Ilustracja: Agata Endo-Nowicka
Amelia Sarnowska kwiecień 2026

Widok cudzego sukcesu

„Bycie widzem nieszczęść nawiedzających inne kraje jest jednym z najbardziej charakterystycznych przeżyć współczesności” – przekonywała w 2003 r. w Widoku cudzego cierpienia Susan Sontag

Artykuł z numeru

Pułapki samorozwoju

Pułapki samorozwoju

Czytaj także

Monika Drożyńska

Pele-mele. Odpowiada: Monika Drożyńska

Dziś, przeszło 20 lat później, to nie obrazy wojny czy cierpienia są tym, co wypełnia treść feedów naszej codzienności. Doniesienia z frontów przykuwają uwagę, lecz na krótko. Wraz z rozwojem tzw. mediów społecznościowych bardziej niż widzami staliśmy się podglądaczami. Nie tyle cierpienia czy bólu, ile cudzych opowieści o sukcesie. Na ich (nierzadko wątpliwym) gruncie wykształcił się bodaj najbardziej toksyczny nawyk naszych czasów: porównywanie z innymi.

Obrazy – zarówno cierpienia, jak i sukcesu – są bowiem rodzajem retoryki: powtarzają i utrwalają, agitują i normalizują, upraszczają i wypłaszczają. Dawniej fotografie wymagały jednak opisu, który by je wyjaśniał lub fałszował.

Dziś, dzięki technologii, często same stają się fałszem.

W pamięci mam wspomnienie sprzed kilku lat: jadę pociągiem, obok mnie cztero-, może pięcioletnia dziewczynka. Znużona podróżą, próbuje przybliżyć sobie widok zza okna – tym samym gestem, jakim powiększyłaby obraz na smartfonie. Często wracam do niej myślami, dopowiadając sobie w głowie jej historię.  Co, jeśli większe zagrożenie wynika nie tyle z rozmycia granic między światem rzeczywistym a wirtualnym, ile z braku narzędzi, by bezpiecznie poruszać się po tym drugim? Dziecko prędzej czy później przecież zrozumie, że nie przybliży palcami widoku zza okna. Bez odpowiednich narzędzi latami będzie jednak wystawiane na wyidealizowane, podrasowane obrazy, od najmłodszych lat umacniające w nim poczucie, że jest niewystarczające. Niedoskonałe. Przeciętne. Zwykłe. Moja mała współpasażerka od czasu naszej wspólnej podróży prawdopodobnie dzień w dzień oglądała cudze sukcesy – algorytmy zmieniały tylko grunt: od cudzych osiągnięć

w szkole, przez świetlane i błyskotliwe kariery kolegów i koleżanek, wizerunki idealnych związków, na uśmiechniętym i bezproblemowym rodzicielstwie kończąc.

I choć współczesny świat pełen jest relacji z nowych wojen, materiałów ukazujących zniszczenie i okrucieństwo, zdaje się, że – koniec końców – to nie one mają decydujący wpływ na pogłębiający się kryzys zdrowia psychicznego.

Jakie odruchy i stany psychiczne mogą w nas wywoływać obrazy cudzego sukcesu? Jak ćwiczyć się w odporności na taką kulturę? Dziecko z pociągu, o którym wspomniałam, z wiekiem najpewniej zrozumiało, że rzeczywistości nie da się tak łatwo wyzoomować. Pytanie, czy nauczyło się też, by do wszystkich światów, jakie śledzi, podchodzić krytycznie. I nie ufać tak łatwo temu, co podgląda.

***

Życzę, by nadchodzące dni świąteczne – niezależnie od tego, czy przeżywane religijnie czy po prostu jako czas spotkań z bliskimi – sprzyjały lekturze i refleksji.