”, zgodnie z którą rozwiązanie rozważanego problemu znajdowało się nie w książce, którą przeglądał, lecz w książce stojącej obok.

W ten sposób Aby Warburg stworzył ze swej biblioteki rodzaj labiryntowego obrazu samego siebie. Ten labirynt był fascynujący.

Saxl opowiedział anegdotę o Cassirerze, który po pierwszej wizycie w bibliotece Warburga oświadczył, że albo należy z niej jak najszybciej zmykać, albo się w niej zamknąć na długie lata. Biblioteka prowadziła czytelnika do celu jak prawdziwy labirynt: od jednego „dobrego sąsiada” do drugiego, przez zbłądzenia, aż do Minotaura, który czyhał na czytelnika od początku i którym był, w pewnym sensie, Warburg we własnej osobie. Ci, którzy pracowali w tej bibliotece, wiedzą, że ona wciąga – jak labirynt, jak pasaż, jak miłowanie.

8.

Rubryka pod różą jest książką wyjątkową z powodu milcząco wpisanych w nią przekonań o lekturze jako procesie twórczym. Ten proces składa się z mówienia i z przemilczenia. Z nieustannie ponawianego wysiłku, by wydobyć „na jaśnię” potencjał milczącego głosu z książek, które na nas czyhają. Sztuka lektury jest również umiejętnością zamilknięcia.

W eseju Koniec książki Małgorzata Łukasiewicz napisała:

Koniec książki to zawsze koniec świata, taka jest prawda. (…) To zresztą nie cisza, lecz raczej zamilknięcie, oniemienie, zapadające nie dlatego, że oto wszystko zostało już powiedziane, lecz przeciwnie, dlatego że właśnie wypowiedziane zostać nie może. To, co najgorsze, najbardziej bolesne, taką ma naturę, że zawsze zalega poniżej poziomu słów. Każda wypowiedź od początku skazana jest na porażkę i dopiero razem z tą porażką składa się w ostatecznie ważny komunikat o piekle rzeczy niewypowiedzianych.


Małgorzata Łukasiewicz, Rubryka pod różą, Wydawnictwo Znak,  Kraków 2007, ss. 250

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata