70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wszystko jest w dobrych rękach

Odpowiedź na pytanie o sens cierpienia nie rodzi się na płaszczyźnie rozumowej. Trzeba ją odkryć poza zasięgiem słów, w duchowym zjednoczeniu z cierpiącym Synem. Wówczas tych, co odrobili lekcję krzyża, napełnia radość wielkanocnego poranka.

Oryginalny, grecki tekst uroczystego mszalnego Credo, zwanego Symbolem Nicejsko-Konstantynopolitańskim, zawiera określenie Boga Ojca jako Wszechwładnego (Pantokrator). Nasi przodkowie w wierze wyrazili przez to sformułowanie myśl, która trochę umyka osobom przyzwyczajonym do łacińskiej wersji wyznania wiary, mówiącej o Bogu Ojcu Wszechmogącym (Omnipotens). W istocie bowiem mamy na uwadze nie tyle kogoś, kto potencjalnie może wszystko, ile raczej aktywnego Pana wszechrzeczy, w pełni realizującego swą władzę nad kosmosem oraz nad każdym poszczególnym życiem. Charakterystyczne, że Objawienie pozwala łączyć tę ideę z obrazem Ojca – głowy rodziny i gospodarza wspólnego domu. Wskazując na Stworzyciela, a zarazem Władcę nieba i ziemi, głosimy też Jego serdeczną troskę o wszelki byt[1].

Tak więc Bóg Abrahama i Chrystusa to nie bezosobowe Źródło energii ani beznamiętny Architekt świata, lecz najwyższy Opiekun, którego mądrość „włada wszystkim z dobrocią” (Mdr 8, 1). Biblia jest pełna świadectw o Boskich interwencjach oraz zapewnień o zaangażowaniu Pana w sprawy Jego wyznawców. Znajdujący się w niebezpieczeństwie Psalmista ufa, że jego losy spoczywają w ręku wszechobecnego Wybawcy (por. Ps 31, 16). Jezus uczy, iż Ojcu z nieba nie jest obojętny nawet spadający na ziemię wróbel, a człowiekowi policzono każdy włos na głowie (por. Mt 10, 29-31). Ogarniający wszystko życzliwy Boski zamysł oraz dyskretnie, lecz skutecznie realizująca ów zamysł wola Boża, zostały w tradycji teologicznej objęte wspólnym mianem Opatrzności[2].

W historii myśli europejskiej doktrynę o tak rozumianym stosunku Boga do świata odrzucali zwolennicy trzynastowiecznego awerroizmu łacińskiego oraz oświeceniowi deiści. Katolickie nauczanie na ten temat przypomniał pod koniec XIX w. Sobór Watykański I, który przeciwstawiał się z kolei tendencjom panteistycznym w ówczesnej filozofii i teologii. Ojcowie soborowi akcentując Bożą transcendencję, potwierdzali jednocześnie „mocną i delikatną” obecność Boga w swoim stworzeniu[3].

Wiara w Opatrzność może się wydać nie do pogodzenia z przekonaniem o wolności istot ludzkich. Wrażenie takie potęgują niekiedy fragmenty Biblii głoszące wybranie wierzących „przed założeniem świata” (Ef 1, 4) oraz uprzednią wiedzę Boga na temat zdarzeń mających dopiero nastąpić. Jeżeli moje przyszłe czyny zostały już spisane w „Boskiej księdze” (por. Ps 139, 16), to czy nie znaczy to, że pozostaję w mocy nieuniknionego przeznaczenia? Jednak autorzy Nowego Testamentu mówią też o powołaniu do wolności (por. Ga 5, 13) i zakładają odpowiedzialność ludzi za ich postępowanie. Bóg widzi przyszłość, gdyż nie więzi Go linearny czas, na który spogląda „z zewnątrz”. Towarzysząc z wieczności podejmowanym w czasie ludzkim decyzjom, dokonuje w związku z nimi swego wyboru „przeznaczonych” do zbawienia. Wszystko to dzieje się w kontekście Jego zasadniczej woli zbawienia wszystkich (zob. 1 Tm 2, 4).

Bóg jest zarazem obecny u samych źródeł ludzkiej wolności, w istocie ją gwarantując. „Chociaż (…) ani Bóg nie jest mną, ani ja nie jestem Bogiem, to jednak Bóg nie jest w stosunku do mnie »kimś innym«, ponieważ jest tym, w czym ugruntowana jest cała moja egzystencja…”[4] To właśnie odwrócenie się od Stwórcy owocuje zniewoleniem przez „żywioły świata”. Uwzględniając i szanując wolność człowieka, Bóg pozwala mu doświadczać skutków jego grzechów, lecz nigdy nie pozostawia grzesznika samemu sobie. Opatrzność umie „pisać prosto po krzywych liniach”[5]. W tajemniczy sposób naprowadza człowieka na drogę wyzwolenia z „niewoli zepsucia” (por. Rz 8, 21). Natomiast świadome spotkanie z Chrystusem i związanie się z Nim przez wiarę, nadzieję i miłość, otwiera przed odkupionymi nowe horyzonty: każda sekunda istnienia, każde zdarzenie i spotkanie, przyjmowane są z ręki kochającego Ojca. Nie oznacza to biernego poddawania się okolicznościom, ani nie wiąże się z gwarancją potocznie rozumianego powodzenia w życiu. Miłość Boga jest wymagająca. Zostajemy zaproszeni do wspólnej z naszym Panem troski o Jego królestwo (por. Mt 6, 33) i do zmagań z przeciwnościami w przekonaniu, że „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8, 28). Uznanie Opatrzności Bożej wiąże się z jednej strony z postawą ufności wobec Niewidzialnego, z drugiej zaś – z poczuciem odpowiedzialności za powierzone sobie zadania. Łączy ducha dziecięctwa z dojrzałością.

Na ciężką próbę wystawiają wiarę w Opatrzność nieszczęścia dotykające niewinnych. Objawienie nie usuwa skandalu zła. W dziejach świata wciąż powtarza się dramat Hioba, a przeżywającym go musi wystarczyć rzucony w ciemność okrzyk: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23, 46). Odpowiedź na pytanie o sens cierpienia nie rodzi się na płaszczyźnie rozumowej. Trzeba ją odkryć poza zasięgiem słów, w duchowym zjednoczeniu z cierpiącym Synem. Wówczas tych, co odrobili lekcję krzyża, napełnia radość wielkanocnego poranka. Bóg nie znajduje upodobania w bólu swych dzieci. Wśród najczarniejszej nocy podnosi je i przyciska do serca, choć nie tłumaczy, czemu konieczna jest wędrówka „ciemną doliną” (Ps 23, 4). Mówi tylko: „Jestem tu. Przejdziemy przez to razem”. Absolutnie nie godząc się ze złem, potrafi je „wziąć na siebie” i przeobrazić w dobro. W rezultacie knowania braci biblijnego Józefa pomagają ocalić od zguby cały naród (por. Rdz 50, 20), a zbrodnia popełniona na Jezusie staje się okazją do wylania na świat Boskiej miłości (por. KKK 312).

Wiara w Opatrzność uczy chrześcijańskiego optymizmu. Ojciec z nieba steruje biegiem wydarzeń ku pomyślnemu kresowi, mimo iż nikomu niczego nie narzuca gwałtem. Czternastowieczna angielska mistyczka, Juliana z Norwich, otrzymała pewnego razu zaskakujące objawienie:

„Zobacz, że Ja jestem Bogiem. Zobacz, że jestem we wszystkim. Zobacz, że Ja czynię wszystko. Zobacz, że nigdy nie przestałem porządkować moich dzieł ani nie przestanę, przez całą wieczność. Zobacz, że prowadzę wszystko do rozwiązania, które ustanowiłem dla każdej rzeczy, nim zaczął się czas, tą samą mocą, mądrością i miłością, z którymi ją stworzyłem. Jak cokolwiek może być nie tak, jak być powinno?”[6]

Taka ufność, że ostatecznie wszystko będzie dobrze, nie oznacza zuchwałej beztroski. Zbawienie jest sprawą poważną, do której należy podchodzić z „bojaźnią i drżeniem”, ale jednocześnie trzeba pamiętać, iż starania o jego osiągnięcie inspiruje, umożliwia i podtrzymuje sam Bóg (por. Flp 2, 12-13). Również nakaz zarabiania na codzienny chleb (por. 2 Tes 3, 12) współistnieje z zachętą do całkowitego zdania się na Ojca, karmiącego nawet dzikie ptactwo (por. Mt 6, 26). Nie obiecano nam łatwego życia – wręcz polecono „brać krzyż” (Mk 8, 34) – lecz jednak mamy prawo spodziewać się dobra (por. Mt 7, 11). Choć dopiero przy końcu czasów pojmiemy sens skomplikowanej sieci zdarzeń, to przecież zostało nam objawione, że kieruje nimi Boskie Serce. Jego żar przenika wszechświat. Jak powiada w Boskiej Komedii Dante, słońce i gwiazdy wprawiane są w ruch przez miłość[7].


[1] Zob. Historia dogmatów, red. B. Sesboüé, tłum. P. Rak, tom I: Bóg zbawienia, Kraków 1999, s. 96.

[2] Zob. K. Rahner, H. Vorgrimler, Mały słownik teologiczny, tłum. T. Mieszkowski, P. Pachciarek, Warszawa 1987, kol. 301.

[3] Zob. Historia dogmatów, red. B. Sesboüé, tłum. P. Rak, tom IV: Słowo zbawienia, Kraków 2003, s. 233.

[4] R. Guardini, Wolność – łaska – los. Rozważania o sensie istnienia, tłum. J. Bronowicz, Kraków 1995, s. 90.

[5] Por. Hasło Opatrzność, w: G. O’Collins, E.G. Farrugia, Zwięzły słownik teologiczny, tłum. J. Ożóg, Kraków 1993, s. 173.

[6] Juliana z Norwich, Objawienia Bożej miłości, tłum. A. Gomola, Poznań 2007, s. 117.

[7] Raj, XXXIII 145.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata