„Nie możecie się uzależniać od wody. Opanuje was pragnienie i będziecie narzekać na niedostatek”.
Wieczny Joe, Mad Max. Na drodze gniewu
Wielki mistrz nostalgii za powojenną złotą erą amerykańskiego kapitalizmu Steven Spielberg w filmie Fabelmanowie wraca do swego dzieciństwa w szalonych latach 60. Opowiada o początkach fascynacji kinem, pierwszych próbach reżyserskich i idealnej rodzinie zamieszkującej idealny świat amerykańskiego przedmieścia. Szybko okazuje się, że ta cukierkowa wizja zawiera całkiem sporo gorzkiego nadzienia, ale niczego to nie ujmuje spielbergowskiej tęsknocie za starymi, dobrymi czasami wyrażonej w subtelnie dozowanych odcieniach technikoloru, czarze młodzieńczych odkryć i inicjacji, pietystycznym przywoływaniu dawnych cudów techniki adaptowanych do skali suburbiów z przystrzyżonymi trawnikami i basenami przy każdym domu. W jednej ze scen rodzina bohatera filmu zasiada do obiadu podanego na zastawie z tworzyw sztucznych. Po posiłku wszystko – talerze, szklanki i sztućce – ląduje w śmietniku, a pani domu może odetchnąć w objęciach męża pracującego w laboratorium NASA, któremu rodzina zawdzięcza nie tylko wiarę w podbój kosmosu przez człowieka, ale także plastikową zastawę. Spielberg świetnie oddaje optymistyczny nastrój tamtych czasów. Wolność osiągana niegdyś przez podbój i eksterminację „czerwonoskórych” ciągle sytuuje się w sercu amerykańskiego snu, tyle że teraz występuje w zmodernizowanej postaci – jako marzenie o lądowaniu na Księżycu albo o uwolnieniu pań domu od konieczności zmywania dzięki jednorazowym talerzom.
Ducha tamtych czasów nie można jednak przypisywać wyłącznie Ameryce. Doskonale miał się także po drugiej stronie zimnowojennej barykady, co zabawnie ukazuje sekwencja filmu Jana Hřebejka Pod jednym dachem z 1999 r. Akcja tej gorzkawej komedii toczy się w prowincjonalnym mieście tuż przed Praską Wiosną 1968 r. i w jej trakcie. Czeski reżyser opowiada o skonfliktowanych z sobą lokatorach pewnej kamienicy – rodzinach socjalistycznego opozycjonisty, a zarazem domowego tyrana, oraz jego miłego sąsiada, który jest entuzjastycznie nastawionym do rządu oficerem komunistycznego wojska. Na Gwiazdkę 1967 r. ten drugi podarowuje żonie komplet plastikowych, nietłukących się szklanek z bratniej Polski. A choć inaczej niż w przypadku zastawy u Fabelmanów plastikowe szklanki są przeznaczone do wielokrotnego użycia (co jest skądinąd znaczące), na ogólniejszym poziomie Spielberg i Hřebejk mówią o tym samym. W pozornie trywialnej formie ukazują najważniejszy element aury tamtej epoki – dwa rywalizujące ze sobą obozy połączone tą samą wizją zaprzężenia nauki i techniki do stworzenia lepszego, zasobniejszego, nowoczesnego świata na miarę marzeń całej ludzkości. Przy okazji dowiadujemy się, że obie strony podzielały ten sam model eksternalizacji kosztów uniwersalnego postępu.

