70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wenecja Wschodu i Rzym Północy, czyli Stolice Południa na fali wznoszącej

Ważną cechą topograficzną Wrocławia jest jego położenie na 12 wyspach z 220 mostami uzupełnione bezprecedensową w tej części Europy liczbą założeń parkowych, w tym sześciu o powierzchni przekraczającej 20ha. Wielkim atutem Krakowa jest natomiast, również wyjątkowa w skali Polski, różnorodność jego struktury, na którą składa się cały wachlarz dzielnic, zaś każda z nich ma swój niepowtarzalny klimat, postać architektoniczną i własne historie do opowiedzenia.

Wśród największych miast Polski jest kilka, które oprócz bycia „miejscem płacy” dla tysięcy ludzi, stanowią magnes dla gości przybywających na kontrakty, stypendia, staże, delegacje, dłuższe urlopy czy choćby weekendowe wycieczki. W Polsce południowej takimi szczególnymi miejscami są dawne królewskie grody – Kraków i Wrocław. Przez większość XX w. dość zaniedbywane, dziś obie Stolice Południa nadrabiają zaległości i wracają do gry o najwyższe lokaty wśród najchętniej odwiedzanych miast Polski i Europy Środkowej. Kraków co roku bije o milion osób swój poprzedni rekord liczby odwiedzających miasto turystów, a w niektórych rankingach popularności wyprzedza Paryż i Barcelonę. O Wrocławiu jest ostatnio głośno ze względu na starania o organizację EXPO 2012, bezprecedensowy napływ inwestycji i zeszłoroczną kampanię na Wyspach Brytyjskich, mającą zachęcić polskich emigrantów do przyjazdu nad Odrę. Oba ośrodki, choć podobne wielkościowo, startują z zupełnie innych punktów. Kraków nieprzerwanie od XI w. jest duchową stolicą Polski i ważnym ośrodkiem środkowoeuropejskim. Wrocław – niegdyś wspaniała stolica śląska i pruska – został przejęty przez Polskę jako wielkie gruzowisko, i zbudowany od nowa (co na polu społecznym już się zakończyło, na urbanistycznym zaś – ciągle trwa). Nie dziwi więc, że w swoich kampaniach promocyjnych krakowianie odmieniają przez wszystkie przypadki rzeczownik „tradycja”, podczas gdy wrocławianie stawiają na młodość, dynamizm i otwartość.

W Polce oba ośrodki są na tak zakreślonych polach bezkonkurencyjne – szkopuł jednak w tym, że konkurencja odbywa się dziś w skali świata. Z każdego miejsca w Europie w odległości kilku godzin lotu znaleźć można sporo miast co najmniej porównywalnych z naszymi Stolicami Południa. Przed Krakowem i Wrocławiem staje więc pytanie, jak po nadrobieniu zaległości i wyczerpaniu podstawowych rezerw nie przerwać dobrej passy? Co wyeksponować, by utrzymać obecną popularność? Pytania te wydają się mniej palące w przypadku wrocławian, zajętych „inwestycyjną bieżączką” i przywracaniem miastu na różnych obszarach rangi porównywalnej z przedwojenną. Skala inwestycji i zobowiązań każe jednak osobom odpowiedzialnym za wizerunek Wrocławia już dziś wybiegać w przyszłość, i to z zuchwałością działającą drażniąco na warszawski rząd. Jak bowiem inaczej nazwać równoczesne starania o prawo do organizacji tzw. „Małego EXPO” i goszczenia części spotkań Mistrzostw Europy w piłce nożnej w r. 2012 oraz o lokalizację we Wrocławiu Europejskiego Instytutu Technologicznego? Podobnego „mierzenia siły na zamiary” trudno doszukiwać się w Krakowie, który jednak startuje z dużo wyższego niż Wrocław pułapu.

W każdym bądź razie, warunkiem dalszego wzrostu atrakcyjności tak Krakowa, jak i Wrocławia, jest umiejętne wykorzystanie już posiadanych przez nie walorów, przede wszystkim kulturowych, skoro infrastruktura jest wciąż w budowie. Najważniejsze z tych walorów, w subiektywnym wyborze, to: status ważnych ośrodków naukowo-akademickich i kulturalnych, tradycje historyczne, kontakty zagraniczne i odziedziczone formy urbanistyczne. O randze Krakowa i Wrocławia jako ośrodków akademickich i naukowych stanowią przede wszystkim uczelnie wyższe o wielkich tradycjach (UJ, UWr, AGH i PWr), stale plasujące się ścisłej polskiej czołówce i pnące się mozolnie w rankingach światowych. Obudowane są one gęstą siecią innych instytucji naukowych oraz szkół niepublicznych, co daje Stolicom Południa rangę ponadregionalną. Uczeni, absolwenci i studenci wywodzący się spoza Dolnego Śląska i Małopolski, czy wręcz spoza granic RP (by wspomnieć choćby program stypendialny Funduszu Królowej Jadwigi przy UJ), z jednej strony, współtworzą niepowtarzalną atmosferę obu miast, z drugiej zaś, stanowią sieć ich bezinteresownych „ambasadorów”. Kraków i Wrocław z powodzeniem odcinają kupony – przy czym stolica Dolnego Śląska wyraźnie postawiła na ścisłe współdziałanie samorządu i uczelni wyższych, by wspomnieć choćby niedawne wspólne wizyty robocze w zachodniej Ukrainie, Chinach i Indiach.
Nie tylko na akademickiej, lecz także kulturalnej mapie Polski, Wrocław i Kraków zajmują miejsca znaczące. Stolice Południa goszczą wiele znaczących ogólnopolskich imprez kulturalnych oraz wypracowały system samorządowego mecenatu – bardziej chyba widoczny we Wrocławiu ze względu na wyjście do szerokich kręgów odbiorców, na przykład w formie regularnie zmienianych wystaw na Rynku i Placu Solnym. Kraków i Wrocław mogą się także pochwalić renomowanymi wydarzeniami o znaczeniu międzynarodowym, jak Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie czy Vratislavia Cantans; Kraków przypomniał zresztą światu o sobie, gdy stał się Europejską Stolicą Kultury w 2000 roku. Ciekawą próbą wyjścia zarazem do szerokiej publiczności, jak też poza krąg odbiorców polskich, były niedawne „superprodukcje” Opery Dolnośląskiej w Hali Ludowej. Sięgnięto w nich bez wahania po tetralogię Wagnera, co przy okazji wskazuje, że Wrocław nie obawia się uruchomić jednego ze swoich największych zasobów: tradycji niemieckiego – ba, pruskiego! – Breslau. Obok dziedzictwa lwowskiego i dorobku powojennego, z piękną kartą wybitnego ośrodka opozycji, to właśnie śląsko-niemiecka i piastowska spuścizna stanowią o kulturowym bogactwie Wrocławia, z którym porównywane może być w Polsce tylko dziedzictwo Gdańska. Stąd też nacisk kładziony na dynamizm i wielostronność Wrocławia, na czele z hasłem „Miasto Spotkań”, notabene całkiem zgodnym z temperamentem aktualnych mieszkańców, podobnie jak proponowane dla „Małego EXPO” hasło „Kultura czasu wolnego w gospodarkach świata”.
Także Kraków stawia na to, co w jego zasobie historycznym najcenniejsze: dziedzictwo starego miasta królewskiego i katolickiego, nad którym wciąż unosi się duch papieża Jana Pawła II, dodając miastu splendoru „Rzymu Północy”. Podkreślanie królewskości i papieskości Krakowa pociąga za sobą oczywiste ryzyko doprawienia mu „gęby” konserwatywnego, zapatrzonego w przeszłość „Krakówka”, szczęśliwie jednak w swych kampaniach wizerunkowych ostatnich lat Kraków umiejętnie omija te rafy, kładąc w nich nacisk na różnorodność swej oferty. Dotarcie z tą ofertą do odbiorców, szczególnie poza Polską, Kraków ma ułatwione, dysponując wyrobioną już, z dawna rozpoznawaną marką i symbolami. O „zasięgu rażenia” renomy Krakowa poucza choćby lista jego sześciu miast bliźniaczych i dwudziestu partnerskich, rozrzuconych od Maroka po Brazylię i od Szwajcarii po USA. W zestawieniu z Krakowem Wrocław – choć od lat ważny ośrodek kontaktów z Niemcami i Czechami oraz główny cel wycieczek Ziomkostwa Śląskiego – jest wciąż „na dorobku”. Dopiero organizacja Światowego Kongresu Eucharystycznego w 1997 r. wyniosła Wrocław na szersze wody międzynarodowej promocji, odtąd jednak prowadzonej nieprzerwanie i intensywnie, by wspomnieć choćby starania o EXPO 2010, przy których jako skuteczną metodę promocji zastosowano zapraszanie zagranicznych dziennikarzy na tzw. wizyty studyjne czy targi Futurallia 2006. Będąca obecnie w toku akcja promocyjna profilowana pod kątem EXPO 2012 ma docelowo objąć 60 krajów; szczególnie interesujące mogą zaś okazać się efekty szerokiego otwarcia na wschód, zarówno bliższy (zachodnia Ukraina, kraje objęte programem „Mostów Solidarności”), jak i dalszy (Chiny, Indie, Japonia).

Kolejny ważny składnik potencjału kulturowego Krakowa i Wrocławia to ich zasób urbanistyczny, szczególnie zaś zespoły staromiejskie – krakowski ze Starym Miastem, Wawelem i Kazimierzem oraz wrocławski ze Starym Miastem i Ostrowem Tumskim, z ich unikalnymi zespołami architektury gotyckiej i barokowej. Ważną cechą topograficzną Wrocławia jest jego położenie na 12 wyspach z 220 mostami (stąd nadana nieco na wyrost, lecz robiąca karierę na Zachodzie nazwa „Wenecji Wschodu”) uzupełnione bezprecedensową w tej części Europy liczbą założeń parkowych, w tym sześciu o powierzchni przekraczającej 20ha. Wielkim atutem Krakowa jest natomiast, również wyjątkowa w skali Polski, różnorodność jego struktury, na którą składa się, oprócz wymienionych „sztandarowych” części, cały wachlarz dzielnic, zaś każda z nich ma swój niepowtarzalny klimat, postać architektoniczną i własne historie do opowiedzenia. Z punktu widzenia turystyki warto wskazać przede wszystkim na Podgórze, Dębniki – położone w bezpośredniej bliskości centrum – i Nową Hutę, założenie unikatowe w granicach Unii Europejskiej. Wprowadzenie Starego Podgórza, Nowej Huty i Zabłocia do „głównego nurtu” krakowskiego ruchu turystycznego zostało nawet zapisane wśród priorytetów Strategii Rozwoju Turystyki w Krakowie na lata 2006-2013, i to explicite jako warunek, by miasto nie „zadusiło się” rosnącą popularnością własnego historycznego centrum.

Deglomeracja ruchu turystycznego nie jest zresztą problemem wyłącznie krakowskim. Wrocław wprawdzie ciągle zmaga się z renowacją Starego Miasta, jednak równolegle zmierza do realizacji modelu policentralnego. Krokiem milowym na tej drodze byłoby uruchomienie Miasteczka EXPO, którego obiekty mają następnie stać się siedzibą Europejskiego Instytutu Technologicznego – instytucji na wzór i miarę amerykańskiego MIT. Mający powstać na tzw. Nowych Żernikach biegun aglomeracji pozwalałaby na aktywizację zachodniej części miasta, łatwo dostępnej z zachodnich i południowych tras wlotowych i dysponującej ogromnym zasobem terenów zielonych. Problem w tym, że jest to wciąż tylko wizja, której urzeczywistnienie zależy od powodzenia wrocławskich starań o EXPO i EIT. Tak czy owak, decentralizacja funkcji miejskich jest niezbędnym warunkiem utrzymania przez Wrocław i Kraków statusu metropolitalnego, do czego miasta te dążą również przez takie projekty, jak Nowe Miasto w Krakowie czy Sky Tower i Centrum Południowe we Wrocławiu. Obecny ruch budowlany niesie ze sobą jednak nie tylko szanse. Szczególnie Wrocław ryzykuje pójście drogą niektórych miast niemieckich, gdzie odbudowywane po wojnie dzielnice zapełniono modernistycznymi budowlami, które w ówczesnym mniemaniu zdobiły miasto, a we współczesnym – szpecą je. Sytuacja taka w dłuższej perspektywie grozi spadkiem atrakcyjności stolicy Śląska jako miejsca wartego odwiedzenia, szczególnie że głównymi zaletami układu urbanistycznego Wrocławia są jego przestronność i obfitość terenów zielonych.
Powyższe krótkie uwagi najprościej skonkludować stwierdzeniem, że choć genius loci nie zastąpi inwestycji kapitałowych, sam jednak też jest nie do zastąpienia. Nietrudno wyobrazić sobie, że już za kilkadziesiąt lat ceny w Krakowie i Wrocławiu osiągną pułap zbliżony do berlińskiego, inwestorzy uciekną dalej na wschód, a w konkurencyjnych ośrodkach powstaną centra finansowe, handlowe i rozrywkowe nie gorsze od wrocławskich i krakowskich. Także wtedy Stolice Południa będą mogły pozostać rozchwytywanymi celami rosnącej już dziś miejskiej turystyki kulturowej, między innymi w postaci turystyki kongresowej, krajoznawczej czy religijnej – pod warunkiem jednak, że zachowają to nieuchwytne coś, co każe mi i mnie podobnym z radością wracać do tych miast. Czyli właśnie genius loci – sam nieuchwytny, lecz dający się wspierać jak najbardziej materialnymi środkami.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata